Lipiec 2020

Marsjańskie życie może kryć się pod powierzchnią planety

Choć nie znaleziono jeszcze życia na powierzchni Czerwonej Planety, nowe badania sugerują, że warunki pod powierzchnią Marsa mogą na pozwalać na jego istnienie. Zdaniem autorów pracy pt. Investigating the biological potential of galactic cosmic ray-induced radiation-driven chemical disequilibrium in the Martian subsurface environment, organizmy żywe mogą istnieć pod powierzchnią planety dzięki energii pozyskiwanej z promieni kosmicznych.

 



Wiadomo już, że Mars był kiedyś światem wodnym. W 2010 roku grupa naukowców z uniwersytetu w Kolorado opublikowała artykuł w czasopiśmie Nature Geoscience z którego wynika, że 3 miliardy lat temu około 33% powierzchni Marsa było pokryte wodą. Wnioski były oparte o dane uzyskane przez łaziki NASA i satelitę Europejskiej Agencji Kosmicznej. Według geologów, na Marsie były kiedyś jeziora, rzeki i oceany, czyli wyglądała mniej więcej tak, jak obecnie wygląda Ziemia.



Erozja marsjańskiej atmosfery, doprowadziła jednak do dramatycznych zmian klimatycznych. W ich rezultacie, wody powierzchniowe zniknęły, zmniejszając przestrzeń nadającą się do zamieszkania. Ograniczona ilość cieczy pozostała tam w postaci solanek i lodu. Naukowcy uważają, że marsjańskie życie, jeśli w ogóle istniało, musiało przystosować się do nowych trudnych warunków, w tym do niskich temperatur i ciśnienia powierzchniowego, a także do wysokich dawek promieniowania.

 



Po wysunięciu tych hipotez naukowcy wykorzystali kombinację modeli numerycznych, danych z lotów kosmicznych i badań ziemskich ekosystemów jaskiń głębinowych, aby stworzyć mechanizmy, dzięki którym można odkryć życie podczas zbliżającej się rosyjsko-europejskiej misji ExoMars (2022). Ta hipoteza mogłaby zostać potwierdzona, gdyby wysyłany na Marsa łazik, wykrył wodę w postaci lodu lub solanek pod powierzchnią planety.



Zdaniem ekspertów z misji ExoMars:

„Ciekawie będzie zobaczyć, czy organizmy mogą przetrwać w tak trudnych warunkach, zaledwie dwa metry pod powierzchnią Marsa. Łazik Rosalind Franklin, wyposażony w podziemną platformę wiertniczą, doskonale nadaje się do wykrywania istniejących organizmów drobnoustrojowych i mamy nadzieję, że dostarczy nowych ważnych informacji.”

Światowe agencje kosmiczne poszukują śladów obecności życia w kosmosie już od wielu dekad. Badania skupiają się między innymi na Czerwonej Planecie oraz na księżycach Jowisza i Saturna. Na przestrzeni lat pojawiły się nawet teorie, wedle których dowody na istnienie pozaziemskiego życia bakteryjnego zostały odnalezione już dawno temu podczas misji Viking z 1975 roku. Podczas tej misji, lądownik wymieszał próbkę marsjańskiej gleby z roztworem składników odżywczych na bazie azotu, który oznakowano unikalnym radioaktywnym związkiem węgla.

Agencja NASA zakładała, że jeśli w tamtejszej glebie istnieją mikroorganizmy to zaczną metabolizować składniki odżywcze i będą uwalniać radioaktywnym dwutlenek węgla. Wstępne wyniki tego eksperymentu były pozytywne. Co więcej, test został wykonany przez dwa marsjańskie lądowniki, które pracowały w odległości 6 500 km od siebie i potwierdziły obecność mikroorganizmów. Dalsze eksperymenty, nie dostarczyły jednak „wyraźnych dowodów” na obecność żywych mikroorganizmów na Czerwonej Planecie, dlatego oficjalnie nie uznano tych wyników.

 


Astronomowie wykonali pierwsze w historii zdjęcie planet orbitujących wokół gwiazdy podobnej do Słońca

Choć Wszechświat roi się od planet, astronomowie zdołali dotychczas odkryć zaledwie kilka tysięcy z nich. Co więcej, po ponad 25 latach od odkrycia pierwszej egzoplanety, udało się wykonać pierwsze w historii zdjęcie przedstawiające układ gwiezdny, składający się z gwiazdy podobnej do Słońca oraz dwóch ogromnych planet.

 

Z pomocą Bardzo Dużego Teleskopu (VLT), naukowcy z Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) sfotografowali młodą gwiazdę TYC 8998-760-1 i dwa gazowe olbrzymy, które znajdują się w odległości około 300 lat świetlnych od nas. Zdjęcia układów z wieloma egzoplanetami są niezwykle rzadkie, ale jeszcze nigdy nie udało się sfotografować dwóch lub więcej planet krążących wokół gwiazdy podobnej do Słońca.

 

Wspomniane dwie planety krążą wokół swojej gwiazdy macierzystej w odległości 160 i około 320 razy większej niż odległość Ziemia-Słońce. Co więcej, sfotografowane dwa gazowe olbrzymy są niezwykle masywne – planeta wewnętrzna jest 14-krotnie masywniejsza od Jowisza, a zewnętrzna 6-krotnie.

Źródło: ESO

Naukowcy wykonali zdjęcie tego układu podczas poszukiwań młodych masywnych planet krążących wokół gwiazd, przypominających młode Słońce. Gwiazda TYC 8998-760-1 ma zaledwie 17 milionów lat i znajduje się w południowej części gwiazdozbioru Muchy. Wykonując różne zdjęcia w różnym czasie, astronomowie zdołali odróżnić planety tego systemu od gwiazd w tle i potwierdzili, że są częścią tego układu gwiezdnego.

 

Sfotografowany system jest bardzo podobny do naszego Układu Słonecznego na bardzo wczesnym etapie ewolucji. Astronomowie z Europejskiego Obserwatorium Południowego planują dalsze obserwacje, które zostaną dokonane między innymi z pomocą przyszłego Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu (ELT), aby określić pochodzenie sfotografowanych gazowych olbrzymów, a także zbadać powstanie i ewolucję planet w naszym Układzie Słonecznym.

 


Sonda Hayabusa-2 dostarczy wkrótce na Ziemię kapsułę z próbkami z asteroidy Ryugu

Japońska sonda kosmiczna Hayabusa-2 wkrótce dostarczy na Ziemię kapsułę próbek gruntu z asteroidy Ryugu. Planowo dojdzie do tego 6 grudnia tego roku.





Sonda kosmiczna Hayabusa-2 z powodzeniem wylądowała dwukrotnie na powierzchni asteroidy, aby zebrać próbki gruntu i pyłu. W tym celu na powierzchni asteroidy powstał pierwszy w historii krater stworzony przez człowieka, który umożliwił zebranie pyłu i gleby głębiej niż z powierzchni tego kosmicznego ciała. 

 

Aby to zrobić, sonda Hayabusa-2 wystrzeliła pocisk w kierunku powierzchni asteroidy Ryugu za pomocą specjalnego urządzenia i stworzyć sztuczny krater. Naukowcy uważają, że te próbki skał uzyskane z wnętrza asteroidy, które w większym stopniu zachowują właściwości materii z czasu powstawania Układu Słonecznego, co pozwoli ludzkości zbliżyć się do wyjaśnienia jego powstania naszego systemu planetarnego.

Sonda kosmiczna Hayabusa-2 została wystrzelona w kierunku asteroidy Ryugu w 2014 roku. Ryugu znajduje się obecnie 340 milionów kilometrów od Ziemi, a jej średnica wynosi około 900 metrów. Naukowcy uważają, że pierwiastki znajdujące się w gruncie Ryugu pomogą między innymi odkryć tajemnicę pochodzenia wody i pierwiastków organicznych na Ziemi.

 

 


Na Marsie odkryto gigantyczne ruchome megazmarszczki

Na powierzchni Czerwonej Planety znajdują się tzw. megazmarszczki, czyli ogromne piaszczyste grzbiety. Naukowcy właśnie odkryli, że te ogromne struktury wcale nie przylegają do powierzchni planety, lecz powoli przemieszczają się. Odkrycie to wymagało aż 10 lat badań.

 

Megazmarszczki występują również na pustyniach na Ziemi, ale są znacznie mniejsze i rzadsze. Jednak biorąc pod uwagę warunki na Marsie, naukowcy przypuszczali, że tamtejsze piaszczyste struktury są raczej nieruchome. Dopiero nowe badania przeprowadzone przez planetologa Simone'a Silvestro z Obserwatorium Astronomicznego INAF w Capodimonte w Neapolu ujawniło, że marsjańskie megazmarszczki jednak przemieszczają się, choć robią to bardzo powoli.

Źródło: NASA/JPL/University of Arizona

Porównując zdjęcia wykonane przez kamerę HiRISE, zamontowaną na sondzie kosmicznej Mars Reconnaisance Orbiter, odkryto, że w latach 2007-2016 megazmarszczki w rowie tektonicznym Mili Fossae i karterze McLaughlin w pobliżu równika przemieściły się za średnią prędkością 12 cm rocznie, z najwyższą zarejestrowanyą prędkością 19 cm rocznie. Przy tak powolnym tempie przemieszczania, nic dziwnego, że naukowcy uznawali te piaszczyste struktury za statyczne.

 

Odkrycie poszerza naszą wiedzę na temat marsjańskiej atmosfery. Wcześniej naukowcy nie sądzili, że wiatry na Czerwonej Planecie mogą być na tyle silne przy tak cienkiej atmosferze, aby przemieszczać megazmarszczki. Niewykluczone, że w grę mogą wchodzić jakieś nieznane nam czynniki. Simone Silvestro i jego zespół planuje dalsze poszukiwania, aby określić migracje megazmarszczek na całej planecie, które mogą mieć bardzo negatywne konsekwencje dla przyszłych załogowych misji kosmicznych.

 


Mgławica Czerwony Czworokąt to jedno z najbardziej symetrycznych ciał niebieskich, jakie kiedykolwiek odkryto

Mgławica Czerwony Czworokąt, znana również jako HD 44179, to obiekt znajdujący się w obszarze nieba zajmowanym przez gwiazdę MWC 922 w gwiazdozbiorze Węż. Jest to jedno z najbardziej symetrycznych ciał niebieskich, jakie kiedykolwiek odkryto. 

 

Ten obiekt jest niezwykły ze względu na swój kwadratowy kształt, co czyni go jednym z najbardziej symetrycznych ciał niebieskich, jakie kiedykolwiek sfotografowano. Mgławica Czerwony Czworokąt znajduje się w odległości 5500 lat świetlnych, w części nieba zajmowanej przez gwiazdę MWC 922, w konstelacji Węża, widocznej z półkuli północnej.

 

Pierwsze zdjęcia niemal symetrycznej mgławicy Czerwony Czworokąt wykonano przy użyciu Mt. Teleskop Palomar Hale w Kalifornii w kwietniu 2007 roku. Potem naukowcy odkryli, że MWC 922 w centrum mgławicy emituje potężny dżet. Zespół naukowców z Uniwersytetu Kolorado zakłada, że ​​może to oznaczać, iż został wyrzucony z obiektu Messier 16 znanego jako mgławica Orzeł, a dżet jest masowym ogonem gwiazdy, gdy przemieszczała się w przestrzeni. 

Zwykle pod koniec swojego życia wiele gwiazd o małej masie, takich jak Słońce, pozbywa się zewnętrznych warstw, tworząc finezyjne mgławice protoplanetarne. Jednak gorąca gwiazda w sercu mgławicy, zwana MWC 922, wydaje się być stosunkowo masywna, co sugeruje, że jakiś inny proces ukształtował jej charakterystyczny kształt. NASA uważa, że ​​kształt pochodzi z wyrzuconych stożków gazu, które zdążyły się uformować w kształt prawie idealnych kątów prostych. Jednak na dzień dzisiejszy nie ma jeszcze dokładnego wyjaśnienia, w jaki sposób gwiazda centralna mogłaby wygenerować tak dziwaczny kształt mgławicy.

 

 


Naukowcy stworzyli największą w historii trójwymiarową mapę Wszechświata

Międzynarodowy zespół astrofizyków opracował kompleksową analizę największej trójwymiarowej mapy Wszechświata, jaką kiedykolwiek stworzono. Zawarto w niej szczegółowe pomiary ponad 2 milionów galaktyk i kwazarów, obejmujące 11 miliardów lat czasu kosmicznego. Przygotowanie jej wymagało aż 20 lat systematycznej obserwacji kosmosu.

 

Szczegółowa mapa Wszechświata powstała w ramach projektu rozszerzonego spektroskopowego badania oscylacji barionowych (eBOSS), który jest częścią Sloan Digital Sky Survey (SDSS) - jednego z najważniejszych przeglądów nieba w historii astronomii. Stanowi ona wypełnienie najważniejszych luk w naszej eksploracji historii Wszechświata.

 

Mapa ujawnia włókna i puste przestrzenie, które definiują strukturę Wszechświata, począwszy od czasu, gdy miał zaledwie około 300 tysięcy lat. Naukowcy zmierzyli na niej wzorce rozkładu galaktyk, uzyskując kilka kluczowych parametrów Wszechświata. Mapa wyjaśnia nam, że około 6 miliardów lat temu, ekspansja Wszechświata zaczęła przyspieszać i od tamtej pory postępuje coraz szybciej. Naukowcy zakładają, że przyspieszona ekspansja spowodowana jest tzw. ciemną energią, która jest zgodna z ogólną teorią względności Einsteina, ale bardzo trudna do pogodzenia z współczesnym rozumieniem fizyki cząstek elementarnych.

Połączenie obserwacji z projektu eBOSS z badaniami młodego Wszechświata dostarczyło nam przede wszystkim sprzecznych danych w kwestii tempa rozszerzania się kosmosu. Naukowcy ustalili, że tempo ekspansji jest około 10% niższe od wartości uzyskanej z odległości do pobliskich galaktyk. Jednak ze względu na wysoką precyzję danych projektu eBOSS, badacze zakładają, że istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, aby wspomniana niezgodność była dziełem przypadku.

 

Międzynarodowy zespół naukowców nie zdołał rozwiązać zagadki ciemnej energii oraz tempa ekspansji Wszechświata. Kwestie te będą przedmiotem badań przyszłych projektów. Tymczasem naukowcy z SDSS przygotowują się do rozpoczęcia nowej fazy badań, polegającej na mapowaniu milionów gwiazd i czarnych dziur, aby stworzyć jeszcze dokładniejszą mapę Wszechświata.

 


Betelgeza mogła wchłonąć inną gwiazdę

W ostatnich miesiącach, Betelgeza, odległa masywna gwiazda, przyciągnęła uwagę całego świata przez jej specyficzne migotanie, które sugerowało nadchodzącą eksplozję. Ostatecznie do wybuchu nie doszło, ale za to naukowcy doszli do bardzo ciekawego wniosku – Betelgeza mogła w przeszłości wchłonąć inną gwiazdę.

 

Betelgeza to oddalony o około 700 lat świetlnych czerwony nadolbrzym o masie około 15 razy większej od Słońca, którego stosunkowo krótkie życie powoli dobiega końca. Gwiazdy tego typu „żyją” zaledwie kilka milionów lat, a Betelgeza ma już około 8-10 milionów lat. W jej rdzeniu wyczerpał się wodór i zachodzi obecnie synteza helu w węgiel. Proces ten uwalnia ogromne ilości energii, co objawia się puchnięciem zewnętrznych warstw.

 

Takie gwiazdy powinny obracać się bardzo wolno, a przy ewolucji do czerwonego nadolbrzyma, prędkość obrotowa powinna być jeszcze niższa. Jednak Betelgeza jest dziwnym wyjątkiem i obraca się wyjątkowo szybko – na równiku, jej prędkość obrotowa wynosi około 5 kilometrów na sekundę, tj. ponad 4 razy szybciej niż na Słońcu. Naukowcy szacują, że w przypadku tak wielkiej i masywnej gwiazdy, prędkość obrotowa powinna wynosić maksymalnie kilka metrów na sekundę.

Porównanie wielkości Betelgezy do Układu Słonecznego – źródło: ALMA (ESO/NAOJ/NRAO)/E. O’Gorman/P. Kervella

W najnowszych badaniach, Manos Chatzopoulos z Uniwersytetu Stanu Luizjana i jego zespół próbował rozwiązać tę zagadkę, zakładając, że Betelgeza mogła być kiedyś gwiazdą binarną. W tym celu wykonano symulacje komputerowe, w których Betelgezie towarzyszyła mniejsza gwiazda o masie 1-4 mas Słońca, aby sprawdzić, jak ten układ wyewoluuje. Okazało się, że w wielu przypadkach, symulacje potrafiły odtworzyć szybki ruch obrotowy Betelgezy, który mógł utrzymywać się nawet przez setki tysięcy lat.

 

Biorąc pod uwagę, że Betelgeza stanie się supernową za około 100 tysięcy lat, powyższa teoria wydaje się być prawdziwa. Jeszcze setki tysięcy lat temu, Betelgeza mogła być gwiazdą podwójną i wchłonąć swojego towarzysza, co wyjaśniałoby jej specyficzne zachowanie, które obserwujemy dzisiaj.

 


Łazik Yutu-2 znalazł na Księżycu tajemniczą substancję - wreszcie wiadomo co to jest

Chińska agencja kosmiczna CNSA poinformowała oficjalnie czym jest tajemnicza „galaretowata” substancja odkryta przez chiński łazik księżycowy Yutu-2. Przez ponad rok pojawiało się bardzo wiele domysłów na temat tego znaleziska. Ostatecznie wiadomo już co to było.

 

Substancja na którą trafił chiński łazik zwróciła uwagę, ponieważ wygładała inaczej niż wszystko dookoła. Zdaniem chińskich ekspertów w małym kraterze uderzeniowym odnaleziono skałę, która stopiła się w wyniku upadku meteorytu. Oddziaływanie cieplne utworzyło następnie ciemnozieloną błyszczącą, szklistą masę.<--break->

 

Po raz pierwszy ta substancja została znaleziona przez chiński łazik księżycowy pod koniec lipca 2019 roku i została zinterpretowana przez chińskich naukowców jako „galaretowata” substancja, co jest niezwykłym opisem znaleziska na suchym i zakurzonym Księżycu. 

 

Późniejsze zdjęcia wykazały, że substancja jest naprawdę błyszcząca, ale prawdopodobnie wcale nie jest „galaretowata”. Szczegółowa analiza oparta na spektrometrach widzialnych i bliskiej podczerwieni potwierdziła tę hipotezę.

 

Pozyskane zdjęcia pozwoliły naukowcom z Chińskiej Akademii Nauk przeanalizować światło odbite od substancji i określić jej skład chemiczny. Według tej analizy regolit w okolicy składa się głównie z plagioklazów (około 45 proc.), piroksenu (7 proc.) i oliwinu (6 proc.), czyli dość standardowego składu dla powierzchni księżycowej. Ze względu na słabe oświetlenie skład ciała szklistego był nieco trudniejszy do ustalenia, ale udało się zidentyfikować, że plagioklazy występują w nim w ilości około 38 proc.

 

Chińscy naukowcy ustalili również, że ten ciemnozielony materiał ma rozmiar około 52 na 16 centymetrów. Jest bardzo podobny do dwóch próbek pozyskanych podczas misji Apollo 15 i Apollo 17. Chodzi o podobieństwo do próbek księżycowych numer 15466 i 70019. Obie te próbki zostały uzyskane z kraterów uderzeniowych i są klasyfikowane jako rodzaj skały składającej się z fragmentów połączonych ze sobą innym materiałem.

 

Badacze doszli do wniosku, że materiał powstał podczas uderzenia meteorytu. W wyniku wystawienia na działanie wysokiej temperatury część regolitu stopiła się i zmieszała z niestopionym regolitem, tworząc tak zwaną brekcję. 

 

Naukowcy zauważają, że ten materiał prawdopodobnie powstał gdzie indziej. Średnica krateru Von Karman, gdzie znajdował się Yutu-2 wynosi zaledwie 2 metry. Szacunkowa średnica obiektu jaki mógłby stworzyć taki krater to tylko 2 centymetry wielkości i jest zbyt mała, aby utworzyć stop tej wielkości. W związku z tym przyjeto, że prawdopodobnie struktura gdzie indziej, po czym zostało wrzucona i spadła do niewielkiego krateru, gdzie odnalazł ją łazik.

 


Astronomowie znaleźli w kosmosie niezwykłe okręgi nieznanego pochodzenia

Naukowcy odkryli tajemnicze przedmioty we wszechświecie, które nazwali "dziwnymi okręgami radiowymi", z ang. Odd radio circle - ORC. Nikt nie potrafi powiedzieć co to jest, ale wiadomo, że nie są to błędy w obserwacjach.

 

Astronomowie pracujący z australijskim radioteleskopem ASKAP odkryli trzy tajemnicze obiekty. Kolejny podobny obiekt został znaleziony przez autorów w danych archiwalnych indyjskiego radioteleskopu GMRT. Potwierdza to, że dziwne okręgi radiowe istnieją naprawdę, a nie są wyłącznie wynikiem błędu personelu australijskiego obserwatorium.

 

To „nie wiadomo co”, ma zaokrąglony kształt. Ponadto trzy z czterech obiektów na krawędziach są jaśniejsze niż w środku - jest to rodzaj pierścienia lub bańki. Wszystkie cztery obiekty są widoczne tylko w paśmie radiowym i nie są wykrywane za pomocą teleskopów optycznych, podczerwonych i rentgenowskich.

 

ORC nie są podobne do żadnych znanych ciał niebieskich. Co prawda ​​astronomowie znają kilka klas okrągłych obiektów, ale żaden z nich nie jest odpowiedni dla tej obserwacji z tego czy innego powodu. Mgławice planetarne mają inne spektrum. Okręgi radiowe nie mogą być również pozostałościami po supernowych, bo są one zbyt rzadkie i jest bardzo mało prawdopodobne, aby cztery takie obiekty znaleziono na niewielkim obszarze nieba.

 

Nie wiadomo jak duże są te obiekty, ponieważ odległość do nich pozostaje tajemnicą. Mogą być stosunkowo małe i znajdować się w Drodze Mlecznej lub przekraczać rozmiary całej galaktyki i znajdować się bardzo daleko. W obu przypadkach ich rozmiar widoczny z Ziemi będzie taki sam.



Obrazy tajemniczych kręgów radiowych - Ilustracja: Ray P. Norris i in ./arXiv (2020).

Astronomowie uważają, że ORC znajdują się poza Drogą Mleczną. Po pierwsze, na sferze niebieskiej znajdują się poza płaszczyzną Galaktyki, gdzie znajduje się ogromna większość jej gwiazd i innych obiektów. Po drugie, patrząc z Ziemi, centra dwóch z czterech kręgów radiowych są też w miejscu galaktyk. Jednak nie można wykluczyć, że galaktyki te nie mają nic wspólnego z okręgami, tylko po prostu przypadkowo pojawiły się na ich tle. 

 

Autorzy sugerują, że mogą to być fale uderzeniowe z jakiegoś kosmicznego kataklizmu. Możliwe przykłady to zderzenia gwiazd neutronowych, rozbłyski gamma i szybkie rozbłyski radiowe. Inną hipotezą jest to, że mamy przed sobą strumień materii wypływającej z galaktyk. Jednak żadne z tych wyjaśnień nie odpowiada na wszystkie pytania, które się pojawiły, więc naukowcy wciąż muszą dowiedzieć się, co znaleźli. Praca naukowa na temat ORC została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie Nature Astronomy

 

 


Jedna na cztery planety pozasłoneczne może mieć oceany

Liczba egzoplanet z oceanami może być znacznie wyższa niż wcześniej sądzono. Obliczenia wykazały, że co czwarta planeta może zawierać lodowy lub ciekły ocean.

 

Wewnątrz Układu Słonecznego znajduje się kilka ciał niebieskich, na których naukowcy nie wykluczają istnienia prymitywnych form życia w teraźniejszości lub w przeszłości. Wśród nich są Mars, Ceres, Callisto, Europa, Ganimedes, Enceladus, Tytan, ale mogą również znajdować się pod powierzchnią Dion, Mimasa, Trytona i planetę karłowatą Pluton.

 

Na tych ciałach, obecnie lub z dużym prawdopodobieństwem w przeszłości, istniały płynne oceany zawierające duże objętości ciekłej wody, a także cząsteczki organiczne. Ruch pływowy może powodować ich podgrzewanie, co zdaniem naukowców jest niezbędne do życia. Wszystko to prowadzi naukowców do pytania o to czy istnieje wiele podobnych ciał niebieskich z oceanami w systemach planetarnych innych gwiazd.

 

Próbowali na nie odpowiedzieć specjaliści z Goddard Space Center z NASA. W swoich badaniach, opublikowanych w czasopiśmie Publications of Astronomical Society of the Pacific, przeanalizowali próbki znanych układów planetarnych i doszli do wniosku, że planety z oceanami są częstym zjawiskiem w naszej galaktyce. Aby się tego dowiedzieć, naukowcy próbowali oszacować, ile egzoplanet ma aktywność geologiczną, której towarzyszą emisje materii, prawdopodobnie będą to w stanie dostrzec dopiero teleskopy zbudowane przez naukowców przyszłych pokoleń.

 

Już teraz wiemy jednak na pewno, że emisje wody w przestrzeń kosmiczną następują na księżycach Europa i Enceladus, więc możemy powiedzieć, że ponad wszelką wątpliwość, że pod skorupą lodową tych ciał znajdują się oceany i mają one wystarczającą ilość energii, aby wesprzeć te emisje. Dlatego wskazuje się te obiekty jako prawdopodobnie zamieszkałe przez życie pozaziemskie. A skoro tak, to podobnych warunków można też poszukać na innych układach planetarnych.

 

Naukowcy wybrali 53 znane planety pozasłoneczne, które nie są większe niż 2 promienie Ziemi i nie ważą więcej niż 8 mas Ziemi, i oszacowali, ile ciepła mogą uwolnić takie planety. Przykład Układu Słonecznego mówi, że istnieją dwa źródła własnego ciepła - rozpad pierwiastków promieniotwórczych w skorupie i płaszczu oraz skutki pływowe innych ciał. W przypadku Ziemi energia rozpadu jest uwalniana w postaci ruchów wulkanicznych i tektonicznych. Na satelitach, takich jak Europa, Enceladus, Tryton, obserwowany jest kriowulkanizm i ruch skorupy lodowej.

 

Obliczenia wykazały, że ponad jedna czwarta wybranych egzoplanet (26% lub 14 z 53) ma większe szanse na oceany, a uwalnianie energii większości z nich przekracza uwalnianie energii w Europie lub Enceladusie. Wiedza na temat uwalniania energii przez planetę jest niezwykle ważna przy ocenie jej możliwości do zamieszkania. Na przykład zbyt duża aktywność wulkaniczna może zmienić powierzchnię w pozbawioną życia pustynię, a emitowane gazy jednocześnie zatruć całą atmosferę. Przeciwnie, zbyt słaba aktywność może prowadzić do braku gazów cieplarnianych w cienkiej atmosferze.

Ponadto naukowcy zbadali słynny układ planetarny TRAPPIST-1, składający się z siedmiu planet stałych, z których trzy znajdują się w strefie zamieszkania. Według obliczeń NASA cztery planety tego układu - e, f, g, h - mogą mieć oceany. Według naukowców uzyskane szacunki mogą wskazywać, na jakie cele należy zwrócić uwagę podczas badań przy użyciu nowych teleskopów. Jednym z nich będzie długo oczekiwany kosmiczny teleskop Jamesa Webba. 

 

 

 

 


Strony