Wrzesień 2015

NASA potwierdza odkrycie słonej wody w stanie ciekłym na powierzchni Marsa

Zgodnie z zapowiedzią agencja kosmiczna NASA poinformował dzisiaj o bardzo ważnym znalezisku na Marsie. Potwierdziły się doniesienia, że chodzi o odkrycie śladów wskazujących na to, że na powierzchni czerwonej planety znajduje się woda w stanie ciekłym. Znalezisko to jest kluczowe dla planów eksploracji tej planety i znacznie zwiększa szanse na to, że nadal znajduje się tam życie.

 

Najnowsze odkrycie zawdzięczamy pracy badawczej prowadzonej przez uczelnię Georgia Tech pod kierownictwem Lujendry Ojha. Naukowcy wykorzystali urządzenia orbitera Mars Reconnaissance Orbiter, który od 2006 roku został sztucznym satelitą tej planety. Do odkrycia wody wykorzystano instrument zwany Compact Reconnaissance Imaging Spectrometer.

 

Dzięki temu, ze specjaliści dysponowali dużą ilością danych i zdjęć wykonywanych w czasie marsjańskich pór roku ustalono, że w okresie ocieplenia pojawiają się charakterystyczne ślady wskazujące na obecność wody w stanie ciekłym. Eksperci nie ukrywają, że nie wiadomo skąd pochodzi ta woda. Jedna z hipotez zakłada obecność podpowierzchniowych akwenów ze słoną wodą.

Źródło: NASA

Już jakiś czas temu NASA informowała, że mniej więcej 3,6 miliarda lat temu na Marsie istniał ocean w którym było więcej wody niż w naszym Oceanie Arktycznym. Być może na skutek nie do końca zrozumianych procesów woda ta została zakumulowana pod ziemią.

 

Miejsca w których odkryto obecność ciekłej wody z pewnością staną się najlepszymi hipotetycznymi lokalizacjami do przyszłego lądowania ludzi na Marsie w celu założenia tam stałej kolonii. Pod tym względem rzeczywiście jest to odkrycie fundamentalne dla przyszłych eksploracji tej planety, a może nawet dla jej terraformacji.

 

Artykuł opisujący szczegóły odkrycia znalazł się w opublikowanym dzisiaj numerze magazynu Nature Geoscience.

 

 


NASA prawdopodobnie ogłosi fundamentalne odkrycie na Marsie

Amerykańska agencja kosmiczna NASA poinformowała wczoraj, że w poniedziałek zostanie ujawnione odkrycie dokonane na Marsie, które będzie rozwiązywać jedną z tajemnic tej planety. Od razu pojawiły się opinie, że może ujawnione zostanie odkrycie tam życia pozaziemskiego.

 

Deklaracja NASA wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie. Wydaje się jednak, że najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada ujawnienie wody w stanie ciekłym, być może nawet podpowierzchniowego oceanu. Gdyby tak było niewątpliwie można by mówić o sensacji, ale ślady wody na czerwonej planecie nie są wcale niczym nowym.

 

Naukowcy od dawna wiedzą o tym, że na Marsie były oceany. Do dzisiaj woda w stanie stałym znajduje się tam w obszarach polarnych. Łaziki NASA przemierzające powierzchnię tej planety już dawno odkryły związek chemiczny zwany nadchloran wapnia. Jest to rodzaj soli, której obecność sugeruje, że blisko powierzchni planety może się znajdować słona woda w postaci płynnej.

 

Znane są przypadki obecności podpowierzchniowych oceanów na księżycach Jowisza i Saturna, takich jak Europa czy Enceladus. Dlaczego zatem nie miałoby być podobnego na Marsie? Jest to tym bardziej prawdopodobne, że niedawno odkryto, że na Ziemi pod powierzchnią znajduje się nawet więcej wody niż w ziemskich oceanach. Pozostaje czekać do momentu gdy ta rzekoma tajemnica Marsa zostanie rzeczywiście ujawniona.

 


Niezwykłe sekwencje z przelotu sondy New Horizons nad Plutonem

Niedawno w centrum uwagi świata astronomicznego był Pluton, w którego okolice dotarła należąca do NASA sonda kosmiczna New Horizons. Amerykańska agencja kosmiczna opublikowała w piątek kompilację zdjęć przedstawiających przelot tuż nad powierzchnią Plutona.

 

Warto nadmienić, że to pierwsze takie obrazy wykonane w historii ludzkości. Zanim do Plutona doleciała sonda New Horizons dysponowaliśmy jedynie nielicznymi rozmytymi obrazami tej planety. Dzięki misji, której koszt był mniejszy niż kwota wydane na informatyzację ZUS w Polsce, w końcu możemy zobaczyć jak wygląda Pluton.

Różnica jakości zdjęcia Plutona między Teleskopem Hubble'a i New Horizons - Źródło: NASA/JHUAPL/SwRI

Zdjęcia wykorzystane do sporządzenia tego nagrania zostały wykonane za pomocą zainstalowanej na sondzie New Horizons kamerze LORRI (Long Range Reconnaissance Imager). Sonda, która oddala się już od Plutona ma teraz czas na przesyłanie nieskompresowanych obrazów, które będą spływały na Ziemię jeszcze przynajmniej przez rok. Do tego czasu dowiemy się o Plutonie znacznie więcej niż wiemy dzisiaj.

Źródło: NASA/JHUAPL/SwRI

Sekwencja zaczyna się gdy aparat znajduje się mniej więcej 200 kilometrów od powierzchni Plutona w okolicy obszaru zwanego Norgay Montes po czym przelatuje nad pełnym zamrożonego azotu obszarem zwanym jako Sputnik Planum i dociera do kraterów w regionie Cthulhu. Wszystkie te nazwy są jeszcze nieoficjalne i zostały nadane podczas eksploracji tej planety karłowatej przez zespół naukowców z misji New Horizons.

Źródło: NASA/JHUAPL/SwRI

Niewątpliwie przetwarzanie danych ze zdjęć wykonanych podczas postoju sondy New Horizons na orbicie Plutona potrwa jeszcze bardzo długo. Nie jeden raz dowiemy się jeszcze ciekawostek na temat tej zdegradowanej niedawno pełnoprawnej planety. Warto też zwrócić uwagę na dziwaczny księżyc tego ciała niebieskiego. Nazywa się on Charon i jest zaskakująco duży w porównaniu do Plutona. Niewiele wiadomo na temat jego powstania, istnieją tylko niesprawdzalne teorie.

Źródło: NASA/JHUAPL/SwRI

Źródło: NASA/JHUAPL/SwRI

 

 

 


Astronomowie odkryli 86 nowych rojów meteorów

Każdy chyba słyszał o Perseidach, Leonidach czy Geminidach. Są to roje meteorów, które z chronologiczną precyzją co roku stają na drodze Ziemi. Astronomowie, zwłaszcza po zdarzeniach w Czelabińsku w 2013 roku, czuli niedosyt w zakresie wiedzy o obłokach cząstek po kometach lub asteroidach, które wpadają niekiedy w ziemską atmosferę. Najnowsze badanie znacznie posunęło do przodu wiedzę na ten temat.

 

Zespół naukowców pod kierownictwem Petera Jenniskena, astronoma z SETI Institute w Mountain View w Kalifornii, przy użyciu 60 konwencjonalnych kamer odkrył 86 nowych rojów meteorów. Kamery zostały ulokowane tak, aby oglądały niebo w różnych kierunkach i dzięki temu obejmowały większość nieba.

 

Geneza badania jest taka, że astronomowie amatorzy zgłosili do Międzynarodowej Unii Astronomicznej 750 rojów meteorów zdolnych do tworzenia tak zwanych "spadających gwiazd" widocznych na Ziemi. Praca badawcza Jenniskena miała za zadanie zweryfikowanie większości z nich.

 

Od początku badania do jego końca kamery zarejestrowały aż 250 tysięcy meteorów. Trzy czwarte z nich były tak zwanymi "samotnikami", czyli pojedynczymi obiektami przemierzającymi przestrzeń kosmiczną. W sumie potwierdzono 81 zgłoszonych wcześniej hipotetycznych rojów meteorów wyłapując kolejne obiekty nadlatujące w tym samym czasie i z tej samej trajektorii. Dodatkowo potwierdzono następne 86 rojów, nieznanych dotychczas.

 

Jeden z odkrytych rojów meteorów był tak potężny, że ekspertom wydało się dziwne, że nie został dotychczas odkryty. Można go obserwować z półkuli południowej, na początku grudnia w gwiazdozbiorze Żagla (inna nazwa Vela). Astronomowie planują powtórzyć badanie rozstawiając kamery w Holandii i w Nowej Zelandii.

 

Odkrycie nowych rojów meteorów opisano w publikacji zamieszczonej w czasopiśmie Icarus.

Astronomowie odkryli 86 nowych rojów meteorów

 

Każdy chyba słyszał o Perseidach, Leonidach czy Geminidach. Są to roje meteorów, które z chronologiczną precyzją co roku stają na drodze Ziemi. Astronomowie, zwłaszcza po zdarzeniach w Czelabińsku w 2013 roku, czuli niedosyt w zakresie wiedzy o obłokach cząstek po kometach lub asteroidach, które wpadają niekiedy w ziemską atmosferę. Najnowsze badanie znacznie posunęło do przodu wiedzę na ten temat.

 

Zespół naukowców pod kierownictwem Petera Jenniskena, astronoma z SETI Institute w Mountain View w Kalifornii, przy użyciu 60 konwencjonalnych kamer odkrył 86 nowych rojów meteorów. Kamery zostały ulokowane tak, aby oglądały niebo w różnych kierunkach i dzięki temu obejmowały większość nieba.

 

Geneza badania jest taka, że astronomowie amatorzy zgłosili do Międzynarodowej Unii Astronomicznej 750 rojów meteorów zdolnych do tworzenia tak zwanych "spadających gwiazd" widocznych na Ziemi. Praca badawcza Jenniskena miała za zadanie zweryfikowanie większości z nich.

 

Od początku badania do jego końca kamery zarejestrowały aż 250 tysięcy meteorów. Trzy czwarte z nich były tak zwanymi "samotnikami", czyli pojedynczymi obiektami przemierzającymi przestrzeń kosmiczną. W sumie potwierdzono 81 zgłoszonych wcześniej hipotetycznych rojów meteorów wyłapując kolejne obiekty nadlatujące w tym samym czasie i z tej samej trajektorii. Dodatkowo potwierdzono następne 86 rojów, nieznanych dotychczas.

 

Jeden z odkrytych rojów meteorów był tak potężny, że ekspertom wydało się dziwne, że nie został dotychczas odkryty. Można go obserwować z półkuli południowej, na początku grudnia w gwiazdozbiorze Żagla (inna nazwa Vela). Astronomowie planują powtórzyć badanie rozstawiając kamery w Holandii i w Nowej Zelandii.

 

Odkrycie nowych rojów meteorów opisano w publikacji zamieszczonej w czasopiśmie Icarus.

 

 

 


Życie może rozprzestrzeniać się we Wszechświecie niczym wirus

Zakładając że teoria panspermii jest prawdziwa, konieczne jest określenie w jaki sposób życie mogło rozprzestrzenić się w naszej galaktyce. Naukowcy z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA) uważają, że pomocne w tej kwestii mogą okazać się wzory matematyczne, dzięki którym będziemy wiedzieć gdzie należy szukać życia pozaziemskiego.

 

Henry W. Lin i Abraham Loeb zaproponowali teorię, która może ewentualnie wyjaśnić jak życie rozprzestrzeniło się w Drodze Mlecznej. Obecnie nie wiadomo, czy materiał biologiczny mógłby rozsiać się z jednego układu gwiezdnego do drugiego przy pomocy nośników takich jak komety i asteroidy, czy też doszłoby do tego za sprawą inteligentnych cywilizacji.

 

Dwa przykłady z naszego podwórka: Słońce mogłoby tak "dmuchnąć" w naszą planetę (poprzez rozbłysk) że materiał rozsiałby się np. na Marsa. Ewentualnie ludzkość, wysyłając tam statek kosmiczny, może zupełnie przez przypadek zainfekować planetę bakteriami z Ziemi, które zapoczątkują nowe życie. Badania Lina i Loeba wskazują jednak, że w obu wymienionych sytuacjach powinniśmy dostrzec ten sam podstawowy wzór.

Źródło: NASA/JPL/R. Hurt

Twórcy nowej teorii uważają, że życie mogło rozprzestrzenić się z jednego układu słonecznego do drugiego niczym wirus. Uczeni stwierdzili że skupiska form życia tworzyły się, rozwijały i "pokrywały się niczym bańki w garnku z wrzącą wodą". W takiej sytuacji Wszechświat wypełniłby się życiem znacznie szybciej, niż w przypadku gdyby miało ono za każdym razem rozwijać się w sposób spontaniczny.

 

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 

 

Źródło: http://tylkonauka.pl/wiadomosc/wedlug-nowej-matematycznej-teorii-zycie-moze-rozprzestrzeniac-sie-we-wszechswiecie-niczym-