Marzec 2014

Naukowcy odkryli, że Merkury stygnąc kurczy się

Naukowcy donoszą, że przez ostatnie 4 miliardy lat planeta Merkury, która jest najmniejszym tego typu ciałem niebieskim w naszym Układzie Słonecznym, cały czas stopniowo sie zmniejsza.

 

Nowe badania wykazały, że ze względu na to, iż Merkury staje się chłodniejszy prowadzi to do zupełnie nieoczekiwanych efektów. Wykazano, że w ciągu ostatnich 4 miliardów lat Merkury stał się mniejszy o 14 kilometrów średnicy.

Merkury - Źródło: NASA/MESSENGER

Zjawisko stygnięcia temperatury planety jest dość powszechne we wszechświecie, ale po raz pierwszy zaobserwowano taki niezwykły skutek tego procesu jak kurczenie się skalistego globu.

Merkury - Źródło: NASA/MESSENGER

Naukowcy poinformowali, że podczas badań stosowali dane dostarczane przez należącą do NASA sondę kosmiczną MESSENGER. Ten orbiter został sztucznym satelitą Merkurego i przekazuje zdjęcia i innego rodzaju dane od 2011 roku. To wystarczająco długi okres czasu, aby analizować zmiany powierzchni planety w czasie. Aby dojść do wniosku, że planeta się kurczy wytyczono praktycznie wszystkie istotne uskoki tektoniczne na Merkurym.

 

 

 


Astronomowie odkryli niesamowitą gwiazdę - źółtego hiperolbrzyma

Astronomowie korzystając z tzw. Bardzo Dużego Teleskopu (VLT), należącego do Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) wykryli największą jak do tej pory żółtą gwiazdę.

 

Żółty hiperolbrzym otrzymał nazwę HR 5171 i należy do podwójnego systemu gwiezdnego, znajdującego się około 12 tysięcy lat świetlnych od Ziemi. Gwiazda ta jest tak ogromna, że można ją zobaczyć gołym okiem.

 

Co ciekawe, żółty hiperolbrzym posiada "partnera", który znajduje się tak blisko HR 5171, że dotykają się tak jak zaprezentowano na powyższej wizji artystycznej. Astronomowie zdołali odkryć ten system gwiezdny stosując technikę, znaną jako interferometria, która łączy światło zebrane z wielu pojedyńczych teleskopów, tworząc jedno wielkie urządzenie.

 

Żółte hiperolbrzymy są rzadkim zjawiskiem a w Drodze Mlecznej odkryto jedynie kilkanaście takich obiektów. HR 5171 należy do klasy największych i najjaśniejszych znanych gwiazd, które są z reguły niestabilne i szybko się zmieniają. Dla porównania, nowo odkryty hiperolbrzym jest aż 1 300 razy większy od Słońca. Obiekt ten znajduje się również w dziesiątce największych znanych gwiazd oraz jest o 50% większy od Betelgezy - czerwonego nadolbrzyma.

 

 

 


NASA chce wylądować na księżycu Europa

Europa - lodowy księżyc Jowisza może być miejscem, gdzie znajduje się podlodowy ocean. Naukowcy sądzą, że może tam się znajdować życie. Wyprawa na Europę byłaby więc też wyprawą w poszukiwaniu pozaziemskiego życia.

 

Księżyc Europa jest pokryty lodową skorupą, ale istnieje podejrzenie, że skrywa pod lodem ciekłą wodę, w której może się znajdować życie. Podobnie na Ziemi są akweny takie jak Jezioro Wostok na Antarktydzie, gdzie istnieje woda w stanie ciekłym odizolowana od naszej atmosfery przez miliony lat. Ostatnio Rosjanie zdołali dowiercić się do wody tego jeziora subglacjalnego, a to oznacza, że jest technologia, która umożliwi nam przetopienie się przez pokrywę lodową i wpuszczenie pod lód drona, który mógłby poszukać tam form życia.

Wyobrażenie artystyczne powierzchni księżyca Europa - Źródło: NASA/JPL-Caltec

Jeśli wszystko pójdzie dobrze do 2025 roku uda sie wylądować na tym księżycu. Wyzwania są dużo większe, ponieważ pobliski Jowisz jest silnym źródłem promieniowania magnetycznego, co skutecznie zakłóca działanie urządzeń pokładowych. Dlatego przy takich misjach urządzenia pokładowe muszą być specjalnie konstruowane co podraża koszty.

Hipotetyczne warstwy Europy - źródło wikipedia commons

Pod oceanem znajduje się prawdopodobnie warstwa wulkaniczna potęgowana grawitacją Jowisza. To  sprawia, że są tam jeszcze lepsze warunki dla rozwoju życia. Największą przeszkodą stojącą na drodze tego projektu, poza technologią, będzie finansowanie tego projektu, ponieważ przewiduje się wydanie 15 miliardów dolarów. Na dokończenie misji na Europie potrzeba znacznie więcej, być może nawet dziesiątki miliardów dolarów.

 

 

 


Asteroida P/2013 R3 rozpadła się jakby coś w nią uderzyło

Astronomowie pracujący na teleskopie Hubble'a byli świadkami unikalnego zjawiska. Dosłownie na ich oczach rozpadała się ogromna asteroida P/2013 R3. Obiekt ekspandował swoimi szczątkami. Można było policzyć dziesięć dużych fragmentów.

 

NASA potwierdziła, że obserwowaliśmy rozpad ciała niebieskiego i to pierwszy raz w takich szczegółach i kolejnych fazach. Często zdarzało się tak, że eksplodowały w ten sposób komety, które nie wytrzymywały temperatury Słońca. Ostatnio spotkało to przecież osławioną kometę ISON.

 

Tym razem jest inaczej, bo eksploduje asteroida a tego jeszcze w astronomii nie było, więc wszyscy patrzą i jeszcze nie komentują tego zdarzenia. Warto jednak pamiętać, że wedle nauko komety składają się z lodu, kamieni, skał, rud metali i innych to właśnie stopiony lód zostawia charakterystyczny warkocz komety.

Asteroida 2013 R3 w jednej z faz rozpadu - Źródło: NASA/HST

Asteroidy z kolei składają się ze skały, czyli kamienia. Są to rzekome najmniejsze cząstki budulcowe skalistych planet. Jak zatem wyjaśnić jego eksplozję? NASA twierdzi, że mógł on być tak zwaną kruchym asteroidą, która rozpada się na skutek obrotów ze względu na nieregularny kształt.

Asteroida 2013 R3 w kolejnych fazach rozpadu - Źródło: NASA/HST

Jednak ta wersja jest trudna w obronie, ponieważ gdy rozpadają się komety zwykle nadal szczątki lecą wzdłuż oryginalnej orbity, ale fragmenty P/2013 R3 zachowują się dziwnie, ponieważ tworzą trzy grupy, które są rozproszone w stosunku do centrum asteroidy i to w różnych kierunkach. Wygląda to tak, jakby w środku ciała niebieskiego coś eksplodowało, co zmieniło trajektorię.

 

Pozostałości po asteroidzie P/2013 R3 to około 200 ton. Zapewne wiele szczątków spłonie zbliżając się zbyt blisko do Słońca, ale pewna ich ilość może się dalej rozpadać i część z nich ma szanse dolecieć do naszej planety. Będziemy je mogli obserwować w postaci deszczu meteorów.

 

 

 


Bezzałogowiec VAMP może dokonać eksploracji planety Wenus

Ekstremalne warunki, jakie panują na powierzchni planety Wenus, nie pozwalają na przeprowadzenie misji załogowej bądź wysłanie łazików, tak jak ma to miejsce w przypadku Marsa. Jednak amerykański koncern technologiczny Northrop Grumman Corporation opracowuje właśnie bezzałogowca, który będzie w stanie poruszać się w atmosferze Wenus, badać planetę oraz przesyłać informacje na Ziemię.

 

Specjalny bezzałogowiec VAMP (Venus Atmospheric Maneuverable Platform) mógłby zostać załadowany na statek kosmiczny a gdy ten znajdzie się na orbicie Wenus, dron zostanie wystrzelony w kierunku planety. Szacuje się, że maszyna będzie mogła przez cały rok wykonywać swoją misję i badać planetę oraz jej atmosferę.

 

Według Kristen Griffin, która reprezentuje koncern zbrojeniowy Northrop Grumman, opracowanie takiej technologii wcale nie jest wielkim wyzwaniem. Obecne projekty zakładają zbudowanie wielkiego ale lekkiego bezzałogowca w kształcie trójkąta o wadze 450 kilogramów i rozpiętości skrzydeł 41 metrów.

 

Korzystając z technologii kosmicznych, dron VAMP będzie odporny na wysokie temperatury. Obecnie zakłada się, że bezzałogowiec znajdując się jeszcze na statku kosmicznym, zostanie wypełniony gazem, prawdopodobnie wodorem. Następnie zostanie wystrzelony w stronę planety Wenus i będzie powoli wchodzić w jej atmosferę. Będzie to kluczowy moment, od którego zależeć będzie powodzenie całej misji.

Wizja artystyczna bezzałogowca nad powierzchnią księżyca Tytan - źródło: Northrop Grumman
 
VAMP będzie poruszał się na wysokości 55-70 kilometrów nad powierzchnią planety. W ciągu dnia będzie zwiększał swoją wysokość lotu dzięki zamontowanym panelom słonecznym, które będą generować energię. Natomiast w ciągu nocy będzie latać niczym szybowiec i operować dzięki zaawansowanemu generatorowi radioizotopowemu Stirlinga (ASRG).

 

Bezzałogowiec będzie w stanie unieść do 20 kilogramów specjalnej aparatury, która pozwoli na prowadzenie badań, poruszając się na wysokości 70 kilometrów nad powierzchnią Wenus. Jednak co ciekawe, w przypadku nieco niższego lotu o około 2-3 kilometrów, VAMP mógłby zabrać ze sobą sprzęt o masie nawet 200 kilogramów.

 

Obecnie uważa się, że wszelkie dane, zebrane przez instrumenty znajdujące się na pokładzie bezzałogowca, będą przesyłane z powrotem na Ziemię poprzez statek kosmiczny, który najpierw wystrzeli drona a następnie pozostanie na orbicie planety Wenus. Naukowcy twierdzą, że podobnie zaprojektowana maszyna może również sprawdzić się w eksploracji Saturna bądź księżyca Tytan.

 

 

Źródło: Space.com


Kolejne ciała niebieskie znajdą się dzisiaj niebezpiecznie blisko Ziemi

Wczoraj cały astronomiczny świat ekscytował się przelotem odkrytej kilka dni temu trzydziestometrowej asteroidy 2014 DX110. Okazuje się, że w drodze są kolejne obiekty. Nie są to na szczęście duże asteroidy, ponieważ oba obiekty mają najwyżej po kilkanaście metrów średnicy. Asteroidy te przejdą jednak znacznie bliżej Ziemi niż wspomniana 2014 DX110.

 

Pierwszy z nowoodkrytych obiektów przeleciał dzisiaj nad ranem.Zauważono go dosłownie kilkanaście godzin przedtem. Z tego powodu nie nadano mu jeszcze oznaczenia i pozostaje pod tymczasową sygnaturą VE1E9BE.

Obiekt miał około 10 metrów średnicy i minął Ziemię w odległości mniej więcej 170 tysięcy kilometrów. Nawet jednak gdyby tej wielkości ciało niebieskie było na kursie kolizyjnym z naszą planetą, jest duża szansa, że spłonęłoby w atmosferze.

Kolejny z nowo odkrytych obiektów to asteroida 2014 EC, która dzisiaj o 21:25 czasu uniwersalnego znajdzie się w odległości 62 tysięcy kilometrów od naszej planety. To znaczne zbliżenie, ale obiekt ten również mierzy najwyżej kilka do kilkunastu metrów średnicy.

 

Niepokojące jest znaczne zwiększenie częstotliwości takich przelotów jaki obserwujemy w ostatnich dniach. Miejmy nadzieje, że naukowcy staną na wysokości zadania i zdołają poprawić czas detekcji takich obiektów, ponieważ takie informacje mogą jeżyć włosy na głowie.

 

 

 

 


Gromada LH63 jako rezultat zachodzących procesów gwiazdotwórczych

Powyższe zdjęcie przedstawia mały wycinek tak zwanego Wielkiego Obłoku Magellana. Jest to jedna z najbliższych galaktyk będących satelitami Drogi Mlecznej. To co widać na zdjęciach wykonanych dzięki kosmicznemu teleskopowi Hubble to gromada gwiazd LH63.

 

Gromada ta składa się z młodych gwiazd o przeważnie nieprzekraczających masy Słońca. Jest to relatywnie młody obiekt kosmiczny, ponieważ w połowie spowija go jeszcze chmura gazu, która spowodowało rozpoczęcie procesów gwiazdotwórczych. Powstają one w obrębie mgławicy emisyjnej LHA 120-N 51.

 

To co widzimy to tylko jedna setna regionów w Wielkim Obłoku Magellana, w których dochodzi tam do powstawania nowych gwiazd. Młody gwiazdy rozciągają się zresztą prawie na całej długości tej galaktyki. Płonąca na intensywnie czerwony kolor mgławica na dole obrazu świeci kosmykami gazu i ciemnego pyłu, każda z nich rozciąga się na wiele lat świetlnych.

Źródło: NASA, ESA, i D. Gouliermis (University of Heidelberg) - Luca Limatola

Ten skrawek nieba było przedmiotem obserwacji za pomocą znajdującego się na pokładzie kosmicznego teleskopu Hubble'a urządzenia WFPC2. Wyszukiwanie gwiazd o mniejszych masach może nam pomóc zrozumieć, w jaki sposób zachowują się one, kiedy są we wczesnych etapach tworzenia. To może dać nam wyobrażenie o tym, jak mógł wyglądać Układ Słoneczny miliardy lat temu.

 

 

 


Asteroida 2014 DX110 przeleci blisko Ziemi

Nowo odkryta asteroida z grupy Apollo, oznaczona 2014 DX110, dokona bezpiecznego przejścia w pobliżu naszej planety. Do zdarzenia dojdzie 5 marca 2014 roku około 21:07 czasu uniwersalnego.

 

Szacowana średnica tego obiektu to 30 metrów, a przeleci on w mniejszej odległości niż średni dystans z Ziemi na Księżyc. W perygeum asteroida 2014 DX110 znajdzie się około 290 tysięcy kilometrów od nas (0,9 LD), dlatego taki przelot jest czymś zdecydowanie wyjątkowym. Obiekt porusza się ze średnią prędkością szacowaną na 14,85 km/s.

 

Asteroida 2014 DX110 została odkryta dopiero 28 lutego, czyli na tydzień przed największym zbliżeniem. Niestety nie daje to zbyt wiele czasu na misję ratunkową i gdyby to ciało niebieskie było jednak na kursie kolizyjnym z Ziemią spowodowałoby nawet większe szkody niż 19 metrowa asteroida, która ponad rok temu spadła na Uralu w Rosji.

Źródło: NASA/JPL

Przelot tego obiektu będzie można śledzić również za pomocą internetowych przekazów wideo z teleskopów naziemnych. Sesja obserwacyjna rozpocznie się 5 marca 2014 roku o godzinie 21:30 czasu polskiego. Do wyboru internautów są transmisje z Virtual Telescope Project oraz SLOOH space camera.

 

 

 


Supernowa SN 2014J zachowuje się w nieoczekiwany sposób

Supernowa widoczna na półkuli północnej jest czymś niezwykłym, ponieważ zdecydowana większość tych zjawisk występuje na półkuli południowej, ale 21 stycznia 2014 uśmiechnęło się do nas szczęście. W galaktyce Cygaro (M82) znajdującej się w odległości 11,4 mln lat świetlnych od Ziemi zaobserwowano jasną supernową.

 

Jak to zwykle bywa supernową, która zyskała oznaczenie SN 2014J, odkrył przypadkowo astronom Steve Fossey. Od tego czasu była obserwowana przez astronomów przy użyciu rozmaitych instrumentów, na przykład teleskopu Hubble'a oraz innych obserwatorów orbitalnych takich jak: Spitzer, Chandra czy Fermi. Dokładnie 31 stycznia SN 2014J osiągnęła szczyt swojej jasności.

SN 2014J to supernowa typu Ia, czyli zakładamy istnienie w tym miejscu binarnego systemu gwiezdnego. Jest to też jedna z najbliższych nam supernowych tego typu odkrytych w ciągu ostatnich 40 lat. Biorąc pod uwagę fakt, że supernowe typu Ia są ważnymi punktami odniesienia do prowadzenia pomiarów odległości we Wszechświecie, trudno się dziwić, że powoduje zwiększone zainteresowanie wśród astronomów na całym świecie.

Po pierwszych badaniach są oni już w stanie stwierdzić, że SN 2014J ma niezwykłe właściwości. Według nich posiada ona bardzo szczególne cechy, które odróżniają ją od innych supernowych należących do tego samego typu. Główną cechą osobliwości SN 2014J jest to, że stawała się jaśniejsza znacznie szybciej niż wynika to z uznawanych modeli.  W najbliższej przyszłości naukowcy będą nadal aktywnie badać jej szczególne cechy.

 

 


Para kolidujących galaktyk na zdjęciach z teleskopu Chandra

Obiekt kosmiczny znany jako VV340 (inaczej Arp 302) to para powiązanych grawitacyjnie galaktyk, które można znaleźć w gwiazdozbiorze Wolarza. Jest to modelowy przykład kolidujących galaktyk, taki sam los czeka Drogę Mleczną i Galaktykę Andromedy.

 

VV340 znajduje się 450 milionów lat świetlnych od Ziemi i jeszcze przez wiele milionów lat nie dojdzie tam do ostatecznej kolizji. Głównie z tego powodu uczeni analizują tę kolizję we wszystkich możliwych widmach promieniowania elektromagnetycznego.

 

Obiekt ten jest klasyfikowany jako bardzo jasny w promieniowaniu podczerwonym nazywa się to w nomenklaturze astronomicznej LIRG (Luminous Infrared Galaxy). Z danych pozyskanych dzięki prowadzącemu obserwacje w tym paśmie teleskopu Spitzer wynika, że większość z emisji podczerwieni pochodzi z galaktyki zwróconej do nas krawędzią

VV340 - teleskop Chandra X-Rays - źródło; NASA

Do pracy zaprzęgnięto też teleskop kosmiczny Chandra prowadzący obserwacje w promieniowani rentgenowskim. Odkrył on, że w tej krawędziowej galaktyce znajduje się spora supermasywna czarna dziura.

VV340 w świetle widzialnym - teleskop HST - źródło; NASA

Zaskakująco dobrze obiekt VV340 wygląda w paśmie widzialnym widma światła. Zdjęcia z teleskopu kosmicznego Hubble'a wskazują na to, że we wspomnianej galaktyce zachodzą liczne procesy gwiazdotwórcze.

 

 

 


Strony