Maj 2013

Nowe polowanie na planety poza słoneczne rozpocznie się w 2017 roku

Od czasu gdy we wrześniu 1990 roku polski astronom, Aleksander Wolszczan odkrył egzoplanetę znajdująca się w okolicy odległego pulsara zaczął się nowy rozdział w historii astronomii. Potem przez lata doskonalono metody detekcji takich odległych planet aż w końcu doczekano się pierwszego obserwatorium kosmicznego z teleskopem Kepler dedykowanym do takich obserwacji. Obecnie naukowcy przygotowują nowy teleskop o nazwie TESS, który planowo znajdzie się na orbicie okołoziemskiej w 2017 roku.

 

Teleskop TESS od Transiting Exoplanet Survey Satellite, ma wykorzystywać metodę detekcji planet pozasłonecznych w czasie ich tranzytu przez tarcze towarzyszących im gwiazd. W momencie przejścia dochodzi do niewielkich zmian jasności gwiazd, co pozwala wykryć obecność planet nawet, jeśli blask pobliskich im gwiazd zupełnie je przyćmiewa.

 

Posiadający wiele sukcesów teleskop Kepler jest w stanie odkrywać seryjnie kolejne planety mimo, ze wpatruje się ciągle w jeden tylko fragment nieba, konkretnie pogranicza gwiazdozbiorów Łabędzia i Lutni. TESS to w dużej mierze wersja rozwojowa Keplera i problem wąskiego pola obserwacji ma zostać rozwiązany. Nowy teleskop będzie w stanie obserwować całe niebo, dlatego worek z planetami może się dopiero rozwiązać.

Bardzo ciekawe jest to jak teleskop ma się znaleźć na orbicie. Za jego budowę i wyniesienie odpowiada prywatna firma Orbital Sciences Corporation. Ta korporacja buduje satelity od lat osiemdziesiątych i jest ważnym współpracownikiem NASA. Wyniesienie teleskopu TESS ma się odbyć za pomocą specjalnej rakiety Pegasus, która jest uruchamiana z kadłuba samolotu Lockheed 110.

 

 

 

 


Supermasywna czarna dziura z centrum naszej galaktyki, zaczyna konsumować pobliski obłok gazu

Supermasywny obiekt znajdujący się w samym środku naszej galaktyki, nazywany Sagittarius A*, w skrócie Sgr A*, to bardzo tajemniczy twór. Wielu naukowców pozostaje nim zafascynowanych a niektórzy tylko umownie nazywają ten twór czarną dziurą. Obiekt ten znajdzie się wkrótce w centrum uwagi astrofizyków, ponieważ zbliża się do niego chmura gazu, która powinna być przyczyną spektakularnych obserwacji już w połowie 2013 roku.


Ostatnia szansa na podziwianie komet PanSTARRS i Lemmon

O ile będzie sprzyjająca pogoda, posiadacze teleskopów będą w stanie w najbliższych dniach wypatrzyć dwie wciąż stosunkowo jasne komety. Pierwsza z nich to dobrze już znana kometa PanSTARRS, która będzie jeszcze widoczna późną nocą.  A jej zielona towarzyszka, kometa Lemmon ukaże się na porannym niebie.

 

Co ciekawe kometa Lemmon przebywa obecnie prawie taką samą drogę, jaką niedawno przebywała kometa PanSTARRS. Będzie przechodzić przez konstelację Ryb, Andromedy i Kasjopei. Ta kometa swój zielony kolor zawdzięcza obecności w jej składzie cyjanowodoru. Została odkryta w marcu 2012, mniej więcej na rok przed przelotem.

Kometa PanSTARRS widziana z Australii - foto: T.Lovejoy

Obecnie magnituda jasności komety Lemmon to, 6 więc spektakularnych obserwacji raczej nie powinniśmy oczekiwać gdyż to jasność podobna do najsłabszych gwiazd. Najlepszy moment na jej obserwację przypadał w marcu 2013, ale dane to było tylko mieszkańcom półkuli południowej. Właściwie dopiero teraz po znacznej utracie komy stała się widoczna dla północnej hemisfery.

Oprócz wspomnianych komet warto zwrócić uwagę na pozostałość po wizycie innego ciała tego typu tj. komety Halleya. Pamiątką po jej przelocie jest coroczny rój meteorów, Akwarydów. Tak zwane spadające gwiazdy powinny nadlatywać z okolicy konstelacji Wodnika.

 

 

 


Rakieta Antares wyniosła na orbite trzy satelity zbudowane na bazie smartfonów

Nano satelity na bazie smartfonów znalazły się na orbicie okołoziemskiej Jak się okazuje dokonany ostatnio skuteczny start prywatnej rakiety kosmicznej Antares dokonany przez firmę Orbital Science Corporation oprócz przetestowania technologii niósł za sobą wyniesienie w kosmos kilku smartfonów, które stały się mikrosatelitami naszej planety.

 

Nazywanie tych małych satelitów smartfonami ma miejsce ze względu na fakt, że, ich systemy komputerowe są działają w oparciu o system operacyjny Android. Na dodatek zapewnienie długiej żywotności tych satelitów w przestrzeni kosmicznej oraz ich zasilanie i sterowanie zostało całkowicie przejęte przez wyspecjalizowaną aplikację, która działa na bazie procesora użytego w zwykłym dostępnym na rynku smartfonie.

 

Jeśli wszystko pójdzie bez niespodzianek każdy z satelitów pozostanie na orbicie przez około dwa tygodnie, zanim zostaną przyciągane przez ziemską grawitację i spalą się w górnych warstwach atmosfery. Do tej pory wiele stacji monitorowania, w tym stacja NASA w Ames, która zarządza misją PhoneSat, zarejestrowała silne sygnały transmitowane przez wszystkie trzy nanosatelity.

Każdy z tych satelitów jest kostką o bocznych krawędziach 10 cm. Wewnątrz sześcianu jest zainstalowany Smartphone HTC Nexus One, mocny akumulator litowo-jonowy, nadajnik radiowy, wiele czujników i dodatkowych kamer o wysokiej rozdzielczości. Pojemność baterii tych mikrosatelitów jest wielokrotnie większa niż w oryginalnym smartfonie, co jest spowodowane wyższą mocą nadajnika za pomocą, którego można dotrzeć z sygnałem do powierzchni Ziemi.

Wykonanie każdego z satelitów kosztowało budżet NASA od 3,5 do 7 tysięcy dolarów, co jest znacznie tańsze niż koszt produkcji innego rodzaju sztucznych satelitów. Takie niższe koszty występują ze względu na fakt, że do budowy używa się elementów elektronicznych i urządzeń znajdujących się w produkcji seryjnej.

 

 


Opublikowano kolejne zdjęcia zbliżającej się komety ISON

Wszyscy interesujący się astronomią wiedza zapewne, że wydarzeniem sezonu 2013 ma być jedna z największych komet, jakie ludzie zobaczą w trakcie swojego życia. Tak jasnej komety jak ISON z pewnością wielu z nas już nie zobaczy, dlatego trudno się dziwić, że większość astronomów czeka na to wydarzenie z niecierpliwością.

 

Kometa C/2012 cały czas zbliża się do Słońca. Wraz z przebytą drogą rośnie jej jasność. Skłania to astronomów do wycelowywania teleskopów, aby śledzić jej postęp. Kilka dni temu prezentowaliśmy zdjęcie komety ISON wykonane słynnym teleskopem Hubble'a.

Kometa ISON widziana przez kosmiczny Teleskop Hubble

Obecnie pojawiło się nowe zdjęcie, które wykonali Ernesto Guido i Nick Howes z Obserwatorium Remanzacco. Aby tego dokonać użyli teleskopu La Palma o dwumetrowej średnicy zwierciadła. W momencie, gdy wykonano powyższe zdjęcia kometa ISON znajdowała się w odległości 3,8 AU od Słońca, co dopowiada dystansowi 581 milionów kilometrów.

Kometa ISON (C/2012 S1) widziana 1 maja 2013 - Foto: Ernesto Guido & Nick Howes, Remanzacco Observatory.

Według ich ustaleń warkocz komety ma już 28 sekund kątowych i strukturę zupełnie zgodną z tą, która została ujawniona na niedawnym zdjęciu z Hubble'a. Wielkość komy rośnie zgodnie z oczekiwaniami i około listopada powinna być już na tyle wielka, żeby jaśnieć nawet za dnia.

 

Poza tym przelot w naszej okolicy tak ogromnej komety z wielkim warkoczem powoduje, że naszej planecie zagrażać może pył przez nią wytwarzany. Przelot Ziemi przez taki obszar w przestrzeni, do którego na pewno dojdzie może nieść za sobą deszcz meteorów. Nie wiadomo jeszcze czy będą to obiekty na tyle duże, aby spalać się w atmosferze w sposób spektakularny czy też raczej będzie to okresowy napór cząstek pyłu spadającego na naszą planetę w niezauważalny dla jej mieszkańców sposób.

Gdy kometa ISON znajdzie się najbliżej Słońca je dystans do gwiazdy wyniesie tylko 1,2 miliona kilometrów. Peryhelium tego obiektu wystąpi dokładnie 28 listopada 2013 roku.

 

 

 


Łaziki marsjańskie znowu nawiązały komunikację z centrum nadzoru NASA

Niemal miesięczna przerwa w komunikacji między Ziemią a przebywającymi na powierzchni Marsa amerykańskimi łazikami dobiegła końca. Kontaktu z urządzeniami nie nawiązywano celowo, ponieważ niekorzystne ułożenie planet względem Słońca niosło poważne ryzyko zakłócenia instrukcji wysyłanych do łazików, co mogło skutkować nawet ich unieruchomieniem.

 

Problem komunikacyjny powodowało Słońce znajdujące się między Ziemią a Marsem.  Komunikacja w tym czasie została ograniczone do minimum. Inżynierowie z Jet Propulsion Laboratory poinformowali, że Opportunity przeszedł w tryb czuwania, co nieco ich zaskoczyło, ale uznano, że musiało do tego dojść podczas rutynowej kontroli kamery. To i tak cud, że ten 8 letni łazik nadal działa. Obecnie oczekuje na kolejne instrukcje.

Łazik Opportunity - źródło: NASA

Jeśli chodzi o Curiosity to łazik przesyłał na Ziemie statusy swojego stanu. Działo się to jednak tylko w jednym kierunku, bo transmisje z wykorzystaniem sondy Mars Reconnaissance Orbiter były przekazywane nawet w trakcie słonecznej koniunkcji. Naukowcy planują wznowienie badań z wierceniem w gruncie marsjańskim włącznie. Łazik powróci do pełnej operacyjności do najbliższej środy.

 

 

 


Teleskop Hubble'a wypatrzył następne pozostałości supernowej

Astronomowie wykorzystali teleskop kosmiczny do przyjrzenia się delikatny obłokowi gazu o kształcie i kolorze zbliżonym do czerwonej krwinki. W nomenklaturze naukowej obiekt nazwano SNR 0519. Jest on pozostałością po niestabilnej gwieździe w fazie terminalnej, która wybuchła gwałtownie, jako supernowa mniej więcej 600 lat temu.

 

Gwiazda ta z dużym prawdopodobieństwem była białym karłem, czyli osiągnęła formę, jaką w końcowym etapie swego życia przybierze nasze Słońce. Obserwując skutki kosmicznego wybuchu możemy sobie wyobrazić jak będzie wyglądać otoczenie Słońca po jego eksplozji. SNR 0519 znajduje się około 150 tysięcy lat świetlnych od Ziemi i obiekt można obserwować tylko na półkuli południowej.

 

Znajduje się on w gwiazdozbiorze Złotej Ryby, inaczej Dorado. Ten niewyraźny gwiazdozbiór jest o tyle istotny, że w południowej jego części znajduje się Wielki Obłok Magellana, jedna z dwóch galaktyk satelitarnych Drogi Mlecznej.

SNR 0509 - źródło: NASA/Teleskop Hubble

Sam SNR 0519 nie jest obiektem wyjątkowym, ponieważ Hubble Space Telescope natknął się na coś podobnego kilka lat temu. Pozostałość po supernowej oznaczona sygnaturą SNR 0509 wyglądała uderzająco podobnie do SNR 0519.

 

 

 


Naukowcy zaobserwowali najjaśniejszy rozbłysk gamma w ciągu 5 lat

Naukowcy z Rosji poinformowali o wykryciu najsilniejszego od pięciu lat rozbłysku gamma. NASA wystrzeliła w 2004 roku specjalne kosmiczne obserwatorium Swift, które monitoruje prawie wszystkie rozbłyski gamma za pomocą specjalnego teleskopu BAT(Burst Alert Telescope).

 

Najnowszy rozbłysk wykryto 27 kwietnia o godzinie 07:47 UTC. Uzyskał on oznaczenie GRB 130427A. Pierwsze optyczne obserwacje dokonali rosyjscy astronomowie, Aleks Pozanenko i Leonid Elenin. Rozbłysk GRB 130427A osiągnął 11 wielkość według magnitudy jasności. Obserwacje trwały 139 sekund. Był to najjaśniejszy rozbłysk gamma od 2008 roku, kiedy wybuchł GRB 080319B. Wtedy jasność tego obiektu wyniosła 5,7  w tej samej skali ( im niżej tym jaśniejszy obiekt).

Jak twierdzi Leonid Elenin wypatrzony przez nich błysk nie był tak jasny jak ten z 2008 roku, ale i tak jego pozostałości będzie można obserwować jeszcze przez kilkadziesiąt dni. Według naukowców galaktyka, która była źródłem rozbłysku gamma znajduje się 4,37 miliarda lat świetlnych od nas.

Warto przy okazji przypomnieć, że w grudniu ubiegłego roku astronomowie zarejestrowali najdłuższy rozbłysk gamma w historii prowadzenia obserwacji. Jego długość trwania to około 2 godzin. Zwykle zjawiska tego typu nie trwają dłużej niż kilka minut. Astrofizycy do dzisiaj analizują, co tam się tak naprawdę stało i rozważają wiele hipotez z angażowaniem czarnych dziur włącznie.

 

 

 


Teleskop kosmiczny Fermi prawie zderzył się z radzieckim satelitą

Ponad rok po rozwiązaniu potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, NASA zdecydowała się ujawnić to jak jednym manewrem uniknięto utraty wartego 690 milionów dolarów teleskopu kosmicznego Fermi. Wieczorem 29 marca 2012 pojawiła się niepokojąca wiadomość nadana przez zautomatyzowaną stację analizy ryzyka kolizji obiektów orbitalnych. Komunikat twierdził, że w ciągu tygodnia orbita teleskopu może się przeciąć z torem lotu niedziałającego radzieckiego satelity Kosmos-1805.

 

To solidne urządzenie waży prawie pół tony i zostało uruchomione jeszcze przez Związek Radziecki. Miało to miejsce w 1986 roku, a jego celem było monitorowania sygnałów marynarki wojennej.  Zarówno teleskop Fermi jak i Kosmos-1805 to statki kosmiczne poruszające się z prędkością względną około 43 tysięcy kilometrów na godzinę. NASA przyznała, że w czasie mijania się obiektów odległość między nimi miała wynosić jedynie około 200 metrów.  

 

Jednak wypadek, który miał miejsce na orbicie dwa lata przed tym incydentem, nie pozwala pozostawać optymistą.  Dokładnie 10 lutego 2009, na wysokości 788 km nad Ziemią doszło do kolizji radzieckiego satelity Kosmos-2251 i jednego z satelitów służących do głosowej łączności satelitarnej, Iridium-33.  Według prognoz odległość między nimi powinna wynosić około 580 metrów, ale okazało się, że były one błędne.  W wyniku kolizji na orbicie powstało około 600 fragmentów obu pojazdów.

 

Uczeni znając ten przypadek woleli dmuchać na zimne i postanowiono zmienić orbitę teleskopu.  W południe 3 kwietnia uruchomiono silniki korekcyjne i w wyniku tej operacji oba obiekty zostały rozdzielone do odległości około 10 km od siebie.

 

W ciągu 56 lat, które minęły od premiery pierwszego sztucznego satelity w 1957 roku, orbita ziemska została pokryta chmurą odłamków.  Specjalne służby śledzą trajektorię każdego obiektu większego niż 10 cm. Na orbicie w tej chwili znajduje się ich ponad 17 milionów obiektów, z których tylko 1700 to pracujące satelity.

 

 


Strony