Maj 2013

Toksyczny pył marsjański może znacznie utrudnić kolonizację czerwonej planety

W Waszyngtonie odbył się właśnie szczyt naukowy, którego celem była ocena możliwości dotarcia na Marsa z załogową wyprawą w ciągu następnych dwóch dekad. Według naukowców problemem dla przyszłych kolonistów mogą być higroskopijne cząstki pyłu marsjańskiego.

 

Spotkanie naukowców zwane oficjalnie szczytem Humans 2 Mars zajmowało się głównie ocena ryzyka przyszłych misji. Jest to o tyle istotne, że wiele wskazuje na to, iż kolonizacją Marsa mogą się zająć firmy prywatne. Organizacja Mars One planuje nawet reality show przedstawiające wszelkie fazy misji marsjańskiej. Po bilet w jedną stronę na Marsa zgłosiło się ponad 78 tysięcy ochotników, więc warto pochylić się najpierw nad tym, jakie są ich szanse.

 

Dane pozyskane z detektorów robotów poruszających się po Czerwonej Planecie nie pozostawiają złudzeń, ludzki system oddechowy będzie wciąż narażony na oddziaływanie ze strony wszechobecnego pyłu znajdującego się na Marsie.

 

Według uczestników konferencji problemem jest szczególnie obecność dużej ilości nadchloranów. Są to rodzaje soli, które gdyby dostały się do organizmu kolonistów mogłyby spowodować problemy z tarczycą. Kolejnym składnikiem pyłu jest gips, którego również jest bardzo dużo na Marsie. Takie drobne cząstki, o ile nie zostaną odfiltrowane, mogą być przyczyna poważnych chorób pulmonologicznych.

 

 

 

 


Odkryto nową galaktykę w okolicy Drogi Mlecznej

Astronomia to dziedzina nauki, która charakteryzuje się duża niekompletnością wiedzy. Mimo, że staramy się spoglądać na światło gwiazd sprzed 400 milionów lat potrafimy czasami nie zauważyć bliższych towarzyszy galaktyki, w której znajduje się Układ Słoneczny. Dobrym przykładem jest odkryta niedawno galaktyka karłowata znajdująca się w odległości 6 milionów lat świetlnych od nas.

 

Galaktyka nazywa się Leo P i może nie jest aż tak bliskim towarzyszem naszej galaktyki sądząc po dystansie, ale w kategoriach kosmicznych rzeczywiście znajduje się w okolicy naszej Drogi Mlecznej. Ten obiekt kosmiczny świecił bardzo słabo i dlatego pozostał tak długo nieodkryty. Teraz, gdy wiadomo, że jest tam galaktyka należy się spodziewać odnalezienia kolejnych tego typu obiektów.

 

Pod względem wielkości Galaktyka Leo P jest dosyć niewielka i tak jak Droga Mleczna ma setki miliardów gwiazd tak ona zaledwie setki tysięcy. Zdjęcia tego obiektu ujawniły też, że jest tam spory obszar gwiazdotwórczy. Poprzedni skan tej przestrzeni wykonany przez radioteleskop w Arecibo wykrył tam chmurę gazu i dopiero obserwacje wizualne między innymi z wykorzystaniem teleskopu Hubble'a pozwoliły na doprecyzowanie, że mamy do czynienia z galaktyką karłowatą.

Galaktyka Leo P - źródło: Teleskop Hubble

Teorie astronomiczne zakładają, że duże galaktyki takie jak Galaktyka Andromedy czy Droga Mleczna konsumują takie zbiorowiska gwiazd. Galaktyki karłowate znajdujące się za blisko dużych skupisk zwykle wpadają w grawitacyjne sidła i wtapiają się z czasem w przyciągający je obiekt. Analizy galaktyk takich jak Leo P mogą pozwolić na zrozumienie takich procesów.

 

 

 

 

 

 

 


Wenus wychodzi z ukrycia i będzie można oglądać koniunkcję planet

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Wenus była dość trudna do obserwacji. Działo się tak gdyż współistniała na nieboskłonie z jasnym Słońcem, które ją przyćmiewało. Teraz planeta znowu wyraźnie wyróżnia się na niebie i będzie można ją oglądać nawet gołym okiem już w chwile po zachodzie Słońca.

 

Znalezienie Wenus na niebie będzie jeszcze łatwiejsze niż zwykle. Wystarczy popatrzyć na sierp Księżyca. Wenus będzie około czterech stopni nad zachodnim horyzontem, a Księżyc znajdzie się około dwóch stopni nad horyzontem, poniżej i na lewo od planety. Do obserwacji Wenus może wystarczyć nawet lornetka.

 

Do tego dochodzi jeszcze koniunkcja z Jowiszem, do której ma dojść w dniach 27-28 maja. Gazowa planeta spotka się na niebie z Wenus, tak więc trzy najjaśniejsze obiekty naszego nieba znajdą się blisko siebie. Pozostaje liczyć na dobrą pogodę i udane obserwacje w najbliższych dniach.


Pojazd kosmiczny NASA wyląduje na asteroidzie 1999 RQ36, Bennu

Jak wiadomo amerykańska agencja kosmiczna realizuje teraz plan polegający na pochwyceniu asteroidy i sprowadzeniu jej do punktu libracyjnego L2 za Księżycem patrząc od strony Ziemi. Ma to być posterunek w przestrzeni i miejsce tankowania przed lotami miedzyplanetarnymi. Aby jednak do tego doszło NASA musi potestować i taką misją jest właśnie planowany pojazd kosmiczny OSIRIS-REx.

 

Nazwa OSIRIS-REx oznacza Origins-Spectral Interpretation-Resource Identification-Security-Regolith Explorer i jest to pojazd kosmiczny, który ma odwiedzić asteroidę Bennu. Nazywa się tak ona od niedawna, bo dotychczas ten cel misji NASA nazywany był po prostu 1999 RQ36. Jednak urządzono konkurs nazw i pozwolono dziewięciolatkowi nazwać ją po egipskim bogu awiacji Bennu.

Wizerunek bóstwa egipskiego Bennu - źródło; wikipedia.org

Podobno dostrzega się podobieństwa między odpowiedzialnym za pobranie próbek mechanizmem Touch-and-Go Sample Mechanism inaczej TAGSAM tworzącym z panelami słonecznymi OSIRIS-REx coś na kształt wizerunku tego egipskiego bóstwa.

Symulowany wygląd asteroidy Bennu - źródło: NASA/GSFC/UA

Misja ta ma się rozpocząć w 2016 roku, kiedy ma dojść do wystrzelenia pojazdu. Podróż do Bennu potrwa do 2018 roku a pojazd powróci z próbkami w 2023. Za zarządzanie misją odpowiada  NASA's Goddard Space Flight Center w Greenbelt oraz naukowcy z University of Arizona.

Urządzenia zamontowane na OSIRIS-REx - źródło: NASA/GSFC/UA

Gdy pojazd znajdzie się w okolicy asteroidy Bennu ma zostać użyty mechanizm TAGSM, który ma pozyskać odpowiednio dużo próbek powierzchni tego w większości węglowego ciała niebieskiego. Uczeni mają nadzieje dowiedzieć się czegoś na temat ich wpływu na formowanie się planet skalistych. Niewątpliwie będzie to też test zdolności operowania w okolicy asteroidy, co będzie pomocne przy planowanej na 2025 rok misji mającej za cel pochwycenie asteroidy.

 

 

 

 

 


ESA obserwuje chmurę gazu w okolicy centralnej czarnej dziury w Drodze Mlecznej

Należące do Europejskiej Agencji Kosmicznej - ESA - kosmiczne obserwatorium Herschel dokonało szczegółowej obserwacji obłoku gazu orbitującego wokół hipotetycznej supermasywnej czarnej dziury znajdującej się w regionie zwanym Sagittarius A*.

 

Supermasywny obiekt znajdujący się w centrum Drogi Mlecznej ma masę około 4 milionów razy większą od Słońca i znajduje się 26 tysięcy lat świetlnych od Układu Słonecznego. Mimo, że jest to dystans ogromny to i tak jest znacznie mniejszy niż do jakiejkolwiek innej centralnej czarnej dziury znajdującej się w innych poznanych przez nas galaktykach. Z tego powodu jest to obiekt szczególnie interesujący w kontekście pogłębienia wiedzy naszej nauki na temat istoty tych masywnych, centralnych obiektów.

 

Między Układem Słonecznym, a obiektem znanym jako Sagittarius A* znajduje się dużo pyłu międzyplanetarnego, który skutecznie utrudnia obserwacje tego ciała niebieskiego w widzialnej części widma światła. Dlatego właśnie astronomowie studiują te obszary przestrzeni za pomocą urządzeń zdolnych do prowadzenia obserwacji w podczerwieni, tak jak robi obserwatorium kosmiczne Herschel.

Ostatnie ustalenia poczynione dzięki temu satelicie wskazują na to, że chmura gazu znajdująca się w pobliżu centrum Drogi Mlecznej ogrzewa się do temperatury przekraczającej 1000 stopni Celsjusza. To bardzo nietypowe, bo typowe temperatury obłoków gazu oscylują nieco powyżej -273 stopni Celsjusza, czyli tak zwanego zera absolutnego.

 

Znacznie większa temperatura gazu może oznaczać, że rozpoczęło się rozrywanie chmury gazu, która najpierw stworzy tak zwany dysk akrecyjny a potem zostanie wchłonięta przez tą rzekomą ogromną studnię grawitacyjną. Oczywiście nikt nie da głowy za to, że przebieg procesu anihilacji tej chmury gazu będzie przebiegał zgodnie z założeniami uczonych. Po prostu wkraczamy na niezbadane terytorium i wszystko może się zdarzyć i trzeba obserwować rozwój wypadków.

 

 

 


Międzygalaktyczna chmura kosmiczna zaskoczyła naukowców

Astronomowie odkryli ogromne włókniste chmury wodoru znajdujace się po środku przestrzeni międzygalaktycznej między galaktykami. Odnaleziono je w obszarze gdzie nie spodziewano się takich tworów, czyli w obszarze nie występowania gwiazd.

 

Według artykułu w najnowszym magazynie nature, chmury zlokalizowano między Galaktyką Andromedy oraz Galaktyką Trójkąta. Fakt, że odkryto zjonizowany gorący wodór świadczy o tym, że jest to odkrycie unikalne, bo z dala od galaktyk spodziewano się raczej zimnego wodoru.

 

Nie wiadomo zatem skąd się bierze tak gorąca formacja na drodze między dwoma galaktykami. Astrofizycy zastanawiają się czy jest to jeszcze chmura gazu w przestrzeni międzygalaktycznej czy już nowy rodzaj bytu kosmicznego, który być może wymaga opisania w literaturze naukowej.

 

Auto badania, Stephen Wolfe sugeruje że te ogromne nagromadzenia gazu można pod względem masy porównywać do galaktyk karłowatych. Jak to zwykle bywa gdy uczeni trafiają na tajemnicę a taką jest fakt, że gaz nie powinien być gorący, wytłumaczeniem tej anomalii można uczynić hipotetyczny byt , w tym wypadku ciemną matrię, której ma podobno towarzyszyć gaz i stąd temperatura gazu po środku niczego co ma widzialną energię.

 

Okazuje się, że obszar nieba, który obserwował Wolfe może być tylko małym fragmentem rezerwuarów gazu w przestrzeni, który znajduje się w okolicy Galaktyki Andromedy. Prawdopodobnie jest tego znacznie więcej i polowanie na kolejne odkrycia w tej okolicy kosmosu własnie się rozpoczęło.

 



 


Nadchodzi pierwsze w tym roku zaćmienie Słońca

Już 10 maja 2013 roku dojdzie do pierwszego w tym roku obrączkowego zaćmienia Słońca. Będzie je można podziwiać tylko z półkuli południowej. Zjawisko tego typu zawsze jest wydarzeniem astronomicznym zwłaszcza, że spodziewana jest dobra pogoda.

 

Zaćmienie zacznie się na północy Australii a następnie cień będzie się poruszał w kierunku Pacyfiku zahaczając o niektóre wyspy z Oceanii. Długość pasa zaćmienia wyniesie około 13 300 km, a jego szerokość wyniesie od 171 do 225km. Początek zaćmienia przypadnie na 22:33 czasu uniwersalnego. Moment największego zaćmienia nastąpi o 00:26 UTC i najlepiej widoczne będzie z obszaru Republiki Kiribati. Czas trwania fazy maksymalnej zaćmienia osiągnie wtedy 95% przykrytej tarczy słonecznej.

Następne zaćmienie w 2013 roku wystąpi 3 listopada 2013 roku i ma być widoczne w Afryce oraz na Oceanie Atlantyckim. Będzie to tak zwane hybrydowe zaćmienie Słońca. Na Atlantyku będzie obrączkowe a na terenie Afryki całkowite. Można je będzie obserwować w środkowej części "czarnego lądu". W krajach takich jak Gabon powinno ono trwać około minuty. Niestety czas zjawiska atmosferycznego przypada na sam szczyt pory deszczowej, więc spektakularne obserwacje mogą być utrudnione.

 

 

 


Naukowcy z USA nagrali odgłos upadającego meteoru czelabińskiego

Gdy 15 lutego 2013 roku doszło do potężnego wybuchu nad Uralem cały świat zainteresował się na chwilę zagrożeniami kosmicznymi. Jednak zdarzenie z Czelabińska jest przede wszystkim okazją do badań naukowych. Najnowsze z nich wskazują, że meteor ten był na tyle potężny, iż wykryły go nawet czujniki nad USA.


Pierwsze zdjęcia przesłane przez mikrosatelity na bazie smartfonów

Kilka dni temu informowaliśmy o ciekawej inicjatywie towarzyszącej testowi rakiety kosmicznej Antares, który został przeprowadzony w ostatnim czasie. Wraz z rakieta na orbitę okołoziemską poleciały małe kostki zawierające przerobione smartfony z systemem Android, które stały się sztucznymi satelitami naszego globu.

 

Całe przedsięwzięcie prowadziła NASA, ale w fazie kosmicznej projektu za odbiór nadawanych danych odpowiadają amatorzy radiooperatorzy z całego świata. Mają co odbierać, ponieważ trzy malutkie satelity cały czas robią zdjęcia wbudowanymi w smartfonach aparatami fotograficznymi.

 

Celem jest, aby zebrać jak najwięcej danych z około dwutygodniowego okresu przebywania satelitów na bazie telefonów HTC Nexus One. Całe przedsięwzięcie ze względu na niewielki koszt, kilkunastu tysięcy dolarów i zaangażowanie chętnych amatorów można nazwać pionierskim. Po drugim dniu misji radioamatorzy przesłali do centrum zarządzania misją ponad 200 pakietów danych, z których budowany będzie potem pełen obraz wykonywanych zdjęć.

 


Strony