Styczeń 2021

Niewyjaśnione kołysanie przesuwa bieguny Marsa

Nowe badanie pozwoliło naukowcom odkryć, że bieguny Marsa nieznacznie odchylają się od osi obrotu planety. Średnio przesuwają się o 10 cm od centrum na okres 200 dni.<--break->

Takie zmiany nazywane są oscylacjami lub kołysaniem Chandlera, od nazwiska amerykańskiego astronoma Setha Chandlera, który odkrył je w 1891 roku. Wcześniej widywano je tylko na Ziemi. Wiadomo, że przemieszczenie biegunów obrotu naszej planety następuje z okresem 433 dni, a amplituda sięga 15 metrów. Nie ma dokładnej odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje. Uważa się, że na kołysanie wpływają procesy zachodzące w oceanie i atmosferze ziemskiej.

 

Kołysanie Chandlera na Marsie jest równie kłopotliwe. Autorzy badania odkryli je, porównując dane z 18 lat badań planety. Informacje uzyskano dzięki trzem statkom kosmicznym krążącym wokół Czerwonej Planety: Mars Odyssey, Mars Reconnaissance Orbiter i Mars Global Surveyor. 



Mars - Zdjęcie: NASA / JPL

Ponieważ Mars nie ma oceanów, jest prawdopodobne, że kołysanie Czerwonej Planety wynika jedynie ze zmian ciśnienia atmosferycznego. To pierwsze wyjaśnienie, którym podzielili się naukowcy. W przyszłości powinny pojawić się nowe szczegóły dotyczące tych oscylacji.

 

 

Dodaj komentarz

Japońscy naukowcy pracują nad drewnianymi satelitami

Japońska firma Sumitomo Forestry we współpracy z Kyoto University zamierzają stworzyć satelity z drewnianymi kadłubami. Pierwsza taka konstrukcja, powinna być gotowa do testów w 2023 roku. Powód do podjęcia takiego eksperymentu, jest dość istotny dla ziemskiej atmosfery.

Zwykle korpus satelity jest wykonany z aluminium lub jego stopów. Takie materiały doskonale wytrzymują ekstremalne warunki w kosmicie ale wiąże się to z pewną wadą. Gdy dochodzi do ich deorbitacji satelity zawsze muszą zostać spalone w ziemskiej atmosferze.



Kiedy satelita z metalowym korpusem zapada się w atmosferze, tworzą się stałe cząstki tlenku glinu, które pozostają w powietrzu przez wiele lat. Naukowcy nie są jeszcze pewni czy stwarza to problemy środowiskowe. Warto jednak podjąć poszukiwania jakiejś alternatywy dla aluminium.



Źródło: SUMITOMO FORESTRY



Jednym z nich miałoby być wykonanie korpusu satelity z drewna. Całkowicie spali się on w atmosferze, tworząc dwutlenek węgla który będzie nieszkodliwy w takich ilościach. Ponadto, drewniana obudowa przepuszcza fale radiowe, co znacznie uprościłoby projektowanie systemów komunikacyjnych. Naukowcy zamierzają teraz przeprowadzić eksperymenty, aby dowiedzieć się, czy którykolwiek rodzaj drewna, może wytrzymać ekstremalne temperatury, próżnię i promieniowanie kosmiczne. Testy tej osobliwej technologii, są planowane na 2023 rok.

Dodaj komentarz

Astronom z Harvardu twierdzi, że kosmici dali ludziom sygnał w 2017 roku

Obiekt międzygwiezdny, który przeleciał przez Układ Słoneczny 19 października 2017 roku, mógł nie być kometą. Taką opinię wyraził kierownik wydziału astronomii na Harvardzie dr Avi Loeb. Uważa on, że to co nazywamy asteroidą międzygwiezdną Oumuamua było komunikatem od obcych.

 

Naukowiec wyjaśnił, że była to nie tyle asteroida, czy kometa, ale raczej obca technologia, za pomocą której obcy próbowali skontaktować się z ludźmi. Naukowiec wyjaśnił swoje stanowisko „dziwnością” przechodzącego ciała niebieskiego. W szczególności, według niego, poruszał się nierównomiernie, co wcale nie jest typowe dla innych tego typu obiektów kosmicznych.

W 2019 roku naukowcy z University of Maryland opublikowali artykuł badawczy, który traktował o dziwności Oumuamua. Na przykład astronomowie zauważyli wydłużony kształt ciała niebieskiego i jego niezwykłą trajektorię.

 

Jednak naukowcy również wątpili, że jest to obca technologia. Ich zdaniem do takich wniosków nie wystarczą pewne „dziwactwa”. Po prostu - ponieważ nie stwierdzono na 100 proc. że był to obiekt wysłany przez obcych - uznano, że nim nie jest. 

 

Należy zauważyć, że przeprowadzono również inne badania. Nasłuchiwano na przykład czy Oumuamua nie nadaje jakiegoś sygnału radiowego. Nasłuch prowadziły największe radioteleskopy na Ziemi. Nie poinformowano jednak o niczym szczególnym i dlatego odrzucono hipotezę, że Oumuamua jest powiązana z kosmitami. 

 

Loeb z kolei podkreślił, że nie próbuje wykorzystywać „luk” i wypełniać ich swoimi założeniami. Stwierdził, że naukowcy muszą po prostu zaakceptować wszystkie wersje i skoro nie da się stwierdzić ponad wszelką wątpliwość czym był ten obiekt, nie można wykluczyć, że był kosmicznym posłańcem od obcych.

 

 

Dodaj komentarz

Astronomowie odkryli nową klasę gwiazd

Zespół naukowców z Uniwersytetu w Poczdamie w Niemczech i Uniwersytetu Federalnego w Kazaniu, odkrył oznaki powstania niezwykłej gwiazdy nowej klasy. Obserwacje prowadzono za pomocą kosmicznego obserwatorium rentgenowskiego XMM-Newton Europejskiej Agencji Kosmicznej.

 

Mgławice to chmury gazu i pyłu znajdujące się w pewnych obszarach kosmosu - wiele z nich można zobaczyć na niebie gołym okiem. Naukowcy, natrafili na zagadkową gwiazdę podczas badań nad mgławicą IRAS 00500 + 6713. Ich badania rozpoczęły się po tym, gdy inny zespół odkrył w zeszłym roku, że centralna gwiazda mgławicy, zwana J005311, charakteryzuje się wiatrem gwiazdowym o niezwykle dużych prędkościach.

Po przeanalizowaniu historii jej powstania, naukowcy doszli do wniosku, że powstała ona w wyniku zderzenia dwóch białych karłów. Zjawiska, które zazwyczaj prowadzi do wybuchu supernowej i anihilacji obydwu gwiazd. Wcześniejsze badania wykazały, że powstanie nowej gwiazdy jest możliwe, gdy jedna lub dwie gwiazdy „przeżyją” lub też połączą się. Naukowcy znaleźli dowody na to, że takie połączenie miało miejsce w przypadku gwiazdy J005311. Sęk w tym, że ta konkretna gwiazda, wykazywała do tego wyjątkowe właściwości.

 

Zdaniem badaczy, obiekt emitował niezwykle dużą ilość promieni rentgenowskich. Uwagę badaczy zwróciła również znacznie wyższa jasność niż oczekiwano początkowo.Te cechy nie pozwoliły badaczom zaklasyfikować go jako białego karła. Dalsza analiza wykazała, że ​​gwiazda ma unikalny skład pierwiastkowy, w którym dominują tlen i neon. W toku badań odkryto, że gwiazda jest niestabilnym produktem dwóch białych karłów łączących się bez formowania się nowego białego karła. W miejsce tych dwóch ciał niebieskich narodził się zupełnie inny, nieznany typ gwiazdy. Zagadnienie to, wymaga oczywiście dalszych badań.

 

Dodaj komentarz

Astronomowie odkryli starożytną superziemię!

W okolicy jednej z najstarszych gwiazd Drogi Mlecznej odkryto trzy nieznane wcześniej egzoplanety. Astronomowie byli pełni zaskoczenia, gdy okazało się, że jedna z nich jest starożytną superziemią.

 

Zaledwie 280 lat świetlnych od Słońca znajduje się pomarańczowy karzeł o nazwie TOI-561. Wokół gwiazdy krążą trzy egzoplanety, które otrzymały następujące nazwy: TOI-561 b, TOI-561 c i TOI-561 d. Obiekty te zostały wykryte z pomocą teleskopu kosmicznego TESS metodą tranzytu. Szczególną uwagę astronomów przykuła planeta TOI-561 b.

 

Dokładne obserwacje pozwoliły ustalić, że TOI-561 b to planeta skalista, która jest około 50% większa od Ziemi i posiada trzykrotnie większą masę. Co ciekawe, egzoplaneta krąży wokół pomarańczowego karła na bardzo krótkiej orbicie. Wykonanie jednego pełnego obiegu wokół gwiazdy zajmuje jej zaledwie 10,5 godziny. To tylko 630 minut! Co więcej, wiek planety szacuje się na około 10 miliardów lat.

Starożytna superziemia TOI-561 b znajduje się ekstremalnie blisko swojej gwiazdy macierzystej, dlatego też z całą pewnością nie nadaje się do utrzymania życia jakiego znamy. Szacuje się, że na jej powierzchni panuje temperatura rzędu ponad 1 700 stopni Celsjusza.

 

Okazuje się, że system TOI-561 jest ponad dwa razy starszy od Układu Słonecznego i jest niewiele młodszy od samego Wszechświata. Istnienie systemu TOI-561 wskazuje, że Wszechświat formował planety skaliste niemal od samego początku swego istnienia i mogą one pozostać stabilne przez bardzo długi czas.

 

Dodaj komentarz

Sonda Hayabusa 2 rozpoczęła misję na kolejnej asteroidzie

Hayabusa-2 rozpoczęła swój lot do asteroidy 2001 CC21. Jest to pierwszym cel rozszerzonego programu badawczego Japońskiej Agencji Kosmicznej. Sonda ma przelecieć blisko asteroidy w lipcu 2026 roku.

Oryginalnym celem programu naukowego Hayabusy-2, było kompleksowe zbadanie 900-metrowej asteroidy Ryugu, pobranie próbek gleby z jej powierzchni i warstw wewnętrznych, a następnie dostarczenie ich na Ziemię. Realizacja tych celów zajęła stacji sześć lat, a główny program zakończył się na początku grudnia 2020 roku. Wówczas, kapsuła z glebą wylądowała w Australii i została przetransportowana do Japonii.

Po wystrzeleniu kapsuły sonda zaczęła oddalać się od Ziemi. 5 stycznia 2020 roku Hayabusa-2 włączyła silniki i rozpoczęła lot do swojego nowego celu, 700 metrowej asteroidy 2001 CC21. Planowo, znajdzie się ona w jej okolicy w lipcu 2026 roku. To jednak nie koniec planów JAXA.



W grudniu 2027 i czerwcu 2028 Hayabusa-2 wykona dwa manewry grawitacyjne w pobliżu Ziemi, aw lipcu 2031 dotrze do bliskiej Ziemi asteroidy 1998 KY26. Zakłada się, że dane uzyskane przez sondę, pomogą lepiej zrozumieć cechy różnych typów asteroid i mechanizmy ich powstawania, a także pomogą w opracowaniu metod ochrony Ziemi przed takimi ciałami.

 

Dodaj komentarz

Druga nowo odkryta asteroida w 2021 roku zbliżyła się znacznie do Ziemi

Nowo odkryta asteroida oznaczona jako 2021 AH przeleciała obok Ziemi w odległości 49367 km od centrum naszej planety. Jest to już druga znana asteroida, która przeleciała obok Ziemi w mniejszej odległości niż orbita księżyca od początku roku.



W 2020 roku, doszło łącznie do 107 takich przelotów. W porównaniu z 77 w 2019, 76 w 2018, 55 w 2017 i 53 w 2016 był to wyjątkowo aktywny rok. 2021 AH został zaobserwowany po raz pierwszy w Catalina Sky Survey w Arizonie na kilka godzin przed jego przelotem w pobliżu Ziemi. 2021 AH należy do grupy asteroid Apollo i ma szacunkową średnicę od 5,4 do 12 metrów.

 

Dodaj komentarz

Atmosfera na Marsie zniknęła z powodu wiatru słonecznego

Około cztery miliardy lat temu Mars posiadał atmosferę i prawdopodobnie był bardzo podobny do Ziemi. Na jego powierzchni znajdowału się liczne rzeki i jeziora skąpane w promieniach Słońca. Być może stwarzały nawet warunki niezbędne do powstania życia. Ale potem coś się wydarzyło i izolująca atmosfera Marsa praktycznie zniknęła.

Narażona na wpływ kosmicznego pierwiastka Czerwona Planeta z czasem zamieniła się w suche, zamarznięte pustkowie, jakie znamy dzisiaj. Do niedawna naukowcy zastanawiali się, co faktycznie stało się z marsjańską atmosferą, ale dane uzyskane za pomocą misji NASA MAVEN nie są jednoznaczne. Naukowcy pracujący nad projektem szacują, że znaczna część atmosfery Marsa została zdmuchnięta przez wiatr słoneczny, czyli strumienie naładowanych cząstek, które nieustannie emitowane są z naszej gwiazdy. Ciekawe jest również to, że Czerwona Planeta nadal traci w ten sposób część swojej rzadkiej atmosfery.

 

Naukowcy od dłuższego czasu wiedzą o tym, że Mars wciąż traci resztki swojej atmosfery. Jednak dane z misji MAVEN wskazały, jak ważny był ten proces w całej historii planety. Naukowcy z Goddard Space Flight Center NASA doszli do wniosku, że znaczna część atmosfery Marsa została utracona w kosmosie, a nie tak jak sugerują inni eksperci, uwięziona na planecie. Kluczem do rozwiązania zagadki był pomiar gazu szlachetnego - argonu.

 

Przypomnijmy, że gazy szlachetne to grupa pierwiastków chemicznych o podobnych właściwościach takie jak hel, neon, argon, krypton, ksenon i radioaktywny radon. W normalnych warunkach są to bezbarwne, bezwonne i pozbawione smaku gazy jednoatomowe o bardzo niskiej reaktywności chemicznej.

 

Autorzy badania zwrócili szczególną uwagę na wiatr słoneczny, naładowane cząsteczki emitowane ze Słońca, które uderzają w cząsteczki w atmosferze, tworząc nowe naładowane cząstki - jony. Wiatr słoneczny łatwo zbiera jony i przenosi je w kosmos. Co ciekawe, podczas tego procesu lżejsze cząsteczki znikają z atmosfery. Dzieje się tak, ponieważ takie cząsteczki z większym prawdopodobieństwem wzniosą się wysoko w atmosferę, w którą uderza wiatr słoneczny.

 

Dzięki pomiarom z sondy MAVEN, naukowcy porównali stężenia argonu-36 i argonu-38 na różnych wysokościach w atmosferze Marsa i określili, o ile lżejszy argon-36 zniknął z atmosfery w czasie. Następnie wykorzystali te informacje do symulacji wpływu wiatru słonecznego na inne typy cząsteczek w atmosferze Marsa i doszli do wniosku, że około 66% atmosfery Marsa uciekło w kosmos w ciągu ostatnich czterech miliardów lat.

 

Naukowcy zauważają, że tajemnica zniknięcia atmosfery na Marsie została tylko częściowo rozwiązana. Chociaż większość z niej ginie w kosmosie, wiele innych procesów na planecie mogło również odegrać jakąś rolę w zanikaniu atmosfery.

 

 

Dodaj komentarz

Gigantyczna czarna dziura nadal wymyka się wykryciu

Uważa się, że supermasywne czarne dziury znajdują się w centrach większości galaktyk, jeśli nie wszystkich. Na przykład, nasza Droga Mleczna ma masywne 4 miliony Słońc, a M87, jedyna widziana bezpośrednio czarna dziura, osiąga masę aż 2,4 miliarda Słońc. Duża galaktyka w centrum gromady galaktyk Abell 2261, znajdująca się około 2,7 miliarda lat świetlnych od Ziemi, powinna mieć jeszcze większą centralną czarną dziurę - pochłaniający światło potwór, który powinien mieć masę od 3 do 100 miliardów Słońc, ale do tej pory egzotyczny obiekt nie został odkryty.

 

Takie brakujące czarne dziury są oczywiście tylko czysto hipotetycznymi tworami, bo do tej pory żadnej nie odnaleziono. Nie wiadomo, czy supermasywne czarne dziury zbliżą się do siebie dostatecznie blisko,aby spowodować fale grawitacyjne i scalić się. Jak dotąd astronomowie potwierdzili tylko połączenia znacznie mniejszych czarnych dziur.

 

Odnalezienie brakujących supermasywnych czarnych dziur doda wiatru w żagle naukowcom używającym i rozwijającym obserwatoria do poszukiwania fal grawitacyjnych z łączenia się supermasywnych czarnych dziur. Zdaniem astrofizyków Centralna galaktyka gromady galaktyk Abell 2261 jest dobrym miejscem do polowania na takie coś, ponieważ istnieje już kilka możliwych oznak takiego połączenia. 

Źródło: X-ray: NASA/CXC/Univ of Michigan/K. Gültekin; Optical: NASA/STScI/NAOJ/Subaru; Infrared: NSF/NOAO/KPNO

Obserwacje z kosmicznego Teleskopu Hubble'a i naziemnego Teleskopu Subaru pokazują, że jądro tej galaktyki to region o największej gęstości gwiazdowej i jest znacznie większy niż oczekiwano dla galaktyki tej wielkości. A najgęstsza gwiezdna plama znajduje się około 2000 lat świetlnych od centrum galaktyki, "uderzająco daleko”, jak twierdzą przedstawiciele NASA.

 

W nowych badaniach zespół kierowany przez Kaihana Gultekina z University of Michigan odkrył, że w centralnych obszarach galaktyki nie znaleziono najgęstszych stężeń gorącego gazu. Ale dane z kosmicznego teleskopu Chandra nie ujawniły też żadnych znaczących źródeł promieniowania rentgenowskiego, ani w jądrze gromady, ani w dużych gromadach gwiazd w oddali. Zatem tajemnica brakującej supermasywnej czarnej dziury pozostaje do dzisiaj.

 

Tę zagadkę mógłby rozwiązać następca Hubble'a, duży i potężny kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, którego wystrzelenie zaplanowano na październik 2021 roku. Jeśli James Webb nie zauważy czarnej dziury w sercu galaktyki lub w jednej z jej dużych gromad gwiazd, to jak twierdzą przedstawiciele NASA „najlepszym wyjaśnieniem byłoby to, że na skutek kolizji ta czarna dziura odbiła się daleko od centrum galaktyki” pozostawiajc puste miejsce.

 

 

Dodaj komentarz

Potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliżyła się do Ziemi

Astronomowie informują, że w ciągu najbliższych dni, w odległości około ośmiu milionów kilometrów od Ziemi, przeleci potencjalnie niebezpieczna asteroida 2020 WU5. Trajektoria jego orbity została opublikowanana stronie internetowej NASA Jet Propulsion Laboratory.

Asteroida 2020 WU5 została odkryta 29 listopada 2020 roku na zdjęciach wykonanych przez teleskop kosmiczny NEOWISE (Wide-Field Infrared Survey Explorer), a 4 grudnia została włączona do Electronic Minor Planet Circular Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU).

 

Asteroida należy do grupy obiektów Apolla - zwyczajowo bliskich Ziemi, których orbity często przecinają się z ziemską. Według naukowców średnica tej kosmicznej skały waha się od 500 metrów do 1,1 km. 2020 WU5 porusza się po niebie w konstelacjach Rufy, Jednorożca, Małego Psa, Bliźniąt i Woźnicy. 

Najbliższe zbliżenie tego ciała niebieskiego do Ziemi nastąpiło w nocy z 13 na 14 stycznia. Zgodnie z obliczonymi danymi, jego jasność wyniesie 12,9 magnitudo. Na środkowych szerokościach geograficznych półkuli północnej będą dobre warunki do jej obserwacji. 

 

Asteroidę będzie można zobaczyć przez teleskopy o średnicy 200 mm lub większej. Pomimo tego, że asteroida przeleci wystarczająco daleko od Ziemi - według różnych szacunków od 8,1 do 7,5 miliona kilometrów - jest klasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczna.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Strony