Październik 2013

Zlokalizowano nietypową samotną planetę bez gwiazdy

Międzynarodowy zespół astronomów odkrył bardzo nietypową samotną planetę, która nie znajduje się na orbicie żadnej gwiazdy. Glob ten zyskał oznaczenie PSO J318.5-22.

 

Ustalono, że planeta znajduje się około 80 lat świetlnych od Ziemi i ma masę sześciokrotnie większą niż Jowisz. Naukowcy uważają, że glob ten powstał 12 milionów lat temu, czyli w kategoriach planetarnych jest niemal noworodkiem.

 

Obiekt udało się zidentyfikować dzięki unikalnej sygnaturze cieplnej, którą odkryto za pomocą teleskopu Pan-STARRS 1 (PS1) znajdującego się w Haleakala na Hawajach. Dzięki zgromadzonym danym stwierdzono, że właściwości tej planety przypominają te, które znamy z gazowych gigantów orbitujących wokół młodych gwiazd.

Astronomowie nie ukrywają, że są zdumieni odkryciem. Nigdy przedtem nie udało się zaobserwować takiego ciała niebieskiego. Oczywiście podejrzewano, że takie samotne planety istnieją, ale były to tylko teoretyczne rozważania. Teraz zdobyto dowód, że takie planety rzeczywiście istnieją.

 

 

Źródła

http://www.ifa.hawaii.edu/info/press-releases/LonelyPlanet/

http://arxiv.org/abs/1310.0457


Jak wyglądałby Księżyc, gdyby był na orbicie ISS

Powyższe nagranie nalezy do kategorii "co by było gdyby". W tym wypadku graficy komputerowi sprawdzili co widzielibyśmy na Ziemi gdyby nasz satelita znajdował się na orbicie zwykle zajmowanej przez Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS)


Pozostałości asteroidy, która spadła na Rosję noszą ślady kolizji

Rosjanie wciąż prowadzą poszukiwania fragmentów asteroidy, która 15 lutego 2013 roku wpadła w atmosferę ziemską nad ich terytorium. Szczątki tego ciała niebieskiego wydobywane są głównie z Jeziora Czebarkul w okolicy Czelabińska. Ich analiza wskazuje na to, że obiekt ten uległ kolizji w kosmosie.

 

Meteoryty znajdowane w okolicy Czelabińska wskazują na to, że obiekt, który narobił tyle zamieszania musiał ulegać kolizjom, które prawdopodobnie ostatecznie pchnęły go w stronę naszej Ziemi. Świadczą o tym liczne ślady topiących się skał, które musiały powstać w skutek oddziaływania potężnych sił.

 

Odłamki tak zwanego meteoru czelabińskiego są mieszaniną różnych rodzajów chondrytów, które są najczęstszym rodzajem meteorytów kamiennych znajdowanych na świecie. Gdy są jasnoszare oznacza to, że miały niewiele kolizji, ale kruczoczarne wskazują na to, że zawierają stopione żelazo, które przesączyło się przez pęknięcia krzemowych ziaren.

Wyniki tych badań są interesujące głównie dlatego, że rzucają światło nie tylko na skład obiektów potencjalnie niebezpiecznych dla Ziemi, ale też dlatego, że pozwala to na pozyskanie danych potrzebnych do symulacji skutków gwałtownych zderzeń różnych ciał niebieskich, które często zderzały się w pierwszym okresie formowani się planet. Kolizje takie odpowiadają za kształty małych planetoid, które obserwujemy do dzisiaj.

 

 


Sonda Juno po zbliżeniu z Ziemią weszła w tryb awaryjny

Jak informowaliśmy przed dwoma dniami NASA zaplanowała na 9 października asystę grawitacyjną dla sondy kosmicznej Juno, której celem jest badanie Jowisza. Okazało się, że sonda wyszła z tego manewru z problemami, które objawiają się przełączeniem elektroniki w tryb awaryjny.

 

NASA twierdzi, że w ciągu najbliższych kilku dni będzie wyjaśniać przyczyny problemów z sondą kosmiczną. Sprawa jest o tyle tajemnicza, że wystrzelony przed dwoma laty pojazd pracował bez zarzutu ... do środy.

 

Przelot w okolicy Ziemi był konieczny, bo nie posiadamy rakiet, które byłyby w stanie wysłać ziemski pojazd na dystans ponad 770 milionów kilometrów. Właśnie dlatego trzeba się wspomagać grawitacją Ziemi, która przyspieszyła Juno ze 125 tysięcy kilometrów na godzinę do 140 tysięcy kilometrów na godzinę. Mimo tak astronomicznej prędkości pojazd powinien dotrzeć do Jowisza dopiero w 2016 roku.

Teraz pojawia się pytanie czy uda się przywrócić Juno do pełnej funkcjonalności, bo inaczej nie dość, że nie uda się wykonać naukowego planu badawczego, to przepadnie 1,1 miliarda dolarów wydane na wykonanie tego urządzenia.

 

 

 


Kolejna kometa wpadła na Słońce i została zniszczona

Od czasu, gdy umieszczono w przestrzeni kosmicznej nowoczesne obserwatorium solarne SOHO,   udało się zaobserwować bardzo wiele komet, które kończyły swoją wędrówkę wpadając na naszą gwiazdę. Właśnie doszło do kolejnego takiego przypadku.


Kometa ISON prawdopodobnie wkrótce ulegnie rozpadowi

Coraz więcej poszlak wskazuje na to, że słynna już kometa C/2012 S1 ISON ulegnie wkrótce fragmentacji. Ku takiej konkluzji skłania się też rosnąca liczba astronomów z wielu krajów świata. Między nimi są kolumbijscy naukowcy, którzy twierdzą wprost, że kometa nie ma szans na przetrwanie zbliżenia ze Słońcem i ulegnie rozczłonkowaniu jeszcze przed peryhelium, które nastąpi 28 listopada 2013 roku.

 

Oczekiwania jakie formułowano w związku z przelotem komety ISON były bardzo wygórowane. Miała ona przyćmić jasnością Księżyc w pełni, ale jej magnituda nie podąża za oczekiwaniami. Podejrzewa się, że kometa ta nie zawiera aż tyle wody ile wskazują modele astronomiczne.

 

Jasność komety ISON początkowo rozwijała się zgodnie z przewidywaniami, ale potem pozostała niezmienna przez 9 miesięcy. To zdarzenie bez precedensu w historii obserwacji komet. Kolumbijski astronom, Ignacio Ferrin, porównuje zachowanie komety ISON do dwóch innych komet, C/1996 Q1 i C/2002 O4 (Hoenig). Obie komety uległy zniszczeniu, a towarzyszyła temu utrata jasności.

 

Dynamika jasności tych dwóch obiektów jest według niego bardzo podobna do tego, który prezentuje kometa ISON. Może to być ostateczny dowód na to, że nie dość, że kometa nie osiągnie spodziewanej jasności to jeszcze ulegnie fragmentacji tak jak stało się chociażby z kometą Elenin, która rozpadła się na długo przed osiągnięciem przewidywanej jasności.

 

 

 


Sonda międzyplanetarna Juno przeleci dzisiaj nad naszymi głowami

Już dzisiaj, tj. 9 października 2013 roku, nad powierzchnia Ziemi przeleci sonda międzyplanetarna o nazwie Juno. Pojazd skorzysta z asysty grawitacyjnej naszej planety i poleci w kierunku Jowisza.

 

Trzytonowy statek kosmiczny zbliży się do Ziemi na odległość 560 kilometrów. Zgodnie z planem sonda ma dotrzeć do Jowisza w lipcu 2016 roku. Manewr planowany na dzisiaj ma pomóc rozpędzić pojazd.

 

Juno został wystrzelony 5 sierpnia 2011 roku. Jak twierdza specjaliści z NASA, sonda uzyskała przyspieszenie w połowie dzięki rakiecie nośnej Atlas 5 i w połowie dzięki grawitacji, która umożliwi wystrzelenie sondy niczym z katapulty. Juno przyspieszy dzięki temu do prędkości 26 tysięcy km/h.

 

Misja Juno kosztowała 1,1 miliarda dolarów, a jej celem jest dokładne zbadanie gazowego giganta, Jowisza. Po przybyciu do miejsca przeznaczenia Juno znajdzie się na jego orbicie. Następnie rozpocznie cykl badań, które skupią się szczególnie na analizach atmosfery, pola magnetycznego, a także wewnętrznej struktury tej planety.

 

 

 


Wszechświat mógł powstać w wyniku katastrofy czterowymiarowej czarnej dziury

Powszechnie uznawana teoria powstania Wszechświata, w którym żyjemy jest dziurawa jak szwajcarski ser. Trzymamy się jej kurczowo, bo nie mamy niczego na zastępstwo. Okazuje się jednak, że są naukowcy, którzy odważają się na formułowanie odrębnych teorii.

 

Do takich niewątpliwie należą Rajesh Purhasan, Niayesh Afshordi i Robert Mann. Zaproponowali oni teorię, wedle której wielki wybuch tak zwanej osobliwości nie mógł tak po prostu stworzyć wszechświata. Według uczonych świadczy o tym wiele znanych faktów, na przykład ten, że temperatura we wszystkich częściach wszechświata jest równa. Takie zdumiewające pomiary stawiają w sprzeczności to wszystko co wiemy o wszechświecie.

 

Nie jest możliwe, aby w 13,8 miliarda lat doszło do takiej stabilizacji temperatury, jaką obserwujemy w najdalszych zakątkach wszechświata, więc, albo teoria jest błędna, albo nie widzimy całego kontekstu wpływającego na ten stan rzeczy. Wyjaśnienie anomalii temperaturowej może polegać na tym, że w pierwszych latach istnienia wszechświata rozszerzał się on znacznie szybciej niż prędkość światła. To tłumaczyłoby dlaczego pomiary wskazują co innego niż chcieliby zobaczyć astrofizycy.

 

Wyjaśnienie tych wszystkich anomalii nie jest rzeczą prostą, bo wymaga abstrakcyjnego myślenia, które może stwarzać bardzo duże problemy. Wspomniani fizycy proponują, że Wielki Wybuch to wynik katastrofy innej przestrzeni znajdującej się w wyższym wymiarze. Według oficjalnej teorii powstanie wszechświata to wynik eksplozji nieskończenie gęstego punktu, który dał początek czasoprzestrzeni. Jest to jednak wielkie uproszczenie, bo propagatorzy tej teorii nie mówią nam co spowodowało powstanie tego punktu i jego ekspansję.

 

Ogólnie rzecz biorąc teoria Wielkiego Wybuchu jest zgodna z tym co obserwujemy. Ale struktura kosmosu daje nam do zrozumienia, że nie jest ona doskonała i jest pełna uproszczeń, które są konieczne, zęby cały model mógł się obronić. Okazuje się, ze nasz bezkresny wszechświat może być tylko kroplą deszczu, która spadła do oceanu.

 

Nowy model zakłada, że znany nam wszechświat płynie niczym membrana w innym czterowymiarowym tworze. To niezmiernie trudne do wyobrażenia, ale pewne pojęcie daje eksperyment myślowy, w którym na trzywymiarowej przestrzeni porusza się dwuwymiarowy twór. Ta nowa teoria prowadzi do konkluzji, że uważany przez nas za nieskończony wszechświat, jest tylko perturbacją starożytnej czterowymiarowej czarnej dziury, lub równie abstrakcyjnego teoretycznego obiektu.

 

 

 


Kometa ISON zmieniła kolor na zielony

Zdecydowana większość zdjęć nadlatującej właśnie komety C/2012 S1 (ISON) to przekazy monochromatyczne, często stosowane w astronomii. Okazuje się jednak, że warto prowadzić też obserwacje w kolorze. Dzięki temu udało się ustalić, że kometa zmieniła swój kolor i obecnie jest zielona.

 

Po raz pierwszy zmianę koloru zauważono 24 września tego roku. Kometa ISON docierała wtedy w okolice Marsa. Na próżno było jednak szukać jakichkolwiek komentarzy związanych z tą niezwykła przemianą. Obserwacje zielonego jądra i komy prowadzą zresztą prawie wyłącznie astronomowie amatorzy.

 

Prawdy jednak nie sposób ukrywać w nieskończoność i czas powiedzieć o tym głośno. Kometa ISON jest już zielona. Odpowiadać za to może Słońce, które poprzez swoje ciepło i rozmaite oddziaływania wywiera bezpośredni wpływ na powierzchnię jądra komety prowadząc do jego powolnego odparowywania. Specjaliści twierdzą, ze zmiana koloru to dobry znak, ponieważ świadczy o aktywności tego ciała niebieskiego, co z kolei może wskazywać na to, że ISON będzie tak jasna jak przewidywano.

Kometa ISON  - 4 X 2013 - Foto: Chris Schur

Słońce odparowując jądro kontrybuuje w powstaniu dużej komy. Ta mgła gazowa poruszająca się wraz z jądrem odpowiada za piękny warkocz kometarny. Zwykle skład chemiczny takiego tworu zwiera wodę, pył, dwutlenek węgla, amoniak i inne gazy. Koma ma zwykle ogromne rozmiary, na przykład tak zwana Wielka Kometa z 1811 roku miała ją w wielkości 1,4 miliona kilometrów, czyli niemal tyle ile wynosi średnica Słońca.

 

W tym roku mieliśmy już przypadek komety, która miała zielony kolor. Była to tak zwana kometa Lemmon F6, której jądro zawierało duże ilości cyjanowodoru. Zielony kolor komety ISON może wskazywać na to, że jej skład chemiczny jest podobny. Oprócz cyjanowodoru zieloną poświatę może też dawać dwuatomowy węgiel. Obie te substancje wystawione na działanie promieniowania ultrafioletowego mogą jaśnieć właśnie w tym kolorze.

Kometa ISON - 28 IX 2013 - Foto: Michael Jaeger

Cyjanowodór to silnie trujący gaz o zapachu migdałów składający się z jednego atomu wodoru i jednego atomu węgla. Dwuatomowy węgiel znany jest ze swoich właściwości korozyjnych. Nie ma jednak możliwości, aby ziemska atmosfera została zatruta w wyniku przelotu przez pozostałości przelotu ciała niebieskiego gubiącego tego substancje w przestrzeni kosmicznej. Ich stężenie będzie po prostu zbyt małe, żeby realnie wpłynąć na skład atmosfery ziemskiej.

 

 

 


Chińska stacja kosmiczna zostanie uruchomiona do 2023 roku

Chiny planują dokończyć swoją pierwszą stację kosmiczną w ciąg najbliższej dekady. Chińska stacja, podobnie jak międzynarodowa ISS, będzie się znajdowała na tak zwanej niskiej orbicie. Ma się składać z trzech modułów i być w stanie pomieścić do 9 osób.


Strony