Styczeń 2015

Odkryto pierwszy obiekt pozasłoneczny z gigantycznym systemem pierścieni

Trzeba przyznać, że pierścienie Saturna są niezwykłe, ale astronomowie odkryli właśnie brązowego karła, który jest o wiele większy i posiada jeszcze większą masę. Co więcej, obiekt ten posiada ponad 30 ogromnych pierścieni.

 

Brązowy karzeł J1407b został natychmiast okrzyknięty "super Saturnem" ale nie powinno nas to dziwić. Ten niesamowity obiekt został odkryty przez astronoma Erica Mamajeka z Uniwersytetu w Rochester a zespół badawczy, któremu przewodził Matthew Kenworthy z holenderskiego Obserwatorium w Leiden twierdzi, że to ciało niebieskie posiada ponad 30 pierścieni, z czego każdy z nich ma średnicę kilkudziesięciu milionów kilometrów.

Saturn - źródło: NASA
Pomiędzy każdym pierścieniem znajduje się luka, stąd też pojawiają się podejrzenia, że brązowy karzeł może posiadać wiele egzoksiężyców. Dzięki przeprowadzonym badaniom odkryto jeden taki obiekt i najprawdopodobniej jest to księżyc. Pod względem wielkości przypomina on Marsa lub Ziemię a jeden pełny obieg wokół brązowego karła zajmuje aż dwa lata.

 

System jest ogromny a naukowcy spekulują, że gdyby Saturn posiadał tak wielkie pierścienie, to mieszkańcy Ziemi widzieliby je w nocy bez żadnego problemu. Z naszej perspektywy system pierścieni byłby znacznie większy od naszego Księżyca. Brązowy karzeł J1407b został odkryty w 2012 roku, posiada masę od 10 do 40 mas Jowisza i jest pierwszym tego typu znaleziskiem.

 

 

 


Supernowe mogą nie odpowiadać za powstanie ciężkich pierwiastków

Jeszcze niedawno naukowcy byli przekonani, że całe obecne na Ziemi złoto, żelazo, potas czy jod powstały w potężnych eksplozjach masywnych gwiazd, które dotarły do kresu swego żywota. Okazuje się, że teoria ta może zostać podważona i to o dziwo dzięki badaniu dna morskiego.

 

Badacze z Australian National University twierdzą, że udało im się zbadać pył galaktyczny, który osadzał się na dnie oceanu przez minimum 25 milionów lat. Znaleziono jednak znacznie mniej ciężkich pierwiastków takich jak pluton czy uran, niż się spodziewano.

 

Badano przede wszystkim obecność izotopu plutonu-244. Wiadomo, że powstaje on właśnie w trakcie tych wysokoenergetycznych eksplozji kosmicznych. O dziwo odkryto go aż 100 razy mniej niż się spodziewano. Pluton-244 ma czas połowicznego rozpadu wynoszący 81 milionów lat, więc powinien się kumulować i to z wydarzeń na przestrzeni setek milionów lat. Tyle teorii, ale praktyka okazała się zupełnie inna.

 

Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że wiemy o wielu supernowych, które wybuchły w naszej okolicy na przestrzeni ostatnich milionów lat, brak tego izotopu jest bardzo zagadkowy i wprost wskazuje na istnienie jakichś innych procesów odpowiedzialnych za powstawanie plutonu-244 i innych pierwiastków, których powstawanie przypisywaliśmy dotychczas supernowym.

 

Wyniki tych badań zostały opublikowane w czasopiśmie Nature Communications

 

 

 


Asteroida 2004 BL86 posiada własny księżyc

Naukowcy wykorzystali moment bliskiego przelotu asteroidy 2004 BL86, która minęła właśnie naszą planetę aby ją dokładnie przestudiować. Niespodziewanie okazało się iż obiekt posiada swój własny księżyc.

 

Według przeprowadzonych analiz, asteroida BL86 posiada średnicę 325 metrów i porusza się z prędkością 56 300 km/h. Obiekt ten, jak wykazały obserwacje, posiada również księżyc o wielkości około 70 metrów, co zaskoczyło świat naukowy.

 

Lance Benner z NASA powiedział, że już wcześniejsze badania światła wokół tej asteroidy wskazywały na obecność księżyca, który orbitowałby wokół tego ciała niebieskiego. Były to jednak pewnego rodzaju spekulacje, natomiast najnowsze obserwacje potwierdziły te przypuszczenia.

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy asteroida okazuje się mieć własny orbitujący wokół niej księżyc. W 2013 roku prowadzono obserwacje radarowe nadlatującej trzykilometrowej asteroidy 1998 QE2. Zdjęcia uzyskane za pomocą 70 metrowej anteny radarowej z Goldstone pokazały kształt tego obiektu oraz ujawniły, że na orbicie wokół niego znajduje się inna asteroida o średnicy 600 metrów. Oznacza to, że takie towarzystwo dwóch lub więcej ciał niebieskich lecących wspólnie, nie jest wcale niczym nadzwyczajnym, a wręcz może być normą w kosmosie.

 

 

 


Sonda Dawn odkryła dziwny blask na planecie karłowatej Ceres

Amerykańska sonda kosmiczna Dawn, która dotarła już do pasa asteroid, zbliża się do planety karłowatej Ceres, która jest największym znanym nam ciałem niebieskim w tym miejscu. Najnowsze zdjęcia wykonane z odległości 383 tysięcy kilometrów, zdradzają pewną nietypową jasną anomalię na powierzchni tego ciała niebieskiego.

 

Ceres jest największą planetoidą głównego pasa asteroid. Początkowo był nawet nazywany planetą, ale ostatecznie ustalono, że tak duże obiekty zasługują najwyżej na miano planet karłowatych. Glob ten został odkryty stosunkowo dawno, bo już w 1801 roku. Jego średnica wynosi 950 km. 

Źródło: NASA/JPL-Caltech

Według naukowców, na tej planecie karłowatej może się znajdować również woda, glina i gleba bogata w żelazo. Jej gęstość jest tylko nieco mniejsza od gęstości Ziemi. Astronomowie uważają, że pod powierzchnią tej asteroidy może znajdować się woda w stanie stałym.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA/MPS/DLR/IDA/PSI

Z każdym dniem sonda Dawn zbliża się bardziej do Ceresa i jest w stanie wykonywać coraz lepsze zdjęcia. Niektóre z nich wzbudzają żywe zainteresowanie środowiska naukowego. Wszystko za sprawą nigdy wcześniej niewidzianych detali powierzchni tego ciała niebieskiego.

 

Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA/MPS/DLR/IDA/PSI

Po górnej lewej stronie tarczy Ceresa zaobserwowano bardzo jasny punkt nieznanego pochodzenia. Być może ma on jakiś związek z obecnością wody. Oprócz tego odkryto znacznie więcej różnic kolorystycznych powierzchni, które mogą zwiastować obecność nowych kraterów.

"Tak, możemy potwierdzić, że coś jest na Ceresie i to odbija więcej światła słonecznego, ale zagadką pozostaje co to jest" - powiedział Marc Rayman, szef misji kosmicznej Dawn

Specjaliści spekulują na temat tego czym może być ów biały punkt, ale przy obecnej ilości danych jest to praktycznie niemożliwe. Zdjęcie go przedstawiające wykonano już 13 stycznia, ale astronomowie poinformowali o tym dopiero przed tygodniem.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA/MPS/DLR/IDA/PSI

Na orbicie Ceresa sonda Dawn znajdzie się planowo 6 marca 2015 roku. Obecnie wykonywane zdjęcia są jeszcze wyjątkowo nieostre i urządzenie stosuje je do nawigowania w kierunku tego globu. Jednak każdego dnia pojazd, będzie się znajdował bliżej Ceresa i w końcu ruszą kamery wysokiej rozdzielczości, a ciekawość naukowców zostanie zaspokojona.

 

 

 

 


Asteroida 2004 BL86 będzie widoczna nawet za pomocą lornetki

Już jutro, 26 stycznia, w pobliżu naszej planety przeleci duża asteroida 2004 BL86. Ma ona około pół kilometra średnicy i według astronomów, minie Ziemię w odległości 1,2 mln km. Może się wydawać, że to stosunkowo duży i bezpieczny dystans, ale w warunkach kosmicznych to bardzo niewiele. Dość wspomnieć, że to tylko trzy razy dalej niż średnia odległość z Ziemie na Księżyc.

 

Asteroida 2004 BL86 została odkryta ponad 11 lat temu, świadczy o tym katalogowa nazwa obiektu. NASA przyznaje też, że to ciało niebieskie jest potencjalnie niebezpieczne, ale eksperci amerykańskiej agencji sugerują, że ludzkość może mieć problem z 2004 BL86 dopiero, ale najwcześniej za kilkaset lat. Nie wiadomo po prostu jak zmieni się trajektoria tego ciała niebieskiego na przestrzeni lat.

 

Jutro asteroida ta znajdzie się na tyle blisko Ziemi, że przy jej wielkości odpowiadającej pięciu boiskom futbolowym, możliwe będzie nawet prowadzenie jej obserwacji za pomocą zwykłej lornetek. Następnym razem 2004 BL86 przyleci na tak niedużą odległość za ponad 200 lat.

Zdaniem astronomów, ciało niebieskie większe od tego, będzie można obserwować w pobliżu naszej Ziemi dopiero w 2027 roku. Jest to zatem okazja dla obserwatoriów radarowych takich jak Goldstone z Kalifornii i Arecibo z Puerto Rico. Niewykluczone, że zostaną wykonane dokładne zdjęcia radarowe powierzchni asteroidy.

NASA oraz inne światowe agencje kosmiczne, coraz częściej zajmują się poszukiwaniem potencjalnie niebezpiecznych ciał niebieskich, które mogą się znaleźć w tym samym miejscu i czasie co Ziemia. Szczęśliwie nie odkryto obiektu, który z dużym prawdopodobieństwem wpadnie na Ziemię, ale wiadomo, że kiedyś do tego dojdzie.

 

Być może będzie to nawet asteroida podwójna, jak ta, która spadła na Jukatanie powodując wyginięcie dinozaurów. Większość planety pokryta jest oceanami, więc najbardziej prawdopodobne jest, że do upadku dojdzie gdzieś na wodzie. Oznacza to kilkusetmetrowe tsunami. To oczywiste, że nie można do tego dopuścić, ale problem polega na tym, że nie ma tego za bardzo jak zrobić, a przede wszystkim wciąż jesteśmy zaskakiwani przelotami obiektów, których akurat nie zauważyły nasze teleskopy.

Najlepszym tego przykładem jest meteor czelabiński z 15 lutego 2013 roku. Cały świat czekał na ekstremalnie bliski przelot asteroidy 2012 DA14, a tymczasem rano tego samego dnia, gdy przypadało perygeum tej asteroidy, Ziemia oberwała kilkunastometrową asteroidą, która eksplodowała nad Uralem. Było to zupełne zaskoczenie dla wszystkich.

 

Jutro cały świat astronomiczny zajmie się obserwowaniem przelotu 2004 BL86, ciekawe czy będzie to jedyne ciało niebieskie na ziemskim niebie, o którym będzie się  mówić?

 

 

 


Niezwykły sygnał radiowy z kosmosu namierzony na żywo

Międzynarodowy zespół astrofizyków korzystający z radioteleskopu Parkes Radio Telescope we wschodniej Australii, zdołali zaobserwować po raz pierwszy na żywo, niezwykłe i tajemnicze zjawisko pochodzenia pozagalaktycznego zwane FRB (Fast Radio Burst).

 

Nikt nie wie co je wywołuje, a dotychczas zarejestrowano jedynie 14 takich przypadków (7 w Parkes i 7 w Arecibo). Kiedyś sądzono, że FRB wywołują zapadające się gwiazdy neutronowe lub aktywność magnetarów. Jednak najnowszy przypadek obserwowany w czasie rzeczywistym wprowadza w te teorie pewne wątpliwości.

 

Zdarzenie określone jako FRB 140514, było oddalone od Ziemi o 5,5 miliarda lat świetlnych i zlokalizowano je w gwiazdozbiorze Wodnika. Ponad 20 procent emisji radiowej miało polaryzację kołową, co wskazuje na potężne pola magnetyczne w okolicy źródła.

Źródło: 123rf.com

Brak stałej polaryzacji liniowej wyklucza, że źródłem pochodzenia FRB są supernowe. W każdym razie nie zaobserwowano w tym miejscu żadnej poświaty, ani chwilowego wzrostu jasności, który mógłby powstać przy rozbłysku gamma. Astrofizycy rozkładają bezradnie ręce i stwierdzają otwarcie, że nie wiedzą, co powoduje tak potężne emisje, które trwają tylko kilka milisekund, ale są na tyle intensywne, że nasze Słońce emituje taką ilość energii przez miliony lat.

 

 

 


Supermasywna czarna dziura Sgr A* wyemitowała najsilniejszy rozbłysk w historii obserwacji

Gigantyczna czarna dziura Sagittarius zwana też Sgr A* ( Sagittarius A Star) waży 4,5 miliona więcej od Słońca i jest oddalona o 28 tysięcy lat świetlnych od nas. Astrofizycy właśnie ogłosili, że pod koniec zeszłego roku doszło tam do jakiegoś rodzaju rozbłysku promieniowania rentgenowskiego.

 

Pierwsza tak zwana "megaflara" wystąpiła 14 września 2013 roku. Z odczytów kosmicznego teleskopu Chandra wynika, że była ona 400 razy silniejsza niż normalny poziom promieniowania i około 3 razy intensywniejsza niż poprzednia rekordowa flara z 2012 roku.

 

O połowę mniejszą emisję rentgenowską podobnego typu zaobserwowano też 22 września 2014 roku. Wielkość emisji była 200 razy większa niż zwykle. Udało się to zmierzyć również za pomocą należącego do NASA Chandra X-ray Observatory. Wstępne analizy tych wydarzeń zaprezentował podczas 225 spotkania American Astronomical Society, Daryl Haggard z Amherst College w Massachusetts.

Źródło: NASA/CHANDRA

Zdaniem naukowca czarne dziury tej wielkości mogą się zachowywać jak centralne słońce. Może ona również emitować rozbłyski rejestrowane w skali intensywności promieniowania rentgenowskiego, dokładnie tak jak Słońce. Haggard dowodzi, że do rozbłysków tego typu dochodzi zawsze, gdy linie pola magnetycznego są ściśnięte, lub przekręcone. Być może z czymś takim mieliśmy do czynienia podczas obserwacji nagłych emisji promieniowania rentgenowskiego.

 

Początkowo sugerowano, że rozbłyski w 2013 i 2014 były jakoś związane z przejściem obiektu G2, który zbliżył się na 150 jednostek astronomicznych do czarnej dziury.  Jednak jak wiadomo nie został on unicestwiony.

Rozbłysk z 2012 roku - Źródło: NASA/MIT/F

Na dodatek uczeni twierdzą, że rozbłyski wywołało spadnięcie do czarnej dziury jakichś kosmicznych skał, które skończyły swój lot po wszechświecie "topiąc" się w studni grawitacyjnej. To właśnie takie zjawiska miałyby stać za tymi niezwykłymi wyrzutami promieniowania rentgenowskiego zaobserwowanymi z Sgr A* w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Źródło: NASA/CHANDRA

Jest to oczywiście bardzo wstępna hipoteza i wydaje się, że nie do końca trafna, ponieważ tak niewielkie obiekty jak asteroidy muszą być codzienną strawą tak wielkiej czarnej dziury a wydarzenia takie jak to z października 2014 stają się coraz częstsze. Wcześniej nie obserwowano aż tak wielu emisji promieniowania rentgenowskiego z Sgr A*.

 

 

 


Największa galaktyka w znanym Wszechświecie jest wprost niewyobrażalnie wielka

Droga Mleczna, czyli galaktyka spiralna, w której żyjemy jest ogromna. Mierzy około 100 tysięcy lat świetlnych, a do jej centrum mamy jakieś 28 tysięcy lat świetlnych. Okazuje się, że przy największej znanej galaktyce IC 1011 to po prostu mikrus.

 

Wspomniana galaktyka IC 1011 mierzy 6 milionów lat  świetlnych i znajduje się aż 349,5 miliona lat świetlnych od Ziemi. Oznacza to, że jest tak wielka, że ziemskie najszybsze pojazdy potrzebowałyby 25,8 miliardów lat aby ją przelecieć wzdłuż.

 

Nawet gdyby ludzkość wynalazła kiedyś napęd poruszający się z prędkością światła przekroczenie IC 1011 zajęłoby 6 milionów lat. Najbliższa nam galaktyka Andromedy znajduje się 2,5 miliona lat świetlnych od Drogi Mlecznej i mierzy 200 tysięcy lat świetlnych

 

 

 

 


Teleskop Kepler odkrył trzy superziemie

Uczeni wykorzystując dane, zebrane przez teleskop Kepler w ramach misji K2 odkryli trzy nowe planety, tzw. superziemie. Są to planety skaliste podobne do Ziemi, które są większe i posiadają większą masę.

 

Wszystkie trzy egzoplanety orbitują wokół gwiazdy karłowatej klasy M, oznaczonej jako EPIC 201367075. Jest ona znacznie mniejsza i chłodniejsza od Słońca a system ten znajduje się około 150 lat świetlnych od nas w gwiazdozbiorze Lwa. W porównaniu do naszego Układu Słonecznego, odkryte planety znajdują się bardzo blisko swojej gwiazdy, nawet bliżej niż pierwsza planeta w naszym układzie.

 

Tylko jedna z nich znajduje się w tzw. strefie zamieszkania, dlatego uczeni spekulują iż może się tam znajdować woda. Planeta znajdująca się najbliżej swojej gwiazdy potrzebuje tylko 10 dni aby wykonać pełen obrót wokół niej, natomiast na tej najbardziej oddalonej rok trwa tylko 45 dni. Najmniejsza z nich jest o 50% większa od Ziemi, tymczasem największa - 110%.

 

 

Źródło: http://www.nature.com/news/three-super-earth-exoplanets-seen-orbiting-nearby-star-1.16740


Przynajmniej dwie nieznane planety mogą się znajdować za orbitą Plutona

Temat planety X powraca cyklicznie i o dziwo tym razem nie ze strony pasjonatów mitycznej planety Nibiru wspominanej jeszcze przez Sumerów, ale ze strony poważnych naukowców. Dodatkowo donoszą oni, że za orbitą Plutona mogą się znajdować dwa ciała niebieskie wpływające grawitacyjnie na pozostałe obiekty w tamtej okolicy.

 

Do takich wniosków doszedł Carlos de la Fuente Marcos z uniwersytetu UCM (The Complutense University of Madrid) po przeanalizowaniu trzynastu tak zwanych ekstremalnych transneptunowców (ETNO - extreme trans-Neptunian object) czyli planetoid lub planet karłowatych takich jak Pluton, znajdujących się poza orbitą Neptuna uważanego obecnie za ostatnią planetę naszego systemu.

 

Orbity tych ETNO są drastycznie różne od przewidywań astronomów. Oczywiste jest zatem, że musza na nie oddziaływać jakieś niebagatelne siły, których nie uwzględniono przy kalkulacji ich trajektorii. Zdaniem naukowca jego wyliczenia wskazują, że na skrajach naszego Układu Słonecznego muszą się znajdować przynajmniej dwie nieznane dotychczas planety.

Do wniosków takich de la Fuente doszedł po przeprowadzeniu licznych symulacji komputerowych. Model matematyczny powstał na podstawie obserwacji komety 96P/Machholz 1 oraz wspomnianych kilkunastu transneptunowców, które zachowywały się niezgodnie z oczekiwaniami. Badania wykazały, że może się tak dziać tylko wtedy, gdy na ich ruch wpływają inne silne źródła grawitacji.

Uczony twierdzi, że takich dużych obiektów astronomicznych może być nawet więcej niż dwa. Obiegają Słońce w odległości, co najmniej 200 AU i więcej. Odległość między Ziemią i Słońcem to 1 AU. Te hipotetyczne planety muszą mieć siłę grawitacji większą od Ziemi. Tajemnicą pozostaje, dlaczego nie zostały dotychczas zaobserwowane. Widać za to, że wpływają na ruch innych odległych ciał niebieskich.

 

 

 


Strony