Styczeń 2014

Galaktyka IC 3418, czyli kosmiczna meduza

Astronomowie z Wielkiej Brytanii opublikował ciekawy obraz galaktyki, której kształt jest podobny do "kosmicznej meduzy". Powyższe zdjęcie przedstawia galaktykę IC 3418, która znajduje się około 54 miliony lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Panny.

 

Zdjęcie powstało dzięki obserwacjom w zakresie światła widzialnym dokonanych za pomocą kosmicznego teleskopu "Hubble" oraz za pomocą kosmicznego teleskopu GALEX prowadzącemu obserwacje w ultrafiolecie.

 

Ten dziwaczny kształt to według astronomów, galaktyka nabyła w wyniku zderzenia IC 3418 z inną galaktyką, czyli był to przypadek interakcji międzygalaktycznej gromady galaktyk w Pannie.  Takie procesy są badane przez naukowców znacznie rzadziej, ale mają miejsce, zwłaszcza w takich gęstych gromadach galaktyk jak ta w Pannie.

Źródło: NASA/HST/GALEX/JPL

W efekcie tych interakcji powstał kolorowy wygląd galaktyka nieregularnej z czymś przypominającym "macki", które składają się z dużej ilości gazu międzygwiezdnego. Są to obecnie aktywnym obszary gwiazdotwórcze, które przyniosły wiele młodych, jasnych gwiazd, które produkują potężne promieniowanie ultrafioletowe.

 

 

 


Naukowcy zbadali jedną z najbardziej masywnych czarnych dziur

Astrofizycy zbadali jedną z najbardziej masywnych czarnych dziur zlokalizowaną w gromadzie galaktyk oznaczonej jako J1532.9+3021 lub w skrócie RX J1532. Bez wątpienia jest to jedna z najmasywniejszych czarnych dziur kiedykolwiek zaobserwowanych.

 

RX J1532 leży w gwiazdozbiorze Korona Północna i znajduje się 3,9 miliarda lat świetlnych od Ziemi. Galaktyka emituje bardzo duże ilości promieniowania rentgenowskiego. To, co zaskoczyło naukowców to duża ilość gorącego gazu w okolicy centrum RX J1532. Gaz powinien być już znacznie bardziej chłodny zwłaszcza w okolicy centrum.

 

Według teorii ciśnienie w chłodnym centrum powinno powodować wysyp nowych gwiazd, ale takich procesów tam nie zauważono. Zadawano sobie pytanie, co może powodować, że nie powstają nowe gwiazdy.

 

Aby to zrozumieć, astronomowie wykorzystali Chandra X-ray Observatory należące do NASA i parę innych teleskopów. Obrazy w paśmie rentgenowskim pokazują dwa obszary gorącego gazu w formie dżetów. To one rozprzestrzeniają się z prędkością naddźwiękową powodując fale rozprzestrzeniające się po gazie emitowanym.

Takie zachowanie można wytłumaczyć jeśli weźmie się pod uwagę nie supermasywną, lecz ultramasywną czarną dziurę. Dżety mają po 100 tysięcy lat świetlnych, a to tyle ile ma w przybliżeniu Droga Mleczna. Energia potrzebna do ich zasilenia musi być ogromna i zapewne zasila to jakaś materia wpadająca do czarnej dziury. Jednak nie zanotowano oczekiwanej emisji rentgenowskiej, która powinna być wywołana przez materię.

 

Jedna grupa naukowców twierdzi, że, przy ultramasywnej czarnej dziurze o masie około 10 miliardów słońc. Tylko tak wielki twór byłby w stanie tworzyć dżety tej wielkości i wchłanianie mogłoby być okupione znacznie mniejszą energią. Druga teoria zakłada, że czarna dziura ma masę najwyżej miliarda słońc, ale obraca się z dużą prędkością.

 

Największa odkryta dotychczas czarna dziura miała masę odpowiadającą 17 miliardom słońc, a przynajmniej tak wydaje się naukowcom, z akcentem na wydaje.

 

 

 


Nadal można oglądać komety Lovejoy i X1 LINEAR

Po obfitym w obserwacje kometarne roku 2013 na jakiś czas ucichło na temat tych ciał niebieskich. Tymczasem o ile będą odpowiednie warunki atmosferyczne każdego ranka można obserwować komety C/2013 R1 Lovejoy oraz C/2012 X1 LINEAR.

 

Oczywiście do obserwacji tych obiektów potrzebny jest teleskop, ponieważ komety te nie są widoczne gołym okiem. Absolutnym minimum zapewniającym przynajmniej częściową ich widoczność jest silniejsza lornetka, ale nie uda się zobaczyć w ten sposób zbyt dużo.

 

Obie komety znajdują się relatywnie blisko siebie w gwiazdozbiorze Wężownika. Wschodzą one około 3 rano, a najlepszy okres na ich oglądanie przypada przed świtem. Lovejoy będzie można zlokalizować w pobliżu dosyć jasnej gwiazdy 72 Oph, która znajduje się w tej samej części nieba co bardzo jasna Vega.

Przynajmniej w najbliższych tygodniach kometa Lovejoy będzie świeciła z jasnością magnitudo +7 lub +8, a to już wystarczająco jasny obiekt dla nawet niezbyt zaawansowanych teleskopów.

Kometa C/2012 X1 LINEAR, zdjęcie wykonano 15 stycznia 2014 - Foto: Rolando Ligustri

Kometa X1 LINEAR rozbłysła w październiku zeszłego roku, ale potem zgodnie z oczekiwaniami osłabła. Ku zaskoczeniu astronomów znowu zbudowała jasność i pozostaje na poziomie magnitudo +9. Jest to jasność, która jest wystarczająca, aby zobaczyć ja nawet teleskopem o średnicy 6 cali.

 

Mimo, że X1 LINEAR jest ciemniejsza od Lovejoy, to ma większą komę i jaśniejsze jądro. Jej warkocz nie jest jednak specjalnie długi. Obiekt ten będzie interesującym celem do obserwacji aż do marca, kiedy jej jasność powinna osiągnąć +8.

 


Czarne dziury nie istnieją, twierdzi Stephen Hawking

Naukowcy są w większości zszokowani ostatnim twierdzeniem genialnego fizyka Stephena Hawkinga, który oświadczył, że nie ma czegoś takiego jak czarne dziury. Twierdzi on, że można raczej mówić o szarych studniach grawitacyjnych.

 

Stephen Hawking to człowiek, który praktycznie stworzył teorię czarnych dziur, a teraz proponuje on dokonanie przeglądu niektórych z jej podstawowych założeń. W swoim artykule, który jest dostępny w bibliotece elektronicznej Cornell University, sugeruje on, że tak zwany horyzont zdarzeń czarnej dziury może rzeczywiście nie istnieć.

 

Zgodnie z klasyczną teorią, obecność horyzontu zdarzeń, jest jedną z głównych cech czarnych dziur. Miała to być granica, po przekroczeniu której grawitacja staje się tak wielka, że ​​ucieczka z czarnej dziury może być dokonana tylko szybciej niż z prędkością światła.  Ale biorąc pod uwagę, że jest to niemożliwe taka studnia grawitacyjna miała nie wypuszczać niczego, włącznie ze światłem i stąd jej określenie jako obiektu nieskończenie czarnego.

 

Amerykański fizyk Joseph Polchinski już w 2012 roku wywnioskował na podstawie teorii kwantów, że na horyzoncie zdarzeń powinna istnieć swoista "ściana ognia", składająca się ze strumieni promieniowania i cząstek o wysokiej energii.  Jest to fundamentalnie sprzeczne z ideami Einsteina.

 

Aby rozwiązać ten oczywisty paradoks, Hawking zaproponował, aby porzucić ideę horyzontu zdarzeń.  Według niego, nie może istnieć coś takiego jak "widoczny horyzont", który może w pewnym momencie zniknąć, pozwalając wyjść poza to, co jest w środku czarnej dziury.

 

Zdaniem Hawkinga pełne wyjaśnienie tego fenomenu wymaga spójnej teorii, która z sukcesem łączy grawitację z innymi fundamentalnymi siłami natury, a tej nadal brakuje. Profesor Hawking zaproponował, aby zmienić podejście i zamiast o czarny dziurach, mówić o szarych, które są w stanie przytrzymać na jakiś czas zarówno materię jak i energię, która potem jest uwalniana z powrotem w przestrzeń kosmiczną.

 

 

 


Kolejna supernowa rozbłysła na nocnym niebie

Jak donoszą astronomowie w pobliskiej galaktyce M82, znajdującej się 12 milionów lat świetlnych od Ziemi, doszło do wybuchu gwiazdy, która stała się supernową.

 

Oczywiście oznacza to, że do tego zjawiska doszło 12 milionów lat temu, ale ze względu na odległość dopiero teraz zaczyna do nas docierać światło wyemitowane podczas tego zdarzenia. Mimo, że wydaje się to być bardzo daleko, to w skali astronomicznej jest to bardzo bliskie zdarzenie.

Źródło: UCL/University of London Observatory/Steve Fossey/Ben Cooke/Guy Pollack/Matthew Wilde/Thomas Wright

Warto w tym momencie wspomnieć, że jest to najbliższa zarejestrowana supernowa od 1980 roku. Między innymi, dlatego trzeba to uznać, za coś niezwykłego. Fakt, że da się ją zobaczyć z półkuli północnej jest również czymś nietypowym, ponieważ większość supernowych spotyka się na półkuli południowej.

Galaktyka, w której doszło do tego zjawiska znajduje się w gwiazdozbiorze znanym, jako Wielka Niedźwiedzica. Można ją obserwować nawet niewielkimi teleskopami. Magnituda jasności tego obiektu to +12, ale specjaliści twierdza, że może jeszcze rozbłysnąć i dojść nawet do jasności +8, czyli stanie się wtedy obiektem, który można zobaczyć nawet lornetką ze statywem.

 

 

 

 


Odkryto dziwny obiekt kosmiczny - nikt nie wie co to jest

Tajemniczy kosmiczny obiekt wykryli kanadyjscy astrofizycy z Uniwersytetu w Toronto. Jest on oddalony o 500 lat świetlnych od Ziemi i może zmienić wszystkie tradycyjne poglądy na temat planet i gwiazd. Naukowcy nie ukrywają, że nie wiedzą, co to jest.

 

Ciało niebieskie, nazwane zostało ROXS 42Bb i okrąża ono gwiazdę ROXS 42B. Ma to masę 9 razy większą od Jowisza, ale jest zbyt masywna, aby uznać to za planetę. Jednak glob ten nie jest wystarczająco duży, aby klasyfikować go jako brązowego karła. Astronomowie uważają, że obiekt ten miał za mało wodoru aby doszło do odpowiedniego zapłonu. Poza tym dziwna jest jego lokalizacja, bo znajduje się 30 razy dalej od gwiazdy niż, na przykład Jowisz, a to nie jest typowe dla gazowych gigantów.

 

Od czasu zdegradowania niewielkiego Plutona padają pytania o to jakie są kryteria planety?  W czasopiśmie Astrophysical Journal Letters pojawiło się opracowanie poświęcone problemowi nietypowych ciał niebieskich, przede wszystkim tego jak daleko od gwiazdy mogą się znajdować.

Problem polega na tym, że według obecnego stanu wiedzy planeta, albo obiekt planetopodobny może istnieć tylko w pewnej odległości od gwiazdy. Według ogólnie uznawanej teorii, materia i gazy nie mogą się zestalać w planety aż tak daleko od gwiazd. Dla naszej nauki istnienie takich obiektów to wyzwanie, bo trzeba ustalić jak to możliwe, że są tak masywne i tak dalekie od macierzystej gwiazdy.

 

Astronomowie wzywają do poszukiwań takich przerośniętych planet i badania ich. Dopiero po zdobyciu dużego materiału z obserwacji tego typu tworów możemy się zbliżyć do racjonalnej hipotezy na temat sposobu ich powstawania. To może tez zmienić podejście do powstawania planet w ogóle.

 

 

 

 

 


Niesamowite obrazy Jowisza i jego satelitów

Jowisz to największa planeta w Układzie Słonecznym. Z tego też powodu stanowi bardzo wdzięczny cel do obserwacji astronomicznych. Jego księżyce można zobaczyć nawet silniejszą lornetką. Gdy dysponuje się odpowiednim sprzętem optycznym można wykonać takie zdjęcia jak w powyższym nagraniu.


Najbliższego Ziemi brązowego karła obiega planeta

Jeszcze w 2012 roku astronomowie ogłosili odkrycie planety podobnej do Ziemi krążącej wokół naszego najbliższego sąsiada, Alpha Centauri B. Ten obiekt astronomiczny znajduje się zaledwie 4,3 lat świetlnych od nas. Wraz z odkryciem rozpoczęła się gorąca dyskusja. Druga grupa astronomów nie była bowiem w stanie potwierdzić obecności egzoplanety, co wywołało zrozumiałe emocje.

 

To, co zaobserwowano nie jest zatem ostatecznie zweryfikowane, ale jest sporo dowodów potwierdzających, że egzoplanety często krążą wokół brązowych karłów. W tym konkretnym przypadku może to być planeta pozasłoneczna w trzecim najbliższego systemie gwiezdnym licząc do Słońca.

 

Astronomowie odkryli ten system kilkanaście miesięcy temu. Dwa brązowe karły zostały dostrzeżone w danych z szerokiego pola należącego do NASA teleskopu WISE. Specjaliści twierdzą, że nie zostały wykryte tak długo, ponieważ znajdują się one w płaszczyźnie galaktyki, obszarze gęsto zapełnionym przez gwiazdy, które są znacznie jaśniejsze od brązowych karłów.

Źródło: NASA / JPL / Gemini Observatory / AURA / NSF

Henri Boffin z Europejskiego Obserwatorium Południowego kierował zespołem astronomów w misji, której celem było, aby ustalenie większej ilosci informacji o tych nowo znalezione sąsiadach. Grupa wykorzystała teleskop VLT znajdujący się w Paranal w Chile. Wykonano pomiary astrometrii wykorzystując technikę stosowaną do precyzyjnego pomiaru położenia obiektów. Te kluczowe dane pozwoliły im na lepsze oszacowanie odległości do obiektów, jak i ich okresu orbitalnego.

 

Zespół Boffina był też w stanie obliczyć ich masy, stwierdzając, że jeden brązowy karzeł waży 30 razy a drugi 50 razy więcej od Jowisza. Te lekkie obiekty okrążają się powoli, co zajmuje im około 20 lat. Jednak ich orbity nie są doskonałe. Odnaleziono nieznaczne zaburzenia, co sugeruje, że coś je grawitacyjnie "szarpie". Prawdopodobnym winowajcą jest egzoplaneta o masie około trzy razy większej od Jowisza. Musi ona znajdować się na orbicie jednego lub nawet obydwu obiektów.

 

Następnym krokiem w celu potwierdzenia lub wykluczenia tego odkrycia będzie ścisłe monitorowanie tego systemu w celu potwierdzenia istnienia planetarnego towarzysza. Do tej pory odkryto tylko osiem egzoplanet znajdujących się wokół brązowych karłów. W przypadku gdy odkrycie zostanie zweryfikowane, planeta ta będzie pierwszym ciałem niebieskim zlokalizowanym za pomocą astrometrii.

 

 

 


Mgławica Oriona nadal fascynuje naukowców

Wielka Mgławica w Orionie, zwana też po prostu Mgławicą Oriona, to bardzo popularny cel obserwacji astronomicznych. Znajduje się ona w odległości około 1300 lat świetlnych od nas i jest nawet widoczna gołym okiem. Ten banalny cel obserwacji jest też najbliższym nam miejscem gdzie zachodzą procesy gwiazdo twórcze, dlatego jest celem obserwacji praktycznie wszystkich teleskopów naziemnych i kosmicznych.

 

Sama mgławica rozciąga się na ponad 30 lat świetlnych. Ustalono też, że strumienie gazu tej mgławicy emisyjnej poruszają się z różnymi prędkościami. Twór ten wygląda całkiem inaczej w świetle widzialnym niż w innych częściach widma elektromagnetycznego. Poniższy niezwykły obraz, nie przedstawia prawdziwych kolorów tego obiektu i powstał na podstawie danych uzyskanych z Kosmicznego Teleskopu Spitzera, który dokonuje obserwacji w podczerwieni.

Mgławica Oriona, M42 widziana za pomocą teleskopu kosmicznego Spitzer - źródło: NASA/ Spitzer

W porównaniu z obrazem w zakresie widzialnym można zauważyć, że najjaśniejsza część mgławicy znajduje się w pobliżu młodej gromady masywnych, gorących gwiazd, zwanych trapezem. Widoczne są one w odcieniach czerwieni.  Czerwone kropki wzdłuż ciemnych pasów pyłu na lewo od jasnych gromad, znane są jako HOPS 68.  Naukowcy odkryli niedawno, że ich powłoka składa się z krystalicznych związków krzemu.

 

Mgławica Oriona, ze względu na relatywnie niewielką odległość od Ziemi jest idealnym miejscem obserwacji procesów gwiazdotwórczych. Astrofizycy muszą analizować jej ewolucję i na bieżąco śledzić zmiany, ponieważ jest to idealne pole poznawcze. Mgławica Oriona jest też obowiązkowym obiektem dla obserwacji amatorskich dokonywanych na półkuli północnej. Gdy wie się gdzie patrzyć można ją obserwować nawet za pomocą lornetki ze statywem. Polecamy!

 

 


Czarne dziury mogą mieć limit masy

Astronomowie z USA i Chile doszli do wniosku, że czarne dziury mogą osiągnąć masę krytyczną, której nie są w stanie pokonać. Tym samym wsparto tezę słynnego astrofizyka Stephena Hawkinga, który postulował, że czarne dziury emitują radiację.

 

Jak wiadomo, najbardziej masywne czarne dziury znane nauce mają masę około 18 miliardów mas Słońca i znajdują się 3,5 miliarda lat świetlnych od nas.  W badaniu, astronomowie dokładnie przeanalizowali cały historyczny rozkład materii w naszym wszechświecie i doszli do wniosku, że czarne dziury mają masę krytyczną, czyli istnieje nieprzekraczalny ich poziom masy. Niestety uczeni nie umieją wytłumaczyć mechanizmu istnienia takiego limitu, ale z czasem, nauka będzie musiała się zmierzyć z tym problemem.

 

Dotychczas ustalono, że czarne dziury są ostatnią fazą życia niektórych gwiazd i zwiększają swoją masę w wyniku pochłaniania otaczającej ją materii. Mamy też do czynienia z supermasywnymi czarnymi dziurami, które zwykle występują w centrach galaktyk i to masy tych obiektów rosną do niewyobrażalnych wielkości.

 

Naukowcy z Chile i Stanów Zjednoczonych analizowali tempo wchłaniania okolic supermasywnych czarnych dziur i porównali te dane z obserwacjami bardzo odległych obiektów tego typu. Tworzono rozkłady absorpcyjne materii i usiłowano ustalić, czy może istnieć jakaś granica wzrostu masy takiego tworu. Słusznie ustalono, że gdyby nie było granic wzrostu to musiały istnieć czarne dziury o masie 50 miliardów mas Słońca lub więcej, ale nigdzie nie ma takich obiektów.

 

Skoro ich nie ma to w co się przepoczwarzyły? Opinii jest kilka, pierwsza, że „wyparowały” z czasem, bo promieniowanie Hawkinga wskazuje na to, że czarne dziury „parują”. Tylko czy mogą wytracać swoją masę szybciej niż ją zyskują? To pytanie pozostaje nieodpowiedziane, a naukowcy mogą tylko prowadzić luźne dywagacje na ten temat. Inna koncepcja zakłada, że po osiągnięciu masy krytycznej czarna dziura zmienia się w supermasywną gwiazdę neutronową, ale znowu koncepcja ta dotyczy raczej konwencjonalnych czarnych dziur, a nie „potworów” w centrach galaktyk i nikt nie wie jak one kończą swój żywot.

 

 

 

 


Strony