Kwiecień 2013

Już dzisiaj, 25 kwietnia rozpocznie się pierwsze w tym roku zaćmienie Księżyca

Wszyscy amatorzy astronomii powinni wyjść na dwór, aby obserwować pierwsze w tym roku zaćmienie Księżyca. Nie będzie to zaćmienie całkowite, lecz częściowe. Trwająca właśnie pełnia zostanie uszczuplona. Nie będzie to bardzo spektakularne zjawisko, ale z pewnością każdy będzie w stanie je zobaczyć, bo warunki do obserwacji są znakomite.

 

 

Do zaćmienia Księżyca dochodzi zwykle wtedy, gdy w jednej linii ustawi się Słońce, Ziemia i Księżyc. Efekt powoduje cień rzucany przez naszą planetę. Jest on na tyle duży, że Srebrny Glob jest w stanie czasami nawet się w nim schować.

Zjawisko zaczęło się o godzinie 20:04 a początek zaćmienia częściowego wystąpi o 21:54. Maksimum nastąpiło przed momentem i potrwa jeszcze przez kilkanaście minut, do 22:21. Jeśli ktoś spóźni się na Księżyc warto zobaczyć Saturna znajdującego się kilka stopni od niego.

 

 

 


Astronomowie studiowali zorzę polarną na Saturnie

Astronomowie korzystający z obserwatorium, znajdującego się na Hawajach, rozpoczęli 21 kwietnia kampanię jednego miesiąca, którego celem jest badanie zorzy polarnej na Saturnie. Oprócz tego naukowców interesują nowo odkryte fenomeny takie jak kosmiczny deszcze padający z pierścieni tej poteżnej planety.

 

Podczas trzygodzinnej transmisji internetowej zrealizowanej dzięki możliwościom legendarnego hawajskiego Obserwatorium Astronomicznego Keck omówiono wszystko od atmosfery gigantycznej planety do najnowszych odkryć dotyczących Saturna. Podczas transmisji na żywo, mówiono też o nowym badaniu, które odbędzie się w Keck Observatory w następnym miesiącu.

Kampania badawcza zostanie zorganizowana przez naukowców z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Dołączą oni do astronomów z całego świata, którzy do przeprowadzenia nowego badania planują użyć należącej do NASA sondy kosmicznej Cassini znajdującej się na orbicie Saturna, teleskopu kosmicznego "Hubble" i Very Large Telescope, czyli tak zwanego Europejskiego Obserwatorium Południowego, znajdującego się w Chile.

Obecnie Saturn jest w trakcie zmian pór roku. Na gazowym gigancie zaczyna się wiosna, która potrwa na tej planecie przez siedem ziemskich lat. W związku z tym naukowcy chcą pozyskać jak najwięcej obserwacji, aby prześledzić zmiany związane z porami roku.

Naukowcy twierdzą, że są szczególnie zainteresowani dziwnymi zorzami polarnymi, jakie można obserwować na północnym biegunie Saturna oraz wodnymi deszczami spadającymi na powierzchnię planety z jej spektakularnych lodowych pierścieni. Do tych obserwacji zostanie też wykorzystany dziesięciometrowy teleskop znajdujący się na szczycie Mauna Kea na Hawajach. Posiada on zaawansowane systemy pozwalające na kompensowanie zakłóceń atmosferycznych i dlatego dobrze nadaje się do obserwacji drugiej co do wielkości planety w naszym systemie.

 

 

 

 


Teleskop Hubble obserwuje już nadlatującą kometę ISON

Kosmiczny teleskop Hubble'a został wycelowany prosto na kometę ISON, której przelot ma być wydarzeniem astronomicznym tego roku. Powyższe zdjęcie przedstawia to, co udało się zobaczyć. Zdjęcie zostało wykonane 10 kwietnia 2013 w roku w czasie, kiedy kometa znajdowała się 634 miliony kilometrów od Ziemi i 621 milionów kilometrów od Słońca.

 

Warto sobie uzmysłowić te odległości i fakt, że to wciąż dosyć daleko, a koma tej komety jest już imponująca. Gdy w listopadzie tego roku znajdzie się ona w bezpośrednim pobliżu Słońca a potem Ziemi będzie ogromna. Niektórzy astronomowie sugerują, że będzie dziesięciokrotnie jaśniejsza od Wenus, która przecież jest bardzo jasnym obiektem.

Ewidentnie widać dowód na to, że pod wpływem Słońca jądro komety zaczyna parować. Wcześniej pomiary wykazały, że jego średnica wynosi około 6 kilometrów. Koma tej komety ma już 5 tysięcy kilometrów a jej warkocz 92 tysiące kilometrów. ISON należy do specjalnej grupy komet nurkujących w kierunku Słońca. Każde kolejne zbliżenie będzie bliżej i bliżej naszej gwiazdy aż kiedyś wpadnie w jego powierzchnię. Stanie się tak oczywiście wtedy, kiedy nie wpadnie na którąś z planet.

Kometa ISON w teleskopie Hubble - kliknij aby zobaczyć w całości

W październiku tego roku kometa ISON znajdzie się bardzo blisko Marsa. Do zderzenia z pewnością nie dojdzie, ale bliskość orbity tej pobliskiej nam planety wskazuje na to, że taka kolizja jest możliwa. Gdyby taka kometa wpadła na Ziemię byłaby to globalna katastrofa na skalę tej, jaka zmiotła dinozaury.

 

 

 


Bigelow Aerospace i NASA rozważają perspektywy prywatnych misji na Księżyc

Firma Bigelow Aerospace oraz amerykańska agencja kosmiczna NASA ogłosiły, że zgodziły się rozważyć możliwość wspólnego zaangażowania w celu wysyłania misji załogowej na Księżyc. Przedstawiono nawet perspektywę zbudowania komercyjnej bazy księżycowej.

 

Od 1972 roku, kiedy po raz ostatni wylądowali tam Amerykanie, Księżyc popadł w niełaskę. Większość odbywających się potem misji kosmicznych albo sprowadzała się do orbitowania wokół Ziemi, albo w okolicach Marsa. Nie oznacza to jednak, że na Księżycu nie ma niczego ciekawego. Ponowne zainteresowanie Srebrnym Globem pojawiło się wraz z wyrażeniem gotowości wylądowania tam przez Chińczyków.

Potrzebny był nowy wyścig kosmiczny, aby rozważano powrót tam, gdzie człowiek powinien być już od dawna. Brak zainteresowania eksploracją kosmosu był do tej pory traktowany, jako jedna z głównych tez teorii spiskowych zakładających, że na Księżycu nas po prostu do tej pory nie było. Pomijając ich sensowność można tylko powiedzieć, że jeśli tak to już niedługo tam powrócimy.

Zanim to jednak nastąpi przedstawiciele amerykańskiej agencji kosmicznej zamierzają złapać asteroid i przyciągnąć go w punkt libracyjny L2, znajdujący się po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. Ta asteroida ma być stacją kosmiczną, która będzie stanowiła posterunek do przyszłych misji księżycowych i marsjańskich. Alians prywatnej firmy Bigalow Aerospace i NASA ma, zatem głębokie logiczne podstawy, bo obie firmy są w stanie podzielić koszty i wykorzystać swój potencjał do maksimum.

 

Jest to też zbieżne z obecną tendencją zakładającą angażowanie kapitału prywatnego do eksploracji kosmosu. Trudno się z tym nie zgodzić, że pieniądze wydawane przez osoby prywatne są zawsze wydane racjonalniej niż dysponujące kosmicznymi budżetami urzędy takie jak NASA. W ramach tej strategii, obejmującej większe zaangażowanie prywatnych firm w eksplorację kosmosu, NASA podpisała umowę z Bigelow Aerospace, w ramach której będą wypracowane systemy wspierania inicjatyw w sektorze prywatnym w celu organizacji przyszłych załogowych misji kosmicznych.

 

 

 

 


Astronomowie używają czarnych dziur do pomiaru odległości kosmicznych

Naukowcy opracowali nowa metodę oceny odległości w kosmosie.  Do tego celu wykorzystuje się promieniowanie emitowane w pobliżu czarnych dziur. Dzięki temu możliwe jest dokonywanie pomiarów odległości w kategoriach miliardów lat świetlnych.

 

Kilka lat temu naukowcy odkryli, że wszechświat rozszerza się znacznie szybciej, niż dotychczas sądzono. Odkrycie, które ze względu na doniosłość zostało nagrodzone Nagrodą Nobla w 2011 roku. Nadal jednak pomiar przyspieszenia wszechświata w dużych odległościach od nas jest sporym wyzwaniem dla naukowców.

 

Profesor Hagai Netzer astronom Uniwersytetu w Tel Awiwie wraz ze współpracownikami w Chinach i we Francji opracował metodę, dzięki której możliwe jest dokonywanie pomiaru odległości miliardy lat świetlnych i to z dosyć dużą dokładnością. Metoda wykorzystuje poszczególne rodzaje czarnych dziur leżące w centrach galaktyk. Dzięki tej metodzie będzie można ocenić tempo ekspansji w bardzo wczesnych fazach istnienia wszechświata. Pozwoli to na przykład na stwierdzenie, czy prędkość jego rozszerzania nie ulegała zmianie a jeśli tak to w jakim stopniu.

 

Metoda opiera się na obliczaniu gdzie znajduje się promieniowanie wyemitowane przez supermasywne centralne czarne dziury w stosunku do ich aktualnie obserwowanej pozycji. Można dzięki temu prześledzić drogę jaką przemierzyła galaktyka. Nowa metoda może znacznie poprawić nasze zrozumienie procesów zachodzacych w bardzo dalekim kosmosie.

 

 

 


Kometa ISON może być kilkukrotnie jaśniejsza od Księżyca w pełni

Bardzo możliwe, że szacunki NASA, co do wielkości i jasności komety ISON były zdecydowanie niedoszacowane. Już teraz mówi się na nią "kometa stulecia" i jakkolwiek jest to trochę na wyrost to niewątpliwie czeka nas wspaniały spektakl a być może również deszcz meteorów.

 

Szacunki rosyjskich astronomów wskazują, że jądro komety C/2012 S1 jest znacznie większe niż podawała agencja NASA. Może być nawet kilkanaście razy większa od komety Lovejoy, którą mogli oglądać obserwatorzy nieba z południa. Przypomnijmy, że w grudniu 2011 roku dopiero, co odkryta kometa, która według NASA miała wyparować w koronie Słońca zbliżając się do jego powierzchni, nie tylko go nie osiągnęła, ale przeleciała przez koronę gwiazdy i odleciała dalej w kosmos.

Kometa Lovejoy widziana na półkuli południowej- Foto: www.adelaidenow.com.au

Był to dość duży szok, bo nikt sobie nie wyobrażał, że kometa, która według naszego stanu wiedzy jest podobno lodową kulą, tak po prostu przeleciała przez obszar w najbliższej okolicy gwiazdy, w którym temperatura liczona jest w milionach stopni Celsjusza. Skoro kometa Ison jest przynajmniej 10 razy większa to raczej nie ma obawy, ze się rozpadnie. Pył, który powstanie podczas jej przelotu może skutkować licznymi deszczami meteorów na naszej planecie. Niektórzy sugerują, że będą to bardzo poważne naloty z przestrzeni. Szczególnie prawdopodobne jest to 12 stycznia 2014 kiedy Ziemia przeleci przez ślad komety.

 

Kometa ISON widziana przez urządzenie SWIFT należące do NASA w styczniu 2013.

Co do jasności komety ISON nadal nie ma pewności jak jasny będzie ten obiekt. Z pewnością będzie jaśniejsza niż Księżyc w pełni. Niektórzy sugerują, że wielokrotnie jaśniejsza. Prawie wszyscy zgadzają się, że będzie widoczna w dzień i osiągnie wartości ujemne według magnitudy jasności. Kometa ISON ma potencjał, aby być jedną z najjaśniejszych komet w ciągu ostatnich 50 lat, co daje nam rzadką okazję obserwować jej zmiany w najdrobniejszych szczegółach i to przez dłuższy okres czasu.

 

 

 


Teleskop Hubble'a wykonał nowe zdjęcia odległej gromady gwiazd Palomar 2

Palomar 2 jest częścią grupy 15 gromad gwiazdowych, znanych jako klaster Palomar. Klastry te, jak same nazwy wskazują, zostały odkryte po raz pierwszy przez obserwatorium astronomiczne Palomar Observatory Sky Survey. Doszło do tego całkiem niedawno, bo dopiero 1950 roku. W ich odkryciu wzięło udział wielu wybitnych astronomów z całego świata, w tym słynny Edwina Hubble.

 

Wspomniane skupiska odkryto tak późno ze względu na fakt, że jako obiekty głębokiego nieba świecą bardzo słabo. Każdy z nich znajduje się albo bardzo daleko od nas skryte za pyłem lub zawierają relatywnie niewiele gwiazd.

 

Ten szczególny klaster jest wyjątkowy pod wieloma względami. Po pierwsze, jest jedyną gromadą kulistą, którą widzimy w tej części nieba, w północnej części konstelacji Auriga. Gromady kuliste orbitują wokół centrum Drogi Mlecznej, tak, że najczęściej widzimy je zawsze w tej samej części nieba. Palomar 2 jest wyjątkiem od tej reguły, ponieważ znajduje się w odległości pięć razy większej niż odległość od reszty gromad kulistych z centrum Drogi Mlecznej.

 

Po drugie, to, czym wyróżnia się ten klaster to jego niewielka jasność. Można go zobaczyć tylko za pomocą największych teleskopów i to najlepiej umieszczonych w kosmosie. Powyższe zdjęcie wykonane zostało przez "Hubble Space Telescope", ale wiele teleskopów naziemnych po prostu nie jest w stanie pokazać Palomar 2 w jakiejkolwiek innej formie, z wyjątkiem bladej plamy.

 

 


Rosja znowu wysyła zwierzęta w kosmos

Dzielny zespół gekonów, myszy, myszoskoczków i innych zwierząt został wysłany na orbitę w piątek, 19 kwietnia, ogłaszając tym samym początek rosyjskiego eksperymentu tak krótkie jest jako jeden miesiąc, mające na celu zbadanie wpływu środowiska kosmicznego na istoty żywe.

 

Celem misji kosmiczna, jak mówią naukowcy, jest powrót wszystkich zwierzęta z powrotem na Ziemię w jednym kawałku. Nowo upieczeni "astronauci" rozpoczęli swoją podróż na pokładzie rosyjskiej rakiety "Sojuz-2" wystrzelonej z kosmodromu Bajkonur.

 

Wraz z rakietą została wysłana kapsuła kosmiczna "BION-M1" z załączonymi tam 45 myszami, 8 myszoskoczkami mongolskimi, 15 gekonami i wieloma innymi gatunkami. Oczekuje się, że zwierzęta spędzą na orbicie miesiąc podróżując na wysokości 575 km nad powierzchnią naszej planety. W tym czasie naukowcy na Ziemi będą monitorować zdrowie mieszkańców kapsuły.

 

"Bion-M1" to pierwszy rosyjska misja kosmiczna wiążąca się z wykorzystaniem zwierząt w przestrzeni w ciągu ostatnich 17 lat. Ostatnim zadaniem w tej serii była kapsuła uruchomiona w 1996 roku. Wtedy jej czas trwania wyniósł 15 dni.

 

 

 


Słońce na końcu cyklu życia nie zmieni się jednak w mgławicę planetarną

Podręczniki na temat astronomii często piszą, że mgławice planetarne są ostatnim etapem w ewolucji pojedynczych gwiazd o małej masie, takiej jak Słońce. Jednak ostatnie badania wskazują, że duża część znanych mgławic planetarnych rodzi się po śmierci binarnych systemów gwiezdnych.

 

Dolny limit masy gwiazdy, które mogą tworzyć typowe mgławicę planetarne to właśnie masa Słońca, więc ze względu na jego brak towarzystwa nie może przekroczyć progu wielkości potrzebnego do utworzenia mgławicy planetarnej. Nowe badanie przeprowadzone przez międzynarodowy zespół astronomów pod kierownictwem Georga Jacoby, odnaleziono po analizach starych kulistych gromad gwiazd i mgławic planetarnych, których masa jest zbyt duża, aby możliwe było tworzenie pojedynczych członków klastra, z których każdy waży mniej niż Słońce.

 

Oznacza to, że mgławica planetarna utworzone są za pomocą innych środków, na przykład, w wyniku fuzji gwiazd, która jest dowodem na rzecz nieklasycznego scenariusza powstawania mgławicy planetarnej. Wyniki badań pojawiły się w czasopiśmie The Astrophysical Journal.

 


Ciemna materia stała się odpowiednikiem bozonu Higgsa w kosmosie

Do tej pory naukowcom nie udało się jednoznacznie udowodnić istnienia tworu o nazwie "ciemna materia". Jest on potrzebny tak samo jak bozon Higgsa, po prostu bez istnienia takich pojęć wszystko, co wiemy na temat świata jest bez sensu. Ciemna materia musi istnieć w dużej części naszego wszechświata. Poza matematyką nie ma na to jednak niezbitych dowodów.

 

Mimo, że na eksperymenty mające potwierdzić jej istnienie wydano 2 miliardy dolarów i detektory na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej odkryły coś, co naukowcy eufemistycznie nazywają "oznakami istnienia ciemnej materii", to nigdy nie zaobserwowano jej bezpośrednio.  Jednak nowa teoria mówi, że ciemna materia może zawierać "lustrzany świat", która jest w stanie zmienić nasze rozumienie wszechświata.

 

Na początku tego roku, Międzynarodowy zespół naukowców stwierdził, że detektor promieniowania kosmicznego znajdujący się na pokładzie ISS odkrył pierwsze oznaki istnienia ciemnej materii.   Wyniki te uzyskano dzięki urządzeniu Alpha Magnetic Spectrometer (AMS), który został zainstalowany w kosmosie dwa lata temu. AMS wykazał oznaki nowego zjawiska fizycznego, które mogą być dziwne i nieznane do tej pory nauce.

 

Ustalenia naukowców powstały w oparciu o obserwowane pozytony, dodatnio naładowane cząstki subatomowe.  Wykryty wybuch pozytonów może być stworzony przez ginącą ciemną materię, substancję, która zajmuje centralne miejsce w naszym wszechświecie i określa położenie gwiazd oraz planet. Uczeni odpowiedzialny za budowę ogromnego detektora AMS zwanego "Wielkim Zderzaczem Hadronów w kosmosie", mówią, że dla potwierdzenia wykrycia ciemnej materii wymagane jest więcej danych.   Powinno do tego dojść w ciągu najbliższych kilku miesięcy. AMS w końcu odpowie na pytanie, czy te pozytony są oznaką ciemnej materii, lub mają jakieś inne pochodzenie.

 

Według innych hipotez, błysk pozytonów może również pochodzić z pulsarów, obracających się gwiazd neutronowych, które emitują pulsujące promieniowanie.  Jak ostrożnie twierdzą astrofizycy, ostateczna odpowiedź na tą tajemnicę może otworzyć nowe obszary badań, w tym udowodni możliwość istnienia wielu wszechświatów i innych wymiarów.

 

 


Strony