Maj 2020

Asteroida która wywołała wyginięcie dinozaurów uderzyła pod idealnie fatalnym kątem

Nowe symulacje wykonane przez naukowców z Imperial College London sugerują że asteroida, która rzekomo spowodowała wymarcie dinozaurów była bardziej zabójcza niż powinna. Zdaniem badaczy, obiekt wyrządził takie szkody ponieważ zderzył się z Ziemią pod idealnym kątem z punktu widzenia zapoczątkowania sekwencji zdarzeń, która musiała prowadzić do masowego wymierania.

 

Symulacje pokazują, że asteroida uderzyła w Ziemię pod kątem około 60 stopni, co zmaksymalizowało skutki kolizji. Chodzi przede wszystkim o ilość gazów, przeważnie związków siarki, które wyzwoliły się na skutek impaktu i skutecznie zmieniły klimat. Podobne zjawisko ma miejsce po dużej erupcji wulkanicznej. Związki siarki w atmosferze zablokowały światło słoneczne i wywołały ochłodzenie, które nazywane bywa czasami nuklearną zimą. To właśnie raptowne zmiany klimatu mają odpowiadać za wyginięcie dinozaurów i 75 procent całego życia na naszej planecie.



Nowe modele komputerowe tego zderzenia sprzed 65 mln lat są pierwszymi w pełni trójwymiarowymi symulacjami odtwarzającymi to do czego wtedy doszło. Symulacje zostały przeprowadzone na superkomputerze High Performance Computing Facility (STFC). Stwierdzono, że doszło do realizacji najgorszego z możliwych scenariuszy. Odtworzono wszystko od uderzenia aż do powstania krateru, znanego dziś jako Chicxulub. Naukowcy mają nadzieję, że dzięki tej pracy badawczej uzyskamy więcej informacji na temat tego jak powstają największe kratery na Ziemi.Wyniki badania zostały opublikowane w czasopiśmie Nature Communications.


Chiny i Zjednoczone Emiraty Arabskie rozpoczną wkrótce własne misje marsjańskie

Chiny oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie planują jeszcze w tym roku rozpocząć misje marsjańskie. Tego lata Chiny planują wysłać na Czerwoną Planetę orbiter, lądownik oraz łazik Tianwen-1, podczas gdy Zjednoczone Emiraty Arabskie mają zamiar wysłać orbiter zbudowany we współpracy z trzema uniwersytetami w USA.

 



Tegoroczne lato jest wyjątkowe dla tego typu przedsięwzięć ze względu na odpowiednią pozycję Marsa oraz Ziemi. Od lipca do września tego roku trasa pomiędzy planetami będzie najkrótsza i pozwoli na znaczne zaoszczędzenie zasobów. Kolejne tego typu okno wystąpi dopiero za 2,5 roku.

 



Projekt Tianwen-1 obejmie orbiter do badania terenu i właściwości magnetycznych Marsa. W zestawie instrumentów znajdzie się kamera wysokiej rozdzielczości, która będzie mogła dostarczać zdjęcia Czerwonej Planety. Ponadto w skład projektu wejdzie lądownik oraz łazik marsjański, który pozwoli na mapowanie terenu do 100 metrów pod powierzhcnią planety.



Misja Emirates Mars otrzymała  nazwę Al Amal i obejmie dostarczenie nowoczesnego orbitera na Czerwoną Planetę. Statek kosmiczny został zbudowany przez Mohammed bin Rashid Space Center w kolaboracji z University of Colorado Boulder, Arizona State University i University of California. Orbiter będzie badał codzienne i sezonowe zmiany w marsjańskiej atmosferze, które mogą dostarczyć wielu informacji o historii planety.

 



Tianwen-1 oraz Al Amal dotrą na Marsa na początku 2021 roku. W tym czasie miał dołączyć do nich rosyjsko-europejski łazik Rosalind Franklin, lecz jego start został przełożony z powodu pandemii.


Odkryto planetę, która jest niezwykle podobna do Ziemi

Astronomowie wciąż poszukują nowych planet pozasłonecznych, skupiając szczególną uwagę na planetach skalistych, które mogą być podobne do Ziemi. Teraz poszukiwacze z Uniwersytetu Canterbury odkryli jedną z najdalszych znanych nam planet, która w dodatku jest superziemią!

 

Nowa planeta znajduje się w odległości 24 722 lat świetlnych od nas, blisko centralnego zgrubienia galaktycznego. Jest to region w centrum Drogi Mlecznej, charakteryzujący się obecnością dużej ilości gwiazd. Egzoplaneta nie tylko jest skalista, ale posiada też orbitę podobną do orbity Ziemi.

 

Większość znanych nam egzoplanet wykryto z pomocą metody tranzytu, lub metody kołysania, która wykrywa drobne drgania wywierane na gwiazdę przez grawitacyjny wpływ egzoplanety. Jednak w tym przypadku zastosowano trzecią metodę, zwaną mikrosoczewkowaniem grawitacyjnym. Polega ona na tym, że światło pochodzące z gwiazdy (źródła) zagina się pod wpływem grawitacji bliżej położonej gwiazdy (soczewki). To zniekształca i powiększa źródło światła.

Źródło: Wise Observatory

Gdy astronomowie potwierdzili, że obserwowany obiekt faktycznie jest planetą, przystąpili do jej analizy. Ustalono, że egzoplaneta jest superziemią o masie około 3,96 masy Ziemi. Jej gwiazda macierzysta posiada zaledwie 12% masy Słońca i jest niezwykle mała. Naukowcy nie mogli ustalić, czy jest to mała gwiazda, czy brązowy karzeł. Ponadto, odległość orbity między planetą a gwiazdą wynosi od 0,63 do 0,72 jednostek astronomicznych, co w przybliżeniu odpowiada odległości planety Wenus względem Słońca. Jednak omawiana gwiazda jest mała, a egzoplaneta porusza się bardzo powoli, przez co jeden pełny obieg wokół niej zajmuje około 617 dni.

 

Nie udało się poznać istotnych szczegółów, takich jak temperatury i aktywności gwiazdy, co odgrywa ważną rolę w kształtowaniu środowiska planety. Dlatego naukowcy jeszcze przez długi czas nie będą mogli ustalić, czy odległa superziemia nadaje się do zamieszkania.


Odkryto czarną dziurę znajdującą się najbliżej Ziemi

Astronomowie z Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) odkryli czarną dziurę w układzie potrójnym, który znajduje się zaledwie 1 000 lat świetlnych od Ziemi. Jest to najbliższa nam czarna dziura. Co ciekawe, gwiazdy tego układu można zaobserwować gołym okiem.

 

Wykrywanie czarnych dziur jest bardzo trudne i nie inaczej było w tym przypadku. Nowo odkryty obiekt posiada stosunkowo bardzo małą masę. Astronomowie odkryli go podczas obserwacji układu potrójnego HR 6819, który znajduje się w gwiazdozbiorze Lunety. Czarna dziura jest częścią układu, w skład którego wchodzą dwie gwiazdy typu widmowego B, widoczne gołym okiem z Ziemi.

 

Wcześniej sądzono, że układ HR 6891 zawiera tylko dwie gwiazdy. Jednak gdy przeanalizowano ich orbity z pomocą teleskopu MPG/ESO, okazało się, że jedna gwiazda o masie od 5 do 7 mas Słońca średnio co 40 dni okrąża niewidoczny obiekt, podczas gdy druga położona jest znacznie dalej. Dla astronomów stało się oczywiste, że mają do czynienia z czarną dziurą.

Źródło: ESO/Digitized Sky Survey 2

Według obliczeń, omawiana czarna dziura posiada masę co najmniej czterech mas Słońca. Położona jest w odległości nieco ponad 1 000 lat świetlnych od nas, a więc jest najbliższa Ziemi. Zanim dokonano tego odkrycia, najbliższą nam czarną dziurą był obiekt o nazwie A 0620-00, który znajduje się w odległości około 3 300 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Jednorożca. Co więcej, odkryto pierwszą czarną dziurę, należącą do układu gwiazd, którą możemy zobaczyć gołym okiem.

 

Naukowcy zakładają, że Droga Mleczna może zawierać miliony czarnych dziur, podczas gdy ludzkość zdołała namierzyć zaledwie kilkadziesiąt takich obiektów. Ale czarna dziura w układzie HR 6819 jest jedną z pierwszych, która nie emituje jasnych promieni rentgenowskich podczas interakcji z gwiazdami. Technika, którą zastosowano podczas najnowszych badań, może pozwolić na odkrycie kolejnych „nieaktywnych” czarnych dziur.


Wykryto pierwsze sygnały FRB, pochodzące z Drogi Mlecznej

Astronomowie wykryli kolejne szybkie rozbłyski radiowe. Najnowsze odkrycie ma istotne znaczenie dla astrofizyki, ponieważ po raz pierwszy wykryto sygnały FRB, pochodzące z Drogi Mlecznej. Co więcej, astronomowie sądzą, że zidentyfikowali również źródło emisji!

 

Szybkie błyski radiowe (FRB) to bardzo krótkie, lecz intensywne sygnały, które pochodzą z przestrzeni kosmicznej. Zjawiska te pozostają dla nas tajemnicą, gdyż wykrywamy je na całym niebie i nie wiemy, co je emituje. Warto dodać, że o istnieniu sygnałów FRB po raz pierwszy dowiedzieliśmy się w 2007 roku.

 

Astronomowie korzystający z radioteleskopu CHIME ogłosili wykrycie szybkiego rozbłysku radiowego. 28 kwietnia udało się namierzyć unikalny sygnał, pochodzący z Drogi Mlecznej. Dotychczas wszystkie wykrywane sygnały FRB miały charakter pozagalaktyczny. Co ważne, prawdopodobnie udało się również odnaleźć źródło tej emisji.

27 kwietnia, czyli dzień wcześniej, teleskop BAT (Burst Alert Telescope) wykrył serię błysków gamma, które pochodziły z tego samego punktu na niebie, co najnowszy sygnał FRB. Natomiast teleskopy kosmiczne i naziemne zarejestrowały w tym czasie promienie rentgenowskie. Jednak wiadomo, że wykryte promienie gamma związane są z magnetarem SGR 1935+2154. Obiekt ten znajduje się w odległości około 30 tysięcy lat świetlnych, a jak wiemy, Droga Mleczna ma ponad 150 tysięcy lat świetlnych średnicy.

 

Astronomowie przypuszczają, że odkryte szybkie rozbłyski radiowe mogą pochodzić od wspomnianego magnetaru. Jeszcze nigdy nie udało się skojarzyć błysków FRB z promieniami gamma lub rentgenowskimi, więc jeśli magnetar faktycznie stoi za najnowszą emisją to możemy mówić o przełomie w badaniach nad sygnałami FRB.