Lipiec 2018

Piątkowe krwawe zaćmienie Księżyca będzie najdłuższym w XXI wieku

Wkrótce czeka nas astronomiczny rarytas. Już 27 lipca nastąpi zjawisko jednoczesnej opozycji Marsa i całkowitego zaćmienia Księżyca. Dodatkowo zaćmienie to będzie najdłuższym w naszym życiu. Potrwa ponad półtora godziny!

 

Zjawisko polegające na jednoczesnej opozycji Marsa, wtedy gdy znajduje się na w linii ze Słońcem i z Ziemią oraz zaćmienia Księżyca, miało miejsce ostatnio na Ziemi 11 sierpnia 1356 roku. Aby uzmysłowić sobie jak rzadkie jest to wydarzenie astronomiczne wystarczy wspomnieć, że nastepny raz po 27 lipca 2018 roku nastąpi to 26 kwietnia 2488!

 

Te daty wskazują, że warto zwrócić oczy ku nocnemu niebu. Mars jest obecnie bardzo dobrze widoczny i dzięki opozycji jest bardzo jasny. Widać go jako pomarańczową jasną kropkę. Aktualnie możliwe są ciekawe obserwacje Marsa za pomocą lornetek, a zwłaszcza amatorskich teleskopów. Jednak nawet nieuzbrojonym okiem niewątpliwie da się tej nocy dużo zobaczyć.

Całkowite zaćmienie Księżyca, które nastąpi 27 lipca będzie pod wieloma względami wyjątkowe. Nikt z nas nie będzie miał za życia okazji do obserwacji dłuższego zaćmienia ziemskiego naturalnego satelity.  Wszystko rozegra się w piątek, 27 lipca 2018 r. Nocny spektakl rozpocznie się około godziny 21:30. Tak się składa, że zaćmienie zbiega się z przypadającym na lipiec apogeum czyli momentem, w którym Księżyc jest najdalej oddalony od Ziemi.

 

Jego tarcza jest wtedy znacznie mniejsza niż w perygeum. Czasami może być do 20 procent mniejsza. Właśnie z tego powodu Księżyc pozostanie w cieniu Ziemi o wiele dłużej. Całkowite zaćmienie potrwa aż 1 godzinę 42 minuty i 57 sekund. Będzie to niewątpliwie najdłuże zaćmienie w XXI wieku. Kolejne równie długie będzie miało miejsca dopiero w 2123 roku.

 

Kiedy w piątek Księżyc znajdzie się w cieniu Ziemi, w momencie poprzedzającym samego zaćmienia stanie się krwistoczerwony. Naukowcy twierdzą, że ten efekt to skutek docierającego do ziemskiej atmosfery światła słonecznego, ktore osłabione przez zaćmienie zostaje przefiltrowane akurat w tej części widma słonecznego. Trzeba jednak przyznać, że wygląda to spektakularnie. 

 

Być może z tego powodu krwistoczerwony Księżyc z Marsem znajdującym się 6 stopni od niego, przez astrologów może zostać uznany za zły znak. Mars jest zwykle kojarzony z wojną. Niewątpliwie widoki jakie będzie można zobaczyć w piątek, mogą nastrajać mistycznie. 

 

 

 


Czy na Enceladusie, księżycu Saturna, istnieje życie?

Naukowcy znaleźli pewne poszlaki, wskazujące na to, że pod lodową powierzchnią Enceladusa, jednego z księżyców Saturna, może istnieć życie.

 

Agencja NASA poinformowała, że misja kosmiczna Cassini dostarczyła badaczom wielu interesujących informacji. Za najciekawszą nowinę należy uznać pozyskanie dowodów na zachodzenie reakcji chemicznej pod powierzchnią Enceladusa. Badacze twierdzą, że może to świadczyć o tym, że na księżycu Saturna panują warunki umożliwiające powstanie i utrzymanie życia bakteryjnego. Naukowcy są jednak sceptyczni, jeśli chodzi o obecność obcych form na Enceladusie, ponieważ jest on stosunkowo młodym księżycem i najprawdopodobniej życie nie zdołało się tam jeszcze w pełni ukształtować.

 

Warto przypomnieć, że już trzy lata temu NASA postawiła tezę, według której pod powierzchnią księżyca znajdują się ślady ciepłego oceanu. Obecne odkrycie sondy Cassini, która wykryła na Enceladusie obecność molekularnego wodoru, tylko intensyfikuje teorie o istnieniu życia na naturalnym satelicie Saturna. NASA stwierdziła, że mikroby, o ile faktycznie zamieszkują ten księżyc, mogłyby wykorzystać wodór w połączeniu z dwutlenkiem węgla do uzyskania energii niezbędnej do życia.

Enceladus - źródło: NASA/JPL/Space Science Institute

Badacze dodają jednak, że ich zdaniem formy życia zostaną prędzej odnalezione na Europie, księżycu Jowisza. Jest to spowodowane faktem, że Europa jest o kilka miliardów lat starsza od Enceladusa, a więc formy życia miały znacznie więcej czasu, aby zasymilować się z otoczeniem.

 

Nie ulega wątpliwości, że minie jeszcze wiele lat, zanim naukowcy będą mogli ostatecznie ustalić, czy na którymś z księżców istnieją formy życia. W 2020 roku misja kosmiczna Clipper wyruszy w przestrzeń kosmiczną, aby zebrać jeszcze więcej informacji na temat Europy. Nie zaplanowano natomiast jeszcze następnych kroków, jeśli chodzi o kolejne działania związane z badaniem Enceladusa.

 


Zielona kometa PanSTARRS C/2017 S3 może stać się atrakcją wakacyjnego nieba

Kometa PanSTARRS C/2017 S3, już w sierpniu może być widoczna gołym okiem. Znany tropiciel komet, austriacki astronom amator, Michael Jager, donosi, że wieczorem 2 lipca jasność komety wzrosła gwałtownie z magnitudo +12 do +9.

 

 

Wygląda na to, że wraz ze zbliżaniem się do Słońca, bardzo szybko rośnie obłok gazu wokół jądra komety. Na początku lipca wynosił już około 4 minuty kątowe. Oznacza to, że atmosfera komety ma 260 000 km średnicy, czyli prawie dwa razy więcej niż Jowisz. Takie wymiary czynią ją względnie łatwym celem dla obserwacji za pomocą teleskopów.

Kometa PanSTARRS C/2017 S3 leci do Słońca z obłoku Oorta, ogromnego obszaru w odległym zewnętrznym Układzie Słonecznym, pełnego młodych komet. Ze względu na to, że kometa ta jest nieokresowa i nigdy wcześniej nie odwiedzała wewnętrznych planet, nikt nie wie, co się stanie, gdy jej kruchy lód w sierpniu zostanie wystawiony na działanie słonecznego ciepła. 

 

Kometa C/2017 S3, została odkryta 23 września 2017 r. Przez teleskop PanSTARRS znajdujący się na szczycie wulkanu Haleakala na Hawajach. Dzięki zebranym danym astronomowie byli w stanie obliczyć szczegóły orbity komety. 

Ustalono, że kometa PanSTARRS zbliża się do Słońca po orbicie hiperbolicznej, która ostatecznie doprowadzi ją z powrotem w kierunku zewnętrznej części Układu Słonecznego. W peryhelium (najbliższym punkcie względem Słońca), znajdzie się w dniach 15-16 sierpnia. Przetnie wtedy orbitę Merkurego, narażając się bezpośrednio na silne promieniowanie słoneczne.

 

Jeśli kometa PanSTARRS przetrwa to spotkanie, może się stać widoczną gołym okiem atrakcją wakacyjnego nieba, co biorąc pod uwagę jej zielony kolor, może być niezwykłym spektaklem. 

 

 


Astrofizycy odkryli niezwykłą kosmiczną eksplozję silniejszą sto razy od typowej supernowej

Astrofizycy zaobserwowali 16 czerwca 2018 roku, niezwykle silną kosmiczną eksplozję nieznanego pochodzenia. Została ona zlokalizowana 200 milionów lat świetlnych od Ziemi i była znacznie silniejsza niż wszelkie znane ludzkości wybuchy supernowych.

 

Odkrycie potwierdzili astronomowie w 12 profesjonalnych obserwatoriach. To co zaobserwowali jako pierwsi astronomowie używający teleskopu ATLAS na Hawajach, nazwano gigantyczną chmura cząsteczek poruszających się z prędkością 20 tys. km/s i o temperaturze 8900 stopni Celsjusza.

 

Naukowcy uważają, że eksplozja, która to wywołała była od 10 do 100 razy silniejsza niż typowa supernowa, czyli zjawisko, które podczas eksplozji emituje więcej światła i energii niż Słońce przez cały czas swojego istnienia.ze względu na skalę, zjawisko to nazwano po angielsku "the Cow", czyli "krowa", dlatego oficjalna nazwa tego fenomenu to AT2018cow. 

 

Dodatkowo zaskakujące było to, że tak potężne zjawisko trwało bardzo krótko. Zwykle do pełnej jasności supernowej trzeba poczekać kilka do kilkunastu dni, a w przypadku tego wydarzenia maksymalna jasność została osiągnięta zaledwie w ciągu dwóch dni.

Źródło: Stephen Smartt/ATLAS

Eksperci twierdzą, że dziwna eksplozja pojawiła się nagle z niczego i nic nie wskazywało na jej wystąpienie. Skomentowano również prędkość z jaką poruszała się zaobserwowana chmura naładowanych cząstek. Stwierdzono, że nauce znane są takie poruszające się chmury plazmy, ale żadna nigdy nie osiągnęła tak wielkiej jasności. 

 

Ponieważ nie wiadomo co to było, a najbliższy fenomen pokrewny do tego to wybuch supernowej, właśnie tak jest klasyfikowane to zjawisko. Astrofizycy jednak skłaniają się do tego, że to może być coś nowego, czego wcześniej nie odkryto, bo charakterystyka tego wybuchu była niepodobna do niczego co znaa nauka. 

 

 


Uzyskaliśmy pierwsze zdjęcie nowo narodzonej planety

Z pomocą SPHERE, potężnego instrumentu, przeznaczonego do poszukiwania egzoplanet, który jest zainstalowany na teleskopie VLT (Very Large Telescope), udało się uzyskać pierwszy obraz odległej planety, która jest w trakcie formowania się. Nowe ciało niebieskie znajduje się w pierwotnym dysku gazu i pyłu, który otacza młodą gwiazdę PDS 70.

 

Zdjęcie zostało wykonane przez zespół astronomów, którym przewodził niemiecki Instytut Maxa Plancka w Heidelbergu. Planeta otrzymała nazwę PDS 70b i krąży wokół swojej gwiazdy macierzystej, oczyszczając orbitę z materii. Na załączonym wyżej zdjęciu możemy ją zobaczyć jako jasną plamę po prawej od zaczernionego obszaru w centrum, gdzie znajduje się gwiazda. Zasłonięto ją, aby można było dokładniej przyjrzeć się jej otoczeniu.

Źródło: ESO/Digitized Sky Survey 2/Davide De Martin

Gwiazda PDS 70 znajduje się około 370 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Centaura. Jak wynika z analizy danych, planeta PDS 70b przebywa w odległości około 3 miliardów kilometrów od gwiazdy – to jest mniej więcej tyle, co odległość między Uranem a Słońcem. PDS 70b jest prawdopodobnie gazowym olbrzymem, który posiada kilka razy większą masę od Jowisza. Zdaniem astronomów, na jej powierzchni panują temperatury rzędu tysiąca stopni Celsjusza, a w jej atmosferze mogą znajdować się chmury.