Lipiec 2013

Dane nadsyłane przez sondę Voyager-1 nie przestają zadziwiać naukowców

Wszystko wskazuje na to, że podróżująca od 36 lat w przestrzeni kosmicznej sonda kosmiczna dotarła do obszaru, którego istnienie nie zostało przewidziane żadnymi teoriami naukowymi.

 

Do tej pory Voyager-1 zdołał oddalić się od Ziemi na odległość 120 razy większą niż dystans z naszej planety do Słońca. Przesyłane konsekwentnie dane wielokrotnie już zmuszały astronomów do rewidowania swoich teorii. Niedawno wydawało się na przykład, że temu ziemskiemu pojazdowi uda się opuścić tak zwaną heliosferę, czyli obszar oddziaływania Słońca. Okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie pewne.

 

Eksperci NASA zasugerowali właśnie, że sonda jednak nadal jest pod wpływem naszej gwiazdy i poddali w wątpliwość podawane poprzednio informacje jakoby Voyager-1 stał się pierwszym ziemskim pojazdem, który zdołał dotrzeć do przestrzeni międzygwiezdnej. Naukowcy nie wiedzą, kiedy, a nawet czy w ogóle Voyager jest w stanie wyrwać się z oddziaływania Słońca.

 

Do tej pory za znak przejścia przez heliosferę uważano oczekiwaną zmianę pogody kosmicznej w konkretnie zanik wiatru słonecznego. W okresie przejściowym powinno stopniowo maleć oddziaływanie gwiazdy a promieniowanie ze Słońca powinno powoli zmieniać się w promieniowanie galaktyczne, ale rzeczywistość przekroczyła oczekiwania.

 

Już w 2003 roku zauważono znaczne spowolnienie oddziaływania wiatru słonecznego. Radykalnie spadła jego prędkość. I nagle, w kilka dni w 2012 wiatr słoneczny prawie ustał.  Strumień naładowanych cząstek ze Słońca spadła o trzy rzędy wielkości, osiągając poziom prawie niewykrywany dla wiekowych czujników.  Sonda odbierała za to wzrost intensywności strumienia promieniowania kosmicznego o mniej więcej 9,3%. Wtedy jeszcze wszystko wyglądało na zgodne z modelem.

Zaskakujące było to, że ów galaktyczny wiatr nadchodził z jednej strony a charakterystyka promieniowania kosmicznego, jakie znamy jest taka, że pochodzą one z wielu kierunków jednocześnie. Naukowców zdziwiło również to, że pole magnetyczne wokół sondy nie zmieniło się znacząco. Nikt nie umiał wyjaśnić, co się tam działo. Sugerowano, że doszło do jakiegoś połączenia linii pola magnetycznego Słońca i Galaktyki. To miało wyjaśniać kierunkowość promieniowania.

 

Dziwny region przestrzeni, w którym znalazł się Voyager-1 z pewnością nie był przestrzenią międzygwiezdną, lecz tak zwanym obszarem wyczerpania heliosfery. Co ciekawe od czasu, gdy sonda tam wleciała nie doszło do istotnej zmiany wektora pola magnetycznego. Voyager poruszał się w czymś na kształt "magnetycznej autostrady".

 

Nie wiadomo jak długo sonda będzie się przebijała przez ten obszar. Jej izotopowe generatory energii elektrycznej powinny wystarczyć przynajmniej do 2025 roku. Jeśli do tego czasu nie uda jej się przebić poza ten dziwny obszar przestrzeni zamilknie na zawsze i nie dowiemy się czy wyprowadzenie ziemskiego obiektu poza Układ Słoneczny zakończyło się sukcesem.

 


Strony