Kwiecień 2015

Na niebie można podziwiać rój Lirydów - dzisiaj przypada szczyt aktywności

Każdego roku w kwietniu, nasza planeta przechodzi przez pył wyemitowany przez okresową kometę C/1861 G1 (Thatcher). Jej czas obiegu wokół Słońca wynosi 415 ziemskich lat.

 

To właśnie kometa C/1861 G1 (Thatcher) jest winowajcą Liryd, deszczu meteorów, który obserwuje się w kwietniu każdego roku. Spadające gwiazdy z roju Liryd można zaobserwować w okresie od 16 do 26 kwietnia br. Szczyt zawsze przypada w dniu 22 kwietnia.

 

Najwięcej przypadków obserwacji spadających obiektów można się spodziewać między 12 a 23 naszego czasu. Meteory będą nadlatywały ze strony gwiazdozbiorów Lutni i Herkulesa. Wysoko nad horyzontem ten fragment nieba znajdzie się jednak dopiero późno w nocy. Prędkość wejścia w atmosferę wynosi około 48 km/s. W ciągu godziny powinno spadać do 20 meteorów.

Kometa C/1861 G1 (Thatcher) została odkryta 05 kwietnia 1861 r. niezależnie przez dwóch astronomów, A.E Thatchera i Carla Wilhelma Baekera. Ostatnie peryhelium, czyli najbliższy przelot w okolicy Słońca przypadał na 5 maja 1861 r, a następny będzie miał miejsce dopiero w 2280 r.

 


Nowo odkryta asteroida 2015 HD1, przeleci rekordowo blisko Ziemi

Już 21 kwietnia niebezpieczna asteroida 2015 HD1 zbliży się do naszej planety. Jej trajektoria to tylko 0,15 odległości od Ziemi do Księżyca, czyli 58 tysięcy kilometrów. Średnica tego ciała niebieskiego jest szacowana na około 15 metrów.

 

Przypomnijmy, że odległość od Ziemi do Księżyca wynosi średnio 384,401 km. Asteroida 2015 HD1 należy do obiektów potencjalnie niebezpiecznych - tak zwanych Near Earth Object, albo NEO. Potencjalnie niebezpieczne asteroidy to przeważnie duże skały kosmiczne przekraczające 100 metrów średnicy, które mogą zbliżyć się do Ziemi na odległość bliższą niż 0,05 AU.

 

Przejście 2015 HD1 nastąpi dokładnie o 21 kwietnia o 10:10 czasu polskiego. To już dziesiąty bliski przelot ciała niebieskiego zarejestrowany w tym roku. Astronomowie z NASA twierdzą, że nie ma obecnie ryzyka zderzenia z niebezpieczną asteroidą, która znajdowała się na kursie kolizyjnym z naszą planetą. Jednak fakt, że astronomowie odkrywają wciąż nowe ciała niebieskie i to na kilka dni przed ich przelotem, nie nastraja zbyt optymistycznie.

W zeszłym roku zanotowano ponad 30 bliskich przelotów i wiele z nich, jak ten jutrzejszy, było dla naukowców zupełnym zaskoczeniem. Nie sposób policzyć ile kosmicznych skał przelatuje niezauważona, mogą być ich setki. Niektóre po prostu zderzą się któregoś dnia z naszą planetą zaskakując nas tak jak słynny meteor czelabiński.

 

 

 


Ziemia mogła kiedyś wchłonąć planetę wielkości Merkurego

Naukowcy od dawna zastanawiali się jak to możliwe, że pole magnetyczne na Ziemi przetrwało przez tyle milionów lat. Znane są przecież liczne przypadki, gdy ciała niebieskie z Układu Słonecznego, po prostu tracą swoje wewnętrzne dynamo jak Księżyc czy Mars. Najnowsza teoria zakłada, że Ziemia wchłonęła kiedyś planetę wielkości Merkurego, która spowodowała, że pole magnetyczne na naszej planecie stało się bardziej trwałe.

 

Uczeni twierdzą, że Ziemia formowała się w tym samym czasie co Układ Słoneczny, czyli około 4,6 miliarda lat temu. Założenie jest takie, że chmura gazu i pyłu stanowiąca tak zwaną mgławicę protoplanetarną stanowiła podstawę do formowania Słońca i planet je obiegających. Poza tym planety skaliste zyskały wielkość absorbując asteroidy, większe planetoidy i właśnie niewielkie planety.

 

Astronomowie uważają, że obecny skład geologiczny Ziemi jest na tyle nietypowy, że nie da się go wytłumaczyć poprzez tak zwany okres bombardowania asteroidami, który miał mieć miejsce w okresie formowania się planet. Jedna skorupa ziemska ma tak nietypowy skład chemiczny, że od początku hipoteza ta wydawała się bardzo ryzykowna.

 

Nowe badania sugerują, że aby było to możliwe wczesna Ziemia musiała wchłonąć inną planetę, która byla wielkości dzisiejszego Merkurego. Taka hipoteza jest też bardzo kusząca, bo pozwala wytłumaczyć dlaczego ziemskie pole magnetyczne jest aż tak trwałe.

 

 

 


Łazik Curiosity posiada dowody na istnienie wody w stanie ciekłym pod powierzchnią Marsa

Znajdujący się na Marsie łazik Curiosity dokonał przełomowego odkrycia - odnalazł dowody wskazujące na istnienie wody w stanie ciekłym pod powierzchnią planety. Dotychczasowe dowody wskazywały, że woda rzeczywiście się tam znajduje lecz jest ona w postaci lodu.

 

Warunki jakie panują na Marsie powodują, że woda w stanie ciekłym właściwie nie powinna tam istnieć. Jednak marsjańska gleba jest bogata w sól - nadchloran wapnia o właściwościach higroskopijnych. Oznacza to, że związek zachowuje się niczym gąbka, tj. wchłania parę wodną. Próg zamarzania cieczy obniża się wtedy do -70 stopni Celsjusza.

 

Pomiary jakich dokonał łazik Curiosity wskazują, że gleba jest wilgotna ze względu na znajdującą się w niej solankę. Podczas marsjańskiej nocy, nadchloran wapnia pochłania parę wodną, przez co nie zamienia się ona w lód, natomiast gdy na Marsie zaczyna się dzień, woda z roztworu zaczyna parować.

 

Według naukowców, możemy mieć w tym przypadku do czynienia z cyklem wodnym, podobnym do tego jaki ma miejsce na naszej planecie. Odkrycie jeszcze nie udowadnia istnienia wody w stanie ciekłym na Marsie, ale uczeni nie wykluczają takiej możliwości. Wyniki badań pojawiły się w najnowszym wydaniu czasopisma naukowego Jorunal Geoscience.

 

 

 


Plamy na Ceres znowu wywołują zdziwienie astronomów

Nowe dane z sondy kosmicznej Dawn, która orbituje wokół planety karłowatej Ceres znajdującej się w pasie asteroid są bardzo dziwne. Odczyty wskazują na to, że dziwne plamy znajdujące się na jej powierzchni mają zupełnie różne temperatury.

 

Dzięki zamontowanemu na pokładzie sondy Dawn spektrometrowi pojazd jest w stanie prowadzić obserwacje w świetle widzialnym i podczerwonym. Naukowcy zdołali dzięki temu wykonać odwzorowane rozkładu temperatur na powierzchni Ceres. Zdjęcia wskazują, że było to kiedyś bardzo aktywne ciało niebieskie. Miały tam miejsce procesy geologiczne, które doprowadziły do ​​powstania różnych rodzajów rzeźby terenowej w różnych regionach tej planety karłowatej.

Źródło: NASA/Dawn

Należąca do NASA sonda kosmiczna Dawn osiągnęła orbitę planety karłowatej Ceres dokładnie 6 marca bieżącego roku. Zgodnie z oczekiwaniami powierzchnia tego ciała niebieskiego była pokryta licznymi kraterami, ale okazało się, że nie jest ich tak wiele jak spekulowali naukowcy. To co obecnie nie daje spokoju specjalistom to dwa niezwykłe jasne punkty zaobserwowane na półkuli północnej planety.

Źródło: NASA/Dawn

Są to dwa nietypowe, jasne miejsca na powierzchni, które są zlokalizowane w kraterze o średnicy około 92 km. Uczeni sugerują, że więcej informacji na temat tych niezwykłych struktur usłyszymy po 23 kwietnia, kiedy sonda Dawn znajdzie się około 13,5 tysiąca km od powierzchni tego globu.

 

Eksperci sugerują, że niezwykłe jasne punkty na Ceres to prawdopodobnie kriowulkany. Zmierzono, że jeden z punktów posiada taką samą temperaturę jak otaczająca go powierzchnia. Jednak drugi z nich jest regionem, którego temperatura jest poniżej średniej temperatury Ceres. Specjaliści sugerują, że to może potwierdzać zaproponowaną wcześniej hipotezę, wedle której niezwykłe jasne punkty są skutkiem aktywności wulkanu emitującego wodę i lód.

 

 

 


Asteroida 2012 TC4, może zderzyć się z Ziemią już w 2017 roku

Według obliczeń astronomów trajektoria asteroidy 2012 TC4 uległa drobnym zmianom i jeśli tak pozostanie, to w październiku 2017 roku to ciało niebieskie może zderzyć się z naszą planetą. Obiekt ma około 40 metrów średnicy i po wpadnięciu w ziemską atmosferę może wyrządzić szkody porównywalne do zdarzenia z lutego 2013 roku w Rosji.

 

Alarmistyczną prognozę co do ewolucji orbity asteroidy 2012 TC4 ogłosiła pani Dr Judit Györgyey-Ries, astronomka z University of Texas' McDonald Observatory. Poprzedni przelot 2012 TC4 miał miejsce 12 października 2012 roku, a odkryto ją 8 dni wcześniej. Wtedy asteroida wielkości domu przeleciała w odległości zaledwie 0.2 LD od Ziemi, co odpowiada odległości 94 800 km.

 

W warunkach kosmicznych to dosłownie muśnięcie. Kolejny przelot tego ciała niebieskiego, do którego dojdzie w październiku 2017 roku, może być już ostatnim i asteroida może trafić w naszą planetę. Skumulowana szansa na to, że do zderzenia dojdzie jest obecnie szacowana na 0,00055%. Wyliczona odległość przelotu wyniesie tylko 0,079 LD, a to tylko niewiele ponad 30 tysięcy kilometrów od powierzchni naszej planety. Trudno jednak powiedzieć jak bardzo zmieni się trajektoria tego obiektu w czasie, ponieważ oddziaływania grawitacyjne jakie spotyka podczas lotu zwykle zmieniają hipotetyczną orbitę, którą wyliczamy metodami matematycznymi.

Wystarczy jedna niewielka zmiana trajektorii, aby w perspektywie kilku lat zrobiło się niebezpiecznie dla naszej planety. Oczywiście zderzenie z tak niewielkim obiektem nie będzie oznaczało rozległej kontynentalnej katastrofy, ale o ile szczątki tej kosmicznej skały spadną z dużą prędkością do oceanu to nie można wykluczyć tsunami, które mogłoby zagrozić kilku wybrzeżom jednocześnie. Zderzenie z lądem skutkować będzie lokalną katastrofą. Nie można też wykluczyć, że 2012 TC4 eksplodowałby w atmosferze tak jak meteor czelabiński.

Nie wszyscy naukowcy są zgodni co do ryzyka kolizji. Japoński astronom Makoto Yokishiawa, pracujący dla agencji kosmicznej Japanese Aerospace Exploration Agency (JAXA), wątpi, że 2012 TC4 zderzy się z Ziemią. Ekspert przyznaje, że wyliczony dystans jest bardzo niewielki, ale szansa na kolizję nie oznacza jeszcze, że do kolizji na pewno dojdzie.

 

 


W dysku protoplanetarnym młodej gwiazdy odkryto złożone cząstki organiczne

Przy pomocy największego na świecie interferometru radiowego ALMA (Atacama Large Millimeter/submillimeter Array), astronomowie po raz pierwszy zdołali odkryć złożone cząsteczki organiczne w dysku protoplanetarnym, który znajduje się wokół młodej gwiazdy MWC 480. Przekonuje to naukowców, że życie we Wszechświecie jest bardziej powszechne niż dotychczas uważano.

 

Odkrycia dokonano wokół gwiazdy, która znajduje się około 455 lat świetlnych od nas w gwiazdozbiorze Byka. Jej masa jest niemal dwukrotnie większa od Słońca. Badacze nie zaobserwowali oznak formowania się planet w dysku protoplanetarnym ale zdołali tam odkryć cyjanowodów (HCN) oraz ogromne ilości cyjanku metylu (CH3CN). Wymienione związki chemiczne znajdują się w zewnętrznych obszarach dysku protoplanetarnego - w odległości od 4,5 do nawet 15 miliardów kilometrów od gwiazdy.

Wizja artystyczna dysku protoplanetarnego wokół gwiazdy MWC 480 - źródło: B. Saxton

"Badania komet i planetoid wykazują, że mgławica słoneczna, z której powstało Słońce i planety, była bogata w wodę i złożone związki organiczne" - powiedziała Karin Öberg, główny autor badania, astronom w Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics w Cambridge. Stwierdziła iż teraz mamy dowód na to, że taka sama chemia jest obecna w innych miejscach Wszechświata, w obszarach, w których mogą powstawać systemy planetarne nieróżniące się od naszego.

 

Kiedyś uważano że nie ma drugiej takiej planety skalistej jak Ziemia poza naszym Układem Słonecznym. Jednak wiedza naukowa w tym temacie się zmieniła już dawno temu. Podobnie jest teraz w przypadku złożonych cząstek organicznych. Dzięki temu odkryciu naukowcy są jeszcze bardziej przekonani, że życie nie występuje tylko na Ziemi i może być bardzo powszechne we Wszechświecie chociażby pod postacią mikroorganizmów.

 

 

Źródło: http://phys.org/news/2015-04-complex-molecules-infant-star.html


Nasz Księżyc mógł powstać poprzez zderzenie się Ziemi z inną planetą

Teoria impaktu została zaproponowana 45 lat temu i jest obecnie uznawana za najbardziej prawdopodobną. Wyniki przeprowadzonych badań dają do zrozumienia, że Księżyc rzeczywiście mógł powstać w wyniku zderzenia się ze sobą dwóch planet.

 

Naukowcy uważają, że około 4,5 miliarda lat temu Ziemia mogła zderzyć się z hipotetyczną planetą Theia, która była mniej więcej wielkości Marsa. Skoro skład skał księżycowych i ziemskich jest do siebie podobny, sugeruje to iż obie planety mogły być do siebie bardzo podobne.

 

Zespół naukowy, któremu przewodził astrofizyk Hagai Perets z Izraelskiego Instytutu Technologii, przeprowadził symulacje formowania się Układu Słonecznego. Badania wykazały, że istnieje dość duża szansa na to aby dwie podobne do siebie planety mogły się ze sobą zderzyć.

 

Teoria impaktu stała się teraz jeszcze bardziej prawdopodobna. Perets wyjaśnia, że obie planety mogły być do siebie podobne ponieważ znajdowałyby się w podobnej odległości od Słońca i mogłyby się uformować z tego samego materiału protoplanetarnego.

 

 

Źródło: http://www.nature.com/news/puzzle-of-moon-s-origin-resolved-1.17279


Nadchodzi zaćmienie księżyca - nasz satelita stanie się czerwony

Za kilka dni, 4 kwietnia, nastąpi całkowite zaćmienie Księżyca, zwane też ze względu na barwę ziemskiego satelity "krwawym księżycem". Intrygujące zjawisko będzie można zaobserwować w większości krajów Ameryki Północnej, Ameryce Południowej, Azji i niektórych częściach Australii.

 

Księżyc będzie się znajdować w cieniu Ziemi przez około 5 minut. Od początku do końca zjawisko będzie trwało przez 3 godziny i 29 minut. Jest to już trzecie zaćmienie w serii "krwistych księżyców"m tak zwanej tetradzie, która występuje na przełomie lat 2014-2015.

 

Zaćmienie Księżyca występuje wtedy, gdy Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w przestrzeni w niemal prostej linii. W tym czasie Księżyc wchodzi w stożek cienia rzucanego przez Ziemię. Podczas całkowitego zaćmienia Księżyca wchodzi on w cień Ziemi całkowicie. Zaćmienie można oglądać tylko na tych obszarach naszej planety, gdzie Księżyc znajdzie się wtedy nad horyzontem.

Niestety nie będzie to tym razem możliwe z Europy. Zaćmienie będzie można obserwować w dużej części Azji, Australii, w większości Ameryki Północnej i Południowej oraz na Pacyfiku, Atlantyku, Oceanie Indyjskim w Arktyki i na Antarktydzie.