Czerwiec 2013

Warkocz komety ISON spowoduje obsypanie Ziemi pyłem kosmicznym

Zwykle, gdy nasza planeta przelatuje przez obszar w przestrzeni, w którym są jakieś pozostałości po przelocie znacznych komet dochodzi do deszczu meteorów. Podobne zjawisko może towarzyszyć przejściu w naszej okolicy komety C/2012 S1 ( ISON).

 

W listopadzie tego roku nastąpi najbliższe podejście tej kilkukilometrowej komety do naszego Słońca. Kometa ISON należy do tak zwanych komet muskających, oznacza to, że jej orbita dąży do uderzenia w gwiazdę. Tym razem jednak nie uderzy, ale znajdzie się w rekordowo niewielkiej odległości 0,012 AU, co odpowiada około 1,2 miliona kilometrów.

 

Według naukowców komety to kule lodu i pyłu, więc tak znaczne zbliżenie oznacza, że duża cześć materiału odparuje i utworzy monstrualny warkocz. Na jego dużą wielkość liczą astronomowie i to właśnie powoduje, że oczekiwana jest duża jasność komety.

 

Oprócz okazji do obserwacji astronomicznych pojawi się też szansa na pogłębienie wiedzy na temat składu tej komety. Rosyjscy naukowcy już po wybuchu lutowej asteroidy zdołali zebrać sporo pyłu, który w wyniku tego zjawiska znalazł się w atmosferze. Teraz spodziewane jest pojawienie się wielu fragmentów pyłu wielkości od 1 do 10 mikronów. Uczeni planują zbieranie tego pyłu celem przyszłych analiz.

 

Nie można też wykluczyć, że gdy w grudniu 2013 roku kometa ISON znajdzie się w odległości 0,4 promienia orbity Ziemi nawet po kilku miesiącach dojdzie do deszczów meteorów w wyniku przechodzenia Ziemi przez pozostałości po przelocie komety.

 

 

 


Droga Mleczna jest dużo większa niż myśleli naukowcy

Nowe badania przeprowadzone za pomocą kosmicznego Teleskopu Hubble'a przez naukowców z University of Colorado Boulder wskazują, że Droga Mleczna w rzeczywistości może być znacznie większa, niż wcześniej sądzono.

 

Badania galaktyk spiralnych, podobnych pod względem budowy do tej, w której żyjemy, wykazały, że są one otoczone aureolą gazu o średnicy ponad miliona lat świetlnych. Dla porównania, średnica Drogi Mlecznej to około 100 tysięcy lat świetlnych.  Pomimo faktu, że gęstość gazu jest niska, galaktyki spiralne są obiektami znacznie bardziej masywnymi, niż wcześniej sądzono. Z pewnością odkrycie to będzie miało poważny wpływ na modele ewolucji galaktyk spiralnych, i wszechświata, jako całości.

Droga Mleczna obserwowana z Ziemi

To dziwne, że coś tak rozległego jak halo wokół galaktyki odkryto dopiero teraz, ale pewnym uzasadnieniem może być to, że gaz je tworzący jest zimny i bardzo rozrzedzony.  Udało się tego dokonać dzięki wartemu 70 milionów dolarów urządzeniu zwanym Cosmic Origins Spectrograph, albo COS. Już wcześniej teoretyczne wyliczenia wykazały, że galaktyki spiralne muszą mieć około 5 razy więcej gazu, niż zdołali zobaczyć astronomowie.  Dopiero teraz, dzięki obserwacjom z pokładu Hubble'a znaleziono część "brakującego" gazu.

Galaktyka spiralna NGC 253

Do wykrywania bardzo rozrzedzonego gazu użyto bardzo skomplikowanej procedury. Naukowcy wykorzystali odległe kwazary, jako swego rodzaju "latarnie", które oświetlają fragment przestrzeni i pozwalają na nagrywanie przejścia światła ultrafioletowego przez halo gazu wokół galaktyk.  Następnie spektrometr COS badał skład chemiczny, gęstość, prędkość i inne właściwości gazu takich galaktycznych halo. Uczeni sugerują, że wielkie halo galaktyczne to efekty wybuchów wielu supernowych.

 

Obecnie astronomowie są zajęci dokładnym badaniem odkrytego zjawiska. Naukowcy mają wielkie nadzieje, że Hubble Space Telescope będzie kontynuować swoją pracę.  Jego następca, James Webb Telescope nie będzie prowadził obserwacji w UV, ale w podczerwieni i skupi się przede wszystkim na poszukiwaniu egzoplanet.

 

 

 


Kometa ISON może się okazać astronomiczną atrakcją lub klapą dekady

Gdy w 1973 roku czeski astronom, Lubos Kohoutek odkrył kometę C/1973 E1 obwołano to wydarzeniem dekady. Spodziewano się, że zabłyśnie na niebie ogromną jasnością po zbliżeniu do Słońca. Jednak jej największą jasność, odpowiadającą Jowiszowi można było oglądać tylko z przestrzeni kosmicznej. Dla Ziemian pokaz rozpoczął się dopiero w styczniu 1974 roku, ale jej jasność szybko zmalała, tak, że dało się kontynuować obserwacje wyłącznie za pomocą teleskopów. Istnieje ryzyko, że podobny los może spotkać kometę ISON, na której przylot czekają wszyscy astronomowie i miłośnicy obserwacji nieba.

 

Nauka jak płynie z przypadku komety Kohoutka jest taka, że oczekiwania nie zawsze pokrywają się z realnymi możliwościami danego obiektu do zaprezentowania swojej jasności. W efekcie zamiast komety stulecia, czy dekady możemy być świadkami komety miesiąca. To dlatego wielu astronomów mówiąc o zbliżającej się kilkukilometrowej bryle starają się tonować oczekiwania wskazując na pierwiastek niepewności.

Kometa Kohoutka - źródło: wikipedia.org

Kometa ISON została odkryta we wrześniu 2012 roku przez Artema Novichonoka z Rosji i Vitalija Newskiego z Białorusi. Według wyliczeń w peryhelium znajdzie się w odległości 0,12 AU od Słońca. Kometa Kohutka zbliżyła się na 0,14 AU, a więc również bardzo blisko. Płynie z tego taki wniosek, że bliskość do gwiazdy nie oznacza automatycznie dużej jasności obiektu. Komety to według naukowców brudne kule lodu pochodzące z obszarów poza Układem Słonecznym. Z powodu swojego składu, mają tendencję do topnienia, gdy zbliżają się do gwiazd. Szlak z pyłu i gazu pozostawiany przez nie tworzy tak zwany warkocz komety.  Jeżeli jest wystarczająco duży, ludzie mogą ją zobaczyć.

 

Ostatnia duża widoczna gołym okiem kometa w naszej szerokości geograficznej przelatywała w 1996 roku i była to kometa Hyakutake za to w 1997 mogliśmy oglądać wspaniały pokaz dzięki komecie Hale-Bopp. Pozostaje trzymać kciuki, aby tegoroczna kometa ISON zdołała przynajmniej im dorównać.

 

 

 


Cassini sfotografuje Ziemię w świetle widzialnym

Sonda kosmiczna Cassini zdołała dostarczyć do tej pory bardzo ciekawe zdjęcia okolic gazowego giganta z pierścieniami, Saturna. Tym razem, 19 lipca 2013 roku dojdzie do wykonania zdjęcia Ziemi widzianej z orbity tej planety.

 

Zdjęcie zostanie wykonane w trakcie zaćmienia Słońca. W czasie swojej 9 letniej misji Cassini wykonał już dwa zdjęcia błękitnej planety, ale tym razem będzie to zupełnie inne spojrzenie.

 

Fotografie mają być zrobione w kolorach naturalnych. Będziemy się mogli przekonać jak nasza planeta wyglądałaby gdyby patrzyć na nią 1,6 miliarda kilometrów od niej. Ziemia powinna wyglądać jak mała, bladoniebieska kropka, która będzie widoczna między pierścieniami Saturna.

Jak to zwykle bywa w nowoczesnej astronomii zostanie wykonany szereg zdjęć, które następnie zostaną złączone ( zestackowane) i dzięki temu uda się stworzyć unikalny widok naszej planety. Poprzednie zdjęcia Ziemi widzianej z Saturna wykonano w 2006 roku oraz w 2012 roku.

 

 


Naukowcy rozwiązali zagadkę potężnych emisji promieniowania rentgenowskiego z czarnych dziur

Naukowcy z NASA, John Hopkins University i Rochester Institute of Technology dokonali analizy mechaniki i fizyki powstawania czarnych dziur oraz ich interakcji z otoczeniem. Przeanalizowano zachodzący na progu tego tworu skomplikowany ruch cząstek pozostających w interakcji z polami magnetycznymi i gazem rozgrzanym do ogromnych temperatur. Model komputerowy, który wykonali wskazuje na to jak dochodzi do emisji promieniowania rentgenowskiego obserwowanych już wielokrotnie.


Asteroida, która niedawno minęła Ziemię, należy do zupełnie nowego rodzaju obiektów kosmicznych

Dosyć duża asteroida, która minęła nasza planetę w zeszłym tygodniu to zupełnie nowy rodzaj obiektów. Asteroida 1998 QE2 ma nawet własny księżyc i oba te ciała przeleciały w odległości 5,8 miliona kilometrów od Ziemi. Doszło do tego 31 maja 2013 roku.

 

Jej przejście stało się okazją do licznych obserwacji astronomicznych za pomocą techniki radarowej. Bardzo dokładnych danych dostarczyło obserwatorium astronomiczne Arecibo w Puerto Rico. Okazało się, że obiekt ten ma około trzech kilometrów średnicy, a księżyc, który ją okrąża ma mniej więcej 750 metrów i nawet gdyby nie towarzyszył dużej bryle kosmicznej byłby wystarczająco interesujący.

Asteroida 1998 QE2 została odkryta w 1998 roku przez astronoma pracującego w ramach programu Lincoln Near Earth Asteroid Research, w skrócie LINEAR. To ciało niebieskie okrąża Słońce w mniej więcej 3,8 lat. Na szczęście nie istnieje ryzyko zderzenia tego obiektu z Ziemię, ale bez wątpienia jest to ciekawe ciało niebieskie o nietypowej charakterystyce.

 

 

 


Astronomowie uzyskali nowe dowody wzmacniające teorię Wielkiego Wybuchu

Międzynarodowy zespół naukowców wykorzystujących najpotężniejszy teleskop na Ziemi, odkrył, że w czasach tuż po Wielkim Wybuchu, wszechświat zachowywał się zgodnie z przewidywaniami teorii. Eliminuje to znaczną rozbieżność między teorią i obserwacjami, którą fizycy martwili się przez ponad dwie dekady.

 

Jednym z najważniejszych problemów w fizyce i astronomii były rozbieżności między ilością izotopów litu wcześniej zaobserwowanych w okolicy najstarszych gwiazd w naszej galaktyce, oraz ilości tych izotopów, przewidywanych na podstawie modelu teorii jądrowej syntezy Wielkiego Wybuchu. Obserwowana liczba nuklidu LI6 były 200 razy więcej, a LI7 3-5 razy mniej.

 

Zespół naukowców, kierowany przez Karin Lind, University of Cambridge, USA, wykazał, że stosowane przez naukowców od dziesięcioleci dane dotyczące częstości występowania izotopów litu we wszechświecie zostały poczynione na podstawie obserwacji złej jakości. Według nowego badania, ilości izotopów litu istniejące we wszechświecie są w pełni zgodne z fizyką modelu Wielkiego Wybuchu.

 

Tak więc, ten ważny problem współczesnej astronomii został rozwiązany. Odkrycie to zostało opublikowane w międzynarodowym czasopiśmie naukowym Astronomy & Astrophysics w dniu 6 czerwca.


Astronomowie wskazali obiekt kosmiczny, w którym mogą powstawać nowe komety

Dzięki wykorzystaniu nowego obserwatorium astronomicznego Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) astronomowie zbadali region w okolicy młodej gwiazdy Oph-IRS 48 zawierający cząstki pyłu, z którego mogą formować się nowe komety.

 

Badanie na ten temat zostało opublikowane w magazynie Science. Ma ono znaczenie, ponieważ obserwacje potwierdzają to, co wcześniej uważano tylko za hipotezę, czyli, że istnieją takie dyski materii, z których powstają planety, asteroidy a także komety. Obserwacje takiego obłoku pozwalają naukowcom w zrozumieniu tego jak przebiegają procesy prowadzące do formowania się struktur lodowych i skalistych.

 

Modele komputerowe, jakie powstały na podstawie obserwacji wskazują na to, że cząstki pyłu zderzają się ze sobą integrując się coraz bardziej i bardziej, co daje podstawę obiektom kilkucentymetrowym, potem kilkumetrowym aż do kilkukilometrowych i większych. Co więcej, dochodzi między nimi do częstych kolizji, co wyzwala energię kinetyczną i jeszcze więcej pyłu, który dołącza do takiego dysku protoplanetarnego. Symulacje wskazują, że cześć takiego pyłu powinna stopniowo migrować w kierunku gwiazdy, spadając na nią i nie uczestnicząc w powstawaniu kolejnych ciał niebieskich.

Nowe obserwacje z teleskopu ALMA spowodowały, że uczeni zdołali zobaczyć znacznie więcej szczegółów i przyznali, że są one zaskakujące. Spodziewano się struktury w kształcie pierścienia a zaobserwowano coś, co przypomina raczej orzech nerkowca. Oznacza to, że następuje tam zjawisko powodujące nierównomierne wypełnienie pyłem badanego dysku protoplanetarnego.

Można też powiedzieć, że astronomowie odkryli region w dysku, który zawierał dużo pyłu i cząstek większych rozmiarów, które zostały złapane w rodzaj grawitacyjnej pułapki. ALMA nie działa jeszcze z pełną mocą i naukowcy liczą na to, że po osiągnięciu najwyższej rozdzielczości uda się dowiedzieć na temat tego skupiska jeszcze więcej.

 

 

 


Naukowcy odkryli pochodzenie mgły w atmosferze Tytana

Uczeni pracujący w ramach misji kosmicznej Cassini potwierdzili, że w wyższych partiach atmosfery największego księżyca Saturna znajdują się złożone węglowodory. To właśnie ich obecność powoduje, że przekształcają się w związki, które później nadają mu charakterystyczny pomarańczowo-brązowe zamglenie.

 

Obecność złożonych struktur chemicznych zwanych wielopierścieniowych węglowodorami aromatycznymi, wyjaśnia pochodzenie cząstek aerozolu znajdujących się w dolnej warstwie mgły pokrywającej powierzchnię Tytana. Naukowcy uważają, że związki te łączą się w celu stworzenia większych cząstek podczas obniżania się.

Spośród wszystkich ciał niebieskich w Układzie Słonecznym atmosfera Tytana najbardziej przypomina atmosferę naszej planety. Składa się ona głównie z azotu, tak jak ziemska atmosfera. Inną często występująca cząsteczką jest tam metan, który odgrywa ważną rolę w atmosferze księżyca. Jest w niej obecny w ilości 2%.

 

 

 

 


Obszary gwiazdotwórcze zaobserwowane przez kosmiczny teleskop Spitzer

Obserwacje w podczerwieni mają dużą przyszłość i można zobaczyć więcej niż w świetle widzialnym. Kosmiczny teleskop Spitzer operuje właśnie w tym paśmie. Ostatnio udało się wykonać szereg interesujących zdjęć przedstawiających obszary w naszej galaktyce, w których dochodzi do tak licznego powstawania gwiazd, że astronomowie nazywają je kwitnącymi.

 

Obrazy powstały w ramach przeglądu nieba o nazwie Galactic Legacy Infrared Mid-Plane Survey Extraordinaire (Glimpse 360), który ma na celu zbadanie topografii naszej galaktyki. Mapa wykonana na podstawie danych uzyskanych w trakcie realizacji tego programu, a także panoramiczny widok na płaszczyźnie Drogi Mlecznej z kątem oglądania 360 stopni będą dostępne jeszcze w tym roku.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/University of Wisconsin

Żyjemy w galaktyce spiralnej, przypominający kształtem płytę winylową. Jednak ta płyta ma małe nachylenie. Odległość od centrum Drogi Mlecznej do naszego Układu Słonecznego to dwie trzecie promienia galaktyki. Mapy sporządzone przez "Spitzera" to wynik obserwacji w podczerwieni. Może to pozwolić naukowcom precyzyjnie określić kształt naszej galaktyki i jej nachylenie.

Powyższy film jakkolwiek pełen uproszczeń daje pewien pogląd na to jak wygląda rzeczywisty ruch naszego słońca I otaczających je planet. Aby ustalić naszą pozycję potrzebne jest, zatem dosyć wyrafinowane badanie. W niektórych obszarach Drogi Mlecznej znamy znacznie mniej szczegółów niż w jej centrum, więc w nowych obserwacjach astronomowie postanowili zwrócić uwagę na "przedmieścia" naszej galaktyki, które można zobaczyć na nowych obrazach ze "Spitzera".

Źródło: NASA/JPL-Caltech/University of Wisconsin

 

 

 

 


Strony