Kwiecień 2016

W pobliżu Ziemi przeleciały dwie duże asteroidy

Media nie zainteresowały się zbytnio bardzo przelotem dwóch ciał niebieskich, które wczoraj w nocy znalazły się całkiem blisko Ziemi. Asteroidy o dość dużych rozmiarach, 490 i 540 metrów, minęły naszą planetę w odległości 7 do 10 milionów kilometrów.

 

Pierwsza asteroida, znana jako 2003 KO2, przeleciała obok Ziemi wczoraj po północy. Została ona odkryta w 2003 roku przez amerykańskich astronomów, współpracujących z Obserwatorium Lincoln. Jej wymiary są podawane z dość dużą dozą niedokładności. Według różnych szacunków, średnica tego ciała niebieskiego to od 170 do 540 metrów.

 

Obiekt ten zbliżył się do Ziemi na odległość około 6,9 miliona kilometrów, co odpowiada 18 razy większej odległości niż średnia między Księżycem i naszą planetą. Asteroida 2003 KO2 należy do grupy potencjalnie niebezpiecznych kosmicznych skał. Nie oznacza to, że 2003 KO2 zderzy się z Ziemią, ale jest to prawdopodobne.

Towarzyszem tego przelotu był całkiem spory obiekt, 2016 FE1, który dopiero w tym roku został odkryty przy pomocy programu badawczego Catalina Sky Survey. Asteroida ta ma porównywalną wielkość, od 160 do 490 metrów, ale nie jest tak niebezpieczna dla Ziemi jak 2003 KO2. Obiekt ten minął naszą planetę w odległości dziesięciu milionów kilometrów, co odpowiada 26 odległościom między Ziemią a Księżycem.

 



 


Astronomowie zidentyfikowali przybliżoną lokalizację Planety X

Dwóch amerykańskich naukowców, Matthew Holman i Matthew Payne z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics, opublikowało informacje na temat ewentualnej przybliżonej lokalizacji odkrytej niedawno Planety X. Nowe dane zebrane przez znacząco zawęża niż wcześniejsze szacunki.

 

Astrofizycy po dokonaniu odpowiednich obliczeń na podstawie ruchu transneptunowców, wskazali na mapie nieba przybliżoną lokalizację tak zwanej Planety X. Naukowcy stwierdzili, że obecnie przechodzi w okolicy gwiazdozbioru Wieloryba, który sąsiaduje z gwiazdozbiorami Barana i Ryb. Jest to wycinek nieba o promieniu 20 stopni.

 

Nadal nie ma też pewności co do tego czym właściwie jest to ciało niebieskie o wyraźnie potężnej grawitacji wpływające na okoliczne obiekty w obłoku Oorta. Zobaczenie tego obiektu będzie bardzo trudne, ponieważ nie jest znana jego charakterystyka. Być może ta rzekoma planeta będzie nawet większa od Jowisza i wtedy byłby to tak zwany brązowy karzeł, nieudana gwiazda.

Bardzo możliwe, że wkrótce naukowcy zaproponują powrót do dawno zapomnianej teorii o bliźniaku naszego Słońca, tak zwanym Nemezis. Większość gwiazd odkrytych we Wszechświecie występuje w grupie, albo przynajmniej układzie podwójnym. Samotne Słońce byłoby wielką anomalią, trudną do wyjaśnienia. Odkrycie nieudanego "rodzeństwa" naszej dziennej gwiazdy byłoby zatem elementem rozwiązującym tę zagadkę.

 

Artykuł na temat rzekomej lokalizacji Planety X został opublikowany na łamach arxiv.org i w New Scientist.

 

 


Naukowcy twierdzą, że do naszej planety nadal docierają emisje z dwóch pobliskich wybuchów supernowych

Sonda kosmiczna ACE zwykle służy do tego, aby informować o nadchodzących chmurach plazmy emitowanych ze Słońca. Pełni tę rolę bardzo skutecznie stanowiąc z racji swojego usytuowania realny system ostrzegawczy. Ostatnio jednak systemy sondy ACE zarejestrowały w bliskiej odległości Ziemi dużą ilość jonów radioaktywnego izotopu żelaza, który rodzi się tylko w wybuchach supernowych.

 

Obecność izotopów zwykle pojawiających się po eksplozji gwiazdy i to w pobliżu Ziemi to coś zaskakującego i mówi nam to, że nasza planeta jest wciąż bombardowana pozostałościami emisji jednej albo nawet kilku supernowych.

 

Odkryte, jony radioaktywnego żelaza docierają do nas w postaci promieniowania kosmicznego, a to kolejny wyraźny dowód na to, że w naszym sąsiedztwie w ciągu ostatnich kilku milionów lat musiała eksplodować jakaś supernowa. Naukowcy, pod przewodnictwem astrofizyka Roberta Binnsa z University of Washington w St. Louis w USA opublikowali wyniki swoich prac na ten temat w ostatnim numerze magazynu Science.

 

Zespół kierowany przez niego przez prawie dwie dekady prowadził spisu różnych rodzajów promieni kosmicznych pod względem obecności jąder ciężkich pierwiastków, które zostały przyspieszone do prędkości światła w kataklizmie kosmicznym gdzieś w naszej okolicy. Głównym narzędziem w tym badaniu była właśnie wspomniana sonda ACE, dzięki której pracy udało się zebrać charakterystyki setek tysięcy promieni kosmicznych.

 

Jak mówią naukowcy, około 300 tysięcy z nich to normalne jony żelaza-56, a tylko 15 z nich było żelaza-60, które jest rzadkim izotopem promieniotwórczym tego metalu, który występuje tylko przy wybuchach supernowych oraz w zewnętrznych częściach gwiazd zwanych czerwonymi olbrzymami.

 

Do niedawna geolodzy uważali, że ​​na naszej planecie nie występuje ten izotop, jednak niedawno naukowcy odkryli ślady żelaza-60 w skałach morskich na Ziemi i w próbkach kamieni księżycowych. To właśnie wtedy po raz pierwszy zwrócono uwagę, że Ziemia była zbombardowana promieniowaniem niedawnej supernowej.

 

Według najnowszych odkryć, proces ten właściwie nie zatrzymał się. Oznacza to, że Ziemia nadal będzie pod ostrzałem promieniowania kosmicznego, które zostało wygenerowane przez co najmniej dwie pobliskie różne supernowe. Eksperci sugerują, że pierwsze z tych zjawisk miało miejsce kilka milionów lat temu. Jednak za nietypowe izotopy żelaza odpowiada druga supernowa, która wybuchła około 100 tysięcy lat później i to ona ostatecznie rozpędziła jony żelaza przez falę uderzeniową.

 

Do wytworzenia tak wielkiej fali uderzeniowej konieczny jest warunek, aby gwiazdy znajdowały się bardzo blisko siebie. Oznacza to, że mogła to być na przykład gromada młodych, niebieskich gigantów, które żyją tylko kilkadziesiąt milionów lat i gdzie wybuchy supernowych mogą wystąpić co milion lat.

 

Ze wstępnych estymacji wynika, że źródła tego promieniowania znajdują się w odległości dwóch do dwóch i pół tysiąca lat świetlnych od Ziemi. W takim zasięgu jest obecnie aż 20 dużych skupisk niebieskich młodych gwiazd, z których każda jest potężnym źródłem promieniowania kosmicznego. Dzięki dalszym obserwacjom, naukowcy mają nadzieję, zlokalizować precyzyjnie źródła emisji tych supernowych.

 

 

 


Rozpoczęto prace nad niezwykłym projektem - podróż do Alfa Centauri może potrwać tylko 20 lat

Ludzkość jest obecnie ograniczona do badań ciał niebieskich, znajdujących się w naszym Układzie Słonecznym. To jednak zmieni się za sprawą nowej technologii, która powstanie w ramach projektu ogłoszonego przez brytyjskiego astrofizyka Stephena Hawkinga oraz rosyjskiego miliardera, Jurija Milnera. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, badania odległych planet przestaną być dla nas przeszkodą i po raz pierwszy w historii ludzkości będziemy mogli wyjść poza nasz układ planetarny.

 

Ogłoszony projekt otrzymał nazwę Breakthrough Starshot a prace nad nim będą kosztować około 100 milionów dolarów. Celem będzie dotarcie do najbliższej nam gwiazdy Alfa Centauri, położonej około 4,3 roku świetlnego od Ziemi - naukowcy będą mogli ją zbadać i poszukać śladów istnienia obcej cywilizacji. Przy dzisiejszej technologii lot trwałby aż 30 tysięcy lat i nie mamy tak naprawdę pewności, czy ludzkość dożyłaby tych czasów, jednak dzięki temu projektowi ma się to zmienić. Lot do obcej nam gwiazdy potrwałby już tylko 20 lat. To jednocześnie oznacza, że nasze ziemskie instrumenty badawcze dosięgną Plutona w ciągu trzech dni!

 

Należy dodać że nie będzie to misja załogowa. Hawking i Milner chcą stworzyć statek kosmiczny o wielkości znaczka pocztowego i masie jednego grama. Konstrukcja będzie posiadała żagle o szerokości jednego metra i grubości kilku atomów i będzie napędzana laserami (zdjęcie na górze). Nie zabraknie również instrumentu, który przekaże wszystkie informacje na Ziemię, aparatu i zasilacza.

 

Laser o mocy 100 gigawatów, według przeprowadzonych kalkulacji, pozwoli rozpędzić ten niewielki statek kosmiczny do prędkości około 200 000 000 km/h. To powinno wystarczyć abyśmy dotarli do Alfa Centauri w 20 lat. Hawking i Milner uważają, że moglibyśmy wysłać całą flotę takich urządzeń i dokładnie zbadać cały Układ Słoneczny oraz to, co znajduje się poza nim.

 

Projekt Breakthrough Starshot został ogłoszony we wtorek, tj. w 55 rocznicę pierwszego w historii załogowego lotu kosmicznego po orbicie okołoziemskiej, którego dokonał Jurij Gagarin. Do realizacji projektu wciąż daleka droga, ale daje on ogromną nadzieję na prostą eksplorację naszego układu planetarnego oraz najbliższych nam gwiazd. Będziemy mogli również poszukać dziewiątej planety, określanej przez niektórych mianem planety X, a być może i kolejnych, nieodkrytych jeszcze ciał niebieskich. Trzeba będzie również zastanowić się jakie są największe problemy związane z wystrzeleniem statków kosmicznych tego typu, np. jak unikać kolizji z innymi ciałami niebieskimi.

 

 

Źródło: http://tylkonauka.pl/wiadomosc/stephen-hawking-rosyjski-miliarder-oglosili-projekt-dzieki-ktoremu-dotrzemy-gwiazdy-alfa-c


Astronomowie teoretyzują nad strukturą dziewiątej planety

Co prawda posiadamy już pewne dowody na istnienie kolejnej planety w naszym Układzie Słonecznym, lecz nikt tak naprawdę nie widział jej na własne oczy. Nie przeszkadza to naukowcom, którzy już tworzą odpowiednie modele ewolucyjne i próbują przewidzieć jej dokładną strukturę.

 

Astrofizyk Christoph Mordasini oraz student Esther Linder z Uniwersystetu w Bernie uważają, że dziewiąta planeta, jeśli rzeczywiście znajduje się gdzieś za orbitą Plutona, będzie mniejszą wersją Urana i Neptuna, tzw. lodowych gigantów, a jej atmosfera będzie składała się w większości z wodoru i helu.

Źródło: Esther Linder & Christoph Mordasini/University of Bern

Z ich kalkulacji wynika, że to ciało niebieskie może posiadać 10-krotnie większą masę od Ziemi i jest 3.7 razy większa od naszej planety. Temperatura na jej powierzchni, zdaniem badaczy, wynosi -226 stopni Celsjusza. Dziewiąta planeta odbija niewielkie ilości światła słonecznego.

 

Biorąc pod uwagę wyniki badań, astrofizycy uważają że dotychczasowe przeglądy nieba nie miały szans na wykrycie planety o masie mniejszej niż 20 mas Ziemi, zwłaszcza jeśli znajduje się ona w pobliżu aphelium. Przyszłe obserwacje nieba i instrumenty, takie jak Large Synoptic Survey Telescope (LSST) który powstaje właśnie w Chile, pozwolą ostatecznie potwierdzić lub wykluczyć istnienie dziewiątej planety.

 

 

Źródło: http://www.space.com/32508-what-planet-nine-looks-like-possibilities.html