Październik 2013

Najważniejsze wydarzenia astronomiczne października 2013

Miesiąc październik będzie bardzo interesujący pod względem obserwacji astronomicznych. Przede wszystkim wszyscy czekają na wieści na temat komety ISON, która 1 października minęła Marsa, ale w obszarze zainteresowania pozostają też inne ciekawe obiekty na październikowym niebie.


Podwójna gwiazda Fomalhaut okazała się potrójna

Naukowcy ustalili, że Fomalhaut, najjaśniejsza gwiazda w konstelacji Ryby Południowej nie jest gwiazdą podwójną, ale potrójną. Profesor fizyki i astronomii z Uniwersytetu Rochester, Eric Mamajek, twierdzi, że trzecią gwiazdę wypatrzył już jakiś czas temu, ale potwierdzenie tego wymagało dłuższych badań, które udało mu się właśnie wykonać.

 

Ta trzecia gwiazda nosi numer LP876-10 albo Fomalhaut C. Okazja aby potwierdzić, że jest to gwiazda potrójna zdarzyła się gdy Mamajek udał się do Chile. Dotarł tam do astronomów, którzy bardzo dokładnie zbadali między innymi tę interesującą go gwiazdę.

 

Zespół astronomów pod przewodnictwem Todda Henrego z Georgia State University, dokonał bardzo dokładnych obliczeń ruchu gwiazd nieba południowego i ich spektroskopii, aby poznać ich temperaturę i prędkość radialną. Na podstawie tych danych doszli do ich prędkości i dystans między gwiazdami tworzącymi system Fomalhaut.

Zdjęcie gwiazdy i otaczającego je pierścienia pyłowego - foto: teleskop Herschel/ESA

Ustalono, że LP876-10/Fomalhaut C to czerwony karzeł znajdujący się, patrząc z Ziemi, w dosyć dużej odległości od podstawowego Fomalhaut. Można to wyjaśnić w ten sposób, że gwiazda ta znajduje się dosyć blisko Ziemi, bo tylko 25 lat świetlnych, dlatego dystanse te wyglądają inaczej niż w przypadku obiektów naprawdę głębokiego nieba.

 

 

 

Źródła:

http://www.rochester.edu/news/show.php?id=7302

http://xxx.lanl.gov/abs/1310.0764

http://arxiv.org/abs/1310.0764


Pierwsze zdjęcia komety ISON z orbitera marsjańskiego MRO

Mimo zamknięcia NASA projekty naukowe puszczone w ruch nadal funkcjonują. Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) wykonał zdjęcia komety ISON za pomocą kamery HiRISE. W tej chwili nie wygląda to imponująco.

 

Zdjęcia wykonano 29 września 2013 roku. MRO wykonał odpowiednie manewry i nakierował kamerę z High Resolution Imaging Science Experiment, która została zaprojektowana do obrazowania powierzchni planety Mars.

 

HiRISE skierowany w miejsce gdzie powinna być kometa ISON odebrał obraz małego punktu, który świecił relatywnie jasno, przynajmniej z jasnością gwiazdową. Koma tej komety nadal jest relatywnie niewielka, więc zdjęcia posłużą do obliczeń średnicy jej jądra.

Powyższe klatki pokazują fragment nieba o wielkości 256 x 256 pikseli. Odpowiada to dystansowi 13 milionów kilometrów. Nie są to jedyne zdjęcia jakie zostaną wykonane, bo HiRISE robił je jeszcze 1 i 2 października. Jednak jeszcze ich nie opublikowano, a te z 29 września są w formie niezestackowanej i dlatego nie wydobyto jeszcze wszystkich szczegółów.

 

 

 


Kometa ISON i Mars uchwycone na zdjęciach z Ziemi

Kometa ISON już została gwiazdą świata astronomicznego i na szczęście pojawiają się kolejne jej zdjęcia. Zbliżenie do Marsa było okazją do nowych obserwacji obiektu znanego też pod sygnaturą C/2012 S1. Potwierdzono ponownie obecność dodatkowej struktury z przodku komety.

 

 

Najnowsze zdjęcia pochodzą między innymi z Obserwatorium Remanzacco z Włoch z pomocą dwumetrowego Liverpool Telescope. Po zestackowaniu pojawił się najnowszy wizerunek komety ISON. Zdjęcie wykonano, gdy kometa znajdowała się 10,5 miliona kilometrów od Marsa.

Trzy różne widoki komy komety ISON. Źródło: Remanzacco Observatory/Ernest Guido, Nick Howes i Martino Nicolini.
 

Zespół z Remanzacco próbował potwierdzić pojawienie się dżetu gazowego z przodu komety, ale początkowo nie udało im się tego dokonać. Jednak z pomocą dr Nalina Samarasinha z Planetary Science Institue w USA, który podzielił się z naukowcami z Włoch swoimi algorytmami do przetwarzania zdjęć udało im się w końcu ustalić ponad wszelką wątpliwość, że dżet istnieje.

Mars na dole po prawe i kometa ISON na górze po lewej, stackowane za pomocą DeepSkyStacker - Foto : Ari Koutsouradis.
 
Bardzo ciekawie wygląda też zdjęcie wykonane przez Ariego Koutsouradisa z Maryland. Widzimy na nim zarówno Marsa jak i kometę ISON. Zdaniem tego astrofotografa kometa nie była widoczna za pomocą okularu jego teleskopu Stellarvue 80ED. Kometę udało się uchwycić dopiero po dokręceniu Nikona D5000.

 

 

 

 

 


Czarne dziury są dużo bardziej skomplikowanymi obiektami niż sądzono dotychczas

Od czasu, gdy w 1963 roku pojawiła się koncepcja czarnej dziury, zaproponowana przez Roy Kerr'a wydawało się, że są to bardzo proste obiekty posiadające jedynie masę, i moment pędu. Pojawiła się nawet teoria "black holes have no hair", czyli "czarne dziury nie mają włosów", za pomocą której ich prostą konstrukcję objaśniał inny wybitny fizyk, John Wheeler. Najnowsze badania wskazują jednak, że czarne dziury nie są tak prostymi tworami jak przypuszczano.

 

Uczeni z włoskiej uczelni International School of Advanced Studies (SISSA) z Triestu wraz z kolegami z IST w Lizbonie opublikowali właśnie bardzo ciekawy artykuł w branżowym piśmie Physical Review Letters. Uczeni parafrazując Wheelera stwierdzają, że czarne dziury jednak mają "włosy".

 

Według Wheelera do opisania czarnej dziury wystarczy masa i moment pędu. Jeden z członków badania Thomas Sotirou, fizyk z International School for Advanced Studies (SISSA) twierdzi, że nie jest to takie proste. Jego zdaniem prosty model czarnej dziury jest zgodny z ogólną teorią względności, ale nie jest zgodny z tak zwaną teorią skalarno-Tensorową. Chodzi o materię, czyli coś, co jest wiązane z danym wszechświatem.

 

Naukowcy przeliczali dane dostępne z obserwowanych czarnych dziur i koncentrowali się na zachowaniu materii otaczającej te obiekty. To prowadzi do konieczności wprowadzenia jeszcze jednego parametru opisującego czarną dziurę - ładunku, czyli tych symbolicznych "włosów".  Sotirou twierdzi, że to przytwierdza czarną dziurę do otaczającej ją materii i prawdopodobnie do danego wszechświata.

 

Eksperymentalne potwierdzenie tych przypuszczeń będzie możliwe o ile uda się zarejestrować fale grawitacyjne wyłapywane za pomocą tak zwanych interferometrów. Jak twierdzą uczeni z SISSA, zmiany „włosów" czarnej dziury pozostawiają ślad w postaci fal grawitacyjnych. Gdy uda się to zmierzyć z pewnością rozszerzy to model czarnej dziury stanowiący obecnie paradygmat Kerra i uda się poszerzyć naszą wiedzę na temat pochodzenia grawitacji, jako siły rządzącej wszechświatem.

 

 

 

 


Zaobserwowano dżet gazowy z przodu komety ISON

Po kuriozalnym zawieszeniu całej aktywności agencji kosmicznej NASA, do czego doszło z powodu konfliktu o budżet w USA, musimy polegać na obserwacjach astronomów amatorów. Właśnie dzięki ich pracy udało się odkryć coś interesującego.

 

Koma komety ISON ma obecnie około 70 tysięcy kilometrów, ale widać pierwsze efekty oddziałującego na kometę Słońca. C/2012 S1 znajduje się obecnie blisko Marsa. Nie opublikowano jednak zdjęć z satelity MRO, który obiega tę planetę.

 

 

Dzięki pracy dokonanej przez astronoma amatora, Bruce'a Gary, możemy zobaczyć jak wygląda obecnie kometa. Wykrył on, że z jądra komety ISON wydobywa się już dżet gazów. Zachodzi to po stronie zwróconej do Słońca.

Źródło: brucegary.net/ISON/

Obserwację potwierdzili również inni astronomowie. Nie wiadomo jaki jest skład gazów wydobywających się z komety, ale marsjańskie urządzenia badawcze z pewnością są w stanie wykonać zdjęcia, które dzięki analizie spektrum widma dadzą odpowiedź na to pytanie.

 

To wielka szkoda dla nauki i wiedzy o kometach, że pracownicy NASA tylko w bardzo ograniczonym zakresie zajmują się obecnie analizą danych dostarczonych z urządzeń śledzących przelot komety ISON.

 

 


Udowodniono, że na egzoplanetach znajdują się chmury

Astronomowie korzystający z danych zebranych za pomocą kosmicznych teleskopów Kepler i Spitzer stworzyli pierwszą mapę chmur znajdujących się na planecie pozasłonecznej. Dokonano tego obserwując glob wielkości Jowisza, który znany jest pod oznaczeniem Kepler-7b.

 

Z mapy wynika, że planeta jest pełna chmur na zachodniej stronie i zupełnie ich pozbawiona na wschodniej. Poprzednie analizy dokonane przez teleskop Spitzer pomogły w stworzeniu map temperaturowych odległych planet. Pierwszy raz jednak stworzono dzięki temu obraz chmur.

Aby było to możliwe obserwacje tej egzoplanety prowadzono aż przez trzy lata i to, co powstało jako rezultat kompilacji danych naukowcy nazywają mapą bardzo niskiej rozdzielczości.  Kepler 7b jest gazowym gigantem, dlatego nikt nie spodziewał się ujrzeć tam kontynentów lub oceanów, ale odkryto coś, co posiadało sygnaturę interpretowana jako chmury.

 

 

 

 


Strony