Marzec 2017

Naukowcy posiadają dowód na to, że Mars posiadał kiedyś wielkie oceany

Świat naukowy jest coraz bardziej przekonany, że kilka miliardów lat temu Mars przypominał dzisiejszą Ziemię i posiadał ogromne pokłady wody. Przeprowadzone symulacje komputerowe wykazały, że za sprawą uderzenia wielkiego ciała niebieskiego, na Czerwonej Planecie mogło dojść do gigantycznego tsunami.

 

Badacze od kilku lat próbują udowodnić, że kiedyś Mars posiadał oceany wody. Niektórzy z nich odnaleźli ślady po tsunami, lecz nie potrafili wyjaśnić pochodzenia tych zjawisk. Naukowcy z Francji, Stanów Zjednoczonych i Włoch dokonali właśnie ważnego odkrycia.

 

Na powierzchni tej planety odkryto specyficzne formacje skalne, których powstanie wiązane jest z przejściem potężnej fali tsunami. Badacze uważają, że krater Łomonosowa, który znajduje się niedaleko marsjańskiego bieguna północnego i posiada średnicę około 150 kilometrów, jest pozostałością po upadku sporych rozmiarów asteroidy. Impakt mógł doprowadzić do powstania wielkiej fali. Powstały w momencie uderzenia krater był przez chwilę pusty, po czym został wypełniony wodą ze wszystkich stron, co wywołało drugą falę tsunami.

Źródło: Alexis Rodriguez

Naukowcy przeprowadzili liczne symulacje komputerowe, które potwierdzają ich przypuszczenia. Badacze twierdzą, że obecności wspomnianych formacji skalnych na Marsie nie da się wyjaśnić w żaden inny sposób. Odkrycie postrzegane jest jako istotny dowód potwierdzający, że Czerwona Planeta posiadała kiedyś oceany pełne wody, lecz z biegiem czasu przekształciła się w jedną wielką pustynię.

 


Na Księżycu, odkryto gigantyczne podziemne tunele

Japońscy naukowcy, na podstawie danych otrzymanych z ich sondy kosmicznej Kaguya, potwierdzili istnienie ogromnych tuneli pod powierzchnią Księżyca. Ich zdaniem rozciągają się one na wiele kilometrów.

Po raz pierwszy istnienie tuneli pod powierzchnią satelity Ziemi, zostało ogłoszone w 2009 roku i od tego czasu naukowcy analizują to zjawisko z wykorzystaniem księżycowych orbiterów. Według jednej z hipotez istnienie tych pustych przestrzeń może mieć związek z dawnym wulkanizmem Księżyca.

 

Pierwszy z odkrytych księżycowych tuneli to znaleziono dzięki otworowi Marius Hils, który początkowo uważano za krater poimpaktowy. Okazało się jednak, że to wejście do podziemnej pustej przestrzeni. Spekulowano, że pod powierzchnią znajduje się coś jak pusta komora magmowa.

Potem poszukiwania pustych miejsc pod powierzchnią Księżyca przeprowadzano w czasie misji NASA, Gravity Recovery and Interior Laboratory (GRAIL). Orbitery dokonały pełnego mapowania anomalii grawitacyjnych naszego satelity, co sugerowało istnienie wielu takich struktur.

 

Teraz do tej pracy dołożyli się również uczeni japońscy, którzy dzięki pomiarom radarowym, wykonanym przez sondę Kaguya, potwierdzili puste przestrzenie w okolicy wspomnianego Marius Hills. Ich zdaniem tunele te ciągną się tam na dziesiątki kilometrów.

Następny etap poznania tych struktur wymaga fizycznej eksploracji czy to za pomocą robotów czy też astronautów. Dopiero wtedy po zebraniu geologicznego materiału badawczego, będzie można potwierdzić lub wykluczyć, że te puste przestrzenie powstały na skutek aktywności wulkanicznej.

 

Naukowcy twierdzą, że fakt istnienia tych księżycowych tuneli ciągnących się na kilometry pod jego powierzchnią to bardzo dobra wiadomość dla planów przyszłego osadnictwa na Księżycu. Te formacje z pewnością mogą zostać wykorzystane do tworzenia stałych baz kosmicznych na srebrnym globie.

 

 

Źródła:

http://www.lpi.usra.edu/meetings/lpsc2017/pdf/1711.pdf

https://phys.org/news/2016-04-grail-lava-tubes-moon.html

http://lroc.sese.asu.edu/posts/202


Czy Księżyc zostanie uznany za planetę?

Jeszcze kilka lat temu, nasz Układ Słoneczny oficjalnie zawierał 9 planet. Jednak Międzynarodowa Unia Astronomiczna "ukradła" jedną z nich i dziś mamy ich tylko 8. Decyzja z 2006 roku o uznaniu Plutona jako planety karłowatej nie spodobała się wielu naukowcom, którzy postanowili działać.

 

Po 11 latach, Pluton znalazł wielu fanów. Część naukowców z NASA, w tym również Alan Stern, główny badacz misji New Horizons, sprzeciwia się decyzji Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Wielu zgodnie przyznaje, że obecna definicja planety nie jest idealna i należy ją zmienić.

"Planeta to ciało niebieskie, które znajduje się na orbicie wokół Słońca, posiada wystarczającą masę, by własną grawitacją pokonać siły ciała sztywnego tak, aby wytworzyć kształt odpowiadający równowadze hydrostatycznej (prawie okrągły) oraz jest to ciało, które oczyściło sąsiedztwo swojej orbity z innych względnie dużych obiektów."

Problem pojawia się we fragmencie, który głosi o oczyszczonym sąsiedztwie orbity. Żadna z planet nie spełnia tego wymagania w 100%. Ponadto, im dalej od Słońca, tym planeta musi być większa i masywniejsza aby posiadać oczyszczoną orbitę. To oznacza, że ciało niebieskie wielkości Ziemi, gdyby znajdowało się na miejscu Plutona, nie zostałoby uznane za planetę.

 

Dlatego astronomowie, w tym Alan Stern, zaproponowali nową definicję. Dzięki niej, Pluton znów odzyskałby rangę planety i prawdopodobnie wszyscy byliby szczęśliwi. No, może nie do końca. Jeśli to odległe ciało niebieskie zostałoby oficjalnie uznane jako planeta, wtedy należałoby poważnie zastanowić się nad wieloma innymi obiektami w naszym Układzie Słonecznym.

 

Zgodnie z nową propozycją, wielkie okrągłe księżyce również miałyby pełne prawo domagać się zmiany nazewnictwa. Wtedy nasz Księżyc również mógłby stać się planetą, a zatem Układ Słoneczny posiadałby co najmniej 110 ciał niebieskich, które zgodnie z nową definicją stałyby się planetami.

 

Pomyśleć, że cały ten spór zaczął się od jednej, odległej planety (planety karłowatej?). Pluton to Pluton. Problemy jak zwykle tkwią w nazewnictwie. Przecież w starożytności, mianem planety określano również Księżyc a nawet Słońce. Czasy się zmieniły, ludzie się zmienili, ale ciała niebieskie pozostały na swoim miejscu.

 


Według nowej teorii Szybkie Rozbłyski Radiowe - FRB - mogą być pochodzenia sztucznego

Zwykle gdy odkrywamy nietypowy fenomen kosmiczny, którego pochodzenie trudno wyjaśnić, pojawiają się dziesiątki mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez co do jego natury. Ostatnia teoria na temat pochodzenia zjawisk znanych jako Szybkie Rozbłyski Radiowe(FRB), może oszołomić. Dwóch naukowców zasugerowało, że są to ślady podróży kosmicznych dokonywanych przez znacznie bardziej od nas rozwiniętych obcych.

 

Szybkie Rozbłyski Radiowe, FRB (ang. Fast Radio Burts) są niewiarygodnie silnymi źródłami promieniowania radiowego, które od niedawna jesteśmy w stanie obserwować. Nikt nie wie co wywołuje to zjawisko, ale nowa teoria zaproponowana przez pracujących na Harvardzie fizyków, Avi Loeba oraz Manasvi Lingama, wskazuje na to, że ich źródło może być pochodzenia sztucznego.

 

Według Loeba, FRB są tak nieprawdopodobnie jasne j krótkotrwałe, a jednocześnie tak bardzo odległe od nas, że skoro nie znaleźliśmy żadnego ich naturalnego wytłumaczenia, to może należy rozważyć, że zostały wywołane sztucznie. Taka hipoteza jest zdaniem ekspertów warta weryfikacji.

Do tej pory wykryto tylko 17 takich rozbłysków radiowych, ale ostatnio udało się zaobserwować, że jeden z nich powtórzył się, co wprowadziło w środowisku naukowym jeszcze większą konsternację. Większość specjalistów zasugerowała, że za ten podwójny FRB odpowiada magnetar albo supermasywna czarna dziura. Dwójka ekspertów z Uniwersytetu Harvarda uważa, że równie dobrze można ten incydent uznać za dowód sztucznego pochodzenia Szybkich Rozbłysków Radiowych.

 

Co mogłoby wywołać takie zjawisko? Naukowcy sugerują, że mogą to być pojazdy kosmiczne obcych, na przykład wykorzystujących żagle słoneczne. Taki napęd jest teoretycznie możliwy i byłby w stanie uciągnąć nawet gigantyczny pojazd o wadze nawet powyżej miliona ton. Ich zdaniem taka struktura mogłaby być w stanie odbywać podróże na dystansach międzygwiezdnych a nawet międzygalaktycznych.

Impuls radiowy docierający do nas może być wynikiem dyfrakcji wiązki naładowanych cząstek docierających do kosmicznego żagla. Aby taki napęd był skuteczny, musi być bardzo wielki, niczym planeta, albo i większy. Druga zasada termodynamiki Newtona wskazuje też że taki żagiel generowałby sporo ciepła, które powinno być odprowadzane.

 

Naukowcy, którzy zaproponowali taką teorię pochodzenia FRB nie przesądzają, że na pewno odpowiadają za nie kosmici, ale ich zdaniem nie jest to kwestia wiary tylko dowodów, a podejmowanie decyzji, co jest prawdopodobne, a co nie, bez odpowiednich badań ogranicza możliwości dotarcia do prawdy.

 

 

 


Sonda Cassini ujawniła niezwykły kształt księżyca Saturna

Sonda kosmiczna Cassini od kilku lat prowadzi eksploracje Saturna i jego licznych księżyców. W tym czasie na Ziemię były wysyłane zdjęcia niezwykłej jakości. Tym razem naukowcy z NASA przyjrzeli się niewielkiemu saturnowemu księżycowi Pan. Okazało się, że wygląda on jak latający spodek.

 

Niektórzy jednak mają raczej inne skojarzenia i nazywając kształt tego księżyca używają raczej kulinarnych określeń, sugerując, że wygląda jak pieróg, albo ravioli. Z kolei zwolennicy astronomicznego podejścia twierdzą, że malutki księżyc Pan stara się imitować Saturna. Jak jednak mógł powstać obiekt o tak dziwnym kształcie? 

Zdjęcia, które nadesłała 7 marca sonda Cassini, mają być jeszcze poddane postprocessingowi, co zapewni jeszcze większą ich szczegółowość, ale i bez tego widać, że księżyc ten wygląda jak wyobrażenie latającego spodka. Wynika to ze zjawiska zwanego akrecyjnym zniekształceniem równikowym, które zostało wywołane przez nietypowe warunki grawitacyjne panujące w tej części przestrzeni kosmicznej, w której przebywa, czyli w przerwie Enckego w pierścieniu A Saturna. Zresztą mierzący raptem 20 km księżyc Pan odpowiada za powstanie tej przerwy.

W okolicy orbity tego ciała niebieskiego znajduje się sporo pyłu, który sprzyja akrecji, czyli temu samemu procesowi, który spowodował powstanie pierścieni wokół Saturna. Jednak ze względu na niewielkie rozmiary tego satelity, zamiast formowania się typowego dysku akrecyjnego doszło do powstania struktury wokół równika, która wygląda na tyle niezwykle, że doczekała się paranormalnych i kulinarnych skojarzeń. 

 

 

 

 


Teleskop Kosmiczny Hubble'a wykonał zdjęcie gigantycznej galaktyki hybrydowej UGC 12591

Odległa galaktyka UGC 12591 fascynuje astronomów. Jest niezwykle masywna i podejrzewa się, że w przeszłości mogła pochłonąć inną galaktykę. Są to oczywiście wyłącznie przypuszczenia, które naukowcy próbują potwierdzić.

 

Teleskop Kosmiczny Hubble'a sfotografował galaktykę UGC 12591 (zdjęcie na górze), o czym powiadomiła niedawno agencja NASA. Ten kosmiczny obiekt został sklasyfikowany jako hybryda galaktyki soczewkowatej i spiralnej. Znajduje się około 400 milionów lat świetlnych od Ziemi w Supergromadzie w Perseuszu-Rybach - jest to długa i gęsta ściana galaktyk ciągnąca się na długości około 300 milionów lat świetlnych.

 

UGC 12591 znajduje się w gwiazdozbiorze Pegaza. Charakteryzuje się ogromną masą - jest 4 razy cięższa od Drogi Mleczej. Ponadto, jest najszybciej obracającym się wokół własnej osi obiektem wśród znanych nam galaktyk - wiruje z prędkością około 1,8 miliona kilometrów na godzinę.

 

Odległa galaktyka hybrydowa jest jedną z największych znanych nam struktur we Wszechświecie. Astronomowie badają, czy UGC 12591 faktycznie powstała w wyniku kolizji z inną galaktyką, czy po prostu osiągnęła takie rozmiary z biegiem czasu. 

 


Niezwykle bliski przelot astroidy 2017 EA, którą odkryto zaledwie 6 godzin wcześniej

W czwartek rano, w odległości jedynie 14 500 kilometrów od  Ziemi, przeleciała nieznana wcześniej asteroida oznaczona jako 2017 EA. Oznacza to, że ten liczący kilkanaście metrów średnicy, obiekt znalazł się ponad 20 razy bliżej niż średnia odległość od Księżyca.

Przelot w odległości zaledwie 14 500 km i to nieznanego wcześniej ciała niebieskiego, to coś bardzo niepokojącego. Orbita wielu satelitów przebiega na podobnej wysokości. Nie ma jednak doniesień o tym, aby ten obiekt, albo ciągnący się za nim gruz o mniejszej frakcji, spowodował jakiekolwiek uszkodzenia w ziemskiej flocie satelitarnej.

To może zaskakiwać, ale asteroida 2017 EA została odkryta dopiero na sześć godzin przed przelotem. Zauważyli ją naukowcy z fundowanego przez NASA badania nieba Catalina Sky Survey wykorzystującego teleskopy umiejscowione w Arizonie.Sam przelot został zaobserwowany przez wiele dużych ziemskich teleskopów i dzięki temu zebrano dość wiele danych potrzebnych do ustalenia orbity tej nowo poznanej asteroidy.

 

Bardzo niepokojący jest fakt, że po deszczu meteorów nad Czelabińskiem, do którego doszło w 2013 roku, do dzisiaj wcale nie poprawiła się sytuacja w zakresie zdolności wykrywania takich potencjalnie niebezpiecznych lokalnie obiektów,  których kolizja z naszą planetą mogłaby się skończyć eksplozją w powietrzu i zabójczą falą uderzeniową, która mogłaby wywołać spore zniszczenia nad strefą upadku.