Październik 2020

Naukowcy odkryli nową zagadkę mgławic planetarnych

Astronomowie dostarczyli nowe wyjaśnienie dla bogatej różnorodności kształtów, jakie przybierają mgławice planetarne. Odkrycie jest oparte na wielokrotnych obserwacjach starzejących się gwiazd. Wbrew powszechnemu przekonaniu zespół odkrył, że wiatry gwiezdne nie powinny mieć symetrii sferycznej, a zamiast tego przybierać różne kształty zbliżone do samych mgławic planetarnych.



Umierające gwiazdy puchną się i chłodzą, stając się czerwonymi olbrzymami. Ten proces jest odpowiedzialny za powstawanie tak zwanych wiatrów gwiazdowych. Są to strumienie cząstek wyrzucane z gwiazdy, które w znacznym stopniu przyczyniają się do jej utraty masy. Ze względu na braki danych, astronomowie uważali wcześniej, że intensywność wiatrów gwiazdowych we wszystkich możliwych kierunkach przestrzennych jest w przybliżeniu taka sama. Oznaczało to, że siłą rzeczy muszą one mieć symetrię sferyczną. Jednak jeśli wiatry gwiazdowe, faktycznie zachowywałyby się w ten sposób to skąd bierze się tak bogata różnorodność kształtów mgławic planetarnych?



Pytanie to zadał zespół kierowany przez Leen Decin z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven w Belgii. Po przeanalizowaniu ruchu wiatrów gwiazdowych wokół zimnych czerwonych olbrzymów za pomocą obserwatorium radiowego ALMA znajdującego się w Chile, naukowcy zauważyli, że rozkład wiatrów prawie w żadnym przypadku nie był sferycznie symetryczny. Naukowcy zidentyfikowali formy dystrybucji strumieni wiatrów gwiazdowych i stwierdzili, że strumienie te mogą tworzyć struktury dyskowe, spiralne i stożkowe. Kształty tych struktur doprowadziły zespół do przekonania, że ​​nie są one dziełem przypadku. 



Zasugerowano, że przyczyna ich różnorodności leży w interakcji z innymi, małymi gwiazdami. Ponieważ nieregularność rozkładu wiatrów gwiazdowych w kierunkach nie była wcześniej brana pod uwagę w modelowaniu ewolucji gwiazd, nowe wyniki doprowadzą do rewizji szeregu modeli. Oznacza to chociażby, że tempo utraty masy przez umierające gwiazdy, w niektórych modelach może zmieniać się dziesięciokrotnie, jeśli nie bardziej. Wyniki ich badań zostały opublikowane w czasopiśmie Science.

 

Dodaj komentarz

Na południowym biegunie Marsa odkryto sieć podziemnych jezior

Kolejne badania zdają się potwierdzać, że Mars wcale nie jest aż tak nieprzyjazny dla rozwoju życia bakteryjnego, a miliardy lat temu faktycznie mógł przypominać dzisiejszą Ziemię. Sonda Mars Express odkryła bowiem sieć podziemnych jezior na południowym biegunie Czerwonej Planety.

 

Już w 2018 roku, naukowcy odnaleźli podpowierzchniowe jezioro, co uznano za przełom w poszukiwaniach życia pozaziemskiego. Istnienie wielkiego zbiornika wody na południowym biegunie planety było kwestionowane przez ekspertów, którzy uważali, że naukowcy nie zebrali wystarczającej ilości danych, aby z całą pewnością można było uznać ten obiekt za jezioro.

 

Jednak najnowsze badania nie pozostawiają już żadnych wątpliwości. Zespół naukowców z Roma Tre University nie tylko potwierdził istnienie tamtego jeziora, ale też odkrył trzy inne zbiorniki wody w stanie ciekłym, które oddzielone są od głównego jeziora suchymi obszarami. Z dostępnych danych wynika, że marsjańska woda zawiera wysokie stężenie soli, dzięki czemu nie zamarza mimo bardzo niskich temperatur na południowym biegunie.

Sonda Mars Express - źródło: ESA

Najnowszego odkrycia dokonano z pomocą instrumentu MARSIS (Mars Advanced Radar for Subsurface and Ionosphere Sounding) sondy Mars Express. Urządzenie wysyła impulsy radarowe, które przenikają powierzchnię i czapy lodowe Marsa. Ta sama technika jest używana do badania jezior pod lodowcami Antarktydy.

 

Odkrycie sugeruje, że pod powierzchnią Czerwonej Planety może ukrywać się znacznie więcej takich jezior. Naukowcy uważają, że podpowierzchniowe zbiorniki wodne Czerwonej Planety mogą zawierać życie bakteryjne, dlatego przyszłe misje kosmiczne powinny koncentrować się na marsjańskich jeziorach.

 

Dodaj komentarz

Astronomowie odkryli „piekielną planetę”

Teleskop kosmiczny CHEOPS dokonał szczegółowej obserwacji odległej egzoplanety. Okazuje się, że na planecie WASP-189b panują dosłownie piekielne warunki, a przy tak ekstremalnie wysokich temperaturach, żelazo byłoby w stanie gazowym.

 

Należący do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) „łowca egzoplanet” CHEOPS rozpoczął pracę na orbicie w kwietniu 2020 roku i po kilku miesiącach przesłał na Ziemię pierwsze dane. Teleskop kosmiczny prowadził szczegółowe badania egzoplanety WASP-189b i potwierdził, że jest to jedna z najbardziej ekstremalnych znanych nam planet we Wszechświecie.

 

WASP-189b krąży wokół gwiazdy HD 133112, która z kolei należy do najgorętszych znanych gwiazd z układem planetarnym. System znajduje się w odległości 322 lat świetlnych od Ziemi w Gwiazdozbiorze Wagi. Ten gazowy gigant posiada masę półtora razy większą od Jowisza i krąży niezwykle blisko swojej gwiazdy macierzystej - potrzebuje zaledwie 3 dni, aby wykonać jedno pełne okrążenie. Egzoplaneta jest 20 razy bliżej swojej gwiazdy niż Ziemia względem Słońca.

WASP-189b należy do grupy egzoplanet, które mają stałą stronę dzienną i nocną, zupełnie jak nasz Księżyc. Na podstawie danych z teleskopu kosmicznego CHEOPS oszacowano, że jej temperatura sięga 3200 stopni Celsjusza, dlatego można ją zakwalifikować do kategorii planet, zwanych ultragorącymi Jowiszami.

 

Również sama gwiazda wydaje się być interesująca. HD 133112 jest znacznie większa od Słońca, a jej temperatura jest wyższa o ponad 2 tysiące stopni Celsjusza. Gwiazda obraca się tak szybko, że posiada kształt elipsoidalny, a nie kulisty. Teleskop kosmiczny CHEOPS to pierwsza misja Europejskiej Agencji Kosmicznej, skupiająca się na badaniach egzoplanet i wkrótce powinna przyczynić się do kolejnych odkryć.

 

Dodaj komentarz

Wenus nadawałaby się do zamieszkania gdyby nie Jowisz

Według najnowszych badań Uniwersytetu Kalifornijskiego, Wenus nie byłaby dziś ognistym piekłem, które znamy obecnie, gdyby Jowisz nie zmienił swojej orbity. Wszystko to, z powodu wczesnych lat istnienia Układu Słonecznego.



Masa Jowisza jest 2,5 razy większa od masy wszystkich innych planet w Układzie Słonecznym razem wziętych. Z racji tego, może on zakłócać orbity innych planet. Na początku formowania się Jowisza jako planety, znajdował się on znacznie bliżej Słońca. Dopiero miliny lat później odsunął się od niego, w wyniku różnych zjawisk kosmicznych. To właśnie ten ruch wpłynął na orbitę Wenus.



Obserwacje innych układów planetarnych wykazały, że takie migracje planet olbrzymów wkrótce po ich powstaniu mogą być stosunkowo częste. To jeden z wyników nowego badania opublikowanego w Planetary Science Journal. Podczas gdy Wenus mogła stracić trochę wody na wczesnym etapie swojego istnienia, to właśnie ruch Jowisza pchnął ją do obecnego miejsca w Układzie Słonecznym i przypieczętował jej los.



Jedną z interesujących rzeczy na temat dzisiejszej planety Wenus jest jej niemal idealna sferyczna orbita. Zainteresowani tym zagadnieniem badacze, chcieli poznać powód dla takiego stanu. Badacze, stworzyli model, który naśladuje Układ Słoneczny, obliczając położenie wszystkich planet w danym momencie i sposób, w jaki przyciągają się one w różnych kierunkach.



Naukowcy mierzyli, jak orbity poszczególnych planet mieszczą się w zakresie od 0 (całkowicie kołowa) do 1 (zupełnie nie kołowa). Wartość orbity Wenus wynosi obecnie 0,006, co charakteryzuje najbardziej kołową orbitę ze wszystkich planet Układu Słonecznego. Model, pokazuje że kiedy Jowisz znajdował się bliżej Słońca, około miliarda lat temu, Wenus miała ekscentryczność 0,3. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że była wtedy zdatna do podtrzymania życia, a być może nawet zamieszkania.



Warto w tym miejscu przypomnieć, że jeszcze niedawno w chmurach nad Wenus odkryto ślad fosforowodoru, który może wskazywać na obecność życia. Zwykle, substancja ta jest wytwarzana przez drobnoustroje. Sęk w tym, że zgodnie z powyższym modelem, te nieuchwytne drobnoustroje musiałyby utrzymywać swoją obecność w chmurach kwasu siarkowego nad Wenus przez około miliard lat. To właśnie wtedy, Wenus miała na swojej powierzchni wodę w stanie ciekłym.

Dodaj komentarz

Astronom sporządził listę planet na których może istnieć życie

Gareth Dorrian z University of Birmingham pokusił się niedawno o stworzenie listy planet oraz innych ciał niebieskich, które zdają się najbardziej odpowiednie do utrzymania życia w Układzie Słonecznym. Zdaniem badacza, organizmy pozaziemskie mogą istnieć na Marsie, księżycu Jowisza, Europie i księżycach Saturna, Enceladusie i Tytanie. Oto na czym bazują jego spekulacje.



Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że na Marsie odkryto już jezioro pod czapą lodową na biegunie południowym. Do tego dochodzi jeszcze duża ilość metanu w atmosferze, którą mogą wytwarzać żywe organizmy. Podczas gdy jego źródło pozostaje nieznane, odkryto że zawartość metanu zmienia się w zależności od pory roku i dnia. Problemem pozostaje jednak atmosfera Czerwonej Planety. Ponieważ jest ona cieńka i nie zawiera wilgoci, nic nie chroni powierzchni przed promieniowaniem słonecznym i kosmicznym. Jeśli więc życie funkcjonuje na jej terenie, to tylko w postaci drobnoustrojów ukrytych pod jej powierzchnią.

Dużo dalej znajduje się księżyc Europa, który jest światem aktywnym geologicznie ze względu na efekt pływów Jowisza. Ten niezwykły księżyc jest w stanie podtrzymywać płynny ocean pod swoją powierzchnią. Dowodem na istnienie tego olbrzymiego oceanu, są gejzery przedostające się przez lodową skorupę satelity. Aktywność geologiczna implikuje również istnienie kominów hydrotermalnych, które mogą podtrzymywać życie w ekosystemach pozbawionych światła. Enceladus jest podobny do Europy pod wieloma względami. W gejzerach wyłaniających się z pęknięć na powierzchni tej planety odnotowano już zresztą obecność cząsteczek organicznych.



Europa



Enceladus



Wielką zagadką pozostaje natomiast Tytan. Ten Księżyc, ma gęstą atmosferę azotową, zawiera złożone substancje organiczne i metan, który występuje w postaci płynnej i tworzy odpowiedniki zbiorników wodnych na Ziemi. Naukowcy zidentyfikowali tam nawet oznaki istnienia kriowulkanów, które zamiast lawy wydzielają wodę. Problemem pozostaje wciąż temperatura, która jest zbyt niska, aby na Tytanie mogło zaistnieć życie. Szacuje się iż wynosi ona minus 180 stopni Celsjusza. Niektórzy badacze uważają jednak, że z powodu obfitości różnych związków chemicznych, na Tytanie mogą rozwijać się żywe organizmy, których organizmy różnią się od tych na Ziemi.

Do tej listy wstępnie można dodać też planetę Wenus. Jeszcze nie dawno badacze z MIT ogłosili potencjalne odkrycie fosforowodoru w chmurach Wenus, wszystkie światowe media zaczęły pisać o możliwym odnalezieniu życia pozaziemskiego. Choć sama obecność tego gazu wcale nie gwarantuje istnienia życia bakteryjnego w atmosferze Wenus, liczne agencje kosmiczne i prywatne firmy już zapowiedziały wykonanie misji kosmicznych. Pierwsza z nich odbędzie się już w 2023 roku.

Dodaj komentarz

Określono maksymalną możliwą masę czarnej dziury

Czarne dziury mogą urosnąć do naprawdę potwornych rozmiarów. Nowe badanie potwierdziły, że czarne dziury mogą osiągnąć „kolosalne rozmiary” osiągając masę 100 miliardów mas Słońca lub więcej.

 

Zdaniem naukowców, odkrycie takich gigantycznych czarnych dziur może rzucić światło na naturę dużej części ciemnej materii, która teoretycznie stanowi cztery piąte materii we Wszechświecie.

 

W centrum większości galaktyk, jeśli nie wszystkich, znajdują się supermasywne czarne dziury. Ich masa jest miliony lub miliardy razy większa od masy naszego Słońca, które z kolei waży 332 982 razy więcej niż Ziemia. Na przykład w centrum naszej galaktyki Drogi Mlecznej znajduje się Strzelec A *, który ma masę około 4,5 miliona Słońc.

 

Obecnie największa znana czarna dziura (kwazar TON 618) ma masę 66 miliardów mas Słońca. Sama masa TON 618 skłoniła naukowców do zastanowienia się, czy istnieją jeszcze większe czarne dziury i czy istnieją jakieś ograniczenia co do ich wielkości.

W nowym badaniu naukowcy obliczyli, że czarne dziury mogą być nawet 100 miliardów razy masywniejsze niż Słońce, ale dopóki nie uda się takiego obiektu zaobserwować, można wierzyć, że to nie jest ich limit. 

 

Astrofizycy nazwali te hipotetyczne czarne dziury „kolosalnie masywnymi” lub „kolosalnie dużymi”. Naukowcy zauważyli również, że obecnie nie ma dowodów na to, że takie czarne dziury faktycznie istnieją i może się okazać, że uda się zaobserwować taki obiekt o masie nawet większej niż 100 miliardów Słońc. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Naukowcy po raz pierwszy zaobserwowali eksplozję supernowej wewnątrz innej gwiazdy

Astronomowie zarejestrowali niezwykłą eksplozję supernowej, do której doszło sto milionów lat świetlnych od Ziemi. Szczegółowe badanie wykazało, że w tym wydarzeniu uczestniczyły nie jedna, ale dwie gwiazdy . Wyniki badania zostały opublikowane w The Astrophysical Journal.

 

Omawiana supernowa LSQ14fmg jest typu Ia - to odmiana supernowej charakteryzująca się tym, że w jej widmie brak linii wodoru i helu, są natomiast obecne silne linie absorpcyjne krzemu. Pomimo tego, że supernowe tego typu nie są tak rzadkie, naukowcy do tej pory niewiele wiedzieli o ich pochodzeniu, poza tym, że są wynikiem eksplozji termojądrowej białych karłów, które są częścią podwójnych układów gwiazd.

 

Są to jednak ekspolzje tak potężne, że ich produkty tworzą całe galaktyki i tak jasne, że można je obserwować z Ziemi, nawet jeśli znajdują się miliardy lat świetlnych od nas. Ponadto badanie supernowych typu Ia doprowadziło kiedyś do odkrycia ciemnej energii, która zdaniem naukowców jest odpowiedzialna za przyspieszoną ekspansję Wszechświata.

 

Naukowcy pracujący w obserwatoriach Las Campanas w Chile i Roque de los Muchachos na Wyspach Kanaryjskich, zaraz po eksplozji, zauważyli, że LSQ14fmg nie był podobny w swoich właściwościach do innych supernowych. Mimo to była to jedna z najjaśniejszych eksplozji w swojej klasie, której jasność wzrastała niezwykle wolno w porównaniu z innymi obiektami typu Ia.

 

Zazwyczaj supernowa Ia jaśnieje, a następnie gaśnie w ciągu kilku tygodni, gdy radioaktywny nikiel z eksplozji najpierw rozprzestrzenia się w przestrzeni, a następnie rozpada na kobalt i żelazo. Ale naukowcy zauważyli, że uwolnienie dużej ilości światła LSQ14fmg było związane nie tylko z rozpadem niklu, ale także z interakcją uderzeniową z jakąś zewnętrzną powłoką, w której nastąpiło tworzenie się tlenku węgla. Wysunęli teorię, że supernowa eksplodowała wewnątrz czegoś, na swojej drodze do przekształcenia się w mgławicę planetarną. Obliczenia teoretyczne potwierdziły hipotezę naukowców.

 

Autorzy uważają, że eksplodował biały karzeł, który okrążył gwiazdę typu AGB (asymptotycznej gałęzi olbrzymów), która stopniowo traciła swoją masę z powodu wiatru gwiazdowego. Kiedy utrata masy nagle się zatrzymała, wokół gwiazdy utworzyła się materialna powłoka - pierścień materii, z którego mogła w końcu uformować się mgławica planetarna. Fala eksplozji termojądrowej białego karła uderzyła w tę skorupę, co doprowadziło do dodatkowego powolnego wzmocnienia światła, które zaobserwowali astronomowie. Naukowcy zauważają, że w rzeczywistości eksplozja supernowej LSQ14fmg była połączeniem jądra gwiazdy AGB i krążącego w niej białego karła.

 

 

Dodaj komentarz

Na powierzchni Marsa odkryto "oazy wodne"

Zgodnie z oświadczeniem badaczy, Sonda ExoMars-TGO znalazła kolejne duże złoża wody w równikowych obszarach Marsa. Ich odkrycie zdecydowanie nakieruje przyszłe badania czerwonej planety, w przygotowaniu do pierwszej załogowej misji kosmicznej.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, planetolodzy odkryli liczne dowody istnienia starożytnych rzek, jezior i całych oceanów, które niegdyś pokrywały powierzchnię Marsa. Naukowcy uważają, że miały one mniej więcej taką samą ilość wody jak ziemski Ocean Arktyczny. Szacuje się, że całkowita ilość wody na młodym Marsie wystarczyłaby do pokrycia jego powierzchni warstwą wilgoci o grubości 140 metrów. Zagadka marsjańskiej wody, jest obecnie obiektem zainteresowania amerykańskiej sondy MAVEN oraz rosyjsko-europejskiej sondy ExoMars-TGO. Obie misje, mierzą ilość wody w rzadkiej atmosferze Marsa i śledzą jej fluktuacje związane ze zmieniającymi się porami roku, burzami piaskowymi i innymi zjawiskami atmosferycznymi.



Aleksiej Malakov, członek zespołu naukowego misji ExoMars-TGO, ogłosił odkrycie nowych źródeł wody podczas konferencji naukowej w Instytucie Badań Kosmicznych Rosyjskiej Akademii Nauk. Planetolodzy znaleźli siedem tak zwanych "wodnych oaz” na zboczach marsjańskich wulkanów. w tym na Olimpie, największym wulkanie w Układzie Słonecznym. Duże złoża lodu oraz innych form wilgoci zostały również odkryte na terenie  płaskiego obszaru w pobliżu równika Marsa znanego jako Xanthus. Obszar ten, znajduje się w pobliżu miejsca, w którym ma wylądować druga część misji Exomars, europejski łazik Rosalind Franklin oraz rosyjska platforma lądowania Kazachok.

 

 

Dodaj komentarz

Astronomowie podejrzewają, że Jowisz ma kilkaset małych satelitów

Astronomowie w trakcie analizy archiwalnych zdjęć okolic Jowisza, wykonanych przez naziemny teleskop CFHT, znaleźli 45 kandydatów na wsteczne nieregularne satelity tej gigantycznej planety. Może to oznaczać, że łączna liczba takich około kilometrowych ciał może sięgać kilkuset, a teleskopy przeglądowe nowej generacji powinny pomóc w ich wykryciu. Badanie zostało opublikowane na stronie arXiv.org.

 

Przez długi czas Jowisz był uważany za rekordzistę pod względem liczby satelitów, wypatrzono ich już 79, ale niedawno Saturn, druga pod względem wielkości planeta Układu Słonecznego, wyprzedził go na tym polu. Gwałtowny wzrost liczby znanych satelitów największej planety Układu Słonecznego nastąpił w ciągu ostatnich 20 lat w związku z rozwojem technik obserwacji astronomicznych. Uważa się, że nowo odkryte nieregularne satelity Jowisza, które są małych rozmiarów, powstały gdzie indziej i zostały przechwycone przez grawitację tej planety we wczesnym Układzie Słonecznym, przy czym mechanizm przechwytywania wciąż pozostaje niejasny. 

 

Edward Ashton, Matthew Beaudoin i Brett Gladman z University of British Columbia opublikowali wyniki analizy 60 zdjęć nieba o powierzchni jednego stopnia kwadratowego wokół Jowisza, wykonanych we wrześniu 2010 r. przy użyciu 340-megapikselowej kamery MegaPrime zamontowanej na CFHT (Teleskop Kanada-Francja-Hawaje). Celem pracy było poszukiwanie nowych nieregularnych satelitów Jowisza, których wymiary nie przekraczają kilometra.

W rezultacie astronomom udało się znaleźć 52 obiekty o jasności gwiazdowej do 25,7 magnitudo, których charakterystyka ruchu była podobna do charakterystyki ruchu hipotetycznych satelitów Jowisza. Zdaniem naukowców wielkość obiektów nie przekracza 800 metrów. Siedem z najjaśniejszych wykrytych z nich okazało się już znanymi nieregularnymi satelitami Jowisza, reszta została uznana za kandydatów na satelity wsteczne planety, to znaczy ich kierunek orbity nie pokrywa się z kierunkiem obrotu Jowisza. Teraz te obiekty oczekują potwierdzenia swojego statusu na podstawie wieloletnich obserwacji.

 

Ogólny szacunek liczby wstecznych nieregularnych satelitów Jowisza o promieniu ponad 400 metrów, dokonany przez naukowców na podstawie danych obserwacyjnych, wynosi do 600 obiektów. Astronomowie nie planują dalszych obserwacji nowo odkrytych obiektów; oczekuje się, że zrobią to inned naziemne teleskopy.

 

 

 

Dodaj komentarz

Astronomowie szukali obcych cywilizacji wśród 10 milionów systemów gwiezdnych

Naukowcy z Australii przeprowadzili najszersze jak dotąd poszukiwania technologii należącej do obcych zaawansowanych cywilizacji pozaziemskich. Z pomocą radioteleskopu Murchison Widefield Array (MWA) przeszukano aż 10 milionów systemów gwiezdnych.

 

Astronomowie z Międzynarodowego Centrum Badań Radioastronomicznych (ICRAR) przeszukiwali fragment nieba w gwiazdozbiorze Żagla. Radioteleskop Murchison Widefield Array, który potrafi obserwować bardzo duży obszar nieba przy zachowaniu wysokiej czułości, został skierowany na supernową Żagla. Pozwoliło to uchwycić około 10 milionów gwiazd, a w pięciu systemach gwiezdnych potwierdzono już obecność egzoplanet.

Antena radioteleskopu MWA - źródło: ICRAR

Obserwacje obejmowały obszar nieba o powierzchni 400 stopni kwadratowych i trwały 17 godzin. Radioteleskop poszukiwał emisji radiowych na częstotliwościach od 98 do 128 MHz. Astronomowie ogłosili, że tym razem nie udało się zarejestrować sygnałów, które mogłyby pochodzić od zaawansowanych technologicznie obcych cywilizacji. Jednak szukanie takich sygnałów nie jest łatwe – potrzebna jest bardzo czuła aparatura, należy szukać we właściwym miejscu we właściwym czasie i dostroić nasze urządzenia do odpowiedniej częstotliwości.

 

Choć były to najszersze jak dotąd poszukiwania sygnałów od obcych cywilizacji, można je porównać do szukania obiektu w ziemskich oceanach przy uwzględnieniu objętości wody odpowiadającej dużemu basenowi. Jednak radioteleskop MWA jest prekursorem gigantycznego radioteleskopu Square Kilometre Array (SKA), którego budowa rozpocznie się w środkowo-zachodniej części Australii w 2021 roku. Przyszła aparatura będzie około 100 razy bardziej czuła od radioteleskopu MWA, a to oznacza, że poszukiwania obcych cywilizacji wejdą na jeszcze wyższy poziom.

 

Dodaj komentarz

Strony