Lipiec 2013

Kometa ISON emituje ogromne ilości dwutlenku węgla

Wszyscy oczekują na pierwsze obserwacje komety ISON. Jeśli Słońce nie spowoduje odparowania kosmicznego przybysza możemy być wkrótce świadkami spektakularnego spektaklu. Astronomowie w końcu opublikowali więcej szczegółów na temat nadlatującej komety. Aby pogłębić trochę szczątkową wiedzę użyto kosmicznego teleskopu Spitzera. Udało się dzięki temu ustalić skład materiału gubionego przez kometę.

 

Kometa ISON pretenduje do miana najjaśniejszej komety tego wieku. Oczywiście jest to tytuł trochę na wyrost, bo nigdy nie wiemy co jeszcze przyniesie kosmiczna pustka. To czy uda się ją zobaczyć gołym okiem w dużej mierze zależy od składu tego ciała niebieskiego. Jeśli będzie nieodpowiedni w momencie największego zbliżenia do Słońca, które wyniesie trochę ponad milion kilometrów może się okazać za słaba na przetrwanie wysokich temperatur.

 

Zdjęcia wykonane zostały w podczerwieni, dlatego dało się wyciągnąć trochę więcej informacji niż w świetle widzialnym. Spitzer Space Telescope przyglądał się tej komecie 13 czerwca 2013 roku. W sumie obserwacje trwały 24 godziny. Obiekt znajdował się wtedy 502 miliony kilometrów od Słońca. To mniej więcej 3,35 razy dalej niż dystans między Ziemią a Słońcem. Wszystko wskazuje na to, że w komie znajduje się głównie pył i dwutlenek węgla, który wydostaje się z jądra na dosyć dużą skalę. Każdego dnia emitowane jest milion kilogramów CO2 i 54,4 miliona kilogramów pyłu.

źródło: NASA/JPL-Caltech/JHUAPL/UCF

Kometa ISON (C/2012 S1) ma mniej niż 5 kilometrów średnicy, co oznacza, że jest wielkości małego księżyca. Szacowana waga tego ciała niebieskiego to od 3 miliardów kg do 3 bilionów kg. Taki rozstrzał bierze się stąd, że nie jest znana gęstość obiektu. Według obecnej wiedzy komety to tak zwane "brudne lodowe kule" składające się z wody, amoniaku, metanu i dwutlenku węgla. W tej chwili wiemy, że emitowany jest głównie ten ostatni związek, ale niewykluczone, że gdy kometa ISON zbliży się do Słońca na tyle blisko, aby pod wpływem ciepła rozpoczęła się dalsza dekompozycja jądra poznamy jeszcze więcej szczegółów na temat jej składu.

 

 

 

 

 


Opublikowano zdjęcia Ziemi widzianej z odległych planet

Jak wspominaliśmy przed kilkoma dniami 19 i 20 lipca wykonano zdjęcia naszej planety widzianej za pomocą ziemskich satelitów badawczych znajdujących się na orbitach odpowiednio Saturna i Merkurego. Dzisiaj opublikowano te unikatowe fotografie.

 

Należące do NASA sondy kosmiczne Cassini i MESSENGER wykonały zdjęcia praktycznie tego samego dnia, ale perspektywa, z której spoglądały na miejsce skąd pochodzą była w obu przypadkach zupełnie inna.

Zdjęcie Ziemi wykonane przez sondę Cassini - źródło: NASA

Sonda Cassini wykonywała zdjęcie korzystając z przysłonięcia Słońca przez Saturna. W momencie, gdy doszło do wykonania tej fotki planeta z pierścieniami znajdowała się 1,44 miliarda kilometrów od Ziemi. Jak widać nasza planeta wygląda jak mała niebieska kropka, co daje do zrozumienia, o jakim dystansie mówimy.

Ziemia i Ksieżyc w pięciokrotnym cyfrowym powiększeniu - źródło: NASA

Za to sonda kosmiczna MESSENGER orbitująca wokół Merkurego miała dużo mniejszą odległość do Ziemi, bo wynosiła ona 98 milionów kilometrów. Zdjęcie wykonano, jako element kampanii poszukiwawczej małych satelitów tej planety.  Jak widać również w tym przypadku Ziemia jawi się nam jako kropeczka na tle kosmosu.

 

W obu przypadkach oprócz Ziemi na zdjęciach zarejestrowano również Księżyc, który o dziwo jest widoczny również z Saturna. Na zdjęciu jest to mała blada kropeczka przy naszej Ziemi. Fotka z orbity Merkurego pokazuje to dużo dokładniej, co daje nam pojęcie na temat tego jak dużym obiektem jest nasz satelita. 

 

 

 

 

 

 


Nieznana katastrofa zniszczyła życie na Marsie

Od dawna wiadomo, że Mars mógł być kiedyś bardzo podobny do Ziemi jednak coś zniszczyło go doszczętnie i dzisiaj przypomina wielką jałową pustynię. Najnowsze dane przesyłane przez łazik Curiosity jak i wcześniejsze ustalenia poczynione przez łazik Spirit nie pozostawiają wątpliwości, że na Marsie była kiedyś atmosfera i pole magnetyczne.

 

Mars, jaki znamy obecnie powstał około 4 miliardy lat temu. Świadczy o tym wiele poszlak takich jak analizy poziomu molibdenu w skałach znajdujących się na powierzchni. Obecność tego pierwiastka pozostaje w korelacji z obecnością tlenu w atmosferze. Okazało się, że ilość tego pierwiastka w skałach na powierzchni planety, datowanych na około 4 miliardy lat jest ponad pięciokrotnie większa niż ilość molibdenu w meteorytach marsjańskich, które dotarły do Ziemi.

 

Wiadomo, że skały te miały kolejno 180 milionów lat i 1,4 miliarda lat, więc skoro w znacznie starszych próbkach znaleziono ich aż tak wiele oznacza to, że przed 4 miliardami lat na planecie tej panowały zupełnie inne warunki. Specjaliści sugerują, że znajdowała się tam cienka atmosfera bogata w tlen i duża ilość wody. Potwierdza to dotychczasowe ustalenia na temat geologicznej przeszłości Marsa.

 

Nadal jednak nie wiadomo, co mogło spowodować tak dramatyczne zmiany, które wyjałowiły planetę a na dodatek spowodowały zniszczenie jej pola magnetycznego. Eksperci podejrzewają, że Mars musiał zderzyć się z jakimś ciałem niebieskim. Teoria ta w oczywisty sposób bazuje na innej niesprawdzonej hipotezie jakoby jakiś duży obiekt zderzył się z Ziemią w wyniku czego miał powstać Księżyc. Nie ma jednak na to mocnych dowodów tak jak brakuje ich w przypadku Marsa Uczciwiej zatem jest stwierdzić, że nauka nie wie dlaczego doszło do tak katastrofalnego zdarzenia na czerwonej planecie, ale bez wątpienia coś się tam wydarzyło i miało charakter globalny.

 

 

 


Nowo odkryta asteroida przeleciała w okolicy Ziemi

Asteroida 2013 NE19, która została odkryta 15 lipca przeleciała dzisiaj w nocy w okolicy naszej planety. Na szczęście nie było obaw o kolizję z Ziemią, ale trzeba przyznać, że jak na warunki kosmiczne było to dosyć duże zbliżenie nieznanego wcześniej obiektu.

 

 

Wielkość asteroidy to między 60 a 130 metrów, mówiąc obrazowo jest ona wielkości boiska futbolowego. Perygeum wyniosło 4,2 miliona kilometrów a to jedenaście razy więcej niż średni dystans z Ziemi do Księżyca.

 

Przelot obiektu można było obserwować w ramach transmisji dostępnej przez Internet. Umożliwiało to obserwatorium Slooh Space Camera na Wyspach Kanaryjskich.

 

 

 


Złoto jest wynikiem zderzeń gwiazd neutronowych

Naukowcy z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CFA) sugerują, że złoto to wytwór zderzenia dwóch gwiazd neutronowych. Według uczonych pierwiastek ten, w przeciwieństwie do węgla i żelaza może być utworzony we wnętrzu gwiazd. Innymi słowy złoto powstało w wyniku niszczycielskiego zderzenia gwiazd.

 

Astrofizycy wiedzą, że takie zderzenia występują we wszechświecie, ponieważ rejestrowano krótkie rozbłyski gamma, które mogą być tego dowodem. Jedno z takich zjawisk zarejestrował 3 czerwca satelita Swift. Właśnie to zdarzenie posłużyło jako materiał badawczy dla naukowców z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics.

 

Astronomowie już od dawna wiedzieli, że reakcje jądrowe wewnątrz gwiazd mogą tworzyć lżejsze pierwiastki takie jak węgiel i tlen, ale nie byłyby w stanie wyprodukować cięższych pierwiastków, do których należy złoto. Długo wierzono w to, że cenny metal powstaje w wyniku eksplozji supernowych, ale to nie wyjaśniało ilości złota w Układzie Słonecznym.

 

Pomysł, że cięższe pierwiastki powstały w wyniku innych zdarzeń nie jest nowy, bo europejscy astronomowie wykorzystujący superkomputery zaproponowali już 10 lat temu, że złoto lub platyna mogły powstać w wyniku zderzenia i połączenia się dwóch gwiazd neutronowych. Dzięki najnowszej obserwacji zjawiska tego typu, do którego doszło prawie 4 miliardy lat świetlnych od Ziemi udało się tę teorię potwierdzić.

 

Chociaż rozbłysk gamma trwał tylko ułamek sekundy, udało się zauważyć jego poświatę w podczerwieni. Różniła się ona od typowej poświaty wytwarzanej przez cząstki o dużej prędkości.  Naukowcy przypuszczają, że było to spowodowane powstaniem egzotycznych pierwiastków promieniotwórczych. Według szacunków około jednej setnej masy naszego Słońca zostało wyrzucone po tym rozbłysku gamma. Jak twierdzą eksperci, część z tego materiału to złoto.

 

 

 

 


Pomachajmy Saturnowi, dzisiaj powstanie zdjęcie Ziemi z jego perspektywy

W najbliższych dniach aż dwie należące do NASA sondy kosmiczne wykonają zdjęcia naszej planety. Początkowo planowano, że fotografię Ziemi z orbity Saturna wykona sonda kosmiczna Cassini, ale okazało się, że również MESSENGER orbitujący wokół Merkurego znajdzie się w dogodnej pozycji, aby uwiecznić błękitną planetę.

 

Sonda Cassini znajduje się obecnie 1,5 miliarda kilometrów od Ziemi, ale nie przeszkadza to NASA w zorganizowaniu śmiesznej akcji, aby przystanąć i pomachać w kierunku Saturna. Zdjęcie zostanie wykonane 19 lipca między 21:27 a 21:47, więc jeśli ktoś chciałby się przyłączyć do tej akcji musi to zrobić w ciągu tych 20 minut.

Poprzednio wykonane zdjęcie Ziemi z Saturna - źródło: NASA/Sonda Cassini

Portret Ziemi wykonany przez Saturna to jedne z etapów większego projektu polegającego na stworzeniu mozaiki przestawiającej system Saturna. Można tego dokonać, ponieważ jest korzystne ustawienie Słońca. Tworzenie zdjęcia Ziemi powinno zająć nie więcej niż kilka dni a pełnej mozaiki okolic Saturna najwyżej kilka tygodni.

 

Zainspirowani przypadkiem Cassiniego na podobny pomysł wpadli naukowcy obsługujący sondę kosmiczną MESSENGER znajdującą się na orbicie wokół Merkurego. Złożyło się akurat tak, że przy okazji wypatrywania małych satelitów tej planety przed obiektywami przejdzie Ziemia. Zdjęcia zostaną wykonane 19 i 20 lipca odpowiednio o godzinach 11:49, 12:38 i 13:41 czasu uniwersalnego.

Saturn widoczny z Ziemi za pomocą amatorskiego teleskopu - źródło: własne

Gdyby ktoś poszukiwał Saturna, to na nocnym niebie powinien odnaleźć Księżyc i przesunąć wzrok w prawą stronę w kierunku najjaśniejszego punktu na podobnej co on wysokości. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to właśnie planeta z pierścieniami, a wtedy można przystąpić do machania.

 

 

 

 


Kometa ISON zbliża się do Słońca, kolejne zdjęcia z teleskopu Hubble'a

Wciąż mało słychać o nadlatującej komecie ISON. Jej pozycja jest obecnie taka, że praktycznie cały czas znajduje się ona za Słońcem, co skutecznie uniemożliwia jej obserwacje. Mogą to czynić tylko obserwatoria kosmiczne.

 

Powyższe zdjęcie zostało złożone z klatek wykonanych 30 kwietnia. Ukazuje nam ono kometę systematycznie zbliża komety ISON w trochę inny sposób. To, co na nim widać to nie tylko kometa, ale także bogate tło gwiazd znajdujących się w naszej galaktyce, a nawet wielu innych odległych galaktyk spiralnych znajdujących się znacznie dalej.

 

Obraz powstał na podstawie wielu zdjęć po obserwacjach Hubble'a przeprowadzonych na początku roku. Niektóre z nich były skoncentrowane na zdobyciu wizerunków gwiazd, inne jeszcze bardziej odległych obiektów, takich jak galaktyki. Łącząc wyniki w końcu otrzymano widok komety przyspieszającej w przestrzeni.

Symulacja wyglądu komety ISON

Kometa C/2012 S1 (ISON) jest teraz w drodze do Układu Słonecznego. Zbliżając się do Słońca, leci z prędkością - 77.250 km/h.  Na podstawie obliczeń wiemy również, że 28 listopada przejdzie bardzo blisko naszej gwiazdy i mamy nadzieję, że będzie to dość spektakularny pokaz na nocnym niebie. Mniej więcej na przełomie lipca i sierpnia kometa przekroczy linię w przestrzeni kosmicznej, która musi spowodować większe emisje pary wodnej, która ma spowodować wzrost kometarnego warkocza. Od sierpnia zaczną się obserwacje za pomocą teleskopów, ale głównie na półkuli południowej. Jeśli wszystko pójdzie z planem we wrześniu powinna być już widoczna przez lornetki.

Powyżej znajduje się zdjęcie przedstawiające komete ISON przed przetworzeniem. Wydaje się, że ma ona potrójne jądro, ale jest to wynikiem ruchu obiektu, a nie jego rozpadu. Nadal czekamy na zdjęcia z należącego do NASA obserwatorium kosmicznego Spitzer. Wiadomo, że zdjęcia tego obiektu były wykonane w czerwcu, kiedy kometa ISON znajdowała się w odległości około pół miliona kilometrów. Nie wiadomo kiedy NASA zamierza opublikować to, co udało się wtedy zarejestrować.

Symulacja wyglądu komety ISON z Marsa

Potem będą jeszcze kolejno okazje zrobienia zdjęć i analiz komety przez takie pojazdy kosmiczne jak Curiosity i Opportunity na Marsie, Mają one zobaczyć kometę ISON przy jej największym zbliżeniu do Marsa, które następy 1 października 2013 roku. W listopadzie ISON stanie się celem obserwacji dokonywanych za pomocą sondy kosmicznej MESSENGER znajdującej się na orbicie Merkurego. Pod koniec listopada powinna już być widoczna dla każdego i to gołym okiem.

 

 

 

 


Astronom amator odkrył nową kometę, C/2013 N4 (Borisov)

Nowe ciało niebieskie zostało odkryte przez ukraińskiego astronoma amatora, Giennadija Borisova. Doszło do tego 8 lipca, podczas gdy oglądał on jasną gwiazdę Capella w Gwiazdozbiorze Woźnicy. Do odkrycia doszło na Krymie podczas tak zwanej "Południowej Nocy". Jest to rosyjsko-ukraińska impreza astronomiczna, podczas której pasjonaci spotykają się razem na wspólne obserwacje nieba. 

 

Kometa, którą wypatrzył Borisov została potwierdzona 13 lipca i uzyskała oficjalną sygnaturę C/2013 N4 (Borisov). Udało mu się znaleźć ten nowy obiekt używając 20 centymetrowego teleskopu własnej konstrukcji o światłosile f/1.5. Teleskop był oczywiście wyposażony w kamerę CCD.

Nowa kometa jest blado świecącym punktem o jasności 13 magnitudy. Ma jednak zauważalnie jaśniejszy środek. Aby spróbować wypatrzyć ten obiekt potrzebny jest przynajmniej 10 calowy teleskop i szczęście w postaci sprzyjających warunków do obserwacji zaraz po zmroku. Słaba jasność i niskie usytuowanie nad horyzontem czyni z tego obiektu raczej trudny cel dla zaawansowanych astronomów.

Kliknij aby zobaczyć animację - wielkość 800 kb

Peryhelium komety nastąpi 20 sierpnia 2013 roku i wtedy zbliży się ona do naszej gwiazdy na 182,7 miliona kilometrów. Po peryhelium kometa będzie powoli maleć. Największe zbliżenie do Ziemi wyniesie 310 milionów kilometrów i nastąpi to 11 sierpnia. Istnieje szansa, że kometa Borisov zwiększy wtedy jasność stajać się obiektem mniej więcej 12 magnitudy. Nie jest to niestety pewne i astronomowie nadal pracują nad ustaleniem dokładnej orbity C/2013 N4 i ewentualnej maksymalnej jasności, jaką może osiągnąć ten obiekt.

 

 

 


Księżycowy pył może być przyczyną problemów w eksploracji Księżyca

Naukowcy z Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji opublikowali ostatnio dane na podstawie, których możemy spekulować, że eksploracja Księżyca może być trudniejsza niż nam się wydawało.

 

Wszystkiemu winny jest pył księżycowy i jego specjalne właściwości. Nie dość, że drobne cząsteczki pyłu mogą przenikać przez filtry prowadząc do zanieczyszczenia atmosfery w ewentualnych bazach księżycowych to jeszcze unoszący się nieregularnie wokół naszego satelity pył ma właściwości elektromagnetyczne.

 

Okazuje się, że 41 lat temu, gdy zaprzestano latać na Księżyc nikt nie zadawał sobie pytania, jak niebezpieczny jest pył księżycowy. Identyfikowano go, jako czynnik zagrożenia, ale nie zbadano wystarczająco dokładnie. Teraz trzeba będzie nadrobić te braki, bo okazało się, że interakcja pyłu i wiatru słonecznego prowadzi do wytwarzania pola magnetycznego, które może negatywnie wpływać na naszą technologię.

 

Naelektryzowany pył według symulacji znajduje się rozproszony wokół Księżyca. Jego propagacja nie jest równa i są miejsca z jego większą ilością. Uczeni nie mają wątpliwości, że wiedzę na temat tej substancji trzeba znacznie poszerzyć zanim ba srebrnym globie pojawią się ludzie. 

 

 


Dzięki danym z teleskopu Hubble'a odkryto 14 księżyc Neptuna

Dzięki analizie zdjęć zebranych za pomocą teleskopu kosmicznego Hubble’a udało się zlokalizować nieznany dotychczas księżyc jednej z planet gazowych w Układzie Słonecznym, Neptuna. To czternasty satelita tego globu.

 

Odkrycie obiektu o sygnaturze S/2004 N przypisywane jest badaczowi z Instytutu SETI, Markowi Showalterowi. Udało mu się zlokalizować ciało niebieskie na orbicie Neptuna. Średnica tego księżyca to jedynie 19 kilometrów i w pewnych okolicznościach nazwalibyśmy go duża asteroidą.

 

Odkryte właśnie ciało niebieskie jest najmniejszym orbitującym tam księżycem, jaki znamy. S/2004 N jest tak mały, że jego jasność jest ponad 100 milionów razy mniejsza niż najbledsze gwiazdy widoczne gołym okiem. Nawet Voyager 2, który w 1989 roku zbliżył się do Neptuna, nie zdołał go zarejestrować. Trzeba jednak przyznać, ze tamten przelot ziemskiego pojazdu badawczego i tak obfitował w odkrycie kilku nowych satelitów tej planety.

Neptun na fotografii wykonanej przez sondę kosmiczną Voyager 2.  Foto: NASA/JPL

Showalter zdołał zlokalizować ten obiekt dzięki determinacji i metodzie, jaką obrał. Analizował on fragmenty pierścieni Neptuna, struktur, które nie są aż tak spektakularne jak w przypadku Saturna, ale mimo to istnieją i jak w tym przypadku, pomagają w odkryciu jego mniejszych satelitów.

 

 


Strony