Listopad 2014

Czerwona Plama na Jowiszu może być wynikiem ekspozycji na promieniowanie słoneczne

Według nowej analizy danych uzyskanych z misji Cassini, kolor Wielkiej Czerwonej Plamy na Jowiszu jest wynikiem degradacji prostych związków chemicznych, które są narażone na działanie promieni słonecznych w górnych warstwach atmosfery tej gazowej planety. Wyniki te przeczą innym teoriom pochodzenia kolorów tej długowiecznej formacji pogodowej.

 

Wygląda na to, że pojawienie się czerwonawych pierwiastków ma związek z chmurami Jowisza. Naukowcy doszli do tych wniosków na podstawie danych uzyskanych podczas lotu sondy Cassini, która znajdowała się w pobliżu Jowisza w grudniu 2000 roku. Badanie wzbogaciły dane z eksperymentów laboratoryjnych.

To właśnie tam naukowcy sprawdzali jak zachowuje się amoniak, acetylen i pierwiastki chemiczne obecne na Jowiszu. Odzwierciedlono nie tylko atmosferę gazowego giganta, ale również oddziaływanie Słońca na nie przy ciśnieniach panujących na ekstremalnie wysokościach chmurach tej planety. W laboratorium doprowadziło to do powstania substancji o czerwonawym kolorze.

Ogromny antycyklon zwany Wielką Czerwoną Plamą, wieje na Jowiszu już od co najmniej 350 lat. Burza ta jest wystarczająco duża, aby dało się ją zobaczyć za pomocą amatorskich teleskopów. Odkrywcą Wielkiej Czerwonej Plamy jest brytyjski fizyk, Robert Hooke. Obserwacji dokonał w 1664 roku. Prawdopodobnie jednak antycyklon znajduje się na powierzchni Jowisza znacznie dłużej.

 

 

 


NASA opublikowała nowe zdjęcia Europy - lodowego księżyca Jowisza

Europa to jeden z czterech największych satelitów Jowisza. Jej rozmiar jest na tyle duży, że jest tylko nieco mniejszy od naszego Księżyca. Powierzchnia Europy jest pokryta warstwą lodu, a niektórzy naukowcy sugerują, że pod skorupą lodową znajduje się ocean, podobny do ziemskich subglacjalnych jezior.

 

Najnowsze kolorowe zdjęcia księżyca Jowisza zostały wykonane dosyć dawno temu, bo uzyskano je pod koniec 1995 roku, za pomocą sondy kosmicznej Galileo. Po przetworzeniu obrazu za pomocą współczesnych nowoczesnych metod, okazało się, że można obserwować w wysokiej rozdzielczości większość Europy i to w realistycznych kolorach.

Źródło: NASA/Galileo

Różnice koloru wzdłuż powierzchni księżyca są związane z różnicami geologicznych. Fragmenty, które są niebieskie lub białe zawierają stosunkowo czysty lód z wody. Wyraźnie widać też pęknięcia jakie wywołuje na powierzchni tego księżyca potężna grawitacja Jowisza.

Źródło: NASA/Galileo

 

 

 


Na wczesnym Marsie mogła znajdować się woda w stanie ciekłym dzięki aktywności wulkanicznej

Często słyszymy o tym, że Mars mógł być kiedyś bardzo podobny do Ziemi pod względem panujących tam warunków. Temperatury mogły być wyższe niż obecnie a na powierzchni tej planety mogła znajdować się woda w stanie ciekłym. Z najnowszego badania wynika, że dawne erupcje wulkaniczne mogły powodować iż Mars był odpowiednio nagrzewany.

 

Według dr Itay Halevy z Weizmann Institute w Tel Awiwie oraz profesora Jamesa Head'a z Brown University w Rhode Island, 3.7 miliarda lat temu miała miejsce na Marsie znaczna aktywność wulkaniczna a w tym samym czasie woda znajdowała się tam w stanie ciekłym. Niektórzy uważają, że Czerwona Planeta mogła nawet przypominać obecną Ziemię pod względem ilości wody. 

 

Erupcje wulkaniczne na Ziemi powodują jej ochłodzenie, ponieważ kwas siarkowy oraz pył pochłaniają promieniowanie słoneczne. Jednak jak twierdzą badacze, powołując się na przeprowadzone kalkulacje, pył w marsjańskiej atmosferze mógł łagodzić efekt ochłodzenia poprzez jego przyleganie do związków, zawartych w chmurze wulkanicznej.

 

Co więcej, krótkie okresy intensywnej aktywności wulkanicznej mogły pompować znaczne ilości dwutlenku siarki, tworząc efekt cieplarniany. To z kolei prowadziłoby do ogrzania marsjańskiego regionu równikowego w sposób wystarczający aby mogła się tam znaleźć woda w stanie ciekłym.

 

Według uczonych, 30% powierzchni tej planety było pokryte lawą, co mogło mieć znaczy wpływ na jej atmosferę. Wulkanizm mógł utrzymywać temperatury na wczesnym Marsie na poziomie powyżej temperatury topnienia przez dziesiątki lub setki lat.

 

 

Źródło: http://news.discovery.com/space/volcanoes-may-have-warmed-mars-enough-for-water-141118.htm


NASA planuje ladowanie na asteroidzie Bennu, która może się zderzyć z Ziemią w XXII wieku

W 2016 roku rozpoczyna się misja OSIRIS-Rex, która ma dokonać lądowania na asteroidzie Bennu. Celem jest też pobranie próbki jej powierzchni i przetransportowanie na Ziemię. Misja ta została przygotowana przez NASA i w dużej mierze będzie asteroidowym odpowiednikiem europejskiej misji Rosetta.

 

Jak planuje NASA, opracowane przez nich urządzenie będzie lądować na asteroidzie w 2018 roku. W 2023 roku uzyskane zostaną próbki jej powierzchni, które w założeniu mają powrócić na Ziemię. Przyjmuje się też, że Bennu może zawierać materiał organiczny, zachowany od początku narodzin Układu Słonecznego. Obiekt ten należy do grupy Apolla i ma około 500 metrów średnicy.

 

Badacze prowadzono obserwacje wykazały, że gęstość Bennu jest mniejsza niż gęstość skał. Według naukowców, asteroida może mieć wewnątrz puste przestrzenie. Asteroida ta jest bardzo ciemnym obiektem astronomicznym, odkryto ją dopiero w 1999 roku. Pochłania ona prawie całe światło słoneczne, uwalniając energię w postaci ciepła. Prowadzi to do stałego nieznacznego przemieszczania się na orbicie. Zjawisko to nazywa się efektem Jarkowskiego.

Obraz radarowy asteroidy Bennu wykonany przez radioteleskop Goldstone

Naukowcy szacują, że asteroida ta może uderzyć w Ziemię w XXII wieku, w latach 2169-2199, a prawdopodobieństwo takiego wydarzenia szacowane jest obecnie na 1 do 2500. Gdyby jednak to ciało niebieskie stało się kiedyś dla Ziemi problemem, planowane obecnie badania bez wątpieni będą przydatne w przygotowaniu strategii przetrwania naszej planety.

 

 


Astronomowie zaobserwowali mechanizm potężnych burz na Uranie

Pogoda, jaką zaobserwowali na Uranie ziemscy naukowcy jest zaskakująco aktywna. Naukowcy nie ukrywają, że pojawienie się burzliwego periodu na tej lodowej planecie jest trudne do wytłumaczenia.

 

Aktywność pogodową na Uranie zaobserwowano po raz pierwszy dopiero w 2007 roku, gdy Słońce świeciło bezpośrednio na Urana. Zwiększona aktywność pogody na tej planecie była wtedy wyjaśniana ustawieniem planet i zbliżeniem do Słońca, które występuje raz na 42 lat. Ale dlaczego teraz na siódmej planecie od Słońca szaleją potężne burze? Astronomowie nie udają, że rozumieją co się tam dzieje.

Ludzkość nadal nie posiada orbitera, który mógłby zbierać informacje na temat Urana. Wiemy jednak, że planeta ta składa się z lodu stworzonego z wody, metanu i amoniaku i posiada chmury. Aktualne burze zaobserwowano przy użyciu obserwatorium Keck. Specjaliści są zaskoczeni jak potężne są te burze i usiłują znaleźć jakieś wyjaśnienie.

Porównanie wielkości Urana i Ziemi

Oczywiście jedną z możliwości jest aktywność słoneczna, ale nie wiadomo, dlaczego pojawiło się to dopiero teraz. Być może przyczyną jest metan, który wznosi się w atmosferze Urana i może się przyczyniać do bardziej ekstremalnych burz. Uran jest zazwyczaj nazywany stabilną planetą, bo nie dzieje się tam zbyt wiele. Tym bardziej dziwią te nagłe zmiany.

 


Sonda Philae, która wylądowała na komecie odkryła cząsteczki organiczne

Pionierska misja kosmiczna Rosetta, której kulminacją było lądowanie na komecie modułu Philae, pozwoliła dokonać niezwykłego odkrycia. Wykryto cząsteczki organiczne, które mogą uczestniczyć w tworzeniu ważnych związków chemicznych, które mogą być budulcem życia.

 

Związki chemiczne wykryło jedno z urządzeń znajdujących się na lądowniku Philae. Zawierają one atomy węgla. Naukowcy analizują dane, próbując zrozumieć czy mogą one dać początek protein. Ponadto, naukowcy będą badać dane z testów próbek gleby z komety.

 

Badanie komet może pomóc w studiowaniu ewolucji wczesnego Układu Słonecznego, ponieważ ich forma prawdopodobnie pozostała niemal niezmieniona od 4,5 miliarda lat. Ponadto badania takie mogą rzucić więcej światła na pytania dotyczące pochodzenia życia na Ziemi.

Źródlo: ESA

Naukowcy uważają poza tym, że cała znajdująca się na naszej planecie woda pochodzi właśnie z komet. Teraz, mimo, że lądownik Philae wyczerpał baterie, na Ziemię przesłano duża ilość danych, które będą teraz analizowane. Nadal orbiterem 67P pozostaje sonda Rosetta i astronomowie mają nadzieje zbadać jak będą się zmieniać warunki na komecie wraz z malejącą odległością od Słońca.

 

Warto zaznaczyć, że mimo iż misja Philae dobiegła końca, świetną robotę wykonał opracowany częściowo w Polsce i w Niemczech aparat MUPUS, automatyczny młotek z detektorami, który miał spenetrować powierzchnię tego ciała niebieskiego. To właśnie polski instrument monitorował różnice temperatury podczas lądowania i ustalił, że jądro komety ma temperaturę -153 stopni Celsjusza. Potem jeszcze, gdy opadł pył, temperatura spadła o kolejne 10 stopni.

Źródło: ESA

Młotek zadziałał, ale powierzchnia była na tyle twarda, że udało się skruszyć tylko kilka milimetrów lodowej skorupy. Dotarcie do niej było poprzedzone penetracją warstwy pyłu mającej od 10 do 20 cm.

 

Prawdopodobnie to dopiero początek sensacyjnych informacji, jakie będą elektryzować naukową społeczność międzynarodową. Napłyną one, gdy zostaną przeanalizowane dane nadesłane przez Philae po przeprowadzeniu wszystkich eksperymentów. Obecnie odkrycie związków organicznych jest uważane za najbardziej sensacyjne ustalenie tej europejskiej misji kosmicznej.

 

 


Historyczny sukces europejskich naukowców - udane lądowanie na komecie 67P

Wczoraj doszło do udanego lądowania ziemskiego pojazdu na komecie. To dopiero siódme ciało niebieskie, na którym pojawiły się ziemskie urządzenia. Lądownik Philae w ostatniej fazie lotu miał do przebycia około 14 km, po czym osiadł na powierzchni komety.

 

Nie obyło się bez perturbacji, ponieważ harpuny, które miały przytwierdzić lądownik nie zadziałały od razu. Naukowcy z centrum kontroli lotów w Niemczech szacują, że Philae odbił się i przyziemił kilkukrotnie zanim ostatecznie osiadł.

 

ESA przyznaje, że dokładna lokalizacja Philae nie jest możliwa, ponieważ odbił się przynajmniej trzykrotnie. Były to całkiem solidne skoki, bo ESA szacuje, że drugi z nich, według telemetrii wystrzelił lądownik na kilometr w górę. Jednak wygląda na to, że po tych wszystkich przejściach sonda jest nadal sprawna.

Pierwsze zdjęcie przesłane przez Philae z powierzchni komety 67P - źródło: ESA

Niezwłocznie po tym wydarzeniu rozpoczęto wszelkie zaplanowane badania. Akumulatory lądownika zapewnią 48 godzin pracy urządzenia, a prąd z paneli słonecznych nie jest pewny. Ze względu na to, że lądownik znajduje się przy jakimś klifie zamiast oczekiwanych 6-7 h Słońca, będzie miał do 1,5 h.

Pierwsza panorama z komety 67P - źródło: ESA

Z zaplanowanych eksperymentów wykonano już prześwietlenie jądra komety, co było możliwe dzięki współpracy Philae z orbitującą wokół komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko sondą Rosetta. Teraz czas na wiercenia, stosowania polskich automatycznych młotków z PAN etc. Więcej informacji na temat komet zapewne usłyszymy już wkrótce. Rozpoczyna się nowy etap w eksploracji kosmosu przez człowieka.

 

 

 


Obiekt G2 przetrwał spotkanie z czarną dziurą - naukowcy są zaskoczeni

Gdy w 2011 roku astronomowie odkryli obiekt wyglądający na chmurę gazu o masie kilkunastokrotnie większej niż Ziemia, która zdawała się przyspieszać w kierunku supermasywnej czarnej dziury znajdującej się w centrum Galaktyki - Sagittariusa A* zwanego też Sgr A*. Wieszczono początkowo, że chmura zostanie skonsumowana przez czarną dziurę w 2013 roku, nie została, ale okazuje się, że chmura prześlizgnęła się tak czy inaczej.

 

Spodziewano się, że dojdzie do anihilacji obłoku, ale jak się okazało G2 przeszedł w okolicy centrum Galaktyki w lecie 2014. Co zupełnie zaskoczyło uczonych, ten grawitacyjny potwór pozostawił obiekt G2 niemal nietknięty. Naukowcy nie potrafią tego inaczej wyjaśnić, jak sugerując, że G2 w istocie był czymś innym niż tylko chmurą gazu.

Źródło: Keck Observatory

Astronomowie z UCLA przekonują, że G2 to w istocie gwiazda, albo dwie gwiazdy, ponieważ większość systemów gwiezdnych w kosmosie jest binarna. Na skutek oddziaływania efektu "spaghetti" czyli rozciągania materii przez studnię grawitacyjną, gwiazda zmieniła swój stan rozciągając się, co dodatkowo spowiło ją chmurą gazu.

Centrum naszej Galaktyki, Teleskop Spitzer - NASA/JPL/S. Stolovy (SSC/Caltech)

To dlatego początkowo przyjęto, że mamy do czynienia z chmurą. Jednak gdy rzekomy obłok wodoru przeleciał niemal nieuszczuplony w okolicy czarnej dziury, stało się jasne, że to coś innego niż nam się wydawało. Specjaliści podejrzewają, że podczas takich przelotów może dochodzić do rozciągania i łączenia binarnych gwiazd w nowe gwiazdy.

Fizyka czarnych dziur, obiektów, których nie da się zobaczyć, do dzisiaj nie jest właściwie poznana. Wszystko składa się z przybliżeń i kolejnych obserwacji, które weryfikują przewidywania astrofizyków. Przypadek z chmurą G2 jest pod tym względem modelowy.

 

 

Źródła:

http://newsroom.ucla.edu/releases/ucla-astronomers-solve-puzzle-about-bi...

http://iopscience.iop.org/2041-8205/796/1/L8/article


Europejska sonda kosmiczna wkrótce wyląduje na komecie

Europejska Agencja Kosmiczna zamierza dokonać przełomowej operacji. Pierwsze w historii lądowanie na powierzchni komety. Sonda kosmiczna Rosetta już 6 sierpnia weszła na orbitę komety orbitę komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko.

 

Minęła dekada od czasu gdy Rosetta wyruszyła na spotkanie z kometą 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Początkowo zupełnie inne ciało niebieskie było celem tej misji, ale ostatecznie obrano taki kierunek, a za kilkadziesiąt godzin dojdzie do kulminacyjnego momentu, którym będzie pierwsze w historii lądowanie na powierzchni komety.

 

Lądownik nazywa się Philae, a jego wypuszczenie planowane jest na 12 listopada. Cały astronomiczny świat czeka na doniesienia na temat tego przedsięwzięcia. Bez wątpienia zostanie ono zapamiętane, nawet jako próba lądowania na takim ciele niebieskim. Skuteczne pobranie próbek jądra komety, byłoby z pewnością wielkim naukowym osiągnięciem.

Dzięki temu może dowiedzielibyśmy się nieco więcej na temat rzeczywistej natury komet. Miejmy nadzieję, że uda się doprowadzić tą misję do końca, a dzięki niej poziom wiedzy o kosmosie na Ziemi ulegnie poprawie.