Marzec 2014

Nowa planeta odkryta w Układzie Słonecznym

Gdy przed dwoma dniami Europejska Agencja Kosmiczna ogłosiła, że zamierza poinformować o sensacyjnym odkryciu na rubieżach Układu Słonecznego, niektórzy sądzili, że na konferencji prasowej zostanie ogłoszone odkrycie nowej planety. Rzeczywiście tak się stało.

 

Obiekt 2012 VP113 to tak zwana planeta karłowata. Właśnie takim ciałem niebieskim jest zdegradowany niedawno Pluton, czy odkryta w 2003 roku Sedna. Nowy glob znajduje się w obszarze przestrzeni zwanym obłokiem Oorta. Planeta nie ma jeszcze swojej nazwy, ale zapewne wkrótce ją otrzyma. Wiemy też, że ma średnicę 450 km a składa się z zamarzniętej wody, metanu i CO2.

Sygnatura obiektu wskazuje, że wypatrzono go już w 2012 roku, ale dopiero teraz zgromadzono odpowiednią liczbę informacji, które pozwalają na nazywanie go planetą karłowatą. Jest to też najdalej położony obiekt tego typu zlokalizowany w Układzie Słonecznym. Znajduje się ona w odległości 12 mld kilometrów od Słońca, czyli jest 80 razy dalej niż Ziemia i dwa razy dalej niż Pluton.

Odkrycie to z pewnością ożywi spekulacje na temat tego, co jeszcze może się znajdować na obrzeżach naszego systemu planetarnego. Kilka tygodni temu astronomowie z NASA obwieścili, że mityczna planeta X nie istnieje, bo nie wykazały jej obecności skany nieba wykonywane za pomocą satelity WISE, ale odkrycie ESA poddaje w wątpliwość sens formułowania tak radykalnych ocen.

Poza tym zastanawiające jest to, że kształt orbity 2012 VP113 wydaje się bardzo dziwny. Jest ona wydłużona zupełnie tak jakby wpływał na nią jeszcze większy obiekt. Aby wywołać taki efekt jego masa musiałaby być kilkukrotnie większa od Ziemi.

Specjaliści z NASA w kontekście badania teleskopem WISE powiedzieli, że w odległości 10 000 AU od Ziemi nie znajduje się żadna nieznana planeta wielkości Saturna, ale być może nie wyklucza to możliwości istnienia planety o rozmiarach między Ziemią a gazowym olbrzymem.

 

 

 


Zaobserwowano pierwszą w historii asteroidę, która posiada system pierścieni

Astronomowie są zaskoczeni swoim najnowszym odkryciem - udało im się zaobserwować pierwszą asteroidę, która tak jak Saturn czy Jowisz, posiada system pierścieni. Co więcej, obiekt ten znajduje się w naszym Układzie Słonecznym.

 

Mowa tu o asteroidzie Chariklo (1997 CU26), która jest prawdopodobnie największą asteroidą z grupy centaurów, czyli porusza się po orbicie między Jowiszem a Neptunem. Choć została ona odkryta 15 lutego w 1997 roku, system pierścieni udało się zaobserwować 3 czerwca 2013 roku, gdy asteroida zakryła gwiazdę na linii gwiazda-Ziemia.

 

Odkrycie pierścieni było możliwe przy zastosowaniu tej samej techniki, jakiej użyto w 1977 roku, gdy po raz pierwszy zobaczono pierścienie wokół planety Uran. Do celów obserwacyjnych wykorzystano 7 teleskopów, znajdujących się na terenie Ameryki Południowej a następnie połączono wszystkie uzyskane dane.

 

Obiekt ten o średnicy około 250 kilometrów posiada dwa pierścienie o szerokościach 7 km. i 3 km., które są rozdzielone przerwą o szerokości 9 km. Astronomowie uważają, że najprawdopodobniej składają się one z lodu.

 

Główny autor badania Felipe Braga-Ribas z Narodowego Obserwatorium Astronomicznego w Rio de Janeiro stwierdził, że odkrycie jest zupełnie przypadkowe i zarazem zaskakujące. "Myśleliśmy, że obecność pierścieni jest powiązana z masą obiektu, więc znalezienie ich wokół tej asteroidy było niespodziewane", dodał. Okazuje się jednak, że system pierścieni może być bardziej powszechny niż dotychczas uważano.

 

 


Astronomowie odkryli 700-metrową potencjalnie niebezpieczną asteroidę

Rosyjscy i amerykańscy astronomowie odkryli nową dużą asteroidę, która została sklasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczna. Obiekt ma około 700 metrów średnicy i został oficjalnie oznaczony jako 2014 ER49.

 

Pierwszy raz nowy obiekt zauważono 8 marca 2014 r. a dokonali tego amerykańscy uczestnicy projektu "Catalina". Potem, w dniu 24 marca, asteroida został ponownie zaobserwowana przez znanego rosyjskiego "łowcę komet" astronoma Leonida Elenina. Dokonał tego za pomocą zautomatyzowanego obserwatorium ISON NM, znajdującego się w stanie Nowy Meksyk.

 

Asteroida 2014 ER49, została sklasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczna. Przewidywana minimalna odległość między jej orbitą i orbitą Ziemi, do jakiej może dojść przy kolejnych przelotach wynosi 0,016 AU (2,3 mln km). Jednak przypadku takiego nowoodkrytego obiektu potrzebne jest zgromadzenie większej ilości obserwacji, co pozwoli wyznaczyć bardziej dokładną trajektorię lotu.

 

Biorąc pod uwagę fakt, że średnica 2014 ER wynosi około 700-750 metrów, jej ewentualny upadek na Ziemię, mógłby spowodować kontynentalną katastrofę i zniszczyć nawet duży kraj. Jednak astronomowie uspokajają, że asteroida jest sklasyfikowana jako 0 na skali turyńskiej, a ewentualne zagrożenie może nastąpić dopiero w 2090 roku.

 

 

 


NASA odkryła planetę podobną do Ziemi, na której może znajdować się życie

Odkrycie zostało dokonane przez astronoma Thomasa Barclay'a. Planeta jest jedynie 10% większa od Ziemi i orbituje wokół Czerwonego Karła, natomiast na jej powierzchni może znajdować się woda w stanie ciekłym.

 

Astronom dokonał odkrycia poprzez analizę zdjęć, wykonanych przez Teleskop Kosmiczny Kepler. Egzoplaneta znajduje się w niezidentyfikowanym dotychczas systemie gwiezdnym, który składa się w sumie z co najmniej pięciu planet.

 

Obiekt posiadający rozmiary zbliżone do Ziemi jest najbardziej zewnętrzną planetą w tym systemie, a według Barclay'a, znajduje się w tzw. strefie złotowłosej. Oznacza to, że orbituje w odpowiednim dystansie od swojej gwiazdy macierzystej, przez co planeta ta nie jest ani za gorąca, ani za zimna, a co za tym idzie, istnieje możliwość, że na jej powierzchni znajduje się woda w stanie ciekłym.

 

Uczeni nie wykluczają, że planeta ta, która nie otrzymała jeszcze żadnej nazwy, oprócz samej wody może zawierać również życie. Są to oczywiście jedynie domysły, które wynikają ze sprzyjających warunków, jakie tam panują. Warto dodać jako ciekawostkę, że egzoplaneta Kepler-62f była dotychczas najbardziej podobna do Ziemi pod względem wielkości. Szacuje się, że jest ona o około 40% większa od naszej planety.

 

 

Źródło: http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-2588005/Has-Nasa-new-Eart...


Plejady - gromada gwiazd widoczna gołym okiem

Do astronomii wcale nie potrzeba teleskopu. Wiedział o tym dobrze Mikołaj Kopernik, który przecież takim akcesorium nie dysponował. Są na niebie obiekty, które można zobaczyć gołym okiem. Należy do nich między innymi Wielka Mgławica w Orionie oraz Plejady - najlepiej widoczna z Ziemi gromada gwiazd.

 

Plejady według katalogu Messiera to M45. Nawet gołym okiem widać, że jest to gromada gwiazd, ale po użyciu lornetki czy teleskopu, naszym oczom ukazuje się niezwykły obraz.

Na pierwszy rzut oka widać, że gwiazd tych jest ogromnie dużo, znacznie więcej bez optyki. Gwiazdy te znajdują się 440 lat świetlnych od nas w gwiazdozbiorze Byka. Świecą one na niebiesko, ponieważ jest to relatywnie młoda grupa gwiazd. Ich wiek jest szacowany na 100 milionów lat.

 

 

 


Galaktyka Parasol w naturalnych kolorach

Galaktyka NGC 4651 to obiekt astronomiczny, który został odkryty w 1783 roku przez słynnego astronoma, Williama Herschela. Znajduje się ona w gwiazdozbiorze Warkocza Bereniki.

 

Średnica tej galaktyki to około 50 tysięcy lat świetlnych. Jej potoczna nazwa powstała ze względu na fakt występowania tam słabej otoczki gazowej, która w kształcie przypomina rozłożony parasol.

 

Powyższe zdjęcia powstały w naturalnych kolorach światła widzialnego. Otrzymano je dzięki wykorzystaniu 8,2 metrowego teleskopu Subaru. Cel jego obserwacji, czyli wspomniana Galaktyka Parasol, jest oddalony od Ziemi o 35 milionów lat świetlnych.

 

 

 


Zaobserwowano pierwsze fale na pozaziemskim morzu

Tytan to jedyny oprócz Ziemi glob w Układzie Słonecznym, na którym jest cyrkulacja atmosferyczna podobna do tej jaką znamy z naszej planety. Oznacza to, że są tam chmury, deszcze i morza. Różnica polega na tym, że rolę jaką na Ziemi odgrywa woda tam pełnią węglowodory. Właśnie odkryto pierwsze dowody na to, że na tytanowych akwenach wypełnionych płynnym metanem powstają fale.

 

Dotychczasowe obserwacje nie potwierdzały falowania powierzchni, ale naukowcy zdawali sobie sprawę, że w ograniczonym zakresie takie zjawisko musi tam zachodzić. Misja zbadania tego zagadnienia została przydzielona znajdującej się tam sondzie kosmicznej Cassini.

 

Obserwacje z przerwami trwały w latach 2012 i 2013, a potem przyszedł czas na przetworzenie zgromadzonych danych. Jego rezultatem jest odkrycie, że fale na tamtejszych akwenach rzeczywiście występują.

Mare Ligeia- źródło: NASA

Nie zaobserwowano ich jednak na największym Mare Ligeia tylko na dużo mniejszym Mare Punga, znajdującym się w okolicy północnego bieguna tego księżyca Saturna. Na jednym ze zdjęć przesłanych przez sondę Cassini zauważono coś, co wyglądało na błysk odbitego światła słonecznego.

Przegląd mórz na Tytanie - źródło: NASA/BBC

Gdy zobaczyli to astronomowie wiedzieli, że to pierwsza fala zaobserwowana przez ludzkość na powierzchni pozaziemskiego morza. Mare Punga jest trzecim co do wielkości akwenem z metanu na tym globie. Morze to ma około 380 km długości.

Tytan - źródło: Sonda Cassini/NASA

Wysokość zidentyfikowanych fal nie jest imponująca, bo osiągają one jedynie 2 cm wysokości, ale też nie wywołuje ich z raczej nieznaczny wiatr, który wykrył lądownik Huygens, a jakieś inne oddziaływania, na przykład grawitacyjne. Metan jest poza tym dużo bardziej lepki niż woda, zwłaszcza, że występuje w temperaturze -200C.

 

 

 


Mgławica protoplanetarna o kształcie motyla

Ten dziwny kształt przypominający motyla nie jest oczywiście wizerunkiem żywej istoty. To mgławica znana jako Roberts 22 lub AFGL 4104. Powstała ona po tym gdy tamtejsza gwiazda odrzuciła swoje zewnętrzne warstwy. Niesamowity kształt jest zatem dziełem przypadku.

 

Badania tego obiektu wykazały, że mgławica ma zaskakująco złożoną strukturę. Macierzysta gwiazda rozpoczęła swoje obumieranie mniej więcej 400 lat temu.

 

Znajdująca się centralnie pozostałość gwiazdy nadal pozostaje odpowiednio gorąca, aby zjonizować otaczający ją gaz co spowoduje jej przekształcenie w pełnoprawną mgławicę protoplanetarną.

Mgławica AFGL 4104 - Źródło: NASA/HST

Taki stan nie potrwa jednak długo i ostatecznie AFGL 4104 przekształci się tak, że nie będzie już przypominał motyla. Nasz Układ Słoneczny też był kiedyś na takim etapie rozwoju i poprzednik Słońca z pewnością zachował się kiedyś podobnie. Dzięki takim procesom powstają planety, a gwiazdy zyskują szansę do ponownego odrodzenia się.

 

 

 


Tranzyt planetoidy 163 Erigone na tle gwiazdy Regulus

Do bardzo rzadkiego zjawiska astronomicznego dojdzie w dniu jutrzejszym. Mierząca 73 kilometry średnicy asteroida 163 Erigone przyćmi na chwilę światło jasnej gwiazdy Regulus.

 

Asteroida 163 Erigone jest znana już od XIX wieku jednak do takiej koniunkcji dochodzi po raz pierwszy. Regulus, który zostanie przysłonięty jest jedną z najjaśniejszych gwiazd w gwiazdozbiorze Lwa. Przy niej asteroida jest tylko słabym cieniem. Jednak będzie ona wystarczająco duża, aby przesłonić tę gwiazdę na całe 12 sekund.

 

Niezwykłe zjawisko nastąpi około godziny 06:07 czasu uniwersalnego. Oznacza to, że będzie dobrze widoczne na wschodnim wybrzeżu USA, ale w naszym kraju wtedy powinno być już niestety jasno. Na szczęście nie oznacza to, że nie da się tego w ogóle zobaczyć. Z pomocą przychodzą teleskopy internetowe takie jak Slooh.

 

Poniżej znajduje się link do internetowej transmisji na żywo z tego wydarzenia. Wystarczy obudzić się na czas i można zobaczyć ten nietypowy tranzyt dzięki uprzejmości innych astronomów.

 

 


Mgławica Oriona w Ultra HD zdjęciach z teleskopu Hubble'a

Mgławica Oriona, znana też jako M42 i M43 to jeden z najczęstszych celów amatorskich obserwacji astronomicznych. To słynna Mgławica Oriona. Jedne z najlepszych zdjeć tej mgławicy emisyjnej wykonał teleskop Hubble'a i należą one do jednych z najostrzejszych i najjaśniejszych jakie kiedykolwiek udało się wykonać tym urządzeniem.

 

Oryginalna rozdzielczość tych zdjęć to aż 18000x18000 pikseli. Mgławica ta jest jednym z jaśniejszych obiektów nieba. O ile wie się gdzie patrzeć można jej zarys zobaczyć nawet gołym okiem. Z wykorzystaniem teleskopu ma się jeszcze więcej satysfakcji ponieważ nawet średniej wielkości reflektory i refraktory świetnie ją pokazują.

 

M43 to nazwa jednej części mgławicy a M42 drugiej, ale oczywiście obiekt należy rozpatrywać jako jeden twór. Mgławica ta otacza gwiazdę Teta1 i wiele innych w gwiazdozbiorze Oriona. Należy jej szukać w okolicy trzech ukośnie ułożonych gwiazd.

Mgławica Oriona - źródło: HST/NASA

Mgławica Oriona znajduje się około 1344 lat świetlnych od Ziemi, dlatego nie jest to bardzo odległy obiekt i z tego powodu widzimy ją z tak dużą ilością szczegółów. Z naszej perspektywy mgławica ta ma 33 lata świetlne średnicy. Jest widoczna prawie z każdego punktu na Ziemi. W dolnej części M42 odnaleziono niedawno kilka brązowych karłów.

M43 - źródło: NASA/HST

Według astronomów obiekty takie jak Mgławica Oriona można znaleźć praktycznie w każdej galaktyce budowy podobnej do Drogi Mlecznej. Spotykano takie struktury, które miały setki lat świetlnych średnicy i zawierały masę kilkuset lub nawet kilku tysięcy Słońc.

 

 

 


Strony