Maj 2013

Naukowcy twierdzą, że co roku w Marsa uderza około 200 mniejszych asteroid

Wokół Marsa lata ziemski pojazd obserwacyjny. Jest to Mars Reconnaissance Orbiter. Oprócz funkcji komunikacyjnych, jakie spełnia w stosunku do łazików poruszających się po planecie MRO robi tez bardzo dużo zdjęć. To właśnie dzięki nim zlokalizowano około 240 śladów po uderzeniach obiektów pozostawiających kratery poimpaktowe o średnicy większej niż 4 metry.

 

W ciągu ostatnich 10 lat zlokalizowano dokładnie 248 nowych miejsc, w które uderzyły fragmenty asteroid i komet. Liczbę "200 kraterów rocznie" wzięto na podstawie estymacji ilości kraterów widocznych na powierzchni Marsa.

 

Dokładne skany powierzchni Czerwonej Planety zapewnia znajdujące się na pokładzie MRO urządzenie HiRiSE (High Resolution Imaging Science Experiment ). Komputery są bardzo pomocne w wynajdywaniu różnic w wyglądzie fotografowanych w przeszłości fragmentów powierzchni planety. Naukowcy mają zamiar przeanalizować inne kratery, ponieważ dzięki tym danym są w stanie określić zmiany w wyglądzie krateru w funkcji czasu.

Zdjęcie dokumentujące upadek małych meteorów - źródło: NASA/MRO

Większość obiektów, które spadają na marsa maja od metra do 2 metrów. Dla porównania na Czelabińsk w lutym tego roku spadło ciało niebieskie ponad dziesięciokrotnie większe.

 

 


Zaprezentowano plany budowy pozaorbitalnej stacji kosmicznej Skylab II

Amerykanie zamierzają sięgnąć dalej niż kilkaset kilometrów nad Ziemią. Po wielu latach marazmu w rozwoju programów kosmicznych doszliśmy do punktu, w którym być może ludzkość zdoła wybudować przyczółek za księżycem. NASA planuje umieścić tam stację kosmiczną, która nazywana jest Skylab II.

 

Pierwszy Skylab powstał dzięki kontynuacji nazistowskich projektów rakietowych Wernhera von Brauna. Rozwój technologii wykorzystanej do ostrzeliwania Londynu doprowadził do powstania najpotężniejszej rakiety świata, Saturna V. Był to niemal 100 metrowej wysokości kolos, który posłużył do realizacji programu Apollo. Gdy USA przestało już latać na Księżyc zbudowano sporą stację kosmiczną, którą następnie wsadzono na szczyt tej rakiety i wystrzelono ją 14 maja 1973 roku.

Stacja kosmiczna Skylab - Źródło: NASA

Można powiedzieć, że przez analogię, skoro trwa projekt budowy dużych rakiet SLS (Space Launch System) to, jako załącznik do niego może powstać też stacja kosmiczna, która zostanie umieszczona w punkcie libracyjnym L2 znajdującym się za Księżycem.

Według NASA nowy Skylab powinien być większy od pierwszego. Jego objętość szacowana jest na 400 metrów sześciennych a to mniej więcej o połowę mniej niż ma ISS. Jednak Skylab II będzie poddany dużo większym wyzwaniom, ponieważ w punkcie zrównoważenia grawitacji nie będzie już działała ziemska magnetosfera, dlatego konieczne będzie rozwiązanie problemu promieniowania kosmicznego.

 

 

 


W okolicy centrum Drogi Mlecznej odkryto kolejny magnetar

Jak donosimy od jakiegoś czasu oczy astronomów skierowane są w stronę centrum galaktyki a konkretnie w stronę supermasywnego obiektu zwanego Sgr A*. Jest to prawdopodobnie czarna dziura a ostatnie zainteresowanie tym obiektem łączy się z oczekiwaną konsumpcją chmury gazu G2. Przy okazji udało się zarejestrować coś, co jest najprawdopodobniej magnetarem.

 

Każda duża emisja promieniowania z tego oddalonego o około 40 tysięcy lat świetlnych obszaru jest traktowana, jako prawdopodobny początek interakcji chmur gazu z horyzontem zdarzeń. Mniej więcej miesiąc temu wykryto dosyć dużą emisję promieniowania rentgenowskiego i od razu spowodowało to wiele pytań o to czy konsumpcja chmury G2 już się nie rozpoczęła.

 

Jednak to skupisko gazów o masie trzykrotnie większej od Ziemi powinno zacząć znikać w czarnej dziurze od września 2013 roku do marca, 2014 więc było za wcześnie na takie emisje. W tym momencie na scenę wkroczył radioteleskop VLT i jego szef Dale Frail, który skierował tam swoje anteny w celu zbadania, co wyemitowało tak dużo promieniowania. Szybko wykluczył, że to wspomniana chmura, ale to spowodowało konieczność ustalenia prawdziwej przyczyny.

 

Okazało się, że za emisję odpowiada magnetar. Jest to obiekt powstający z wirującej gwiazdy neutronowej lub pulsara charakteryzujący się niezwykle silnym polem magnetycznym. Astronomowie sugerowali, że w okolicy centralnych czarnych dziur mogą znajdować się pulsary, ale magnetar zaskoczył badaczy.

 

Odkrycie magnetara dokonane za pomocą teleskopu Very Large Array (VLA) zostało potem potwierdzone przez należący do NASA Nuclear Spectroscopic Telescope Array (NuSTAR). Sygnał radiowy emitowany z tego tworu odbierany jest z interwałem 3,76 sekundy. Odległość magnetaru do czarnej dziury udało się ustalić 29 kwietnia 2013 roku dzięki obserwatorium kosmicznemu Chandra. Wynosi ona mniej więcej 0,38 roku świetlnego. To znacznie dalej niż pozycja chmury G2.

 

Oprócz tego magnetara w centrum galaktyki odnaleziono do tej pory 14 takich tworów kosmicznych. Zaprowadziło to uczonych do podejrzenia, że magnetary powstają nie tylko z pulsarów, ale również z ciężkich gwiazd neutronowych, których nie brakuje w tym obszarze przestrzeni.

 

 


Nowe zdjęcia Merkurego wykonane przez sondę Messenger

Wizerunek planety Merkury może dla niektórych wyglądać bardzo podobnie jak nasz Księżyc. Dzieje się tak głównie ze względu na obecność wielu kraterów znaczących powierzchnię obu globów. Podobieństw jest więcej, chociażby brak atmosfery i obecność podziemnych rezerwuarów lodu w pobliżu biegunów. Pod względem chemicznym Merkury i Księżyc są zupełnie inne.

 

Powyższe zdjęcie zostało wykonane za pomocą sondy Messenger, która bardzo dokładnie obfotografowała powierzchnię pierwszej planety od Słońca. W celu ustalenia składu chemicznego planety fotografowano interesujące miejsca takie jak krater Tyagaraja.

 

Struktura ta ma około 97 kilometrów szerokości i znajduje się w okolicy równika Merkurego. Zdjęcie wykonano 25 kwietnia 2013 roku. Kolory odpowiadają warstwom powierzchni planety o różnym składzie chemicznym.

 

 

 


„Shockingly bright” – spektakularny rozbłysk gamma

27 kwietnia 2013 roku, tuż po godzinie 3:47 EDT (Eastern Daylight Time), dzięki satelitarnemu teleskopowi Fermi’ego GLAST (Gamma-Ray  Large Area Telescope, http://glast.gsfc.nasa.gov), a dokładnie dzięki instrumentowi LAT (Large Area Telescope), wchodzącemu w skład tego obserwatorium, NASA zarejestrowała spektakularny rozbłysk gamma o energii co najmniej 94 mld elektronowoltów.

 

Oznacza to energię około trzykrotnie większą niż najmocniejsze promieniowanie rejestrowane dotychczas przez LAT. Rozbłysk został skatalogowany pod numerem GRB 130427A i oznacza prawdopodobnie wybuch supernowej.

 

Zdarzenie to obserwowane było również w zakresie promieniowania radiowego i podczerwonego przez teleskopy kosmiczne i naziemne. Szacuje się, że rozbłysk GRB 130427A wydarzył się w odległości 3,6 miliardów lat świetlnych od ziemi, po drugie stronie Drogi Mlecznej, w obszarze widocznym z Ziemi jako gwiazdozbiór Lwa. Obserwatoria naziemne uważnie patrzą teraz w ten rejon Kosmosu, spodziewając się widoku pozostałości supernowej.

 

Rozbłyski gamma (GRB, z ang. Gamma-Ray Burst) zaliczają się do  najjaśniejszych zjawisk obserwowanych we Wszechświecie. Naukowcy przypuszczają, że ich źródłem są masywne gwiazdy lub ciasne układy podwójne, które kończą spalanie zapasu nuklearnego paliwa, a potem zapadają się pod swoim własnym ciężarem. Ich jądro zmienia się w czarną dziurę, a odrzucony materiał zewnętrzny eksploduje jako supernowa, wyrzucając resztki umierającej gwiazdy w kosmos  z prędkością bliską prędkości światła. Czas trwania samego rozbłysku to od kilku milisekund aż do kilku godzin.

 

Istnieje inny model fizyczny wyjaśniający GRB – jest to teoria wybuchu magnetarów, czyli silnie namagnesowanych gwiazd neutronowych, które mogą emitować wysokoenergetyczne fotony widoczne jako impulsy. W naszej Galaktyce znajduje się kilka takich obiektów, a jeden z nich, SGR 1806-20, lezący w gwiazdozbiorze Strzelca, eksplodował widowiskowo stosunkowo niedawno.

 

Promieniowanie z tej eksplozji dotarło do Ziemi 27 grudnia 2004 roku i (oczywiście w zakresie fal gamma)  było jaśniejsze niż Księżyc w pełni (magnitudo -29). Było to uderzenie tak silne, że wywarło widoczny wpływ na ziemską jonosferę. Szacuje się, że energia wyzwolona przez magnetar w ciągu jednej sekundy była większa, niż energia emitowana przez Słońce w ciągu 100 tysięcy lat.

 

Przypuszczalnie zdarzenie związane z SGR 1806-20 było największą emisją energii zanotowaną w naszej Galaktyce od 1604 roku, kiedy to zarejestrowano (dokonał tego Kepler) supernową SN 1604. Co ciekawe – należy pamiętać, że wybuch SGR 1806-20 miał miejsce… 50 tysięcy lat temu. To właśnie tyle potrzebowały promienie gamma, aby dotrzeć do naszych uzbrojonych oczu.

 

 


Czarne dziury z biegiem czasu wirują coraz szybciej

Według ogólnie uznawanej teorii w centrach większości galaktyk znajdują się obiekty przypominające czarne dziury. Wiemy o tym na podstawie rejestrowanych emisji promieniowania. Te tajemnicze obiekty sa pełne zagadek. Jedną z nich jest to, że według astrofizyków twory te wirują wokół swojej osi znacznie szybciej niż kiedykolwiek w historii wszechświata. C jeszcze bardziej zaskakujące, jak wskazują badania możliwe, że czarne dziury z centrów galaktyk rozpędziły się całkiem niedawno.

 

Przełomowe badanie już jakiś czas temu przeprowadzili Dr Alejo Martinez-Sansigre z University of Portsmouth i profesor Steve Rawlings z University of Oxford. Aby tego dokonać użyli zgromadzonych danych radiowych, optycznych i rentgenowskich w celu stworzenia modelu do testowania sposobu wirowania czarnych dziur. Po pewnym czasie uczeni odnaleźli model dobrze pasujący do objaśnienia procesów zachodzących w tak zwanych supermasywnych studniach grawitacyjnych.

 

Korzystając z obserwacji radiowych, dwóm astronomom udało się wykonać modele czarnych dziur, wyciągających czas i przestrzeń i kierunkujące je w dwóch naprzeciw siebie ustawionych strumieniach. Poprzez oszacowanie, jak czarne dziury zdobywają materię, mogli oni dowiedzieć się też, jak szybko mogą one wirować. Obserwacje dają również informacje na temat ewolucji obrotów czarnych dziur. W odległej przeszłości, jak mówią naukowcy, praktycznie wszystkie obracały się bardzo powoli, podczas gdy obecnie niektóre z nich osiągają bardzo wysokie obroty. Uśredniając kręcą się teraz szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

 

To pierwszy raz, gdy udało się opisać tak dokładnie ewolucję prędkości wirowania czarnych dziur. Wyniki badań sugerują, że dziury pochłaniające materię wirują powoli a te, które łączą się z innymi zaczynają wirować bardzo szybko. Jeszcze w tym dziesięcioleciu, zespół ma nadzieję potwierdzić teorię o tym, że większość czarnych dziury rozpędziła się stosunkowo niedawno.

 

 


Potężne rozbłyski moga być zapowiedzią zmiany zachowania Słońca

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin doszło do bardzo zauważalnego wzmożenia aktywności słonecznej. Objawiało się to aż trzema rozbłyskami klasy X. Seryjne flary tej intensywności to coś dalece niespotykanego.

 

Nagły wzrost aktywności Słońca następuje po bardzo długim i nieoczekiwanym okresie uspokojenia gwiazdy i to w samym szczycie 24 cyklu słonecznego. Wielu astrofizyków zastanawiało się jakie są przyczyny tak spokojnego zachowania Słońca. Podejrzewano, że oprócz cyklu dwunastoletniego gwiazda podlega jakiemuś innemu o znacznie dłuższym interwale czasowym.

Rosyjscy uczeni sugerują, że Słonce wpada w okres znacznego uspokojenia, co ma się według nich przekładać na klimat na Ziemi. Innymi słowy spodziewana jest kolejna epoka lodowcowa. Dzisiejsze i wczorajsze wydarzenia zdają się zadawać kłam tej teorii, ale jest zdecydowanie za wcześnie na formułowanie tego typu teorii.

Jednak jaskółka nie czyni wiosny a nawet trzy, jak w tym przypadku. Jedyne, co możemy teraz powiedzieć, to tyle, że aktywny region plam słonecznych oznaczony numerem 1748 spowodował spektakularne rozbłyski a jego konfiguracja magnetyczna sugeruje, że może dojść do kolejnej sporej aktywności z tego miejsca.

 

Czas pokaże czy kanonada na Słońcu to tylko epizod czy też dowód na zupełne odwrócenie trendu i na powrót do aktywności na dużym poziomie, tak oczekiwanej na finiszu cyklu solarnego.

 

 

 


Astronomowie zarejestrowali narodziny planety podobnej do Jowisza

Międzynarodowy zespół astronomów kierowany przez Dr Sascha Quanz z ETH Zurich's Institute for Astronomy w Szwajcarii zdołali uchwycić coś, co mogło być narodzinami gazowego giganta wielkości zbliżonej do Jowisza. Dokonano tego za pomocą teleskopu VLT.

 

Uwagę naukowców przyciągnęła gwiazda HD100546 i jej otoczenie. Obiekt ten w pewnym sensie można nazwać sąsiadem Ziemi, ponieważ jest oddalony o 355 lat świetlnych od nas. Jak wyjaśniają naukowcy, zwykle przyjmuje się, że olbrzymie planety powstają poprzez akumulację gazu i stałe przechwytywanie pyłu, który pozostaje po utworzeniu gwiazd.

 

Astronomowie obserwowali obiekt znajdujący się w odległości sześciokrotności odległości z Ziemi do Słońca. W sumie obserwacje udało się prowadzić przez dwie noce, w sumie przez 90 minut. Uczeni doszli do wniosku, że obiekt, który zauważyli jest pierwszym znanym przypadkiem protoplanety. 

Warto zauważyć, że do tej pory proces powstawania planety modelowano wyłącznie w symulacjach komputerowych. Naukowcy zauważają, że minie zapewne kilka lat, zanim będzie można z pewnością potwierdzić, że jest to planeta na etapie formowania.  Jeśli interpretacja naukowców jest poprawna, planeta może być podobna do Jowisza.

 

 

 


Nowe obserwacje galaktyku spiralnej NGC 1068

Kosmiczny teleskop Hubble'a obserwujący obiekty dalekiego nieba przyzwyczaił nas już do tego, że pozwala wydobyć niewiarygodne obrazy przestrzeni kosmicznej. Jakiś czas temu wykonano z jego wykorzystaniem wspaniałe zdjęcie galaktyki spiralnej NGC 1068 znanej także jako Messier 77.

 

Galaktyka NGC 1068 znajduje się w części nieba zwanej Konstelacją Wieloryba. Sama galaktyka jest oddalona od Ziemi o mniej więcej 45 milionów lat świetlnych. Gdy odkryto ją po raz pierwszy w 1780 roku wzięto ją za mgławicę. Potem uznano, że może to być gromada gwiazd. Teraz wiemy już, że jest to galaktyka spiralna.

 

NGC 1068 zawiera bardzo dużo gorącego gazu, który świeci jasno emitując intensywne promieniowanie. Pochodzi ono też z centralnej czarnej dziury. Według estymacji astronomów obiekt ten posiada masę 15 milionów razy większą od masy Słońca. Niewielkie czerwone plamki świecące wokół galaktyki to obszary, w których powstają nowe gwiazdy.

 

 

 


Teleskop Hubble'a umożliwił obserwację efektu kolizji galaktyk

Kiedy patrzymy na odległy kosmos tylko pozornie wydaje nam się, że wszystko, co widać na nocnym niebie to gwiazdy. W rzeczywistości wiele z widocznych punktów to galaktyki lub ogromne skupiska gwiazd. Doskonalenie zdolności obserwacji kosmosu za pomocą teleskopów naziemnych i kosmicznych spowodowało, że zobaczyliśmy Wszechświat wraz z jego wszelkiego rodzaju kształtami.  Powyższe zdjęcie wykonał teleskop kosmiczny Hubble i przedstawia obiekt o zdecydowanie niezwykłym wyglądzie.

 

Hubble wykonał kilka zdjęć odległej galaktyki skatalogowanej, jako 2MASX J05210136-2521450. Wyróżnia się ona już na pierwszy rzut oka ze względu na ciekawy kształt. Obraz jest połączeniem ekspozycji wykonanych przez Hubble'a Advanced Camera for Surveys, używając tak zwanej bliskiej podczerwieni i widma światła widzialnego. Obiekt ten emituje ogromne ilości światła w widmie podczerwieni. Naukowcy twierdzą, że jakiś czas temu mogło tam dojść do intensywnego formowania gwiazd, wywołanego przez zderzenie dwóch galaktyk.

Proces scalania pozostawił swoje ślady, dlatego 2MASX J05210136-2521450 przedstawia pojedyncze jasne jądro i spektakularną zewnętrzną strukturę, która składa się z jednostronnego przedłużenia wewnętrznych ramion, z ogonem. Galaktyka została tak uformowana z powodu mieszania się materii łączących się galaktyk. Unikalny kształt jest wywoływany przed oddziałujące siły grawitacyjne.

 

 

 


Strony