Październik 2018

Astronomowie zdobyli pierwszy dowód na kolizję między Obłokami Magellana

Zespół badaczy z Uniwersytetu Michigan zdobył pierwsze dowody, potwierdzające kolizję między Małym a Wielkim Obłokiem Magellana. Astronomowie odkryli grupę gwiazd, które zostały wyrzucone z gromad w Małym Obłoku Magellana.

 

 

Obłoki Magellana to dwie nieregularne galaktyki karłowate, które orbitują wokół Drogi Mlecznej i należą do Grupy Lokalnych Galaktyk. Zarówno Wielki Obłok Magellana, jak i Mały Obłok Magellana można zaobserwować nocą na niebie na południowej półkuli.

Mały Obłok Magellana – źródło: ESO

Jak wynika z najnowszych badań, południowo-wschodni region Małego Obłoku Magellana, znany jako „Skrzydło”, oddala się od reszty galaktyki karłowatej. Naukowcy skorzystali z danych, które dostarczył teleskop kosmiczny Gaia. Instrument należący do Europejskiej Agencji Kosmicznej pozwala śledzić ruchy gwiazd, fotografując je na przestrzeni lat. Na tej podstawie można ustalić kierunek i prędkość ruchu każdej z nich.

Źródło: Johnny Dorigo Jones

Dzięki analizie tych danych odkryto, że wszystkie gwiazdy w „Skrzydle” przemieszczają się w podobnym kierunku z podobną prędkością. Według naukowców, jest to pierwszy bezpośredni dowód, który potwierdza, że Obłoki Magellana zderzyły się ze sobą setki milionów lat temu. Gurtina Besla z Uniwersytetu Arizony już kilka lat temu przewidziała, że w wyniku bezpośredniej kolizji, „Skrzydło” oddali się od Małego Obłoku Magellana i zbliży się do Wielkiego Obłoku Magellana.

 


Sonda Parker Solar Probe zrobiła zdjęcie Ziemi

Dwa miesiące temu rozpoczęła się wyjątkowa misja kosmiczna – sonda Parker Solar Probe została wysłana w pobliże Słońca, gdzie będzie mogła zająć się badaniami naszej gwiazdy. Naukowcy skorzystali z okazji i z pomocą dwóch teleskopów pokładowych WISPR sfotografowali Ziemię.

 

 

Poniższe zdjęcie zostało wykonane 25 września. W tym czasie, sonda Parker Solar Probe kierowała się w stronę Wenus, aby skorzystać z asysty grawitacyjnej. Jasny okrągły punkt to nasza planeta.

Źródło: NASA/Naval Research Laboratory/Parker Solar Probe

Fotografia została wykonana z odległości około 43,5 miliona kilometrów od Ziemi. Po przybliżeniu zdjęcia, po prawej stronie można dostrzec niewielkie zgrubienie. To oczywiście Księżyc.

Zbliżenie na Ziemię z Księżycem, widocznym po prawej stronie – źródło: NASA/Naval Research Laboratory/Parker Solar Probe

Parker Solar Probe posiada na swoim wyposażeniu cztery instrumenty naukowe – FIELDS, ISIS, WISPR i SWEAP. WISPR (Wide-Field Imager for Solar Probe) to dwa teleskopy z detektorami typu CMOS, które wykonają obrazy korony słonecznej i wewnętrznej heliosfery. WISPR to jedyny instrument obrazujący, jaki zainstalowano na pokładzie sondy.

 

Misja Parker Solar Probe potrwa 7 lat. W tym czasie, sonda wykona 24 zbliżenia do gwiazdy, a z każdym przelotem będzie coraz bliżej Słońca. Wszystkie instrumenty naukowe zostały odpowiednio zabezpieczone przed bardzo wysokimi temperaturami. Sonda kosmiczna otrzymała grubą na 11,5 cm osłonę termiczną, która powinna ją ochronić przed spaleniem się.

 


ESA i JAXA rozpoczęły wspólną misję BepiColombo na Merkurego

20 października oficjalnie rozpoczęła się nowa misja kosmiczna BepiColombo. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) i Japońska Agencja Kosmiczna (JAXA) rozpoczną badania Merkurego – pierwszej planety od Słońca.

 

 

Sonda kosmiczna BepiColombo została pomyślnie wyniesiona w kosmos z pomocą rakiety nośnej Ariane-5 z kosmodromu w Gujanie Francuskiej. Jest to pierwsza europejska i trzecia w ogóle misja kosmiczna, która skupia się na Merkurym. Poprzednikami BepiColombo są sondy Mariner 10 i Messenger, które należały do agencji NASA.

 

Sonda BepiColombo zawiera dwa satelity, które zostaną dostarczone na orbitę Merkurego. Są to Mercury Planetary Orbiter agencji ESA i Mercury Magnetospheric Orbiter agencji JAXA. Na ich pokładzie umieszczono łącznie 16 instrumentów naukowych, które zbadają powierzchnię i wewnętrzną strukturę Merkurego oraz magnetosferę planety.

Niestety będziemy musieli się uzbroić w cierpliwość – sonda BepiColombo dosięgnie Merkurego dopiero za 7 lat. Misja będzie wymagała skorzystania z asysty grawitacyjnej Ziemi, Wenus i Merkurego. W jej trakcie, BepiColombo będzie narażony na różne niebezpieczeństwa, między innymi na temperatury w zakresie od -180 do nawet 450 stopni Celsjusza. Dodatkowym utrudnieniem będzie potężna siła grawitacji Słońca.

 

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sonda BepiColombo dotrze na Merkurego pod koniec 2025 roku. Wtedy będzie mogła umieścić dwa orbitery wokół tej planety. Na poniższej symulacji można zobaczyć przebieg całego lotu.

 


Odkryto nietypowy układ planetarny. Gazowe giganty orbitują wokół młodej gwiazdy

Ciekawego odkrycia dokonał zespół astronomów z Uniwersytetu w Cambridge. W pobliżu bardzo młodej, odległej gwiazdy zidentyfikowano aż cztery ogromne planety gazowe. Odkrywcy nie ukrywają zaskoczenia, co pokazuje, że tak naprawdę wciąż niewiele wiemy o tym, jak powstają planety.

 

 

CI Tau to gwiazda otoczona dyskiem protoplanetarnym, znajdująca się około 500 lat świetlnych od Ziemi. Jej wiek szacowany jest na 2 miliony lat. W skali kosmicznej, to bardzo niewiele. Dla przykładu, Słońce ma przypuszczalnie około 4,6 miliarda lat. Jednak to nie wiek sprawia, że CI Tau jest wyjątkowa. Chodzi raczej o krążące wokół niej planety.

 

Astronomowie odkryli, że w tym odległym systemie gwiezdnym znajdują się cztery gazowe giganty o masach zbliżonych do Jowisza i Saturna. Dotychczas badacze wiedzieli o istnieniu tylko jednej planety, tzw. gorącym Jowiszu, lecz teraz, z pomocą Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ATMA), w dysku protoplanetarnym gwiazdy odkryto kolejne trzy planety.

 

Kolejną ciekawostką są orbity gazowych gigantów. Pierwszy z nich, gorący Jowisz, krąży wokół swojej gwiazdy tak blisko, jak robi to Merkury względem Słońca. Z kolei najdalsza planeta okrąża młodą gwiazdę, zachowując ponad trzy razy większą odległość niż Neptun względem Słońca. Dwie planety wewnętrzne posiadają masę 1 i 10 mas Jowisza, natomiast dwie planety zewnętrzne pod względem masy przypominają Saturna.

 

Istnienie takiego układu planetarnego jest dla astronomów zaskakujące. Szacuje się, że tylko około 1% gwiazd posiada gorące Jowisze, lecz większość tego typu planet jest znacznie starszych od CI Tau. Nie wiadomo, czy gazowy gigant, który krąży najbliżej tej gwiazdy, pojawił się na takiej orbicie w wyniku interakcji z pozostałymi planetami. Kolejne pytanie, na które naukowcy nie znają odpowiedzi brzmi, w jaki sposób uformowały się dwie zewnętrzne planety w tym układzie.

 


Ostatnie dane sondy Cassini wskazują, że pierścienie Saturna mogą wkrótce zniknąć

Dane zebrane przez sondę Cassini w ostatnich chwilach jej istnienia wskazują, że materia zewnętrznych pierścieni Saturna bardzo szybko wpada do atmosfery. Zdaniem ekspertów doprowadzi to do ich zniknięcia i to już w najbliższej przyszłości. 

 

Okazało się, że pierścienie Saturna stale wpadają w atmosferę planety powodując deszcz z lodu, wody i pyłu. Proces zachodzi tak szybko, że Saturn pochłania około 10-45 ton materii w ciągu każdej sekundy. 

 

Sonds międzyplanetarna Cassini, która działała w kosmosie przez prawie 20 lat, zakończyła swoją pracę we wrześniu ubiegłego roku, "nurkując" w atmosferze Saturna. Wypełniła wtedy swoją ostatnią misję dzięki której naukowcy z NASA mieli nadzieję odkryć tajemnicę powstawania pola magnetycznego tego gazowego olbrzyma. 

Planowano również zrozumieć, jak pierścienie Saturna oddziałują z gazową atmosferą tej planety. Ślady wspomnianego deszczu z pierścieni, znaleziono w spektrum atmosfery Saturna już w 1980 roku za pomocą sondy Voyager, ale aż do upadku Cassiniego, astronomowie nie byli pewni czy ten ciągły strumień pyłu i wody został wygenerowany przez pierścienie, a nie przez wewnętrzne procesy w głębi atmosfery. 

 

Ostatnie chwile istnienia sondy dowodzą, że to właśnie pierścienie powodują ten niezwykły deszcz. Stacja Cassini znalazła się w specjalnej strefie atmosfery Saturna, gdzie wykryła mikrokropelki wody i cząsteczki pyłu, stopniowo spadające na Saturna z pierścieni znajdujących się najbliżej niego.

Ostatnie chwile Cassiniego, do których doszło w ubiegłym roku, udowodniły ten proces. Przy okazji udało się odkryć coś nowego, na co naukowcy nie byli gotowi - pierścienie okazały się być podobne w składzie do komet. Zawierają one duże ilości materii organicznej, tlenu i amoniaku, które wchodzą w złożone reakcje podczas upadku "deszczu" na Saturnie.

 

Pierścienie C i D, znajdujące się najbliżej planety, mogą zniknąć bardzo szybko jak na standardy kosmiczne. Pierścień D, najbliższy sąsiad Saturna, zostanie całkowicie zassany za około po 7-60 tysięcy lat, o ile nie zostanie zasilony w materiał z pierścienia C.

 

Za to pierścień C, zawierający w sobie nieco więcej materii, zniknie trochę później, ale wciąż bardzo szybko bo od 700 tysięcy do 7 milionów lat. Odkrycie to sugeruje, że Saturn nie zawsze posiadał pierścienie i częściej niszczył swoje księżyce, niż się powszechnie uważa. 

 

 


Księżyc Europa jest pokryty ogromnymi lodowymi kolcami

Jak wynika z najnowszych ustaleń naukowców z Cardiff University, księżyc Europa może okazać się bardzo trudnym obiektem dla misji kosmicznych. Badania wskazują, że ten jowiszowy księżyc jest pokryty wielkimi lodowymi kolcami, które mogą utrudnić lądowanie przyszłych sond.

 

 

Europa, jeden z największych księżyców Jowisza, znajduje się w centrum zainteresowania naukowców ze względu na obecność lodowej skorupy, pod którą może znajdować się ocean wody w stanie ciekłym. Od dawna planuje się misje kosmiczne, które pozwolą zbadać księżyc pod kątem występowania życia bakteryjnego.

 

Jednak naukowcy z Cardiff University posługując się danymi obserwacyjnymi odkryli, że księżyc Europa posiada na swojej powierzchni tzw. penitenty - wielkie lodowe szpile o wysokości nawet 15 metrów, które mogą znajdować się w odległości około 7,5 metra od siebie. Penitenty mogą być bardziej rozpowszechnione na równiku.

Pole penitentów w Górnym Rio Blanco, Centralne Andy Argentyńskie – źródło: Arvaki/CC BY-SA 3.0

Najlepiej wykształcone przykłady penitentów występują w Andach Środkowych w Ameryce Południowej, w Pamirze i Hindukuszu w środkowej Azji oraz w masywie Kilimandżaro w Afryce Centralnej. Penitenty powstają w procesie, zwanym sublimacją, gdy część lodu i śniegu przechodzi ze stanu stałego bezpośrednio w stan gazowy.

 

Lodowe szpile stanowią poważne zagrożenie dla misji kosmicznych. Naukowcy powinni uwzględnić powyższe odkrycie, zanim zaplanują misję, zakładającą lądowanie na Europie.

 


Awaria Kosmicznego Teleskopu Hubble'a

Kosmiczny Teleskop Hubble'a, który pracuje na orbicie od 1990 roku, przeszedł w stan uśpienia. Wszystko przez awarię kolejnego żyroskopu, która utrudni prowadzenie obserwacji.

 

 

Kosmiczny Teleskop Hubble'a posiada łącznie sześć żyroskopów. Do stabilnej obserwacji, co najmniej trzy z nich muszą prawidłowo funkcjonować. Problem w tym, że teleskop HST posiadał dotychczas tylko trzy sprawne żyroskopy, a w piątek nastąpiła awaria jednego z nich.

 

Specjaliści przełączyli Kosmiczny Teleskop Hubble'a w stan uśpienia i próbują zrozumieć, co jest przyczyną usterki. W tej sytuacji, NASA może spróbować uruchomić jeden z wyłączonych wcześniej żyroskopów, ale to oczywiście nie gwarantuje sukcesu.

Naukowcy uspokajają, że nawet jeśli teleskop HST pozostanie z dwoma działającymi żyroskopami, wciąż będzie mógł kontynuować badania. Wtedy obserwacje będą prowadzone z udziałem tylko jednego żyroskopu, a drugi zostanie zachowany jako rezerwowy.

 

Teleskop Hubble'a nie jest jedyny, który zmaga się z problemami. Przykładowo Teleskop Keplera posiada tak mało paliwa, że został prewencyjnie wyłączony, aby upewnić się, że będzie mógł ustawić się w kierunku Ziemi i przesłać do nas najnowsze dane. Jednak obserwatorium TESS, następca Keplera, znajduje się już w kosmosie i całkiem niedawno przystąpił do pierwszych obserwacji. Natomiast następca Hubble'a, Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, wciąż nie jest gotowy do misji i według najnowszych szacunków, może trafić na orbitę dopiero w 2021 roku.

 


Mamy kolejne dowody, potwierdzające odkrycie pierwszego egzoksiężyca

Astronomowie twierdzą, że prawdopodobnie odkryliśmy pierwszy egzoksiężyc, czyli księżyc orbitujący wokół planety spoza naszego Układu Słonecznego. Zdobyliśmy na to kolejne dowody, choć naukowcy przestrzegają, że ostateczne potwierdzenie tego odkrycia może okazać się bardzo trudne i czasochłonne.

 

 

Alex Teachey i David M. Kipping z Uniwersytetu Columbia przeanalizowali dane, pozyskane przez Kosmiczny Teleskop Keplera. Astronomowie natknęli się na dowody, potwierdzające istnienie księżyca w pobliżu egzoplanety Kepler-1625b, która jest wielkości Jowisza.

 

Potencjalnego odkrycia dokonano metodą tranzytu, która pozwala namierzać planety w momencie jej przejścia na tle tarczy gwiazdy. Astronomowie zaobserwowali krótkie zaciemnienie, więc postanowili dokładniej przyjrzeć się temu zjawisku z pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, który jest około 4 razy bardziej precyzyjny niż teleskop Keplera.

Naukowcy odkryli, że po tranzycie planety Kepler-1625b pojawiło się drugie krótkie zaciemnienie. Wyglądało to dokładnie tak, jakby wspomnianej planecie towarzyszył księżyc. Badacze oszacowali, że pod względem wielkości może on przypominać Neptuna.

 

Na dzień dzisiejszy jest zbyt wcześnie, aby mówić o odkryciu pierwszego egzoksiężyca. Jego istnienie mogą potwierdzić jedynie kolejne obserwacje. Astronomowie będą kontynuować badania z pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a w maju 2019 roku, czyli podczas kolejnego tranzytu.