luty 2014

Astronomowie z NASA ogłosili odkrycie 715 nowych planet pozasłonecznych

Dokonano nieoczekiwanego odkrycia. Agencja kosmiczna NASA poinformowała, że dzięki zastosowaniu nowej metody procesowania danych zgromadzonych podczas dotychczasowej pracy teleskopu kosmicznego Kepler udało się potwierdzić kolejne 715 egzoplanet.

 

Zastosowanie tej metody spowodowało niemal podwojenie ilości znanych planet pozasłonecznych, dlatego jest to niezwykłe odkrycie. Prawie 95 procent nowych egzoplanet odkryto wokół 305 gwiazd. Większość z nich jest mniejsza od Neptuna, który z kolei jest prawie cztery razy większa od Ziemi. Cztery z nich jest jedynie 2,5-krotnie większe niż Ziemia i obracają się wokół swoich gwiazd w odległości, która umożliwia istnienie wody w stanie ciekłym.

 

Odkrycie było możliwe dzięki zastosowaniu nowej techniki zwanej "weryfikacją multiplikowania" (“verification by multiplicity”). Standardowo teleskop Kepler patrzy na tranzyty planet, które przyciemniają światło gwiazd. W tym wypadku wprowadzono po prostu bardziej skomplikowany algorytm, który patrzył na subtelne zmiany jasności w układach podwójnych, gdzie planeta może czasami przesłaniać mniejszą z towarzyszących gwiazd. Technologia umożliwia wyłapywanie takich subtelności.

Pole widzenia teleskopu Kepler

Niestety obecnie teleskop kosmiczny Kepler nie jest w pełni sprawny. Po kolejnym uszkodzeniu nie działają tam dwa żyroskopy, co uniemożliwia normalne nim sterowanie w przestrzeni kosmicznej. Jest to jednak urządzenie starej generacji, wystrzelone w 2009 roku i do teraz nastąpił znaczący postęp. Zamiast jednak naprawiać Keplera lepiej wystrzelić James Webb Space Telescope, który ma szansę zrewolucjonizować procedury poszukiwania egzoplanet.

 

 


Największy meteoryt w historii obserwacji uderzył w Księżyc

Wieczorem, 11 września 2013 roku, hiszpańscy astronomowie byli świadkami niezwykle jasnego i długo trwającego rozbłysku na powierzchni Księżyca. Jego jasność osiągnęła znaczącą wartość a zjawisko trwało aż 8 sekund.

 

Okazało się, że Hiszpanie zobaczyli moment, gdy na Księżyc spadł spory meteoryt. Specjaliści mieli spore szczęście, że udało im się zaobserwować tak znaczące zjawisko praktycznie na żywo. Ze wstępnych ustaleń wynika, że był to obiekt wielkości małego samochodu, który spadł w obszarze zwanym Mare Nubium i pozostawił po sobie krater wielkości 40 metrów.

 

Uczeni z projektu obserwacyjnego MIDAS na stałe wykorzystują dwa teleskopy w Hiszpanii, które prowadzą obserwacje Księżyca. To właśnie dzięki nim zarejestrowano coś, co okazało się efektem upadku potężnego meteorytu. Naukowcy szacują, że siła eksplozji, która miała miejsce w Mare Nubium wyniosła około 15,6 ton trotylu.

Spadł tam meteoryt, który ważył około 450 kilogramów i miał wielkość od 1,4 do 0,6 m. Z pomiarów wynika, że rozmiar powstałego krateru może wynosić od 47 do 56 metrów. Według autorów, ciało niebieskie, które tam upadło mogło należeć do roju meteorów, Perseidów.

 

Poprzednie takie zdarzenie zostało zarejestrowane przez NASA w maju 2013 roku. Obiekt, który wtedy spadł ważył około 40 kilogramów. Jego uderzenie spowodowało eksplozję o energii odpowiadającej 5 tonom trotylu.

 

 

 


Europejczycy w ramach misji PLATO rozpoczną poszukiwania egzoplanet

Według planów Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), misja PLATO rozpocznie się w 2024 roku. Specjalnie zaprojektowany teleskop będzie poszukiwał planet podobnych do Ziemi, na których mogą istnieć warunki dla powstania życia.

 

ESA w ramach misji PLATO (Planetary Transits and Oscillations of Stars) umieści w przestrzeni kosmicznej urządzenie zawierające ponad 30 małych teleskopów, które będą skanować około miliona gwiazd. Poszukiwania ukierunkowane będą na planety skaliste podobne do Ziemi, orbitujące wokół swojej gwiazdy macierzystej i znajdujące się w tzw. strefie zamieszkalnej.

 

Chodzi więc o planety, na których może znajdować się życie lub przynajmniej odpowiednie warunki dla jego powstania. PLATO będzie poszukiwać planety metodą tranzytu, czyli w ten sam sposób w jakim robił to Teleskop Kosmiczny Kepler. Urządzenie to jednak będzie potrafiło dokładnie określić między innymi masę i wielkość gwiazd oraz planet.

 

Jak planuje ESA, teleskop zostanie wyniesiony za pomocą rakiety Sojuz z Gujańskiego Centrum Kosmicznego, znajdującego się w Gujanie Francuskiej i będzie umieszczony w punkcie libracyjnym L2. Według szacunków, misja ta będzie trwać 6 lat i kosztować około miliard dolarów.

 

 

 


Uciekająca gwiazda wywołała falę uderzeniową

Jasna niebieska gwiazda w centrum powyższego obrazu to nadolbrzym typu B. Nazywa się ona Kappa Cassiopeiae i znajduje się 4000 lat świetlnych od nas. Jak na gwiazdę w naszej galaktyce jest dosyć duża, bo ma średnicę ponad 57 000 000 km, a to około 41 razy więcej niż Słońce.

 

Ale to nie tylko jej wielkość jest tym co wyróżnia K Cas. Podczas obserwacji w podczerwieni zidentyfikowano łuk i falę uderzeniową, która powstaje gdy gwiazda porusza się z zawrotną prędkością 1100 km na sekundę. Podróżuje ona bardzo szybko w porównaniu do gwiazd znajdujących się w jej otoczeniu.

 

Naukowcy podejrzewają, że gwiazdy tego typu zyskują swą niezwykłą prędkość w wyniku wybuchu supernowej w pobliskiej odległości, co może taki obiekt dosłownie wykopać w przestrzeń. Gdy gwiazda taka przyspiesza przez galaktykę tworzy zakrzywiony łuk przed sobą, który wygląda troche jak woda przed dziobem statku. 

 
Zjawisko to wywołane jest przez zjonizowany blask materii międzygwiezdnej kompresowanej i ogrzewanej przez wiatr gwiezdny emitowany przez taki obiekt jak K Cas. Chociaż na zdjęciu wygląda na to, że materia ta jest dość blisko gwiazdy, to w rzeczywistości fala uderzeniowa znajduje się faktycznie około 4 lat świetlnych się od K Cas, a to tylko nieco mniej niż odległość od Słońca do Proxima Centauri.
 
Chociaż K Cas jest widoczna gołym okiem, jej fali uderzeniowej nie widać bez specjalistycznego sprzętu. Najlepiej prowadzić obserwacje w podczerwieni, tak jak w tym przypadku gdy wykorzystano należący do NASA teleskop kosmiczny Spitzer, który jest specjalnie zaprojektowany do takich obserwacji. 
Niektóre gwiazdy uciekające powodują powstawanie podobnych, a nawet jaśniejszych fal uderzeniowych w formie łuku. Najlepszym przykładem jest zaprezentowana powyżej Zeta Ophiuchi. Tego zjawiska również nie da się zobaczyć w świetle widzialnym. Astrofizycy bardzo chętnie analizują takie fale uderzeniowe, ponieważ jest to okazja do pogłębionych badań obiektów dalekiego kosmosu.
 
 
 
 

Gwiazda Eta Carinae może się szykować do nowej eksplozji

Masywne gwiazdy są w stanie dosłownie zdewastować swoje otoczenie. zdarzeniom takim towarzyszy zwykle uwolnienie wielu przepływów plazmy i uderzenia promieniowania. Eta Carinae to gwiazda, która jest 100 razy cięższa od Slońca i jaśnieje milion razy bardziej niż nasza gwiazda. Astronomowie zastanawiają się czy wkrótce nie dojdzie do jej eksplozji

 
 
Eta Carinae jest jedną z największych i najjaśniejszych gwiazd w naszej galaktyce. Ten dziwny obiekt zdaje się być w stanie pomiędzy stabilnością a gwałtowną eksplozją. Ostatnio coraz więcej zespołów naukowych skłania się do tego, że gwieździe bliżej jest jednak do niestabilności i erupcji.
 
Warto w tym momencie przypomnieć, że w XIX wieku doszło do dziwnego przypadku, gdy na dwie dekady Eta Carinae stała się niezwykle jasna. Okres ten pozostaje znany jako czas "Wielkiej Erupcji". Do dzisiaj nie wiadomo co się tak naprawdę stało w tym czasie, co spowodowało tak zauważalny wzrost jasności.
 
Słynny astronom John Herschel w swych zapiskach ujął, że jasność Eta Carinae w szczycie rozbłysku była równa gwieździe Vega. Wyglądało to tak jak eksplozja supernowej. Okazało się później, że podczas tej erupcji gwiazda wyemitowała masę odpowiadającą masie dziesięciu slońc i o dziwo gwiazda przetrwała ten gwałtowny okres.
 
Zastanawiające jest to, że w długim okresie czasu rejestrowalno jednak potem powolny wzrost jasności. W 2005 roku odkryto, że Eta Carinae to teraz w rzeczywistości dwie gwiazdy. Duża gwiazda koegzystowała z mniejszą, aż doszło do tego, że jej odległość od większego towarzysza stała się na tyle niewielka, że nastąpił zdecydowany wzrost temperatury.
 
Wzrost jasności Eta Carinae nastąpił liniowo po 1998 roku. Gwiazda staje się coraz bardziej gorąca, bo właśnie to oznacza fakt, że staje się ona coraz bardziej niebieska. Jednak akurat w tym przypadku może to oznaczać coś innego. Kolor może pochodzić od pyłu, który ulega anihilacji. Pył może powodować absorbcję wywołującą emisję niebieskiego światła.
 
Nie można wykluczyć, że sytuacja jaka istnieje na Eta Carinae wkrótce się zmieni. Bardzo możliwe, że gwiazda stanie się coraz mniej stabilna, co może się skończyć kolejnym okresem rozbłyśnięcia podobym do "Wielkiej Erupcji" z XIX wieku.
 
 
 
 

Skompletowano ostatnie lustro do nowego teleskopu kosmicznego James Webb

Budowa kosmicznego teleskopu James Webb Space Telescope, czyli JWST, to jeden z najdroższych i najważniejszych projektów naukowych jakie są obecnie prowadzone. NASA poinformował właśnie, że przybyły ostatnie trzy lustra potrzebne do jego skompletowania.

 

Docelowo pokryte warstwą złota lustro ma mieć średnicę 6,5 metra i będzie się składało z 18 składających się sześciokątnych modułów, z których każdy będzie miał własny napęd mechaniczny, pozwalający na stosowanie ich do poprawy ostrości. Teraz wszystkie lustra znajdują się w specjalnym pomieszczeniu o wysokiej czystości, które zostało zorganizowana przez zespół budujący teleskop. Lustra są wykonane z berylu i zostały pokryte warstwą złota. Każde z nich waży 20 kg.

 

Według planów JWST zastąpi wysłużony teleskop Hubble, który także może pracować w podczerwieni, wybranej jako podstawowe pasmo obserwacji dla JWST. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, jednak pozwoli on zebrać siedem razy więcej światła, czyli będzie w stanie zaglądać znacznie głębiej w przestrzeń kosmiczną. Naukowcy obiecują sobie, że JWST będzie w stanie prowadzić obserwacje pojedynczych egzoplanet.

 

Teleskop miał kosztować 1,6 mld dolarów, ale według różnych szacunków kosztował już 8,8 mld dolarów i potrzebne są kolejne pieniądze a jego dokończenie i skuteczne wyniesienie na orbitę. Na razie planowane jest to w roku 2018. W projekcie uczestnizy nie tylko amerykańska NASA, ale też europejska ESA i kanadyjska CSA.

 

Urządzenie ma zostać umieszczone w punkcie libracyjnym L2, a nie na ziemskiej orbicie. Poza tym będzie zwrócone względem Słońca zawsze w jeden sposób, co pozwoli na bardziej efektywne wykorzystanie. Ma być chłodzony ciekłym azotem, a to świadczy o tym, że jego żywot w kosmosie może być krószy od słynnego HST.

 

 

 


Trzystumetrowa asteroida 2000 EM26, przeleci dzisiaj obok Ziemi

Obiekt oznaczony sygnaturą 2000 EM26 to asteroida, która ma około 270 metrów średnicy i porusza się z prędkością 43 tysięcy km/h. Minie ona dzisiaj naszą planetę w odległości 2,6 mln km, czyli znajdzie się ośmiokrotnie dalej niż Księżyc.

 

Asteroida jest dosyć spora, bo ma powierzchnię trzykrotnie większą od typowego boiska piłkarskiego. Oznacza to, że przy ewentualnej kolizji z Ziemią nie spłonęłaby w atmosferze jak meteor czelabiński. Specjaliści zauważają też, że bliski przelot asteroidy 2000 EM26 wystąpił niemal równo rok po incydencie na Uralu.

Bezpieczne przejście asteroidy nastąpi dzisiaj, o 2:00 w nocy czasu uniwersalnego, co odpowiada 3 rano w Polsce. Będzie można obserwować to wydarzenie dzięki transmisji na żywo planowanej przez Slooh Space Camera. Będzie można śledzić przekaz wideo wykonany za pomocą teleskopu o odpowiednich do takich obserwacji parametrach.

 

 


Gromada kulista Terzan 7 została wyciągnięta z innej galaktyki

Kosmiczny teleskop Hubble pozwolił już zobaczyć w nowy sposób wiele obiektów. Jednym z nich jest gromada kulista Terzan 7 znajdująca się po drugiej stronie Drogi Mlecznej. Astrofizycy twierdzą, że wszystkie gwiazdy w tej gromadzie zostały utworzone niemal równocześnie.

 

Gromada kulista, o której mowa została odkryta w 1968 roku, przez francuskiego astronoma Agop Terzana. Nazwa obiektu, Terzan 7 pochodzi właśnie od jego nazwiska. Wiadomo, że jest to gęsta kula gwiazd związanych grawitacją. Znajdują się one mniej więcej 75 000 lat świetlnych od nas, po drugiej stronie Drogi Mlecznej. Nie wiedzieliśmy o niej tak długo, gdyż zasłania ją centrum galaktyki pełne pyłu kosmicznego. Pojawienie się metod obserwacji w inych pasmach pozwoliło jednak zobaczyć i ten obiekt.

 

Obserwacje wskazują, że Terzan 7 należał kiedyś do małej galaktyki, odkrytej dopiero w 1994 roku, zwanej SagDEG (ang. Sagittarius Dwarf Elliptical Galaxy) karłowata galaktyka eliptyczna w gwiazdozbiorze Strzelca. W tej chwili ta mała galaktyka, będąca satelitą tej, w której mieszkamy, dąży do kolizji i Droga Mleczna nieuchronnie dokona jej absorpcji.  Wydaje się, że ta gromada została wyciągnięta z jego dawnego domu i teraz jest częścią naszej galaktyki.

 Zdjęcie gromady kulistej Terzan 7 uzyskanych przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a

Niedawno astronomowie odkryli, że wszystkie gwiazdy, które tworzą Terzan 7, powstały w tym samym momencie, około 8 miliardów lat temu. Większość gromad kulistych w Drodze Mlecznej i innych galaktykach, zawiera co najmniej dwa wyraźnie zróżnicowane pokolenia gwiazd, które powstały w różnym czasie. Oznacza to, że Terzan 7 jest unikalna.

 

 

 


Zorze na Saturnie w ujęciach sondy Cassini

O tym, że na Saturnie występują zorze polarne wiemy już od paru lat. Bardzo ciekawe zdjęcia tego kosmicznego fenomenu udało się wykonać dzięki kosmicznemu teleskopowi Hubble’a.  Jednak najlepsze obrazy przesłała na Ziemię sonda Cassini, która od 2004 roku jest pierwszym sztucznym satelitą Saturna.


Dziwne wstęgi energii odnalezione na skraju Układu Słonecznego

Ludzkość od dawna zastanawiała się jakie warunki panują poza heliosferą, czyli ochronnym polem magnetycznym emitowanym przez Słońce. Problem polegał na tym, że gdy siedzi się wewnątrz trudno zmierzyć energie na zewnątrz. W tym celu NASA zbudowała satelitę IBEX (Interstellar Boundary Explorer), który jest na orbicie od 2008 roku. To, co udało mu się zebrać rzuca nieco światła na niektóe astronomiczne problemy.

 

Satelita IBEX pomógł naukowcom w wykonaniu map promieniowania kosmicznego i energii znajdujących się poza heliosferą. Dotychczas tylko Voyager 1 zdołał opuścić ten region, ale wyrokowanie na temat warunków w przestrzeni międzygwiezdnej na podstawie pomiarów tylko w jednym kierunku jest praktycznie niemożliwe. Dzięki IBEX, już w 2009 roku, odkryto dziwną wstęgę energii na skraju naszego Układu Słonecznego.

Satelita IBEX - Foto: wikipedia.org

Heliosfera powstaje, jako stały strumień cząstek emitowanych ze Słońca w postaci wiatru słonecznego przepływającego na zewnątrz we wszystkich kierunkach. W pewnym momencie zwalnia ona, aby zrównoważyć ciśnienie z wiatrem międzygwiezdnym. IBEX znajduje się na orbicie okołoziemskiej i wyłapuje subtelne sygnały będące rezultatem interakcji pola zewnętrznego i naszej heliosfery.

 

Dane zbierano w ciągu ostatnich pięciu lat. Dzięki obserwacji promieniowania kosmicznego wykonano model obrazujący systemu pól magnetycznych, który nas otacza. Zaprezentowano też model wskazujący na to jak mogą być one odkształcane w wyniku oddziaływania heliosfery. Obserwacje wskazują na to, że otacza nas pole magnetyczne, które jest niemal prostopadle do ruchu naszego Układu Słonecznego przez Galaktykę.

Źródło: NASA / IBEX / UNH

Oprócz tego udało się rzucić światło na inną tajemnicę. Dzięki IBEX może uda się ustalić dlaczego mierzymy więcej przychodzących wysokoenergetycznych promieni kosmicznych tylko po jednej stronie Słońca. Dzieje się to konkretnie po tylnej stronie heliosfery.

Źródło: NASA / IBEX / UNH

Uczeni zaproponowali wyjaśnienie, wedle którego odpowiada za to wydłużona heliopauza, obszar fali uderzeniowej przed poruszającym się układem ze Słońcem. Według wstępnych ustaleń mierzy ona aż na 3 000 000 000 000 km. To właśnie obszar oddzielający plazmę międzygwiezdną i słoneczną może mieć wpływ na transport wysokoenergetycznych promieni kosmicznych w jednym tylko kierunku wokół naszego układu.

 

 


Strony