Wrzesień 2013

Asteroida Phaethon okazała się być pozostałością po komecie

Dokonano kolejnego zaskakującego odkrycia. Planetoida Phaethon, zaliczana do grupy Apolla okazała się być kometą. Obiekt ten odkryto dopiero w 1983 roku.

 

Phaethon (3200) 1983 TB został wypatrzony przez satelitę IRAS. Ustalono, że obiega ona Słońce w ciągu roku i 159 ziemskich dni. Wiadomo również, że to ciało niebieskie dało początek rojowi meteorów, który nazywamy Geminidami.

 

To, że Phaethon (3200) może być ciałem niebieskim typu kometarnego było postulowane już poprzednio, ale brakowało mocnych dowodów. Tym razem wypatrzono coś, co wygląda na warkocz kometarny ciągnący się za nim. Ten wyjątkowy twór nie powstał jednak poprzez topienie się wody zawartej w jądrze, ale raczej w wyniku zjawisk termicznych zachodzących w pobliżu Słońca.

 

Struktura, która wygląda na warkocz składa się prawdopodobnie głównie z pyłu, który został uwolniony z tej pięciokilometrowej skalistej pozostałości jądra dawnej komety. Zbliżając się do Słońca na odległość 0,14 AU powierzchnia tego obiektu nagrzewa się do temperatury 700 stopni Celsjusza i w rezultatcie pęka, a proces ten prowadzi do powstawania dużej ilości pyłu wyrzucanego w przestrzeń.

 

Co ciekawe udało się do tego wszystkiego dojść dzięki analizom zdjęć wykonanych za pomocą jednego z satelitów STEREO, śledzącego głównie Słońce. Wiele wskazuje na to, że takich kometarnych pozostałości jest znacznie więcej. Mimo to naukowcy nie są zgodni czy obiekty takie należy nazywać kometami czy asteroidami, ponieważ wykazują one cechy obu tych typów ciał niebieskich.

 

 

 

 


Naukowcy odkryli wodę w atmosferze Saturna

Dzięki obserwacjom dokonanym przez sondę kosmiczną Cassini udało się przeanalizować jeden ze sztormów szalejących w gazowej atmosferze Saturna. Ustalono, że w wyższych partiach atmosfery tej planety znajdują się ogromne zasoby wody i amoniaku.

 

Dotychczas naukowcy tylko spekulowali na temat składu atmosfery Saturna. Zdaniem naukowców substancje takie jak woda zostały podniesione przez huragan z dolnych warstw atmosfery. Zwykle nie da się ich obserwować ze względu na gęstą atmosferę odcinającą dostęp do niżej położonych jej części. Podczas huraganu dochodzi jednak do pionowego przepływu powietrza, który na Saturnie może dochodzić do 480 kilometrów na godzinę. Dzięki temu udało mu się przebić do samej powierzchni planety.

Już wcześniej uważano, że atmosfera Saturna jest jak kanapka składająca się z warstwy wodnej znajdującej się 200 kilometrów pod zewnętrzną warstwą chmur. Potem spodziewano się warstwy wodorosiarczku amonu i amoniaku na nim. Ten "sandwich" pokryty jest warstwą nieprzezroczystej mgły. Obecne obserwacje nie potwierdzają tej hipotezy w 100 procentach, ale przynajmniej wskazują na to, że warstwy istnieją, więc jest to krok w przód w lepszym zrozumieniu specyfiki atmosfery gazowych gigantów.

 

 

 

 

 


Wiatr gwiezdny na skraju Układu Słonecznego zmienia kierunek

Jak wynika z ostatniej publikacji w magazynie Science, przepływ gazu w przestrzeni międzygwiezdnej, tak zwany wiatr gwiezdny, zmienił kierunek. Wskazuje to na niejednorodność przestrzeni wokół Układu Słonecznego.

 

Nasz system planetarny znajduje się w ochronnym kokonie magnetycznym stworzonym przez oddziaływanie Słońca. Astrofizycy nazywają tą "bańkę" heliosferą. Uważa się, że jej granice wyznaczają też granice Układu Słonecznego. Jednak samo istnienie heliosfery powoduje, że obserwacje zjawisk poza nią jest niemożliwe z naszej pozycji.

 

Aby poprawić trochę zdolności poznawcze ludzkości analizuje się dane z sond kosmicznych, które przemierzają rubieże naszego układu planetarnego. Powstały też specjalne urządzenia badawcze, takie jak IBEX (Interstellar Boundary Explorer). Satelita ten jest celowo umieszczony na wydłużonej orbicie okołoziemskiej, aby znajdował się poza magnetosferą, dodatkowo zafałszowująca wyniki. IBEX jest w stanie mierzyć falę uderzeniową, jaką na wiatr gwiezdny wywiera przecinająca go heliosfera.

 

Specjaliści z University of Chicago, przeanalizowali dostępne parametry zbierane z satelitów IBEX oraz wcześniejszego Ulysses. Stworzono zbiór danych zawierających 40 lat obserwacji zachowania wiatru gwiezdnego. Naukowcy doszli do wniosku, że wektor ruchu wiatru gwiezdnego zmienił się znacząco. Dane te sugerują, że kierunek wiatru gwiezdnego pozostawał zmienny od początku naszych obserwacji, ale dynamika zmian zdecydowanie nasiliła się w ostatnich latach.

 

 

 


Teleskop Hubble'a sfotografował spiralną galaktykę IC 2560

Dzięki pracy kosmicznego teleskopu Hubble'a udało się zobaczyć galaktykę spiralną IC 2560, znajdującą się około 110 milionów lat świetlnych od naszej planety. Galaktyka jest zlokalizowana w gwiazdozbiorze Pompy.

 

IC 2560 to galaktyka spiralna posiadająca jasne rozwijające się ramiona. Jest to niezwykle piękna kompaktowa galaktyka występująca w katalogach pod nazwami PGC 29993, ESO 375-4, MCG -5-25-1, IRAS10140-3318. Galaktyka ta jest członkiem dużej gromady galaktyk w gwiazdozbiorze Pompy. Grupa ta składa się z około 200 galaktyk. Pozostają one w bliskim sąsiedztwie względem siebie. Na dodatek nie widać, aby w tej grupie były jakieś dominujące galaktyki, które mogłyby bardziej wpływać na inne, mniejsze.

 

Zdjęcia z Hubble'a pokazują jak jasnym obiektem jest IC 2560. Galaktyka ta posiada bardzo jasne aktywne jądro. Taki typ obiektów nazywany jest galaktyką Seyferta, od astronoma, Karla Seyferta, który badał te obiekty w latach 40tych ubiegłego wieku. Prawdopodobnie to centralne jądro to w istocie supermasywna czarna dziura, lub raczej obiekt tego typu. W istocie centralne czarne dziury to potężne studnie grawitacyjne, które trudno porównywać z konwencjonalnymi czarnymi dziurami czy innymi osobliwościami spotykanymi we wszechświecie.

IC 2560 - foto: Luca Limatola

Widmo emisji jądra IC 2560 zawiera wiele jasnych, szerokich pasm, co wskazuje na potężne emisje gazów z prędkościami nawet kilku kilometrów na sekundę. Galaktyki Seyferta są dosyć rzadkie i nie stanowią więcej niż jednego procenta wszystkich galaktyk spiralnych.

 

 

 

 

 


Planetoidy trojańskie są powszechne w Układzie Słonecznym

Astronomowie odkryli, że planetoidy trojańskie zadziwiająco często odwiedzają nasz Układ Słoneczny. Trojańczycy to specjalna grupy planetoid, które koncentrują się w okolicach punktów libracyjnych Lagrange'a L4 i L5 znajdujących się w rezonansie orbitalnym praktycznie wszystkich planet.

 

Pierwszy tego typu obiekt stwierdzono w okolicach gazowego giganta, Jowisza.  Od tego czasu ciała te nazywane są nazwiskami bohaterów wojny trojańskiej opisanej w Iliadzie. Oprócz dobrze znanych trojanów Jowisza i trojanów Marsa znamy też takie planetoidy Neptuna, Urana, a nawet naszej własnej Ziemi.

 

Pierwszą asteroidą klasyfikowaną jako trojańczyk na orbicie Urana był obiekt oznaczony, jako 2011 QF99. Odkrył go w 2011 roku astronom Mike Alexanderson używając teleskopu zlokalizowanego na Hawajach. Dopiero niedawno ustalono jednak, że nie jest to zwykła asteroida, tylko trojańczyk złapany przez grawitację Urana. Średnica tej asteroidy wynosi całkiem sporo, bo aż 60 km.

Asteroida 2011 QF99

Odkrycie to spowodowało, że astronomowie zaczęli się zastanawiać na temat powszechności tego typu obiektów. Aby to oszacować wykorzystano metodę symulacji komputerowej. Dzięki temu specjaliści byli w stanie określić, że nasz Układ Słoneczny jest domem dla około 3% planetoid trojańskich. To znacznie więcej niż wcześniej sądzono.

Naukowcy uważają, że badania planetoid trojańskich pomogą im zrozumieć migrację obiektów w naszym Układzie Słonecznym, aby lepiej zrozumieć, jak i dlaczego planetoidy okresowo stają się więźniami pól planetarnych pól grawitacyjnych.

 

 

 

 


Znaleziono największą dotychczas pustą przestrzeń we wszechświecie

Między gromadami galaktyk odnaleziono ogromną pustą przestrzeń. Na ona średnicę 3,5 mld lat świetlnych, czyli jest 583 razy więcej niż największa ze znanych galaktyki IC 1101. Symbolicznie brzmi też fakt, że to "nic" do tej pory nie ma nawet nazwy.

 

Naukowcy nie rozumieją, w jaki sposób i co może stworzyć taką ogromną wyrwę w przestrzeni kosmicznej. Wielki obszar został odkryty za pomocą 1,2-metrowego teleskopu, który znajduje się w Australii. Obserwacje dokonano w ramach dużego badania galaktycznego 6DF. 

 

Duże puste przestrzenie we wszechświecie wykrywano już wcześniej. Niedawno odkryto taki obszar o wielkości miliarda lat świetlnych. Jednak obecnie znaleziony jest prawie 4 razy większy. Nowe odkrycie wielce zdziwiło naukowców, ponieważ nie pasuje do istniejących już pomysłów na rozwój wszechświata. W przestrzeni absolutnie pustej, nie ma gwiazd, galaktyk i czarnych dziur. Nawet nieuchwytna i tajemnicza ciemna materia w tym miejscu nie istnieje.

 

W tym przypadku, obliczenia wskazują, że kolosalna pustka rozciąga się na 3,5 miliarda lat świetlnych a to znaczy, że po prostu nie mogła być utworzona w wyniku typowych mechanizmów ewolucji przestrzeni, o których wiemy. Należy pamiętać, że zgodnie z obecnymi szacunkami, wiek naszego wszechświata to 13,7 miliarda lat. 

 

 

 


Strony