Grudzień 2015

Kometa Catalina zbliża się do Ziemi, będą okazje do ciekawych obserwacji astronomicznych

Ostatniego dnia października 2013 roku, w ramach badania nieba Catalina Sky Survey, odkryto nową nieokresową kometę oznaczoną ostatecznie jako C/2013 US10, ale znaną powszechnie jako kometa Catalina. Pod koniec listopada, to ciało niebieskie dokończyło swoje okrążenie wokół Słońca i ruszyło w kierunku Ziemi.

 

Teraz kometę można oglądać w gwiazdozbiorze Panny i przy obecnej jasności C/2013 US10 możliwe jest nawet dostrzeżenie jej gołym okiem. Perygeum, czyli największe zbliżenie do Ziemi nastąpi w niedzielę, 17 stycznia, 2016. Znajdzie się wtedy w odległości 0,72 jednostki astronomicznej, czyli 108 milionów kilometrów od naszej planety. W tym czasie spodziewana jasność osiągnie magnitudę 5, co oznacza, że da się ją zobaczyć przez lornetkę, a nawet gołym okiem. Wtedy będzie to jeszcze łatwiejsze, bo komety należy szukać w najbardziej znanym gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy.

Zanim do tego dojdzie obserwacje prowadzą astronomowie. W sieci można znaleźć już wiele pięknych zdjęć komety Catalina. Do najbardziej niesamowitych należy to wykonane 11 grudnia przez astrofotografa z Austrii. Zostało wykonane podczas burzy słonecznej i przedstawia zdjęcie plazmidów występujących w obrębie warkocza komety.

Są to skutki wynikające z pogody kosmicznej. Astronomowie, prowadzący obserwacje komet, często zauważają w ich warkoczach plazmidy, w najbardziej ekstremalnych przypadkach, wiatr słoneczny może je dosłownie zdmuchnąć.

Od 25 grudnia, kometa zniknie z pola widzenia ze względu na blask księżyca, ale potem przez kilka dni, wraz ze wzrostem jasności, będzie widoczna nawet bez teleskopu i lornetki. Przez kolejne kilka miesięcy nowego roku, kometę będą mogli obserwować posiadacze teleskopów. W połowie stycznia, obiekt ten zacznie się oddalać od naszej planety i wraz z tym następować będzie obniżenie jej jasności aż do magnitudy 11 w kwietniu 2016.

 

 


Sekret jasnych punktów na Ceres nadal nie został odkryty

Naukowcy z niemieckiego Instytutu Maxa Plancka uważają, że jasne plamy na powierzchni planety karłowatej Ceres mogą być złożami soli. Obecnie naukowcy są świadomi istnienia ponad 130 takich wyraźnie jaśniej świecących punktów. Większość z nich jest występuje we wnętrzu kraterów. Według niemieckich ekspertów, w tych miejscach odkłada się sześciowodny siarczan magnezu.

 

Na Ziemi, można odnaleźć inny rodzaj siarczanu magnezu. To tak zwana sól gorzka Epsom, występująca w Anglii. Naukowcy analizując dane z urządzeń pomiarowych zainstalowanych na pokładzie sondy kosmicznej Dawn, zasugerowali, że te bogate w sól regiony powstały w przeszłości po sublimacji wody z lodem. Być może, na Ceres znajduje się podpowierzchniowa warstwa zawierającą słoną wodę i lód.

 

Planeta karłowata Ceres, ma średnicę 940 km i dosyć ciemną powierzchnię, przypominającą odbicie światła od asfaltu. Jednocześnie te jasne plamki obecne na Ceres mogą odbijać do 50 procent padającego światła słonecznego więcej. Eksperci zaznaczają, że formułują tylko hipotezę i istnienie lodu na powierzchni planety karłowatej nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone.

Źródło: NASA

Najbardziej znana z plam znajduje się w centrum krateru nazwanego Okkator. Jego średnica to 90 km, a jasne zagłębienie ma średnicę około 10 km i głębokość około pół kilometra. Sądząc po wyraźnych granicach krateru, Okkator to formacja dość młoda. Według zaangażowanych w projekt ekspertów, jego wiek wynosi około 78 milionów lat.

Źródło: NASA

Ponad kraterem zaobserwowano również zamglenie. Zjawisko to przypomina procesy zachodzące na kometach, gdzie para wodna unosi się wraz z pyłem i resztkami lodu. Powód pojawienia się mgły na Ceres musi jeszcze zostać poznany.

Źródło: NASA

Naukowcy odkryli również, że w ciągu dnia temperatura powierzchni planety karłowatej waha się od -136 do -28 stopni Celsjusza. Maksymalne temperatury obserwuje się w rejonie równikowym. Według naukowców, temperatura w równikowych obszarach jest zbyt wysoka aby na powierzchni mógł być obecny lód.

Źródło: NASA

Obecnie sonda kosmiczna Dawn osiągnęła orbitę na wysokości 385 km nad powierzchnią Ceres. Na dniach mogą się rozpocząć nowe obserwacje. Spodziewane są zdjęcia o dużo większej rozdzielczości, co być może pozwoli zweryfikować część z hipotez odnośnie tajemnic tej dziwnej planety .

 

 

 


Sensacja astronomiczna - odkryto nieznane dotychczas obiekty w Układzie Słonecznym

Dwa niezależne zespoły badawcze (jeden z Meksyku, a drugi ze Szwecji) pracujący w obserwatorium astronomicznym ALMA w Chile, poinformowały o prawdopodobnym odkryciu nieznanych wcześniej obiektów w naszym Układzie Słonecznym. Eksperci nie wiedzą co to za ciała niebieskie, ale spekulują, że zależnie od odległości od Słońca może to być zarówno gazowy olbrzym, planeta skalista albo brązowy karzeł.

 

Radioteleskop ALMA jest oficjalnie największą astronomiczną budowlą na Ziemi. Znajduje się na pustyni Atacama a jego nazwa to skrót od Atacama Large Millimeter Array. Teleskop znajduje się na wysokości pięciu tysięcy metrów gdzie często jest bezchmurne niebo, suche powietrze a na dodatek nie ma zanieczyszczenia światłem dużych miast. Jego budowa wciąż trwa i jest realizowana w ramach współpracy chilijsko-europejskiej. Jednak od 2013 roku urządzenie pracuje wykorzystując część z zainstalowanych anten. To wystarczyło do dokonania tego niezwykłego odkrycia.

 

Urzadzenia radioteleskopu ALMA poszukiwały od tego czasu tak zwanych chłodnych obiektów i dane wskazują na to, że wreszcie odnaleziono coś interesującego. Niestety nie wiadomo jeszcze w jakiej odległości znajdują się te obiekty, a to implikuje kłopoty w oszacowaniu ich rozmiarów. Dlatego astronomowie zmuszeni zostali do spekulowania na temat tego z czym możemy mieć do czynienia.

 

W opublikowanych pracach naukowych, oba zespoły opisują duży obiekt zaobserwowany w zewnętrznych obszarach Układu Słonecznego i kolejny prawdopodobnie w pobliżu systemu gwiezdnego Alfa Centauri. Jednak specjaliści obu zespołów badawczych nie wykluczają, że oba obiekty znajdują się jednak na obrzeżach naszego układu.

 

Według ekspertów jeden z nich może być planetą wielkości Ziemi w odległości 100 AU do 300 AU ( jednostka astronomiczna). Miałaby to być planeta o średnicy 1,5 razy większej niż ziemska. Z pewnością odkrycie to rozpali umysły poszukiwaczy mitycznej planety X zwanej też Nibiru.

 

Istnieje też taka możliwość, że obiekt ten znajduje się dużo dalej i jest znacznie masywniejszy. Przy założeniu, że odległość tego ciała niebieskiego to około jedna trzecia roku świetlnego, może się okazać, że odkryto nieznanego gazowego giganta wielkości Neptuna, albo chłodnego brązowego karła.

 

Odkrycia te są na tyle zaskakujące, że niektórzy astronomowie nie dają im wiary. Po zapoznaniu się z wynikami obu prac badawczych zasugerowano, że przynajmniej jeden lub nawet oba z tych obiektów są tylko złudzeniami, przypadkowymi plamami na ekranie lub zakłóceniami, które w jednej chwili przybrały formę sygnału podobną do tej jakie oczekiwano by od bardzo odległych chłodnych obiektów.

 

Z pewnością konieczne są kolejne badania tych anomalii, aby potwierdzić, albo wykluczyć hipotezy zaproponowane przez oba zespoły naukowe. Jeśli jednak uda się stwierdzić, że te obiekty istnieją i określić jak daleko się znajdują, to bez wątpienia będziemy mieli wielka sensację astronomiczna.

 

 

 


W przyszłości Mars będzie miał pierścień planetarny

Jeden z księżyców Marsa ulega stopniowej deformacji. NASA przewiduje, że pole grawitacyjne tej planety spowoduje rozpad Fobosa, którego szczątki uformują pierścień planetarny podobny do tego, jaki znajduje się wokół Saturna.

 

Naukowcy twierdzą, że Fobos orbituje wokół Czerwonej Planety w odległości 6 tysięcy kilometrów, ale co 100 lat zbliża się do Marsa o około 2 metry. Co więcej, najnowsze badania wskazują że rowy na powierzchni tego księżyca spowodowane są siłami grawitacyjnymi planety i wskazują na zachodzący proces deformacji.

Księżyc Fobos - źródło: NASA/JPL-Caltech/University of Arizona

Według przewidywań NASA, Fobos rozpadnie się za 30-50 milionów lat. Jest to niestety bardzo odległa perspektywa ale niezwykle interesująca, gdyż najnowsze analizy przeprowadzone przez geologów z Kalifornijskiego Uniwersytetu w Berkeley wskazują, że Mars otrzyma w ten sposób pierścień planetarny.

 

Tushar Mittal wyjaśnił, że jeśli Fobos rozpadnie się około 680 kilometrów od powierzchni Marsa, jego szczątki uformują wąski pierścień który będzie podobny do najbardziej gęstego pierścienia Saturna. Z czasem będzie się rozszerzał a za kilka milionów lat materiał zacznie opadać na powierzchnię planety. Jednak gdyby Fobos rozpadł się na wyższych wysokościach, pierścień mógłby przetrwać nawet 100 milionów lat.

 

 

Źródła:

https://www.nasa.gov/feature/goddard/phobos-is-falling-apart

http://news.berkeley.edu/2015/11/23/mars-to-lose-its-largest-moon-but-gain-a-ring/