Wrzesień 2016

Dzisiaj na niebie "czarny księżyc"

Po raz pierwszy od marca 2014 roku, mieszkańcy Ziemi będą mogli zobaczyć zjawisko zwane "czarnym księżycem". Mówi się tak na przypadek gdy w ciągu jednego miesiąca kalendarzowego, występuje drugi raz pierwsza faza Księżyca.

 

Nasz ziemski satelita znajduje się wtedy między Słońcem, a naszą planetą. Z tego powodu zwrócona w naszą stronę cześć Księżyca pozostaje nieoświetlona, a światło  słoneczne oświetla cześć niewidoczną z Ziemi. W związku z tym można powiedzieć, że "czarny księżyc" jest odwrotnością pełni.

 

Zwykle miesiąc księżycowy trwa 29,53 dni. We wrześniu jego początek przypadł na 1 września, teraz mimo, że miesiąc kalendarzowy jeszcze się nie skończył, rozpoczyna się następny. Taka sytuacja ma zwykle miejsce co 32 miesiące.

 

Ze względu na usytuowanie naszego satelity, czarnego księżyca nie da się zobaczyć nocą. Obecnie wstaje i zachodzi wraz ze Słońcem. Jednak można go podziwiać jeszcze przez jakiś czas przed nastaniem ciemności.

 

 





 


Badania sugerują, że Merkury może być aktywny tektonicznie

Wyniki sfinansowanych przez agencję NASA badań wskazują, że Merkury - pierwsza planeta od Słońca - wciąż kurczy się. Zdjęcia sondy Messenger przedstawiają formacje geologiczne, których wcześniej nie udało się dostrzec. Według specjalistów, ich obecność wskazuje, że Merkury, podobnie jak Ziemia, wciąż jest planetą aktywną tektonicznie.

 

Wielkie skarpy zostały odkryte na powierzchni Merkurego już w latach 70. podczas misji bezzałogowej sondy kosmicznej Mariner 10. Ich obecność została dodatkowo potwierdzona przez sondę Messenger. W ciągu ostatnich 18 miesięcy swojej działalności, Messenger stopniowo obniżał wysokość lotu, co pozwoliło wykonać zdjęcia powierzchni planety w wysokiej rozdzielczości z mniejszej odległości. Dokładnie 30 kwietnia 2015 roku, sonda roztrzaskała się o Merkurego.

 

Formacje geologiczne, o których była mowa na początku, zostały odkryte po raz pierwszy. Posiadają niewielkie rozmiary, co zdaniem naukowców wskazuje na ich młody wiek. Badacze twierdzą również, że Merkury prawdopodobnie nadal jest aktywny tektonicznie a jego kurczenie się jest spowodowane ochładzającym się wnętrzem tego ciała niebieskiego.

Źródło: NASA/JHUAPL/Carnegie Institution of Washington/Smithsonian Institution

Przez wiele lat naukowcy uważali, że aktywność tektoniczna Merkurego miała miejsce w odległej przeszłości. Najnowsze wyniki badań oraz odkrycie mówiące o tym, że pierwsza planeta od Słońca posiadała kiedyś pole magnetyczne potwierdzają, że wciąż gorące wnętrze Merkurego stopniowo ochładza się. Możliwe, że na tej niewielkiej planecie mają miejsce wstrząsy, podobne do tych na Ziemi, a kiedyś będziemy mogli zajestrować je przy pomocy sejsmografów.

 


SpaceX zapowiada stworzenie cywilizacji ludzkiej na Marsie

Elon Musk, właściciel firmy SpaceX, przedstawił właśnie swoje plany na najbliższe lata, a właściwie to dekady. Chodzi oczywiście o zbudowanie ludzkiej kolonii na Czerwonej Planecie, wysłanie pierwszych ochotników do nowego domu oraz stworzenie nowej, niezależnej cywilizacji.

 

Na 67. edycji Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego w Meksyku, Elon Musk opowiedział w jaki sposób ma zamiar uratować ludzkość przed zagładą. Według niego, jeśli nasz gatunek ludzki chce przetrwać, musimy zabrać się za kolonizację innych planet. Zgodnie z jego słowami, staniemy się wtedy gatunkiem multiplanetarnym.

 

Abyśmy mogli dotrzeć na Marsa, Musk chce zbudować ogromną, potężną rakietę załogowo-towarową. Pozwoli ona na transport około 100 ludzi i 450 ton ładunku. Na powierzchni Czerwonej Planety mają powstać duże kolonie. Z czasem będą to wielkie marsjańskie miasta aż utworzymy nową cywilizację. W jej skład będą wchodzić miliony ludzi. Musk szacuje, że cywilizacja ta stanie się zupełnie samodzielna najwcześniej za 40 lat, a najpóźniej za 100 lat.

 

SpaceX będzie wysyłać transporty na Marsa co 26 miesięcy, gdy Czerwona Planeta i Ziemia będą znajdowały się najbliżej siebie. Korporacja Elona Muska chce osiągnąć sukces dzięki technologii wielokrotnego użytku, tankowania na orbicie oraz produkcji paliwa na Marsie. Na poniższym nagraniu można zobaczyć jak, według dzisiejszych założeń, będzie wyglądać cała misja kosmiczna.

Musk oczywiście zdaje sobie sprawę z problemów, jakie ma przed sobą. Istotne znaczenie dla kolonizacji Marsa ma obniżenie kosztów całego projektu i jest to w rzeczywistości największy problem. Właściciel SpaceX zaznaczył, że koszt wysłania jednej osoby na Marsa przy zastosowaniu przyszłej technologii, na dzień dzisiejszy, wynosi około 10 miliardów dolarów. Docelowo chce on zredukować kwotę do 200 tysięcy dolarów.

 

Druga sprawa to ryzyko, jakie będą ponosić przyszli kolonizatorzy. Elon Musk powiedział wprost, że ochotnicy muszą liczyć się z możliwością utraty życia. Trudno powiedzieć jak wielkie mamy szanse na sukces, ale ryzyko porażki jest dosyć wysokie. Zadaniem firmy SpaceX będzie zminimalizowanie zagrożenia. Mars będzie oczywiście pierwszym krokiem naszej ekspansji w Układzie Słonecznym - technologia, która umożliwi podróż na Czerwoną Planetę, zostanie najprawdopodobniej wykorzystana do lotów na inne planety.

W dalszym ciągu wydaje się, że lot na Marsa to odległa przyszłość. Lecz SpaceX zamierza już w 2018 roku wysłać na tę planetę bezzałogową kapsułę Red Dragon w ramach testów. Pierwsi ludzie mogą trafić do obcego świata za około 10 lat. Elon Musk nie podaje konkretnej daty, gdyż trudno jest przewidzieć jak rozwinie się projekt. Załogowy lot może w przyszłości potrwać około 3 miesiące, lub nawet mniej. Konferencję z udziałem Elona Muska można obejrzeć na poniższym nagraniu.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 


Czy ludzkość ma szansę na skolonizowanie Marsa i Wenus?

Mieszkańcy Ziemi realizują właśnie pierwsze kroki mające na celu zbudowanie pierwszych kolonii na Marsie, lecz drugim, równie interesującym kandydatem do zamieszkania jest planeta Wenus. Entuzjaści kolonizacji kosmosu twierdzą, że tylko międzyplanetarna ekspansja może uratować ludzkość przed zagładą.

 

Zainteresowanie budową specjalnych obiektów mieszkalnych na innych planetach rośnie z miesiąca na miesiąc. Jest to zadanie bardzo trudne do zrealizowania, ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Zimny i pustynny Mars, oraz piekielna Wenus to ciała niebieskie, na których ludzkość z powodzeniem może się osiedlić.

 

Wenus nie bez powodu określana jest jako siostra Ziemi. Obie planety posiadają zbliżone rozmiary. Przyspieszenie grawitacyjne Ziemi wynosi około 9,807 m/s2. W przypadku Wenus jest to 8,87 m/s2, a Marsa - tylko 3,711 m/s2. Niski poziom grawitacji ma bardzo zły wpływ na zdrowie człowieka, powoduje między innymi choroby mięśni i kości. Jeśli ludzie chcą przeżyć na Czerwonej Planecie, muszą w jakiś sposób rozwiązać ten problem.

 

Należy pamiętać, że Wenus jest planetą najbliższą Ziemi, więc transport ludzi i materiałów trwałby znacznie krócej niż w przypadku Marsa. Zaś tzw. okna startowe występują znacznie częściej niż dla innych planet. Na Wenus panują wyjątkowo surowe warunki, ale jesteśmy w stanie je zmienić, tak aby były bardziej przyjazne dla człowieka.

Źródło: ESA

Temperatura przy powierzchni wynosi od 437°C do nawet 500°C. Ciśnienie atmosferyczne jest ponad 90 razy większe niż na Ziemi, a niezwykle gęsta atmosfera składa się głównie z dwutlenku węgla. Naukowcy proponują abyśmy rozmieścili gigantyczne lustra tak aby odbijały promieniowanie słoneczne, tym samym prowadząc do ochłodzenia planety. Ewentualnie moglibyśmy również rozpylać w tamtejszej atmosferze odpowiednie chemikalia aby obniżyć temperaturę, zmniejszyć ilość CO2 i doprowadzić do opadów deszczu. W tym czasie, ludzie mogliby przebywać w "podniebnych miastach" - statkach powietrznych, zawieszonych na odpowiedniej wysokości. W bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy temperatura na powierzchni Wenus będzie wystarczająco niska, ludzie będą mogli zacząć budować swoje osiedla zakładając, że będzie to w ogóle wykonalne.

Źródło:  Advanced Concepts Lab/NASA Langley Research Center

Mars to zupełnie inna historia. Powierzchnia Czerwonej Planety jest bardziej przyjazna, ale kolonizatorom będą przeszkadzały burze piaskowe, które mają tam charakter globalny. Niską temperaturę można podnieść na różne sposoby, np. poprzez sztuczne wywołanie globalnego ocieplenia. Elon Musk proponował nawet abyśmy zrzucili bomby termojądrowe na marsjańskich biegunach, co według niego jest tanim i skutecznym sposobem na stosunkowo szybkie ocieplenie planety.

 

Mars, jak wspominaliśmy wcześniej, posiada słabą grawitację, co jest poważnym problemem dla przyszłych kolonizatorów. Planeta jest mniejsza od Ziemi o około 50% i panuje tam bardzo niskie ciśnienie. W przeciwieństwie do Wenus, nie musielibyśmy tworzyć "latających miast" - moglibyśmy natychmiast przystąpić do budowy lądowych osiedli a nawet rozpocząć hodowlę roślinności. Jest to coś, z czym naukowcy eksperymentują u nas na Ziemi.

 

Jak widać,  gorąca Wenus i zimny Mars to dwa zupełnie odmienne światy, które posiadają pewne cechy wspólne. Pojawia się konieczność wpłynięcia na temperatury i zapewnienia sobie odpowiednich zapasów tlenu. Ludzie, którzy zechcą się osiedlić na obcej planecie, potrzebują skutecznej ochrony przed promieniowaniem kosmicznym. Nie wiemy nawet czy możliwe jest aby nasz gatunek ludzki mógł rozmnażać się poza naszą planetą. Warunki panujące na Marsie i Wenus mogą spowodować, że człowiek zacznie cierpieć na zupełnie nieznane nam dotychczas choroby. Ogólnie rzecz biorąc - kolonizacja innej planety jest możliwa, ale niezwykle ryzykowna.

 


Pluton zdaje się emitować promieniowanie rentgenowskie

Naukowcy właśnie odkryli że planeta karłowata Pluton emituje promienie rentgenowskie. Jest to nie tylko bardzo dziwne, ale także podważa naszą wiedzę o Układzie Słonecznym. Nasza dotychczasowa obserwacja obcych planet, zakłada bowiem, że coś takiego poprostu nie ma prawa mieć miejsca.

Gdy ponad rok temu sonda New Horizons wysłała nam pierwsze zdjęcia Plutona wydawało się, że ma dużo więcej tajemnic niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Nikt jednak nie spodziwał się, że planeta karłowata emituje promieniowanie rentgenowskie. Znalezisko to zostało poczynione przypadkiem tuż po tym gdy okazało się, że Pluton, na przekór wszystkiemu co wiemy posiadał cienką atmosferę składającą się z węgla, azotu i tlenu.

Znalezisko to przyciągnęło uwagę Carey Lisse z Laboratorium Fizyki Stosowanej na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa i Scotta Wolka z Center for Astrophysics w Instytucie Harvard-Smithsonian. Obydwoje badaczy zastanawiało się, czy istnienie "cienkiej" atmosfery może sprawić, że planeta karłowata będzie widoczna w widmie rentgenowskim. Teoretycznie, jeśli cząstki o wysokiej energii wiatru słonecznego zderzają się z zimnym gazem w atmosferze Plutona, na poziomie atomowym takie zderzenie powinno tworzyć emisje promieni rentgenowskich.

Aby zbadać to zagadnienie, naukowcy skoncentrowali teleskop Chandra X-ray w kierunku Plutona i stwierdzili ze zdziwieniem, że sama planeta karłowata emituje promieniowanie. Co ciekawsze robi to w ilości, która okazała się znacznie wyższa niż oczekiwano. Jeśli Pluton miałby własną magnetosferę, cząstki słoneczne powinny powodować zorze, które byłyby widoczne w widmie rentgenowskim, ale kiedy New Horizons przeszła w pobliżu planety ani jedno, ani drugie nie zostało wykryte przez sondę.

Naukowcy nie mają pewności, co tak naprawdę dzieje się na niedoszłej dziewiątej planecie naszego Układu Słonecznego. Mają oni oczywiście kilka teorii, które mogą wyjaśnić tajemnicę promieni rentgenowskich z Plutona ale nic co można by eksperymentalnie sprawdzić. Szacunki wskazują na to, że promieniowanie rentgenowskie emitowane przez Plutona pochodzi z jego egzosfery. Niemniej jednak, nikt nie ma jeszcze gotowych wyjaśnień.

 

 

 

 


Na planecie karłowatej Ceres odkryto górę, która może być lodowym wulkanem

Planeta karłowata Ceres wciąż zaskakuje astronomów. Najnowsze obserwacje tego ciała niebieskiego, dokonane przez bezzałogową sondę kosmiczną Dawn którą NASA wystrzeliła w 2007 roku wskazują, że na jej powierzchni prawdopodobnie znajduje się lodowy wulkan.

 

Sonda Dawn krąży wokół Ceres od marca 2015 roku. Naukowcy sfotografowali powierzchnię tej planety karłowatej pod różnym kątem, co pozwoliło stworzyć trójwymiarowy model terenu. W ten sposób odkryto górę lodową, która może być wulkanem.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA/MPS/DLR/IDA

Ahuna Mons posiada 4 kilometry wysokości i 17 kilometrów szerokości. Jest więc dosyć sporych rozmiarów i co ciekawe, w żaden sposób nie przypomina on ziemskich wulkanów. Naukowcy uważają, że istnieje tam niskotemperaturowa aktywność wulkaniczna, tzw. kriowulkanizm. Ahuna Mons mógł wypluwać mieszaninę soli i wody, która szybko zamarzała. Na powierzchni Ceres panuje temperatura rzędu -40 stopni Celsjusza, lecz ciepło pochodzące z wnętrza tego ciała niebieskiego sprawia, że woda może występować w stanie ciekłym i pozwala między innymi na procesy kriowulkaniczne.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA/MPS/DLR/IDA

Na podstawie liczby kraterów stwierdzono, że kriowulkan Ahuna Mons mógł powstać około 200 milionów lat temu. Co ciekawe, skorupa Ceres najwyraźniej nie składa się wyłącznie z lodu - według naukowców, jest to mieszanina skał (60%) i lodu (40%). Badania wskazują również, że Ceres może posiadać cienką atmosferę. Sonda powinna funkcjonować na jej orbicie do końca 2017 roku, co pozwoli na dalsze badania tego ciekawego obiektu astronomicznego.

 

 


Skala Kardaszewa - czyli jak bardzo rozwinie się ludzkość

Gdy niedawno cały świat astronomiczny zaczął się fascynować niezwykłą przygasającą gwiazdą, po raz pierwszy w historii rozważano czy nie jest to dowód na istnienie obcej cywilizacji. W tym kontekście wspomniano hipotetczyą konstrukcję, tak zwaną sferę Dysona, ktora miałaby zostać wybudowana wokół gwiazdy przez obcą cywilizację typu II w skali Kardaszewa. 

 

Skala ta powstała w 1964 roku za sprawą rosyjskiego astrofizyka, Mikołaja Kardaszewa. Według jej założeń poziom rozwoju obcej cywilizacji zależy od tego ile energii jest w stanie zużyć. Określa to jednocześnie jej rozprzestrzenianie we wszechświecie.

 

Według Kardaszewa zdolność pozyskania energii i kroczący wraz z tym postęp technologiczny, są ze sobą nieodłącznie związane. Kierując się takim kryterium rosyjski uczony zaproponował następującą skalę rozwoju danej inteligentnej cywilizacji. 

 

Typ 0: Kultura Subglobalna - Taka cywilizacja polega na spalaniu drewna,  wegla i innych paliw kopalnych, a rozwój technologii uzależniony jest od pozyskanych rud metali. Jeśli taka cywilizacja zdoła się dostać poza swoją planetę to do napędu swoich statków kosmicznych używa reakcji chemicznych. Według tej klasyfikacji nasza cywilizacja osiągnęła właśnie taki poziom. Umiemy opuścić naszą planetę, ale poruszamy się w kosmosie tak powoli, że o jakiejkolwiek eksploracji czegoś więcej niż najbliższej okolicy Układu Słonecznego, nie ma jeszcze szans. 

 

Typ I: Kultura Planetarna - To cywilizacja do której poziomu rozwoju dopiero aspirujemy. Osiągnięcie tego poziomu oznacza, że będziemy w stanie wykorzystać wszystkie zasoby naszej planety. Odpowiada to energii 10/15 watów. Naukowcy przewidują, że o ile coś temu nie przeszkodzi, na przykład wojna, to poziom cywilizacji typu I powinniśmy osiągnąć za 100 do 200 lat. 

Typ II: Kultura Gwiezdna - Taka cywilizacja jest na znacznie wyższym poziomie rozwoju niż nasza. Ziemianie mają szansę dorównać dopiero za 1000 do 2000 lat. W tym przypadku mówimy o zdolności do wykorzystania energii gwiazdy, na przykład za pomocą sfery Dysona . Umownie odpowiada to wielkości przynajmniej 10/26 watów. Przykładem wyobrażenia takiej cywilizacji jest serial Star Trek. Zakłada się zatem zdolność takich istot do podejmowania podróży międzygwiezdnych. 

 

Typ III: Kultura Galaktyczna - To już zupełnie inna liga. Cywilizacja taka jest w stanie pozyskać energię galaktyki, czyli jakieś 10 miliardów razy więcej niż cywilizacja typu Il. Ziemianie mogą osiągnąć ten poziom za 100 tysięcy do miliona lat rozwoju. Taka cywilizacja jest w stanie samodzielnie kolonizować całą galaktykę i pozyskiwać energię z miliardów gwiazd. Jej przykładem w popularnej serii Star Trek jest rodzaj zwany Borg.

 

Typ IV: Kultura Wszechświata -  Trudno pojąć ten poziom rozwoju. Cywilizacja tego typu jest w stanie poruszać się w calym wszechświecie pozyskując energię z trylionów gwiazd. Istoty te byłyby w stanie prowadzić projekty o iście gargantuicznej skali. Z naszego punktu widzenia posiedliby zdolności niemal boskie. Na przyklad, mogliby manipulować czasoprzestrzenią w tym spowolnić, a nawet odwrócić entropię, osiągając w ten sposób nieśmiertelność. Rozważa się też czy taka cywilizacja nie byłaby w stanie istnieć wewnątrz horyzontu zdarzeń w supermasywnych czarnych dziurach znajdujących się w centrum wielu galaktyk.

Typ V: Kultura Multiświata - Tego typu cywilizacja to dla nas zupełna abstrakcja. Wiemy tylko, że jest ona zdolna do obcowania z innymi wszechświatami, nie tylko ze swoim macierzystym. W grę wchodzi skaknie między światami zawierającymi różne formy materii, inne prawa fizyki czy też inaczej skonstruowaną czasoprzestrzeń. Niewątpliwie dla nas istoty zdolne do czegoś takiego miałyby status niemal boski. 

 

Trzeba przyznać, że to nieco zastanawiające, iż nasza ziemska cywilizacja, którą uważamy za tak bardzo rozwiniętą, na skali Kardaszewa, uważana jest za dopiero rozpoczynającą swój rozwój. Nie wiadomo też czy Ziemianom dane będzie dokonać takiego rozwoju, bo skłonności naszego gatunku do samozniszczenia są wystarczająco silne, aby wątpić w to, że uda nam się awansować chociaż na poziom reprezentowany przez cywilizację typu I.